Romantyczność

Kilka tygodni temu obudziła się we mnie silna i dojmująca chęć doczytania do końca trylogii prowincjonalnej Marthy Grimes. Innymi słowy – poczułam, że to jest ta chwila, aby pożegnać się z Emmą Graham, że naszej znajomości nie ma sensu wydłużać w nieskończoność. Tym bardziej, że akcja wszystkich powieści rozgrywa się w ciągu jednego lata, a ja rozciągnęłam je do niedorzecznych w swej długości trzech lat.

Gdziekolwiek się nie obrócę czai się tajemnica [s.44] zauważa Emma i faktycznie, rzec by można, że z lubością rozgrzebuje stare, zapomniane sprawy. W „Hotelu Belle Rouen” rozwiązuję zagadkę zniknięcia niemowlęcia porwanego przed dwudziestu laty podczas balu w tymże hotelu, który teraz jest niczym innym jak tajemniczą i malowniczą ruiną w środku lasu. Chyba wspominać nie muszę, że nie łatwo jest rozwikływać dawne tajemnice mając lat dwanaście, będąc kelnerką w hotelu prowadzonym przez ignorującą ją matkę i, gdyby obowiązków tam było mało, również deus ex machiną w musicalowej wersji Medei przygotowywanej przez brata?

Oryginalny tytuł powieści – „Belle Ruin” – świetnie oddaje klimat upadku i urok świata pokrytego kurzem i szlachetną patyną. Grimes z niezrównanym wdziękiem studiuje życie na prowincji, ale takiej przez duże p. Prowincji, gdzie diabeł mówi dobranoc, z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Miejsc zapomnianych, do których poza lokalną społecznością nikt się nie zapuszcza, a i oni czynią to niechętnie. To zabawne, że wcześniej na to nie zwróciłam uwagi, ale słodki klimat powieści Grimes to kwintesencja romantyzmu. Nie, nie epoki Mickiewicza i lorda Byrona. Tego romantyzmu, który nieuchronnie kojarzy się z pierwszymi zauroczeniami i nieśmiałymi miłosnymi gestami. Romantyczny nastrój tworzą już same nazwy i unosząca się wokół nich aura tajemnicy: Lake Noir, Spirit Lake, hotel Paradise czy Zapadły Dom. Jeśli Grimes jest mroczna to właśnie w taki romantyczny i słodki sposób, a właśnie w „Hotelu Belle Rouen” między wersami pobrzmiewają ślady pierwszej młodzieńczej fascynacji.

Szkoda, że to koniec, choć z drugiej strony czuć, że konwencja nieuchronnie się wyczerpywała i zaczynała zjadać własny ogon. Co prawda Grimes nie rzuciła mnie na kolana, ale i tak lektura „Hotelu Belle Rouen” wprawiła mnie w błogi nastrój. Poza tym powieść jest wyjątkowo zabawna.

Ocena: ★★★★½☆

[„Hotel Belle Rouen” Martha Grimes, przełożyła Barbara Kopeć – Umiatowska, W.A.B., Warszawa 2007]

Uwaga na marginesie: Koniecznie należy zachować kolejność oryginalną. Innymi słowy – trylogię Grimes czytamy po bożemu w kolejności: „Hotel Paradise”, „Stacja Cold Flat Junction”, „Hotel Belle Rouen”.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kryminalni, Lekturki, USA i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Romantyczność

  1. skoro zabawna, to może napiszesz, co w niej zabawnego? :) dopytuję, bo z samej recenzji ta zabawność raczej nie wynika.

  2. czara FRANCE pisze:

    Mnie ubawiło, że trzeba ją czytać „po bożemu” ;)

  3. maioofka POLAND pisze:

    Naprawdę akcja wszystkich trzech części rozgrywa się w ciągu jednego lata? Myślałam, że są bardziej samodzielne. Dobrze, że o tym napisałaś w każdym razie – przeczytam drugą i trzecią część ciągiem w takim wypadku. Ale zostawiam sobie tą przyjemność na gorące i leniwe lato :))

  4. peek-a-boo POLAND pisze:

    jak dobrze ze przypomniałas o tej ksiazce! tez sie z Emma rozstałam jakies dwa lata temu i moze wreszcie, przy okazji zbliżąjacych sie wakacji powroce do tej znajomosci. A juz naprawde zapomniałam ze mam trzecią czesc na półce, ech, nie ma to jak porzadny blog ksiazkowy, ktory da kuksanca w odpowiedniej chwili :)

  5. zosik POLAND pisze:

    Marcin rozbawił mnie niemalże do łez wątek przedstawienia przygotowywanego przez brata Emmę, a już zwłaszcza obsada na czele z wiejskim głupkiem Paulem
    Czara bo trzeba! Po bożemu, od początku do końca. Wiesz z jaką ja wrodzoną dezynwolturą podchodzę do czytania cykli powieści. A tutaj trzeba zachować kolejność i tyle. Nawet ja musiałam się temu rygorowi poddać
    Maioofko nie są w ogóle samodzielne. Prawdę mówiąc chyba najfajniej jest przeczytać jednym ciągiem wszystkie 3 części, a zaczynanie w innej kolejności jest działaniem pozbawionym sensu.
    Peek do usług :-)))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>