Niepamięć

Zdaje się, że będzie to przymiarka numer 3. Wcześniejsze dwie próby zjadł Backspace. I dobrze, bo nie były wiele warte. Myśli krążą intensywnie, ale odpowiednie słowa wymykają się między palcami. Nie potrafię pisać o reportażach Hanny Krall tak jakbym chciała, jak sobie to wyobrażam. Zetknięcie z jej niepozornym zbiorkiem „Dowody na istnienie” okazało się doświadczeniem tak emocjonującym i poniekąd przytłaczającym, że moja fraza (jakkolwiek zmyślna by nie była) jest marnym puchem przy eleganckim i powściągliwym piórze Pani Krall.

Znakomity jest już sam tytuł – połączenie racjonalnego i namacalnego dowodu z kruchością istnienia. Metaforyczny i dosłowny za razem. Doskonale oddający istotę i treść tomu, w którym Krall ze współczesnej perspektywy tropi pozostałości po przedwojennej kulturze żydowskiej. Odtwarza historię, którą wojenna hekatomba właściwie zdmuchnęła z powierzchni ziemi. Oczywiście opisywanie procesu zdmuchiwania byłoby zbyt proste i, jakkolwiek to nie brzmi, zbyt banalne. Krall woli pisać o zwykłych ludziach, a historia przefiltrowana przez codzienne doświadczenia świadków, uczestników i ofiar nabiera uniwersalnego, ale i szczególnie dramatycznego wydźwięku. Przestaje być zbiorem suchych dat, liczb i faktów. Staje się osobista, ludzka, przejmująca i namacalna. Tym bardziej, że styl Krall daleki jest od efekciarskiej celebry.

Dwa najważniejsze motywy przenikające się wzajemnie w „Dowodach na istnienie” to kwestia tożsamości oraz pamięci i niepamięci zarazem. Jeden z najlepszych tekstów w zbiorze, zatytułowany właśnie „Niepamięć” opowiada o osobach, które po wojnie odkryły swoje żydowskie pochodzenie. Odkryły, że Ci którzy podawali się za ich rodziców wcale nimi nie byli, że są dziećmi Holocaustu, którym udało się uniknąć zagłady dzięki desperacji i odwadze biologicznych matek pozostawiających ich w krzakach, przy drogach i innych dziwnych miejscach w nadziei, że ktoś się nimi zajmie. Bohaterowie Krall, wśród nich katolicki kapłan, nie tylko z okruchów pamięci próbują odtworzyć przeszłość, dokopać się do korzeni, ale i skonstruować swą tożsamość, siebie od nowa. Zmuszeni są przedefiniować swój światopogląd, od początku składać świat rozbity w drobny mak, , bo bolesna przeszłość się o nich upomina, albo oni upominają się o nią, jak bohaterka reportażu „Sosna”, która preparuje żydowską tożsamość z sobie tylko znanych powodów. Może po to, aby poczuć się lepiej, dać wyraz swej inności, albo podczepić się pod zamożną amerykańska rodzinę?

Krall, ustami swych bohaterów, jednak pyta o coś innego. Czy lepsza jest świadomość czy nieświadomość? Albo jeszcze bardziej kategorycznie: czy lepiej było zginąć czy przeżyć i być skazanym na życie z poczuciem winy, ból, tęsknotę i rozdzielenia? Kilka dni temu obejrzałam wystawę Wojenne rozstania, która okazała się przejmującym suplementem do „Dowodów na istnienie”. Wystawa opowiada o wojennych losach siedmiu polskich rodzin (również żydowskiego pochodzenia), które w wojennej zawierusze zostały rozdzielone, często na zawsze. Chyba najbardziej wzruszył mnie los pary z plakatu – małżeństwa Młyńczyków. Para co prawda przeżyła wojnę, ale osobno. Ona, zesłana do kołchozu na Syberię wraz z maleńkimi dziećmi, nie dostała zezwolenia na powrót. Jemu udało się wyjść z ZSRR z armią Andersa,  po wojnie osiadł w Wielkiej Brytanii. Nigdy już się nie spotkali.

Ocena: ★★★★★☆

[„Dowody na istnienie” Hanna Krall, Wydawnictwo a5, Poznań 1995]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, Polska, reportaż i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Niepamięć

  1. maioofka POLAND pisze:

    Przeczytam na pewno – niedawno dostałam w prezencie zbiór kilku pozycji pani Krall :) Mam tylko nadzieję, że to moje wydanie zawiera całe „Dowody na istnienie” a nie tylko wybór tekstów.
    Problem poczucia winy u osób które przeżyły Holocaust, przewija się w całej twórczości tej pisarki. Niezwykłe, jak prosto potrafi ona pisać o tak trudnych sprawach. Bo przecież to takie zaglądanie innym w dusze…

  2. zosik POLAND pisze:

    Ty szczęściaro!!! Wydaje mi się, że wydanie zbiorcze zawiera wszystkie teksty. Ja sobie ostatnio sprawiłam „Bardzo długą linię” wraz z „Spokojnym niedzielnym popołudniem” w jednym tomie i jestem wyjątkowo szczęśliwa z tego powodu.

  3. maioofka POLAND pisze:

    To tak jak ja :) Wzbogaciłam się o „Żal”, „Wyjątkowo długą linię życia. Spokojne niedzielne…” oraz „Sublokatorka. Okna” – w końcu wydanie na jakie te książki zasługują, prawda? Na pierwszy ogień jednak pójdzie „Spokojne niedzielne popołudnie”, ponieważ od momentu przeczytania Twojej recenzji to właśnie taką Krall chcę poznać.

    PS. Murakami już u mnie mieszka i się „obwąchujemy” powoli – zrujnujesz mnie swoimi polecankami Zosik ;))

  4. zosik POLAND pisze:

    Maioofko czy ty wykupujesz całe księgarnie? :-))))

  5. maioofka POLAND pisze:

    Maj to na szczęście urodzinowy okres otrzymywania, więc nie wszystko musiałam sama kupować ;) Ale problem z powstrzymaniem się od zakupu mam coraz większy – okazja plus dobra recenzja czyni zakupoholika książkowego widocznie :))
    I bez wypominania, ale udział w nakręcaniu takich podatnych duszyczek jak ja, masz niemały! Za szybko czytasz, za dobrze chwalisz :)

  6. zosik POLAND pisze:

    Ja wcale szybko nie czytam! Serio i doskonale rozumiem Twój zakupoholizm. Tania Książka mym drugim domem, ale ostatnio wyrobiłam w sobie odruch, że zanim sprawdzę ile książką kosztuje – sprawdzam czy nie ma jej w bibliotece, bo między nami mówiąc krew mnie zalewa jak widzę na bibliotecznych regałach zalegające i kurzące się książki, które musiałam sobie kupić a teraz nie mam czasu czytać. Termin zwrotu, nawet z tymi prolongatami, jakoś mnie dyscyplinuje. Swoją droga kiedy pokażesz następny stos? Uwielbiam te Twoje stosy :-)

  7. maioofka POLAND pisze:

    :) A ja się właśnie obawiam, że najbardziej rozbudowaną kategorią wpisów u mnie będą stosy. Żeby się nie pogubić w tym co mam, zaczęłam już katalogować i to dopiero czas mi pożera! Takie słodkie przekleństwo te książki… Ale już za późno na powrót do bibliotek, bo co wtedy z własnymi nieprzeczytanymi zbiorami? Błędne koło po prostu :))
    Czytając blogi pogrążam się tylko w tym szaleństwie jak zauważyłam, więc szanse na poprawę są coraz mniejsze. Trudno ;)

  8. zosik POLAND pisze:

    Tak, to w sumie prawda. Przez blogi szaleństwo się pogłębia. Nie wiem jak Ty, ale ja dysponuję bardzo niewielką przestrzenią życiową, która i tak jest zawalona książkami. Jakiś czas temu musiałam poustawiać książki w dwóch rzędach, bo jest okropne, ale inaczej mi się nie mieściły. Na powieszenie czeka jeszcze jedna półka, a potem już nie wiem co? :P Swoją drogą, wybacz mi tak osobiste pytanie, ale jestem wielce ciekawa co robisz z przeczytanymi już książkami? Chomikujesz? Rozdajesz? Rozprowadzasz na serwisach aukcyjnych?

  9. maioofka POLAND pisze:

    Plan był taki, że będę sprzedawać te mniej zachwycające, zostawiając sobie same perełki. Czas pokazał, że nawet z największymi rozczarowaniami trudno mi się rozstać (bo a nuż kiedyś do tego wrócę i okaże się spełnieniem marzeń?!), więc podobnie jak u Ciebie: dwa rzędy książek (o tych z tyłu wiecznie zapominam niestety), na nich stosy poziomo dopchane do ostatniego centymetra oraz co rok nowy… regał oczywiście :)) Właśnie zapełniłam regał tegoroczny, więc najnowsze nabytki (mam „Białego tygrys” w końcu! i „Bar dobrych ludzi”! i „Pasje utajone”! i „Co to za coś”! i… ) leżą tak bezprzydziałowo na stoliku a ja kombinuję co dalej. Na regały nie ma już miejsca, więc pewnie sufit niedługo zabudowywać zacznę ;)
    Ostatnio sama zaczęłam się już niepokoić o mój stan (psychiczny również) i trochę książek rozdałam – niech inni też czytają i się martwią gdzie to trzymać potem! :P Ale ciężko się rozstawać, oj ciężko.

  10. zosik POLAND pisze:

    A może jakąś czarująco przybuduweczkę? Swoją drogą faktycznie jest tak jak mówi Jacek Dehnel – książki zjadają powierzchnię. Dobrze, że mam cierpliwego męża, który już nawet przestał komentować stosy znoszone zewsząd. Ja w każdym razie sporo książek oddaje do biblioteki w mieście, z którego pochodzę. Oni się cieszą, a ja nie muszę płacić kar za przetrzymanie.

  11. maioofka POLAND pisze:

    Ja też nie muszę odkąd nie wypożyczam ;) Myślałam nad takim „uwolnieniem” niektórych książek, ale jeszcze nie przetestowałam siebie w tej sytuacji. Może i tym mnie zarazisz :)

    Na bzika książkowego tylko cierpliwością można odpowiadać. I może jeszcze pomysłowością z cyklu: gdzie tu jeszcze dobudować regalik :))

  12. zosik POLAND pisze:

    Myślę, że określenie „uwalnianie” książek jest bardzo ładne i adekwatne i wierz mi, że po chwili żalu zrobi Ci się dużo lżej, gdy:
    a/ uświadomisz sobie, że pomagasz i tak kulejącym bibliotekom
    b/ masz wolne miejsce na półkach :)

  13. giera POLAND pisze:

    byłem kiedyś na spotkaniu promocyjnym jakiejś książki Krall, na którym czytała fragmenty, a potem opowiadała i odpowiadała na pytania
    i ta druga część spotkania była ciekawsza, dużo.

  14. zosik POLAND pisze:

    A może pamiętasz jaka to była książka?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>