Kretyni z UK

Tę jedyną, uroczą w swej naiwności i nieszczególnie mądrą książką, o której wspomniałam tutaj była „Dewiza Woosterów” niejakiego Pelhama Grenville’a Wodehouse, bliżej znanego po prostu jako P.G. Wodehouse.

Miałam już przyjemność posmakować twórczości tego Pana. Rok temu, w czasie Wielkanocy, leczyłam przejedzenie jego „Pełnią księżyca” toteż z grubsza wiedziałam czegóż spodziewać się po „Dewizie…”. Spakowałam ją do walizki zresztą z premedytacją. Co prawda należę do grona tych, co lubią mieć duży wybór i zawsze wiozą przynajmniej trzy książki*, ale zazwyczaj żadnej nie napoczną. Tym razem było inaczej, za co mogę podziękować mojemu szanownemu małżonkowi, który skazał mnie na samotne popołudnie w jednej z Warszawskich galerii handlowych**. Inna pewnie szlajałaby się po butikach, ja okopałam się na flance kawiarni i przeczytałam Wodehouse’a.

Akcja, choć rozgrywa się w środowisku angielskich wyższych sfer, swą niefrasobliwością i przewidywalnością przywodzi na myśl telenowelę. Suspens też nie jest najwyższej próby, toteż lekturze towarzyszy niezmienna konsternacja połączona z pytaniem: jak można być aż takim głąbem? Cóż z tego skoro Wodehouse ma talent do konstruowania karykaturalnych postaci –intelektualnie ograniczonych leni, snobów z imperialistycznymi zapędami wikłających się w coraz bardziej absurdalne towarzyskie tarapaty. Jedyną ostoją mądrości i rozsądku w tym towarzystwie jest powściągliwy kamerdyner Jeeves wciąż ratujący swego, wyposażonego w kurzy móżdżek, pryncypała Bertiego Woostera.

Fabuła „Dewizy Woosterów” jest tak zawiła, że nie sposób jest streścić w kilku zdaniach. Nie próbował nawet wydawca, zamieszczając na odwrocie jedynie zdawkową notkę na temat twórczości Wodehouse’a. W każdym razie przedmiotem dramatu, wokół którego kręci się akcja jest szkaradny srebrny mlecznik w kształcie krówki – obiekt pożądania tudzież poważnych sporów na linii damsko męskiej, co z kolei generuje cały szereg niedorzecznych scenek z udziałem między innymi sklerotycznego sędziego pokoju, hodowcy traszek, głupawego policjanta i przywódcy angielskiej organizacji nazistowskiej, której znakiem rozpoznawczym są czarne szorty. Katastrofy rytmicznie następują jedna po drugiej, a Berti (uchodzący w tym gronie niemalże za Alfę i Omegę oraz supermena w jednym), przy dyskretnym wsparciu Jeevsa, z pogodą ducha stawia czołom kolejnym niebezpieczeństwom aż po szczęśliwy finał.

Ocena: ★★★½☆☆

[„Dewiza Woosterów”, P.G. Wodehouse, z angielskiego przełożyła Hanna Rowińska, Książka i Wiedza, Warszawa 1984]

*tym razem prócz P.G. Wodehouse woziłam z sobą tomik reportaży Hanny Krall oraz tego nieszczęsnego Camillerego, którego „Złodziei kanapek” usiłuję przeczytać już od dobrych dwóch tygodni z marnym skutkiem.

**w Warszawie też byłam, w sumie po drodze jest z Lublina do Gdyni.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Lekturki, Literatura dowcipna i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Kretyni z UK

  1. maioofka POLAND pisze:

    Z zaciekawieniem czytam Twoje wrażenia z lektury, ponieważ sama zabieram się od niedawna do Wodehouse’a jako klasyka angielskiego humoru. Moje oczekiwania były do tej pory OLBRZYMIE (delikatnie mówiąc), więc trochę mnie ostudziłaś :) Może to i lepiej nawet, bo wygórowane wyobrażenia rzadko kiedy mają swój hepi end ;)

    Do lektury Wodehouse’a może też zachęcić słynny doktor House i jego serial „Jeeves and Wooster” ( http://www.youtube.com/watch?v=lwxqgQEYeFc&feature=related ), ponieważ sam Laurie ponoć uważa te książki za najśmieszniejszą rzecz pod słońcem :) Ale pewnie już to wiecie.

  2. zosik POLAND pisze:

    Trochę studzę, ale jaka sama przeczytasz „Dewizę Woosterów” to zapewne dojdziesz do podobnych wniosków. Dużo bardziej podobała mi się „Pełnia księżyca”, a Wodehouse tak czy siak nadal czytać będę, bo nawet największe durnoty polane angielskim sosem są dla mnie do przełknięcia :)

  3. Pingback: Tweets that mention Dewiza Woosterów - P.G. Wodehouse | Lekturki - blog Zofii Jurczak -- Topsy.com UNITED STATES

  4. srebrnanorka POLAND pisze:

    O rany, to naprawdę takie durnoty? Planowałam przeczytać coś Wodehouse’a, ale po przeczytaniu Twojej recenzji chyba sobie daruję. Albo przesunę lekturę na bliżej nieokreśloną przyszłość. Bo angielskie klimaciki mi też bardzo pasują. Pozdrawiam.

  5. zosik POLAND pisze:

    Ta wyjątkowo głupiutka. „Pełnia księżyca” dużo bardziej mi się podobała, ale Wodehouse’a nadal czytać będę :) I tak go lubię, a powieści są językowo i stylistycznie bardzo udane, więc od czasu do czasu na treść można przymknąć oko.

  6. peek-a-boo POLAND pisze:

    Wygląda na to, że pan Wodehouse moze byc krewnym, (powiedzmy że nie bratem,a bratankiem) mojego ulubionego Evelyna Waugh, który rowniez kpił niemiłosiernie z angielskiej klasy wyzszej. kiedys sprawdze czy faktycznie mozna sie tu dopatrzec podobienstwa ;)

  7. zosik POLAND pisze:

    O i ja chętnie po dopatruje się podobieństw między Panami jak tylko coś Waugha wpadnie mi w łapki. Pechowo przy okazji każdej wizyty w bibliotece jego nazwisko ulatuje mi z głowy niczym kamfora.

  8. masp NETHERLANDS pisze:

    woodehouse jest genialny, ale ten geniusz w pelnej krasie sie widzi, jak sie to czyta w oryginale. kazde slowo to rozkosz! hej – tresc to ma byc wodewil. ja czytam woodehousa jak mam dosc skrzeczacej rzeczywistosci i zawsze po tej lekturze do ocz wraqca mi blask. taki literacki prozac.

  9. zosik POLAND pisze:

    Masp póki co czytać w oryginale nie mam zamiaru, ale i tak po tej jednej małej wpadce przyjemności czytania Wodehouse’a sobie nie odmówię. Bardzo lubię angielski humor i irracjonalne problem tamtejszych literackich bohaterów. Dzięki za komentarz :-)

  10. EdytaWood POLAND pisze:

    Ooo, a ja właśnie przeczytałam „Dewizę Woosterów” i jestem zachwycona! I chyba to jedna z najśmieszniejszych książek, jakie czytałam. To prawda, że postaci są przerysowane i mało skomplikowane, ale to taka konwencja – o ile nie znoszę jej w filmach, o tyle tu absolutnie mnie nie razi. No, fakt, że można było się domyśleć niektórych rzeczy, ale jakoś mi to nie psuło zabawy. Zresztą wydaje mi się, że fabuła i postaci są tylko pretekstem dla żartów, języka i wszystkiego, co stanowi urok tej książki. Coś jak w „Trzech panach w łódce” czy „Kabarecie Starszych Panów” – raczej nie chodzi o piąte dno (no, może w przypadku KSP czasem o drugie dno, jakby się uprzeć ;) ).

  11. zosik POLAND pisze:

    Edyto a czytałaś inne powieści P.G. Wodehouse’a? Bo ja wcześniej przeczytałam „Pełnię księżyca” i ta dużo bardziej przypadła mi do gustu

  12. Ja Wodehouse’a odkryłam… w bibliotece na przedmieściach Paryża dzieści lat temu, dokąd udałam się z goszczącą mnie autochtonką w celach wyłacznie towarzyszących. Nie przypuszczałam, że wyjdę stamtąd z ksiażką dla siebie. Dodam, że były to moje pierwsze kroki w lekturach po francusku :) Potem wróciłam do kraju i okazało się, że został wydany również u nas, a przynajmniej kilka tytułów (trzy? cztery?). Idealny na chandrę!

  13. zosik POLAND pisze:

    Tak, tak – Wodehouse’a znakomity jest na chandrę. Sporo jego książek jest na Rajskiej ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>