Zaczęło się od tej recenzji w krakowskiej GW. Wstrząsną mną zwłaszcza fragment o ścieżkach rowerowych układających się w frazę: Pora, abyś zaczął żyć dla Szatana. Generalnie publicyści Tygodnika Powszechnego mają u mnie duży kredyt zaufania, więc od razu zamówiłam wzmiankowaną książkę (to nazywa się działanie pod wpływem impulsu). Dziś ją odebrałam i… przeczytałam w drodze powrotnej do domu. Jazda roztelepanym autobusem już dawno nie sprawiła mi tyle frajdy.
Wbrew okładce, poręcznemu formatowi tudzież szacie graficznej „Co to jest wątośle?” bynajmniej książką dla dzieci nie jest. Bezceremonialni autorzy w podtytule zapewniają, że jest natomiast najśmieszniejszym przewodnikiem po Krakowie i właściwie sporo jest w tym prawdy, a nawet jeśli dzieło obu Panów Minkiewicz nie jest najśmieszniejsze (w co trudno byłoby uwierzyć) bez wątpienia zasługuje na miano alternatywnego, a nawet awangardowego. Autorzy, jak mniemam prywatnie bracia, to tak zwane towary napływowe, oznacza to, że w Mieście Królewskim się nie urodzili. Piszę o tym nie bez przyczyny, bo tylko towary napływowe stać na dystans i brawurę w podejściu do kwestii, które rodowity Krakowianin traktuje z nabożną czcią i powagą (porównaj z „Alfabetem krakowskim Andrzeja Kozioła”).
To nie jest typowy przewodnik. Z normalnością właściwie nie ma nic wspólnego. Minkiewicze najwyraźniej za punkt honoru postawili sobie stworzenie alternatywy dla śmiertelnie nudnego i wyeksploatowanego do granic przyzwoitości kanonu atrakcji turystycznych. Stąd z „Co to jest wątośle?” dowiemy się między innymi o zgubnych skutkach halnego (97% morderców wskazuje na niego jako na winnego popełnionych przez nich czynów), genezie krakowskich szopek (zajęcia terapeutyczne dla ofiar uprowadzonych przez UFO), co należy robić na lotnisku w Balicach, aby pozyskać sympatię autochtonów (udawać zagubionego w mikrej hali odlotów), a także co winno uczynić się po usłyszeniu piosenki barda Turnaua, aby nie mieć pecha (w ciągu godziny uszczypnąć łysego z obwarzankiem). Oczywiście Minkiewicze nie są na tyle zuchwali, aby z przewodnika wyrugować na przykład Wawel, ale tuż obok, w rozdziale poświęconym punktom obowiązkowym, znalazła się też… pętla w Bronowicach, w której to rzekomo w dawnych czasach stała miejska szubienica i prywatny pręgierz dwuosobowy, a teraz można spotkać Diaboła. Tamte rejony w zamieszkiwał niejaki Bogdan Boguchwał Bronowicki, który przy pomocy wątośla w napadzie szału zamordował wiele osób.
Jakieś 90% radosnej twórczości obu Panów to kompletnie brednie, ale nie szkodzi – na tym polega urok tej kąśliwej i nie pozbawionej słodkiej ironii książeczki. To taki nowy oddech skonwencjonalizowanego gatunku. Aż słychać syk powietrza uchodzącego z krakowskiego ego.
Ocena: 





[„Co to jest wątośle? Czyli najśmieszniejszy przewodnik po Krakowie” Tomasz i Bartosz Minkiewicz, Nowy rynek, Kraków 2009]
Może Cię również zainteresuje:
- Na Mickiewicza w Krakowie mordują 24/10/2010
- „Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny” Kamila Sławińska 14/04/2008
- „Duchy polskie, czyli krótki przewodnik po nawiedzonych zamkach, dworach i pałacach” Bogna Wernichowska i Maciej Kozłowski 11/01/2010
- Nie tylko zdjęcia 04/08/2010
- „Nowohucka telenowela” Renata Radłowska 29/11/2008
- Mekka powietrzników 14/07/2010
- „Alfabet krakowski Andrzeja Kozioła” Andrzej Kozioł 04/12/2009











… a ja biegałam po Krakowie z „Pascalem”! Następnym razem zabieram „Najśmieszniejszy przewodnik” – czas poznać „prawdziwy” Kraków!
Miłego dnia Zosik:)
Na prawą nóżkę Pascal, a na lewą – „Najśmieszniejszy przewodnik”;)
Nutta to dobry pomysł!
Przez krótki czas pomieszkiwałam w Krakowie, jednak nie sięgnęłam wtedy po żaden przewodnik. Tak to jest jak człowiek myśli, że na zwiedzanie będzie jeszcze dużo czasu ;)
Ale ta książka robi raczej wrażenie lektury rozrywkowej, więc może i bez zwiedzania można sobie ją poczytać, dla samej zabawy? :)
odbierz pocztę na gazecie przy sprzyjającej okazji;)
A niech mnie dunder wyłomocze! Nigdy nie wpadłabym na taki pomysł z tymi ścieżkami rowerowymi… OoO Chyba zainwestuję w tę książkę, choćby po to, aby się pośmiać do łez :P
Pozdrawiam serdecznie :)
Moni, Nutta – a wiecie, że jest to jakaś metoda? Osobiście bardzo cenię przewodniki Pascala za rzeczowe uwagi, które doskonale oddają faktyczny stan. Na przykład przy okazji opisu krakowskiego Podgórza w moim Pasclau jest uwaga, że w okolicach kościółka św. Benedykta zawsze kręcą się lokalni amatorzy wysokoprocentowych trunków. I co? Faktycznie tak jest. Przekonałam się o tym za każdym razem, gdy byłam w tamtej okolicy.
Maioofko zwiedzanie nie jest konieczne, a nawet nie jest wskazane ;-)
Chiaro :-)))) Dziękuję za pamięć. Jesteś cudowna :-)
Anhelli och a tam jest jeszcze całkiem sporo innych niezłych kawałków. Już łapię się na tym, że niepostrzeżenie cytuję „Wątośle” ;)
To rzeczywiście muszą być jakieś bzdury – w Krakowie nie ma aż tylu ścieżek rowerowych, które mogłyby utworzyć taką długą frazę ;) A antyprzewodnik wpisuję na moją listę „muszoprzeczytaczy”!
A wiesz, że o tym nawet nie pomyślałam, że faktycznie może ich być za mało? A „Wątośle” świetnie sprawią się jako książka do samolotu, może trochę za krótka, ale na pewno absorbująca