Wydumana, niewiarygodna, za długa i męcząca, a mimo to głęboka, barwna, wielowymiarowa i po prostu dobra. Czyli jaka?
Mam pewien problem z „Chmurdalią” Joanny Bator. O dziwo problem ten nie wynika z faktu, że jest ona kontynuacją (czy jak kto woli – sequelem) ciepło przeze mnie przyjętej „Piaskowej góry”, bo kontynuacje z reguły są dość problematyczne, a jeśli nie problematyczne to na pewno ryzykowne. Moja zagwozdka innej jest natury. Tak się bowiem niefortunnie składa, że „Chmurdalia” ma wszelkie zadatki do miana powieści znakomitej a gęsta symbolika pozwala na odczytywanie jej z różnych perspektyw, a jednak to co Bator ma do powiedzenia nie do końca mnie przekonuje. Sporo sobie obiecywałam po tej powieści i faktycznie z początku pisarka rozbudziła mą ciekawość, a nawet jakoś tam uwiodła, ale w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że zabrnęła w ślepą uliczkę, pojawiło się za dużo ważnych wątków tudzież srok do ciągnięcia za ogon i pomysł zaczął się wypalać, a mnie coraz mniej interesować, a od tego już krótka droga do poczucie męczącej jednostajności, znużenia nadmiarem i ciężkością, jak po, nie przymierzając bardzo obfitym posiłku.
Umówmy się od razu, jeśli ktoś liczył na ciąg dalszy losów rodziny Chmurów i innych z Wałbrzycha, może odrobinę poczuć się zawiedziony. Bator, owszem, wykorzystuje postaci dobrze znane z „Piaskowej góry”, ale wskrzesza je w zgoła odmiennym celu. „Chmurdalia” nie jest sagą. Jest, brzydko mówiąc, nową jakością wyrosłą na fundamencie „Piaskowej góry”. Coś na tym zyskuje – szereg nietuzinkowych postaci, ale i coś traci – specyficzną językową chropowatość chociażby. Bator nadal wsłuchuje się w swoje bohaterki, dzięki czemu książka ma specyficznie intymny wymiar. Pierwszoplanową rolę gra Dominika Chmura, ale jest to funkcja bardzo umowna. Autorce potrzebny był ktoś kto zepnie tą wielowątkową, rozgrywającą się w przynajmniej pięciu krajach i na przestrzeni niemal całego dwudziestego wieku opowieść – hybrydę, a postać Dominiki Chmury, której cudem udaje się przeżyć wypadek samochodowy, doskonale do tego się nadawała. Dramatyczne przeżycia dodały dziewczynie skrzydeł. Uzmysłowiły jak niewiele brakowało, aby podzielić pożałowania godny los matki Jadzi, tyle że zamiast bloku na Piaskowej Górze miałaby blok w warszawskiej Chomiczówce. Zatem budzi się, dojrzewa do zmian i wyrusza w drogę. W swoją odyseję. Bez celu i bez końca, bo sensem jej istnienia jest ruch i brak trwałości, świadomość, że w każdej chwili może ruszyć dalej, ale i strach przed stabilizacją, którą uosabia postać jej drobnomieszczańskiej matki. Wedle słów Dominiki: ułożyć to można sobie majtki w szufladzie.
Ale Dominika nie jest jedynym łącznikiem wątków i postaci „Chmurdali”. Bator miała koncept dużo bardziej przewrotny czyniąc leit motivem powieści nocnik Napoleona – absurdalny w swej istocie symbol dawnych czasów oraz pamięci, która istnieje dzięki opowiadaniu i powtarzaniu historii. Bohaterowie „Chmurdali” dzielą się z grubsza na tych, którzy nocnik pożądali i tych, których wartość materialna napoleonica zupełnie nie obchodzi. Sam przedmiot miał dość długą i zawiłą historię, wielokrotnie przechodzi z rąk do rąk. Pojawiał i się znów znikał, aby w końcu, zatoczywszy coś w rodzaju koła dziejów, trafić do osoby, której był pisany.
Wspomniałam już, że w „Chmurdali” pojawia się sporo nowych postaci (być może istnienie niektórych z nich było zaznaczone już w „Piaskowej górze”, jeśli tak – proszę śmiało mnie z błędu wyprowadzać, ale ja sobie w każdym razie ich nie przypominam). Każdą z nich autorka obarcza pewnym bagażem symboli i znaczeń. Mnie najbardziej do gustu przypadły Ciocie Herbatki – dwie kruche stare panny przywodzące na myśl dobroduszność i matczyne ciepło Mamusi Muminka. Fragmenty z ich udziałem, uroczo starodawne, przywodzące na myśl dawne życie w wiejskich dworkach, przypominają nieco „Lalę” Jacka Dehnela, a same Ciocie bohaterki z powieści Olgi Tokarczuk. Nie pytajcie czemu, ot taka impresja.
Niektórych zaskoczy, innych pewnie zaintryguje, że w „Chmurdali” pobrzmiewają dalekie echa… kultury japońskiej. Bator skonstruowała bowiem świat wedle specyficznych zasad matriarchatu, które skądinąd znane są z „Japońskiego wachlarzu”. Po prawdzie na Piaskowej górze rządzą mężczyźni, ale posiadana przez nich władza ma znaczenie symboliczne, a nad wszystkim panują One – silne i po swojemu wyemancypowane, nietuzinkowe i nie mieszczące się w patriarchalnych schematach. Oni, jeśli nie są martwi, są grzeszni, spolegliwi, zadufani w sobie, leniwi, nieporadni. Krótko mówiąc są zbędni, a ich udział został ograniczony do minimum. Jeśli już się pojawią, to przede wszystkim w roli ciemiężycieli stojących na straży opresyjnych norm patriarchalnego porządku lub są, cytując Jadzię, homoniewiadomo, jak Ivo – jeden z przyjaciół Dominiki – cukiernik marzący o własnej czekolateri.
Joanna Bator ma i gorzkie poczucie humoru, i znakomite wyczucie języka. Pisze w sposób bardzo oryginalny. Obiektywnie przyznaję, że „Chmurdalia” jest powieścią wartościową, ciekawie napisaną, dopracowaną i przewrotną, ale jeśli pozwolicie na chwilę dopuścić do głosu subiektywne ja, to powie ono wam, że wielowymiarowość i barwność owszem tak, ale cóż z tego jeśli napięcia niet i z niecierpliwością wygląda się końca. Trochę szkoda…
Ocena: 





[„Chmurdalia” Joanna Bator, W.A.B., Warszawa 2010]
Może Cię również zainteresuje:
- „Piaskowa góra” Joanna Bator 24/02/2009
- „Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę” Wolfgang Büscher 20/05/2008
- „Pierścienie Saturna” W.G. Sebald 19/03/2009
- „Lala” Jacek Dehnel 06/01/2009
- Niewyparzony pysk Pana Rudnickiego 15/02/2011
- „Piąta strona świata” Kazimierz Kutz 04/03/2010
- „Czuję. Zawrót głowy” W.G. Sebald 30/04/2009










Pingback: Tweets that mention Chmurdalia - Joanna Bator | Lekturki - blog Zofii Jurczak -- Topsy.com
Ciekawie, ale może jeśli przeczytam ją zanim Piaskową Górę, to będę mieć mniejsze oczekiwania i będę mniej zawiedziona? :)
Czara ja tam proponuję kierować się klasyką i przeczytać w normalnej kolejności ;-)
Autorka do tej pory zbierała same pochwały, dlatego w końcu zdecydowałam się na „Piaskową górę” – upolowana na aukcji dopiero do mnie zmierza. Czyli pewnie z „Chmurdalią” też będę miała kilkuletni poślizg, zwłaszcza że zachwytu nie słychać ;)
Witaj :)
Nie czytałam jeszcze niczego tej autorki, ale chciałabym. Nie bardzo jednak wiem, od której książki pani Bator winnam zacząć lekturę, aby się do niej przekonać. Czy możesz mi coś polecić?
Pozdrawiam serdecznie :)
Czytałam „Japoński wachlarz” i miałam bardzo pozytywne wrażenia. Autorkę odebrałam jako mądrą i wrażliwą osobę. Słyszałam dużo dobrego o jej beletrystyce, ale jeszcze się nie skusiłam na lekturę.
Twoja wnikliwa recenzja uświadomiła mi, że trzeba nadrobić zaległości :)
„Piaskowa góra” nawet mi się podobała, ale jakoś nie miałam ochoty sięgać po kontynuację. Po Twojej recenzji jednak zmieniłam zdanie – chętnie przeczytam nową powieść Bator :-)
maioofko eeee zachwyt może nie, ale i tak warto
Anhelli dobre pytanie. Ja czytałam 3 książki: „Japoński wachlarz”, który polecam każdemu kto choć trochę interesuje się Japonią i dwie powieści, o których tu miałam okazję napisać. Myślę, że warto zacząć od „Piaskowej góry”, bo wówczas postaci opisane w „Chmurdali” nie wydadzą się aż takie wyrwane z kontekstu. A „Japoński wachlarz” na deser :-)
Lireal uważam, że warto. Poznałam już trochę Twój czytelniczy gust, więc jestem pewna, że styl Bator docenisz
Januario miło mi :-) Zapewniam Cię, że nie jest to taka prosta kontynuwcja jak zdawać by się mogło
Taką właśnie mam nadzieję :-) Prosta kontynuacja nie była zachęcająca, ale nowa opowieść w starych ramach to znacznie bardziej interesująca sprawa :-)
Przeczytalam „Piaskowa Gore” i uwazam,ze wsrod tego natloku pseudofeministycznyc.h pisarek ksiazka ta jest znakomita.Swietny jezyk.Polecam.Zaczelam czytac „Chmurdalie”z przyjemnoscia zobaczymy jak mi pojdzie dalej.Podziele sie wrazeniami.Pozdrawiam.
Czytałam „Chmurdalię” bez uprzedniej lektury „Piaskowej Góry”. Zgadzam się z Panią w stu procentach. Po niedługim czasie rozwlekle i coraz to nowsze wątki zaczęły mnie rozczarowywać i irytować. A jednak, po zamknięciu lektury czuję, że nie była to aż taka strata czasu. Wspaniała recenzja-nic dodać, nic ująć.Pozdrawiam
Ja przeczytałam najpierw Chmurdalie a w zasadzie połknęłam nie przeczytałam – jakbym się cofnęła w czasie, tyle tam rzeczy mi bliskich i znajomych. Jak dla mnie świetna książka, żałowałam że już koniec, potem sięgnęłam po Piaskową Górę przez którą wolniej się przebijam (ale też dzieci z wakacji wróciły więc nie mam tyle czasu ;-)). Tak czy siak polecam obie. Kolejność czytania według mnie jest zupełnie obojętna.
Pozdrawiam,
Angelika
Przeczytałam „Chmurdalię” i uważam, że to naprawdę świetna książka. „Piaskowej góry” jeszcze nie miałam w rękach, ale skoro mówicie, ze kolejność czytania nie ma znaczenia, to sięgnę po tą „Piaskową….”.
A wiecie, że „Chmurdalia” nominowana była do tegorocznej nagrody Nike?
http://www.culture.pl/literatura-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/iCU6/content/nagroda-literacka-nike-2011-nominacje