Portret Polaka czasów niewoli

Anna Walentynowicz mając lat 36 zachorowała na raka. Po operacji została poddana naświetleniu radem, a gdy opuszczała szpital lekarze nie dawali jej więcej niż pięć lat życia. Było to w roku 1965. Los, z typową dla siebie przekorą, chciał jednak inaczej. Anna wyzdrowiała, a swą niezłomną postawą i odwagą przyczyniła się do erupcji  wydarzeń sierpniowych w Stoczni Gdańskiej. To jej dyscyplinarne zwolnienie zapoczątkowało falę protestów. Przekorny los dał jej w prezencie nie pięć, a czterdzieści pięć kolejnych lat życia. Zginęła 10 kwietnia 2010 roku. W katastrofie prezydenckiego Tu-154 w Smoleńsku.

W kontekście ostatnich tragicznych wydarzeń reportaż Ludzie może i nie są źli czyta się ze szczególną tkliwością. Hanna Krall oddała głos legendarnej suwnicowej, bohaterce klasy robotniczej, która z przejmującą szczerością opowiada o procesie odczarowywania systemem, otwierania oczu na wyłomy w jego z pozoru gładkiej strukturze, dojrzewania. Świadomość smutnego końca nieco studzi ciepłe i przepełnione nadzieją zakończenie.

Reportaż o Walentynowicz pochodzi ze zbioru „Spokojne niedzielne popołudnie”. Pożyczyła mi go Teściowa, za co jestem jej głęboko wdzięczna, bo sama pewnie bym po niego nie sięgnęła, a jest to literatura wielka. Taka przez duże L. Podszyty subtelną ironią zapis paradoksów Polski lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych w reportażach publikowanych głównie z Polityce i Tygodniku Powszechnym. Zbiór być może nie wywrotowy, ale z pewnością ideologicznie niewygodny. Na przykład taki z pozoru niewinny Portret rodziny Z. we wnętrzu, reportaż o tym, jak podstawowa komórka społeczna dzielnie sobie radzi z problemem mieszkaniowym, tłocząc się w szóstkę w jednopokojowym mieszkaniu z kuchnią. Niezwykle funkcjonalnym, jak lubi podkreślać Krall, ale to fasada, a za murem uśmiechów i rozpierającej pierś dumy z bycia obywatelem Rzeczypospolitej Ludowej reporterka krytykuje ówczesną politykę mieszkaniową, która prócz tego, że zmuszała ludzi do mieszkania w warunkach, które urągały godności, przyczyniła się do zmiany, a nawet degradacji dawnych mieszczańskich wzorów życia (bo jak urządzić obiad na 20 osób w M2?*). Śmieszne to i tragiczne zarazem. Podobne paradoksy bez trudu można odnaleźć w filmach Stanisława Barei z tą różnicą, że teksty Krall mają dużo subtelniejszy charakter. Na cierpkim spojrzeniu reporterki szybko poznała się PRL-owska cenzura, trzykrotnie blokując próby wydania zbioru.

Udaje się dopiero w 2004 roku i choć Krall pisze o konkretnych osobach i konkretnych realiach, które zadawać by się mogło bezpowrotnie przeminęły, jej reportaże, dzięki uniwersalnemu charakterowi, wciąż pozostają niepokojąco aktualne. Zmieniła się scenografia, ustrój, kontekst historyczny, ale ludzie, ich zachowania i rozterki dnia codziennego wciąż pozostają takie same. Na przykład taka Małgorzata P. z reportażu Ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko, uzależniona od pożyczania, aby móc spłacać stare długi wciąż zadłużająca się na nowo, i tak coraz głębiej pogrążając się w spirali długów. Takich Małgorzat P. dziś przecież jest wiele. Zmieniło się pewnie tylko, że nie muszą zadłużać się u sąsiadów. Wystarczy zadzwonić do Provident.

Zmroził mnie pesymizm reportażu Nasze doktoraty. Bohaterką tekstu uczyniła Krall ofiarę Marcowych represji. Ofiarę dość przypadkową, bo jej bohaterka nie miała żydowskiego pochodzenia, a jednak na mocy nagonki na „piątą kolumnę” została zwolniona z pracy, co właściwie przekreśliło jej dalszą karierę i złamało życie. Znalazła pracę tam gdzie zatrudniano tylko niepożądany margines, cierpliwie czekała aż mąż obroni doktorat i będą mogli wyemigrować. Gdy mąż decyduje się na habilitacje – ona bierze się za doktorat, a w międzyczasie maluje spinki do włosów. Nie korzysta z możliwości przywrócenia do dawnej pracy. Jej wyróżnionego doktoratu nikt do niczego nie wykorzystał, ale mąż czeka na profesurę. Ci którzy po marcu wyemigrowali na Zachód zdołali odnaleźć się na nowo. Teraz, w dowód pamięci, przesyłają jej podpaski i zagraniczne przyprawy. Ona odlicza dni do końca:  Mój ranek zaczyna się od myśli: o jeden dzień mniej do emerytury, jak dobrze.

Przykuwa uwagę wyczulone na językowe niuanse ucho Krall. Reporterka wykorzystuje barwną mowę swych postaci, język będący hybrydą elementów mowy potocznej, neologizmów, gwary i języka propagandy. Pisze w sposób pozbawiony patosu, bez górnolotnych fraz. W „Spokojnym niedzielnym popołudniu” uderza prostota i zwyczajność: ludzi, wydarzeń, kameralnych dramatów, ale i samych reportaży. To książka gorzka choć chwilami zabawna, dotykająca do żywego.

Ocena: ★★★★★½

[„Spokojne niedzielne popołudnie” Hanna Krall, Wydawnictwo a5, Kraków 2004]

*Tak wiem, dla chcącego nic trudnego. Do łez zawsze rozbawia mnie scena szkolenia jak urządzić imieniny w M3 (albo M2 – już nie pamiętam) w „Jak żyć” Marcela Łozińskiego. Ten fabularyzowany dokument to kwintesencja życia w PRL-u.

[Update 17.04.2010] Reportaż Ludzie może i nie są źli można przeczytać w dzisiejszym numerze Wysokich Obcasów

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, Polska, reportaż i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Portret Polaka czasów niewoli

  1. maioofka POLAND pisze:

    Książki pani Krall odkryłam na nowo dopiero niedawno – po szkolnej lekturze pozostało już tylko mgliste wspomnienie. Ale może to i lepiej, chyba z wiekiem się dopiero docenia jej mistrzowski styl, a nie tylko mocną tematykę jaką porusza. Świetnie to ujęłaś Zosik: pani Hanna potrafi uchwycić niuanse indywidualnych historii, żywych ludzi, sama pozostając niewidoczna. Po „Hipnozie” wszystko inne wydawało mi się mdłe, rozwlekłe i przegadane.

  2. zosik POLAND pisze:

    Poruszyłaś ciekawy problem. Do tej pory Hanna Krall = „Zdążyć przed Panem Bogiem”. W liceum reportaż o Marku Edelmanie nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, ale co ja wtedy wiedziałam o reportażu? Poza tym odczuwałam silny przesyt tematyką wojenną, holocaustem itp. „Spokojne niedzielne popołudnie” jest inne. Nie ma wojennych losów, są zmagania z PRL-owską rzeczywistością. Kapitalnie pisze o tym Tadeusz Sobolewski: http://wyborcza.pl/1,75517,2369853.html. A reportaż o Annie Walentynowicz można przeczytać w dzisiejszych Wysokich Obcasach :)

  3. Tanki POLAND pisze:

    Bardzo mi było przykro z z powodu p. Walnetynowicz.
    Zawsze kiedy myślę o Hannie Krall, przypomina mi się jeden fragment opowiadany w jej książce przez Edelmana – o tym jak Anielewicz zabił najpierw swoje dziewczynę i matkę, a potem dopiero siebie. A na półce, od lutego bodajże, czeka na mnie „To Ty jesteś Daniel”. Znalazłam na wyprzedaży za 9,90 zł, więc grzechem byłoby nie kupić – z tym nazwiskiem na okładce! Ale póki co, nie takiej lektury mi potrzeba, wiosna to dla mnie i tak najbardziej depresyjna pora roku. Poczekam do lata:)
    P.S. Widzę, że czytasz „Samotność Liczb Pierwszych” – daj znać koniecznie jak się podobało, bo też się czaję!

  4. Tanki POLAND pisze:

    *Walentynowicz. Dysgrafio, daj żyć!

  5. zosik POLAND pisze:

    Tanki a mnie tym bardziej przykro się zrobiło, gdy przeczytałam ten reportaż. Cóż za ironia losu, prawda? Pod wpływem „Spokojnego niedzielne popołudnia” mam zamiar poszukać/ przeczytać inne książki Hanny Krall. „Hipnozę” już mam. W ogóle mam wrażenie, że czytam za mało reportaży.

  6. czytanki anki POLAND pisze:

    To chyba jakaś telepatia;) – książkę mam u góry listy „wypożyczyć”. Teraz jeszcze bardziej czuję się zmobilizowana.

    Ze swojej strony gorąco polecam „Wyjątkowo długą linię” – cudowna rzecz (http://czytelnia.onet.pl/0,5049,0,1,nowosci.html)

    Pozdrowienia.

  7. zosik POLAND pisze:

    Aniu koniecznie!!! A ja rozejrzę się za „Wyjątkowo długą linią”. Dzięki za polecenie :-)

  8. czytanki anki POLAND pisze:

    Cała przyjemność po mojej stronie;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>