Czasy PRL-u już jakiś czas temu powróciły do łask. To od czego z niesmakiem się odwracano, teraz w odpowiednio przetworzonej formie powraca z etykietką szalenie modnego lub, jak kto woli, kultowego. Na fali sentymentu do meblościanek, etykiet zastępczych i czuwającego ORMO wypuszczono w świat nie jedną książkę rozliczającą lub czerpiącą z wiadomego półwiecza. Zresztą PRL to taki samograj, okres tak niedorzeczny i absurdalny w swej istocie, że niewiele już potrzeba, aby stworzyć wciągające i zabawne czytadło. Wystarczy dobry pomysł. Miał go Ryszard Ćwirlej pisząc „Ręczną robotą”.
Intryga, nie powiem, niczego sobie, ale od tego kto i dlaczego zabił oraz dłoni pozbawił konduktora pociągu relacji Berlin – Poznań dużo ciekawsze będą metody śledcze trójki nie wylewających za kołnierz specjalistów z milicji. Tak się bowiem niefortunnie zdarzyło, że morderstwa dokonano 8 marca, czyli w Dzień Kobiet, który w 1986 w dodatku wypadał w sobotę, więc tym bardziej za zdrowie miłych pań wypić należało, kwiatka kupić i paczkę rajtek, a jeśli szczęście dopisało – nawet bombonierkę goplany. Indolencja z jaką zdrowo zawiany chorąży Teofil Olkowicz zabierze się za śledztwo woła o pomstę do nieba. Właściwie nie powinien nawet zaczynać, ale nikogo bardziej wykwalifikowanego na posterunku nie było. Metoda Teosia, cudowna w swej prostocie acz niekoniecznie skuteczna, opiera się na zgarnięciu pierwszego lepszego podejrzanego i przymknięciu go w areszcie. Wówczas i zbulwersowane zuchwałą zbrodnią społeczeństwo może odetchnąć, „góra” jest usatysfakcjonowana, a i milicjant może z czystym sumienie wrócić do popijania wódeczki. Tyle, że sprawa bezrękiego konduktora nie jest taka prosta jak przypuszczano.
Nie jest też specjalnie skomplikowana, ale w przypadku „Ręcznej roboty” co innego ma pierwszorzędne znaczenie – Polska Ludowa z całym dobrodziejstwem swego śmieszno – gorzkiego inwentarza. O unoszących się zewsząd oparach alkoholu już wspominała, ale o tym, że co poniektóre orły z MO (z wzmiankowanym Teosiem na czele) mają mózgi przeszczepione bodaj od kury chyba nie? Do tego są uroczo nieporadni, dumni i zawstydzeni swą przynależnością do milicji (która po wiadomych wydarzeniach w 1981 roku nie cieszyła się szczególnym uznaniem).
„Ręcznej robocie” brakuje głównego bohatera. Charyzmatycznego komisarza, który zogniskował by na sobie zainteresowania czytelnika i pociągnąłby akcję w przód. Brak lidera Ćwirlej nadrabia kilkoma równorzędnymi głównymi postaciami, wspomaganymi przez tabun postaci trzecio- a nawet czwartorzędnych, które pojawią się na chwilę i znikają bezpowrotnie. Występują w dużych skupiskach i utrudniają orientację we wzajemnych relacjach, ale dzięki tej ogromnej różnorodności Ćwirlej interesująco oddał klimat miasta (Poznania) w późnym PRL-u z obowiązkowymi w tych okolicznościach przyrody plotkami przy kiosku ruchu, cinkciarzami, wódką gastronomiczną po 13.00 i radziecką jednostką wojskową. Innymi słowy – Polska Ludowa w pigułce.
Ćwirlej nie stawia błyskotliwych diagnoz, nie analizuje i ocenia minionego ustroju. Stąd „Ręcznej robocie” może i brakuje pewnej głębi. Z drugiej jednak strony to kryminał, a nie socjologiczna rozprawa (na szczęście!), dostarczyć zatem ma przede wszystkim rozrywki, którą to w postaci czystej i bezpretensjonalnej lektura „Ręczne roboty” zapewnia.
Ocena: 





[„Ręczna robota”, Ryszard Ćwirlej, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010]
Może Cię również zainteresuje:
- Kabotyni i prowincjusze 21/05/2010
- O uprzedzeniach 14/01/2011
- „O krok” Henning Mankell 28/04/2008
- “Julita i huśtawki” Hanna Kowalewska 09/10/2007
- Jak prosięta 07/07/2010
- „Subtelny nos Lilli Steinbeck” Heinrich Steinfest 16/03/2010
- „Piaskowa góra” Joanna Bator 24/02/2009










Ha,ha! Wreszcie choć ciut Poznania w literaturze. [Poza Jeżycjadą naprawdę bardzo rzadko oświetla się literacko ten punkcik na mapie - możemy tylko zazdrośnie zerkać na Warszawę, Gdańsk, Kraków, Wrocław i inne...] Ciekawe, cóż to Ćwirlej uwiecznił… Pewnie coś, czego już dziś się nie rozpozna.
Sugestia lekkości i bezpretensjonalności pozwala wziąć ten tytuł pod uwagę :) Zaraz sprawdzę, kim jest autor.
pozdrawiam :)
PRL-owskie kryminały kojarzą mi się tylko z serią „07 zgłoś się”, która odstręczała mnie zawsze. Ale ta pozycja brzmi intrygująco przyznam :)
Swoją drogą, zadziwiasz mnie Zosik z tym całym nadążaniem za nowościami. Przecież ta książka dopiero co opuściła mury drukarni! Popadam w kompleksy z moimi „starociami” ;))
PRL rzeczywiście w ostatnim czasie jest „na fali”. Wystarczy spojrzeć choćby na nasze rodzime produkcje – „Rewers”, „Dom zły”, czy „Różyczka” – wszystkie osadzone w tym wciąż fascynującym okresie. I tak się zastanawiam, czy to taki trend jedynie, czy ludzie rzeczywiście tęsknią za tamtymi czasami, czasami młodości i beztroski…
Ale to chyba temat na osobną dyskusję :)
Wracając do „Ręcznej roboty” to w PRLowskim Poznaniu jeszcze nie byłam. Z przyjemnością bym się przeszła, pozwiedzała. Może jednak zaczekam, aż książka Ćwirleja nieco spowszednieje.
I gdy ulotnią się me wyrzuty sumienia spowodowane ogromnymi zakupami z okazji Dnia Książki…
Pozdrawiam :)
Tamaryszku „Ręczna robota” to typowy kryminał miejski. Nie znam Poznania właściwie w ogóle, ale wydaje mi się, że sporo miejsc wciąż ma się dobrze, a takie czytani z dekodowaniem co gdzie się wydarzyło jest podwójnie fajne moim zdaniem. A Ryszard Ćwirelej popełnił jeszcze dwa kryminały w podobnym stylu. Może kiedyś po nie sięgnę :-)
Maioofko ja tam „07 zgłoś się” nigdy nie oglądałam (taki ze mnie filmoznawca wybiórczy), więc porównywać obu dzieł nie mogę i zamiaru nie mam nie mniej jednak trzeba wziąć poprawkę, że Ćwirlej jest pisarzem współczesnym toteż ma sporo dystansu do opisywanej materii czego zapewne nie można powiedzieć o twórcach przygód porucznika Borewicza ;-)
Claudette faktycznie filmowcy wzięli się za rozliczanie z PRL-em, ale „Ręczna robota” nie rozlicza i nie ocenia. Wspomniałam już o braku głębi i właśnie na tym to się opiera, że u Ćwireleja PRL jest kolorowym sztafażem co tylko na dobre wychodzi tej powieści.
Z ciekawością przeczytałam recenzję, mam tylko drobną uwagę co do błędnego, intuicyjnego chyba użycia słowa resentyment, które oznacza w rzeczywistości coś innego, niż wynika u Pani z kontekstu. Pozdrawiam
Pingback: Tweets that mention Ręczna robota - Ryszard Ćwirlej | Lekturki - blog Zofii Jurczak -- Topsy.com