Arystokraci muszą zginąć [Pokonani - I. Gołowkina]

„Pokonani” mnie nie pokonali, choć nie powiem abym chwil zwątpienia nie miała. Na szczęście ostatnie dwieście stron tej niemalże dziewięćset stronicowej powieści rekompensuje trudy przedzierania się w pocie czoła, z maczetą i dużym zasobem cierpliwości, przez siedemset pozostałych.

Dzieło Iriny Gołowkiny – wnuczki Mikołaja Rymskiego–Korsakowa, która w wyniku sowieckich czystek straciła męża – byłego carskiego oficera i syna, nie jest powieścią wybitną ani nawet bardzo dobrą, ale z pewnością interesującą i wartościową. Przez dziesięciolecia skazane na nieoficjalny obieg, wydane dopiero po śmierci Gołowkiny, wciąż przeraża i frapuje. Autorka podobno zarzekała się, że w „Pokonanych” nie ma ani jednego zmyślonego faktu i właśnie ten wstrząsający realizm i tragizm ujętych w niej wydarzeń jest najmocniejszą stroną książki. To porażający opis mechanizmów działania państwa totalitarnego, rozpisanego na liczne akty konsekwentnego procesu unicestwiania, nagonki widzianej z perspektywy zająca – elementu wrogiego klasowo. Gołowkina z rozmachem portretuje gehennę arystokracji w rządzonej przez bolszewików Rosji. Ci którzy po rewolucji październikowej nie zdołali lub nie chcieli wyemigrować, skazani byli na społeczną degradację i ostracyzm, donosy i skrajne ubóstwo, ale, jak przekonuje pisarka,  było to niczym w zestawieniu z psychicznym terrorem jakim poddawano ex-arystokratów. Czujne oko policji politycznej GPU nieustannie lustrowało robaczywe środowiska, poszukując elementów kontrrewolucyjnych i wrogich klasowo, a jeśli nie wrogich to chociażby podejrzanych.

W Rosji lat trzydziestych dwudziestego wieku de facto każdy był podejrzany, a już zwłaszcza jeśli miał cokolwiek wspólnego z poprzednim ustrojem. Tacy są bohaterowie powieści Gołowkiny: zdeklasowani arystokraci i zbolali patrioci, stłoczeni w zagraconych pokojach, bezrobotni i bez prawa do pracy, żyjący z wyprzedawania porcelany i rodowych precjozów, wciąż tkwiący na straży, zawzięcie tępionych przez sowietów, dawnych obyczajów i tradycji. Co zaskakuje i poniekąd irytuje w „Pokonanych” to duma i egzaltacja postaci, które nie potrafią poradzić sobie z nową rzeczywistością. Nieporadni, zagubieni, zastraszeni. Jawnie wyszydzani przez nowych sowieckich obywateli, bezsilni wobec ich postępującego moralnego rozkładu i zbydlęcenia. Są przegrani, boleśnie nieżyciowi dlatego skazani na klęskę – w najlepszym wypadku los zesłańca. Choć nie, w „Pokonanych” nie ma lepszych lub gorszych rozwiązań – wszystkie są tak samo tragiczne.

Powieści szkodzi nadmierna czułostkowość Gołowkiny, która, owszem, pisze sugestywnie i w odpowiednio posępnym tonie, ale i też okrutnie schematycznie i płaczliwie. Jej świat jest niemalże doskonale czarno biały. Postaci dzielą się na dobrych białogwardzistów i okrutnych czerwonoarmistów, szlachetnych arystokratów i zbydlęconych komunistów i, co istotne, nie ewoluują – wciąż są tak samo naiwne, butne i wrażliwe. Na przykład takie dwie wesołe i zatrważająco lekkomyślne istoty – Lela i Asia -  mentalnie wcale nie takie dalekie kuzynki Nataszy Rostowej z „Wojny i pokoju”, dobrodusznie naiwne i głupiutkie niczym źrebięta, bezwiednie galopują przez sowiecką codzienność, ale gdy sytuacja zmusi je do błyskawicznego dojrzenia – na refleksje będzie już za późno. Przypadek Wiaczesława Konoplannikowa – zapalonego komsomolca i wyznawcy idei komunistycznych, który w toku powieści, rzec by można, nawraca się na praworządność – tylko podkreśla romantyczny wydźwięk powieści Gołowkiny. Jeśli ktoś jest w „Pokonanych” zły to takim już pozostanie.

Wydawca porównał „Pokonanych” do „Przeminęło z wiatrem”, ale nie jest to chyba najtrafniejsze zestawienie. Odpowiedniejszy byłby „Doktor Żywago”, choć Gołowkina nie ma nawet połowy literackiego talentu Borysa Pasternaka. Jeszcze lepszy byłby wstrząsający cykl „Dzieci Arbatu” Anatolija Rybakowa, ale przy tej wielowątkowej panoramie Rosji doby stalinowskiego terroru, nadmiernie emocjonalna powieść Gołowkiny wypada niczym rozwlekłe utyskiwania ubogiej arystokratki ze skłonnością do pokątnego popłakiwania nad marnością losu swego.

Ocena: ★★★★☆☆

[„Pokonani” Irina Gołowkina, przełożyła Jadwiga M. Jędrzejewska, Czytelnik, Warszawa 1996]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bolszaja Rossija, Lekturki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Arystokraci muszą zginąć [Pokonani - I. Gołowkina]

  1. Wiesz co mogłabyś przeczytać? Teraz wznowili ja mam stare wydanie. Chodzi mi o książkę Eugenii Ginzburg „Stroma ściana” – to się dopiero czyta, oszczędny styl a każde zdanie boli jak cholera. Ginzburgowa spędziła 18{!} lat w łagrach, opisuje śledztwo/jak przebywała w więzieniu/wyrok/ zsyłkę etc.
    Uzupełnieniem tej lektury winna być w moim przekonaniu książka jej syna Wasilija Aksionova – znanego pisarza, tu dobrym tytułem będzie „Oparzenie”. Opisuje on spotkanie z matką – byli oni rozdzieleni, Aksionov był w domu dziecka { to w ramach rozdzielania rodzin wrogów ludu}, opisuje co przeżył/jak im się na zsyłce żyło etc. Warto przeczytać.
    Nie powinno być problemów z wypożyczeniem bo Ginzburgową wznowili a Aksionova wydało swego czasu wyd. Amber i odnalezienie jej w biblio nie powinno być kłopotliwe!
    Standardowo polecam też lekturę książki zmarłej niedawno prof. Barbary Skargi „Po wyzwoleniu” – też szczęście bo wznowili{Znak} bodajże ze 2 lata temu tę pozycję – wcześniej to był biały kruk i w dodatku pod pseudonimem wydany. Jak byś miała problem z dostaniem to dysponuje własnym egz. i mogę pożyczyć.
    Sorry, że się rozpisałam! Wszystkiego dobrego na święta i nie tylko!

  2. zosik POLAND pisze:

    O Ginzburg i Aksinovie coś kiedyś musiało obić mi się o uszy, bo choć tytułów nie kojarzę, gdzieś tam w tyle głowy świta mi, że są to książki warte uwagi. Na „Po wyzwoleniu” poluję już od jakiegoś czasu. Powiem Ci jednak, że ja się trochę boję tej literatury obozowej. Wisi nade mną widmo „Archipelagu gułag”, ale boję się tej książki. Boję się, że lektura ta mnie za bardzo zasmuci…

  3. Nade mną Gułag wisi już parę lat – mam jeszcze stare wydanie z kolekcji mego Taty. Ja generalnie dużo czytam literatury tzw. obozowej i tyczy się to też Holocaustu – może nawet za dużo. Teraz z kolei mam Wiszniewicz na tapecie {czytam też opracowania historyczne polskiego Marca ’68}. Tak naprawdę to w sumie nic się nie zmieniło. Mam na myśli to, że mimo takich wydarzeń ciągle do czegoś nowego dochodzi patrz Srebrenica, rzeź w Ruandzie etc. Jak się czyta te książki o Rosji, Związku Radzieckim {bardziej} to przerażające jest jak im tam maszynka historyczna i procesy decyzyjne góry wymieliły społeczeństwo. A to pranie mózgów/skazywanie bez wyroku/z wyrokiem/sfingowane procesy….. straszne i to w sumie tak niedawno się działo a niektórzy odczuwają sentyment i tęsknią do czasów dobrego Wujka Stalina. Generalnie długo by pisać i gadać ale normalnie chora po takiej lekturze/lekturach jestem. Jak się tak na temat Rosji zgadałyśmy doskonałe są:
    Taniec Nataszy
    Szepty: Życie w stalinowskiej Rosji obydwie autorstwa Orlando Figesa {sorry za złą odmianę}.
    Dobry jest Montefiore Sebag – autor biografii/monografii o życiu Stalina coś takiego jak Bullock. Po tym to już w ogóle spać nie można. Moja Mama nie zmęczyła Stalina : Dwór czerwonego cara Montefiore – powiedziała, że ma dość czytania o tym s…….nu. Jak by co to też mogę pożyczać sukcesywnie te ksiazki! Mam historycznych od groma i trochę. To pamiętaj o tym. PZDR.

  4. zosik POLAND pisze:

    Obie książki Figesa wiszą na mojej liście życzeń od bardzo dawna, więc gdybyś kiedyś zechciała mi je wypożyczyć byłoby wspaniale. A w tym zbiorowym praniu mózgu i lekkości z jaką tak liczny naród poddawał się terrorowi, ba – akceptował go w myśl zasady, że gdzie robią się drewna lecą wióry, jest i coś porażającego i fascynującego zarazem. Ta potrzeba, za przeproszeniem, zamordyzmu, silnego dyktatora, któremu się poddadzą. Zobacz jak Rosjanie mają to od wieków wpojone i pewnie dlatego taką estymą darzą Putina (który wygrywa nawet w rankingach na najseksowniejszego Rosjanina pomimo swej upiornie bladej fizjonomii typowego KGB-isty). Te książki czyta się z niedowierzaniem, a jednak opisują rzeczywistość. Swoją drogą kilka tygodni temu w Wysokich Obcasach był kapitalny artykuł o pracownicach Muzeum Stalinaw Gori – Westalki Stalina – jeśli jeszcze go nie miałaś okazji przeczytać – zrób to koniecznie (to tak a’propos wspominania z sentymentem papci Józefa Wissarionowicza): http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,7504453,Westalki_Stalina.html
    Mnie zdecydowanie bardziej pociąga tematyka rosyjska, literatura rosyjska w ogóle, niestety nie poświęcam jej tyle czasu i uwagi co niegdyś, choć mam nadzieję to się zmieni. Mimo wszystko cieszę się, że przeczytałam „Pokonanych”. W gruncie rzeczy i pomimo łzawie-sentymentalnego tonu, książka jest niezła. Można ją potraktować jako taki suplement do „Wojny i pokoju”: Co stałoby się rodzinami Bołkońskich i Rostowych po rewolucji październikowej.

  5. Jestem stałą czytelniczką Wysokich Obcasów oraz dodatku kolejnego Wyborczej czyli czwartkowego Dużego Formatu! Artykuł czytałam, generalnie to on się ukazał zaraz po tym jak w Wiadomościach pokazywali to muzeum, aż się wierzyć nie chce! I co do tego zamordyzmu to masz rację! My święci i idealnie nie jesteśmy ale czytając/ucząc się o tamtym okresie naprawdę podziwiam nas, że się nie daliśmy wszak tyle czasu nawet na mapie nie występowaliśmy jako państwo! U nich z kolei dominuje przystosowanie, udawanie i zero ale to zero autorefleksji. Oczywiście ja nie znam żadnego Rosjanina ni Rosjanki i pojedynczo są na pewno jakieś światłe osoby { ostatnio bardzo późno oglądałam albo na 1/2 program o zbrodni katyńskiej Barbary Włodarczyk gdzie występowała Rosjanka, która to badała/interesowała się i znała prawdę etc. – to był urywek bo późno TV odpaliłam} świadome tego co było, bez upiększeń bez zasady chcesz ukryć swoje błędy okryj je płaszczem legendy! Jednak gdy się poczyta/posłucha np. wypowiedzi rosyjskich historyków negujących pewne sprawy, z którymi oni się nie zgadzają a od dawna cały mit runął i została naga prawda to dochodzi się do wniosku, że nic się nie zmieniło i gdyby nie było przemian po ’89 roku nadal w te kity trzeba by wierzyć. Straszne jak można chcieć zaklinać rzeczywistość i jak się to udawało. Zobacz też, że non stop zabijani są dziennikarze choćby pani Politkowska! Ktoś ją usunął akurat w dzień ur. Putina! Dlatego jak widzę gębę tego skurczybyka to mnie szlag trafia. Tak samo sądzę o Kubie i Białorusi. Chiny to w ogóle ewenement! I tam nawet nie wiem jak by się musiało dziać aby coś się zmieniło. Tak czy siak autentycznie ciesze się, że nie żyję w państwie komunistycznym – ja akurat końcówkę PRL-u bdb pamiętam i ten słynny ocet na półkach też. Generalnie znając moją konstrukcję psychiczną nie wyrobiłabym żyjąc w takim systemie.
    No dobra kończę bo to temat rzeka dwa przynajmniej oderwałam się od pieczenia/mycia etc.
    Na książki możesz liczyć spoko!
    A dowiedziałam się wczoraj że od 11 kwietnia Ale kino! daje nowe odcinki Wallendera z Kenem – już całuję telewizor i pilota z radości. Do usłyszenia!

  6. i idealni winno być! Cholera końcówki mi nawalają a wydawało mi się, że wszystko spr, sorka.

  7. kalio POLAND pisze:

    Na hasło „bardzo emocjonalnie” lecę do bibliotek poszukiwać tej książki. A właściwie do internetowych katalogów.

  8. zosik POLAND pisze:

    Niebieski ptaku faktycznie o fenomenie Rosji możnaby pisać wiele. Ja też namiętnie wczytuje się w WO. To chyba moje ulubione pismo.
    Kalio cóż byśmy zrobiły bez internetowych katalogów? Swoją drogą wiem, że lubisz takie klimaty, więc książki powinna Ci się spodobać :)

  9. rr-odkowa POLAND pisze:

    Cześć Zosik. Po przeczytaniu tej recenzji mam ochotę na ……. nie, nie na „Pokonanych”, ale na Doktora Żywago. Zapomniałam, że kiedyś bardzo chciałam to przeczytać, a Ty mi o tym przypomniałaś. Dzięki :))

  10. zosik POLAND pisze:

    Ja do czytania „Doktora Żywago” zabierałam się latami, więc Tobie życzę więcej silnej woli :-)

  11. kasia.eire IRELAND pisze:

    Mnie się Pokonani podobali, oczywiście biorąc pod uwage w jakich warunkach byla ta powieść tworzona i przez kogo. Gołowkina chciała zatrzymać w kadrze świat, który już nie istniał, bardzo emocjonalne podejście i czasy, może dlatego taka ckliwa?
    Aksjonow jest jednym z moich ulubioncyh pisarzy rosyjskich. Moskiewska Saga jest super.

  12. kasia.eire IRELAND pisze:

    dzięki niebieskiemu ptakowi dowiedziałam sie, że wznowili Stroma sciane Dzieki

  13. zosik POLAND pisze:

    Kasiu ciekawa jesteś czy podołałaś i przeczytałaś w całości naszą wymianę opinii, ale ponieważ powołujesz się na jedną z wypowiedzi niebieskiego ptaka mniemam, że tak. Co do „Pokonanych” – mimo mej dość krytycznej recenzji książkę oceniam dobrze i jestem rada, że ją przeczytałam. Te grube rosyjskiej powieści mają szczególny klimat, post factum wspomina się lekturę z sentymentem i tak też myślę o „Pokonanych”. Rozumiem też dlaczego ta powieść jest dla Ciebie tak ważna i cieszę się, że dzięki Tobie dałam jej szansę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>