Gorączka detektywistyczna

Dzień dobry. Nazywam się Zosia, mam lat tyle a tyle i jestem uzależniona od czytania kryminałów.

Powiadają, że przyznać się przed sobą do nałogu to połowa sukcesu w drodze do jego wyeliminowania. Sęk w tym, że mi z moim małym feblikiem jest na tyle dobrze, że odwyku pod uwagę nie biorę. Czytanie powieści detektywistycznych, między nami mówiąc, jest okrutnie przyjemne i absorbujące, a i przykrości umysłowi nie czyni stanowiąc często pasjonującą intelektualną zagadkę czy jak kto woli rozgrywkę. Toteż nadal będę pielęgnować w sobie tą słabość charakteru i oddawać się ulubionemu zajęciu pasjami w każdej sprzyjającej po temu chwili, tym bardziej, że „Podejrzenia pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill” Kate Summerscale przepchnęło moje około kryminalne zainteresowania na nieco inny tor.

Bo i jest to zupełnie inna książka niż znane mi dotychczas kryminał (jakiekolwiek by one nie był). Mieszankę grozy wynikającej ze zetknięcia z okrucieństwem i podekscytowania towarzyszącego rozwiązywaniu zagadki  tym razem pomnożyłabym przez dwa, bo Summerscale dodaje coś czego w literackiej fikcji na próżno szukać – autentyczność zdarzeń, o których opowiada. Zdarzeń, które miały niebagatelny wpływ nie tylko na rozwój kryminalistyki, ale i literatury w ogóle.

Tajemnica morderstwa na Road Hill i śledztwo prowadzone przez inspektora Jonathana Whichera na wiele miesięcy zawładnęło wyobraźnią Anglików epoki wiktoriańskiej. Wyraźnie ciążyła nad publicznym sumieniem będąc niepokojący wyłomem w doskonale skonwencjonalizowanym kodeksie tamtych czasów. W Road Hill złamano tabu, naruszono świętość angielskiego domostwa, obnażono mroczne sekrety i zepsucie drzemiące w szacownych rodzinach. Okazało się bowiem, że zbrodnia czai się nie tylko w ciemnych zaułkach, ale i za bezpiecznymi murami domu, wśród najbliższych. Rzecz miała miejsce w 1860 roku w wiejskiej posiadłości powszechnie szanownej rodziny Kentów. W nocy z 29 na 30 czerwca brutalnie zamordowano trzyletniego Saville’a. Okaleczone ciało malca znaleziono w wychodku dla służby.

Nieporadność poczynań  lokalnej policji z dzisiejszej perspektywy jeży włos na głowie, ale nawet przy zastosowaniu tak prymitywnych metod śledczy dość szybko zawężają krąg podejrzanych do mieszkańców domu na Road Hill i de facto na tym kończy się ich wkład, a na scenę wkracza Jonathan Whicher, zręczny londyński detektyw, przyzwyczajony do mrocznej atmosfery przestępczego półświatka, doświadczony w rozwiązywaniu podobnych spraw inspektor ze Scotland Yardu. Przy czym określenie „doświadczenie” jest względne, bo ówczesna kryminalistyka raczkowała, brakowało nawet adekwatnego słownictwa, o metodologiach już nie wspominając, toteż śledztwo od początku przypominać będzie stąpanie po kruchym lodzie społecznego poparcia, które kategorycznie domagało się wskazania mordercy, ale i wyrażało moralny sprzeciw wobec wyciąganiu na światło dzienne niestosownych i wstydliwych szczegółów. Orężem Whichera będzie obserwacja i drobiazgowa analiza zachować domowników, kilka nędznych dowodów oraz intuicja, która pozwoli z pozornie nic nie znaczących szczegółów odtworzyć przebieg wypadków tamtej feralnej nocy i wskazać podejrzanego.

Przeczucia nie podparte namacalnymi dowodami nie gwarantują udowodnienia winy. Cóż z tego, że Whicher miał nosa? Niejednoznaczny finał sprawy morderstwa Saville’a Kenta (które zostanie ostatecznie rozwiązana dopiero wiele lat później) i kontrowersyjne, nie raz przekraczające tabu, metody śledcze niemalże złamią karierę inspektora. Jednym z wątków książki Summerscale będzie erupcja zainteresowania oraz społeczny odbiór pracy detektywa, który w drugiej połowie dziewiętnastego wieku fascynował, wzbudzał entuzjazm i odstręczał zarazem. Śledczy tacy jak Whicher byli bogami masowej wyobraźni, bo z założenia w racjonalny sposób porządkowali chaos, ale i stanowili zagrożenie dla społecznego sumienia, bo ich profesja wymagała podglądania i obnażania tego co dotąd z powodzeniem skrzętnie skrywano. Gorączka detektywistyczna nie ominęła również literatury. Willkie Collins i Charles Dickens zainspirowani postacią Whichera i morderstwem w Road Hill tworzą podwaliny pod nowoczesne kryminały, w których pierwszych skrzypiec nie gra już fantazyjny złoczyńca, a dedukujący intelektualista – detektyw. Niespełna dwadzieścia lat później, w 1888 roku sir Arthur Conan Doyle publikuje pierwszą odsłonę przygód Sherlocka Holmesa – „Studium w szkarłacie”.

Książka Summerscale wymyka się próbom kwalifikacji, bo jest i rzetelnym studium historycznym, świetnym portretem Anglii wiktoriańskiej, ale i oryginalnie skonstruowanym kryminałem z frapującą zagadką, w której rozwiązywanie czytelnik zostaje niecnie i całkowicie wciągnięty. Po uszy.

Ocena: ★★★★★☆

[„Podejrzenia pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill” Kate Summerscale, przełożyła Maria Jaszczurowska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Kryminalni, Lekturki, Non fiction i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Gorączka detektywistyczna

  1. Claudette POLAND pisze:

    Zosiu, dobre uzależnienie nie jest złe :)

    Sama jestem uzależniona dosyć mocno od kilku rzeczy (przede wszystkim od kupowania książek pomimo prawie 100 sztuk nieprzeczytanych zamieszkujących me półki oraz od wypożyczania książek z biblioteki, z której ZAWSZE muszę coś wynieść) i nie żebym te me nałogi bagatelizowała, ale po prostu nie przejmuję się – przynajmniej na razie.

    A kryminał Summerscale przedstawiłaś tak, że mam ochotę natychmiast pobiec do księgarni i nabyć.
    I jeszcze ta kryminalistyka, która przecież jest moją ukochaną dziedziną nauki…

    Powoli tracę silną wolę ;)

    Pozdrawiam

  2. karolina POLAND pisze:

    Tak sobie tylko miałam zajrzeć, co u Ciebie nowego, ale sama zostałam niecnie wciągnięta w konieczność dowiedzenia się, co tam nowego odkryłaś. Moje poglądy na temat dla mnie akceptowalnego kryminału odkąd do Ciebie zaglądam (no i odkąd żeruję na Twoim księgozbiorze) znacznie się zmieniły, bo okazuje się, że jednak nie ma próżni pomiędzy biegunami wyznaczanymi przez Agathę Christie i nic w moje życie nie wnoszącymi powieściami sensacyjnymi.

  3. Pingback: Tweets that mention Podejrzenia pana Whichera - Kate Summerscale | Lekturki - blog Zofii Jurczak -- Topsy.com UNITED STATES

  4. Anhelli POLAND pisze:

    Jesteś już drugą osobą, która pisze pozytywnie o tej książeczce :) Mam ją w stosiku, ale jak na razie nie potrafię znaleźć. Chyba zamówię ją sobie przy najbliższej wizycie w sklepie internetowym. :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

  5. maioofka POLAND pisze:

    Dobry kryminał nie jest zły ;)
    Jestem bardzo ciekawa tej książki, choć początkowo obawiałam się, że będzie to takie szukanie taniej sensacji w modnej oprawie retro. Rozwiewasz te sceptyczne myśli, więc pewnie się skuszę na ten tytuł.

  6. zosik POLAND pisze:

    Claudette, żeby potem nie było, że namawiam do złego ale… A abstrahując od kryminalistyki na chwilę fajne są te nasze nałogi ;-) Ja książek nieprzeczytanych nie liczę. Szkoda mi na to czasu, wolę donosić kolejne :-))))
    Karolina jak mniemam następnym razem mam Ci „Podejrzenia…” podrzucić?
    Anhelli ja Ci zazdroszczę, że Summerscale dopiero przed Tobą
    Maioofko bynjamniej nie jest to doszukiwanie taniej sensacji, choć ówcześni Anglicy wielce się ekscytowali całą sprawą. Do tego stopnia, że przesyłali masowo listy do prasy i Scotland Yardu z informacjami kto mógł zabić. Nie chciałam recenzji rozciągać jeszcze bardziej, bo i tak wyszła długa, ale ta książka (powiesć?) prócz głównego wątku ma całą masę pobocznych. Summerscale analizuje rolę prasy w życiu Anglii Wiktoriańskiej, pisze również o ówczesnej koszmarnej sytuacji kobiet itepe. W każdym razie jest to bardzo solidna i rzetelna książka

  7. Szwedzki Kucharz POLAND pisze:

    ojojoj, brzmi bardzo ciekawie, uwielbiam historie kryminalne epoki wiktoriańskiej!

  8. mary POLAND pisze:

    o matko, zapomniałam że to chciałam :D dzięki za przypomnienie :D)

  9. zosik POLAND pisze:

    Szwedzki Kucharzu i Mary – do usług :-)))

  10. karolina POLAND pisze:

    Taaak, nawet nie próbuję ukrywać, że napisałam to właśnie z taką złą myślą ;)

  11. helenka UNITED KINGDOM pisze:

    Książka jest naprawdę świetna i gorąco ją polecam.Czytałam wprawdzie po angielsku ale bez wątpienia po polsku jest równie dobra. To pierwsza książka historyczna która, mimo że pisana z perspektywy obserwatora, porywa i nie pozwala zostawić jej na dłużej.

    Czytając tę książkę, czy chciałam czy nie, czułam się jakbym była w tamtym czasie w Anglii, śledziłą wydarzenia w gazetach i snuła własne domysły i miała własne podejrzenia.

    Gorąco, gorąco polecam bo naprawdę warto przeczytać.

  12. zosik POLAND pisze:

    Zgadzam się z przedmówczynią :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>