Wbrew przewrotnemu tytułowi – zaczerpniętemu z Francisa Bacona – eksponaty zgromadzone na wystawie some books are to be tasted nie nadają się do jedzenia, a i z pobudek stricte zdrowotnych konsumpcja celulozy nie jest wskazana. Konsumpcja zmysłowa natomiast jak najbardziej, jako że książki, które można obejrzeć w Galerii Camelot nie tylko cieszą oko swą wyrafinowaną formą, ale i inspirują do przekraczania myślowych kliszy.

Wystawa some books are to be tasted jest efektem współpracy trzech uczelni artystycznych: UCLA w Maidstone, Javeriana University Bogota oraz ASP w Katowicach. Ich studenci w ramach organizowanych warsztatów mieli za zadanie przetworzyć książkę. Rozbić lub przeobrazić jej ideę i nadać temu, zdawać by się mogło nieco już archaicznemu przedmiotowi, nowe życie, nową symbolikę i zupełnie nowe znaczenia. I faktycznie, przez chwilę (ale tylko chwilę!) treść – de facto meritum książki – schodzi na dalszy plan. Wystawa to igrzyska formy, ale nawet powierzchowny ogląd zgromadzonych dzieł wskazuje, że forma nie tylko uzupełnia, ale i potęguję siłę wyrazu oraz przesłanie dzieł, tak jak w przypadku monumentalnej Otwartej książki Davida Bowena, w której każda z 3550 czystych stron poświęcona jest jednej osobie, która zginęła w wyniku konfliktu w Irlandii Północnej.
Przyglądanie się dziełom młodych twórców okazuje się bardzo interesującym doświadczeniem, bo książki do smakowania zapraszają do interakcji, angażują poprzez dotyk i wrażenia wzrokowe, a nawet zachęcają do uzupełniania. Przestają być oprawionym w tekturę zbiorem zadrukowanych kartek, przybierają niespodziewane kształty, intrygują i wytrącają z utartych ścieżek myślowych wedle, których książka tylko i wyłącznie materialna powłoka dla z góry określonej treści. Książki do smakowania mogą mieć rozbitą strukturę, są zmienne, a nawet płynne, otwarte na wrażliwość odbiorcy, namacalne, poddające się czytelnikowi, który ma możność „czytania” wedle własnego uznania. Czytania, które, nawiasem mówiąc, z klasyczną linearnością ma niewiele wspólnego. Jednym z takich nielinearnej dzieł jest Baucis kolumbijskiej artystki Viviany Diaz. Książka zainspirowana przez „Niewidzialne miasta” Italo Calvino jest opowieścią o mieście na szczudłach, którego mieszkańcy są obojętni. Nie interesuje ich kontakt, ze światem, choć chętnie obserwują go z góry. Składa się z szeregu ruchomych widoczków, które można dowolnie przekładać i spontanicznie odczytywać na wiele sposobów.

W czasach I-Padów*, e-clicto i innych wynalazków powoli wypierających papierową książkę wystawa urasta do miana symbolicznego gestu. Potwierdzenia, że klasyczna forma wciąż miewa się dobrze i niewiele sobie robi z dyszących za jej plecami e-konkurentów. Mało tego jest tworzywem szalenie inspirującym, świetnie poddającym się artystycznej ekspresji. A i widz (a już zwłaszcza wielbiciel książki) ma sporo uciechy.
some books are to be tasted – wystawa czynna od 21 marca do 25 kwietnia 2010
Galeria Camelot, ul. św. Tomasza 17, Kraków
Więcej zdjęć z wystawy TUTAJ
* Jedna z wystawionych książek oprawiona była w obudowę po Macu ;-)
Może Cię również zainteresuje:
- Groteskowy bestiariusz Daniela Mroza 25/03/2010











Ciekawa wystawa. ;) Takie papierowe dzieła sztuki cieszą oko. ;)
Feeria barw i wzorów jak widzę na zdjęciach – estetyka książek zdecydowanie pomnaża przyjemność z ich towarzystwa :)
A te białe rękawiczki widoczne wśród eksponatów to część projektu konkretnego czy mają chronić dotykanych przedmiotów przed nadmiernym „smakowaniem”?
Ja też chcę na tę wystawę!
Pingback: Minbeat » Ciekawostki nr 3
Matylda oj cieszą… Poza tym niektóre edytorskie i typograficzne rozwiązania miło byłoby ujrzeć także w książkach powszednich ;-)
maioofko białe rękawiczki mają chronić przeglądane dzieła przed brudnymi paluchami, ale dzięki temu większość dzieł można przeglądać do woli
Czara to przybywaj do Krakowa!
Witam. Świetna wystawa! {Szkoda, że nie mogę być w Krakowie…} A w kontekście tytułu, wyjątkowo apetycznie wygląda ta włochata. :) Pozdrawiam, {Z}
Ja bym powiedziała, że ta jest apetyczna inaczej, chyba że ktoś gustuje w konsumpcji włosów ;-)
wow, niesamowite :)
Uwielbiam takie przekraczanie „myślowych kliszy” :) Książka artystyczna to coś wspaniałego. Nic tylko oglądać – nie ukrywam, że chciałabym też pomacać te cuda :D
Macać można, ale w rękawiczkach :)