Mój pierwszy raz sam na sam z literaturą islandzką. Dotychczas na hasło Islandia w głowie zapalały mi się żarówki z Björk, Sigur Ros, gejzerami i maskonurem. W tej kolejności i to zasadniczo wyczerpywało temat. Dzięki znajomości z „Grobową ciszą” Arnaldura Indridasona teraz, gdzieś tak między gejzery a maskonura, wepchną się obraz społeczeństwa nieszczęśliwego i borykającego się z problemami przywodzącymi na myśl te z powieści Henninga Mankella (do którego Indridasona się porównuje), ale o ciężarze gatunkowym pomnożonym przez dwa (a czasem nawet trzy). „Grobowa cisza” jest pozycją wybitnie przygnębiającą czy jak kto woli ponurą. W końcu ukazała się w w.a.b.-owskiej mrocznej serii, a to do czegoś zobowiązuje.
Indridason zaczyna od mocnego uderzenia. Student medycyny w przedmiocie ssanym przez dziecko rozpoznaje ludzką kość. Szybko udaje się ustalić, że była ona częścią szkieletu zakopanego tuż obok krzaka porzeczek przed mniej więcej siedemdziesięciu laty. Śledztwo od początku niemiłosiernie się ślamazarze. Tempo prac dyktuje dokładna acz powolna ekipa archeologów, ewentualni świadkowie wydarzeń sprzed lat w większość poumierali lub właśnie umierają, a pojawiające się tropy okazują się uliczkami wiodącymi donikąd. Rozwiązanie będzie zaskoczeniem dla zespołu komisarza Erelndura choć niekoniecznie dla czytelnika.
Mam pewien problem z tą powieścią. „Grobową ciszę” czyta się dobrze i szybko, jest sprawnie napisana, ma niezłą intrygę z kilkoma mocnymi akcentami, a jednak zawarta w niej wizja Islandii nie do końca mnie przekonuje. Jest, delikatnie mówiąc, mętna, a nagromadzenie patologii, podłości, smutków i temu podobnych mrocznych sprawek jeży włos na głowie. Erlendur to taki antypatyczny ponurak, którego nie sposób darzyć sympatią. Jest niemalże definicyjnym komisarzem ze skandynawskiego kryminału – samotnym i rozczarowanym rozwodnik z dwójką dorosłych dzieci, pracoholik. Tyle że ex-żona go nienawidzi (dosłownie!), a córka – narkomanka po utracie dziecka leży w śpiączce, ale nawet gdy Erelndur z niemałym wysiłkiem próbuje okazać jej rodzicielską czułość ten wstrętny Indridasona, w szeregu retrospekcji, nie omieszkuje pokazać jaki to komisarz bywał podły i małostkowy. Śledztwo i osobiste rozterki postaci pisarz przeplata historią smutnego losu kobiety maltretowanej psychicznie i fizycznie przez męża. Jej naznaczone tragedią życie dopełnia obraz wyspy smutnej i wynaturzonej, a jeśli na to nałożymy jeszcze permanentnie brzydką pogodę i suchy styl Indridasona otrzymujemy:
Po pierwsze – przyzwoity acz nieporywający kryminał
Po drugie – zaskakująco skuteczną antyreklamę Islandii.
Ukułam już nawet specjalne promocyjne hasełko: Islandia? Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Ocena: 





[„Grobowa cisza” Arnaldur Indriðason, przełożył Jacek Godek, W.A.B., Warszawa 2010]
Może Cię również zainteresuje:
- „Chińczyk” Henning Mankell 02/12/2009
- „Psy z Rygi” Henning Mankell 20/06/2009
- Jak prosięta 07/07/2010
- „Hotel Paradise” Martha Grimes 09/10/2007
- „Morderca bez twarzy” Henning Mankell 01/06/2009
- Laurka dla Henryka 30/07/2010
- „O krok” Henning Mankell 28/04/2008










Jak zawsze przeczytałaś już coś, co u mnie jest dopiero w mglistej fazie planów i prawdopodobieństw :) Ale wykorzystam to pytając, czy nie ma znaczenia, że jest to dopiero czwarta część cyklu? Bo właśnie fakt, że w Polsce nie ukazały się dwa pierwsze tomy powstrzymuje mnie skutecznie przed inwestycją w autora. Jestem maniaczką kolejności, numerków i porządku chyba ;)
A ja nonszalancko podchodzę do kwestii kolejności i zazwyczaj jej nie pilnuje. A co do „Grobowej ciszy”… Nie czytałam „W bagnie” (czyli części numer 3) i nie czuję jakby w związku z tym coś specjalnego mi umknęło, a i nie jestem też jakoś szczególnie zachęcona do nadrobienia zaległości.
:)
lubie takie mroczne i mętne klimaty. pewnie sięgnę po to w najblizszym czasie, tym bardziej ze bardzo podoba mi sie okładka. Zawsze jakos zwracam na to uwagę. Ale poki co zajeta jestem „Kochankiem dziewicy” ;) wiec Islandię narazie odpuszczam ;) pozdrawiam
Islandia to jeszcze zimno, czysto i przejrzysto …. a teraz dodatkowo brrr – kość ssana przez dziecko yahhh
nie należę do fanów kryminałów ale … Islandia hmmmm… to zimno i ta ciemność hmmmm…zaczyna być ciekawie:)
Polecam żarliwie książkę „101 Reykjavik” – jest piekielnie sprytnie napisana – można się zachwycić piórem. Mieszkałam w Islandii kilka miesięcy na stypendium i gdybym chciała pokazać komuś Islandię, poleciłabym właśnie tę książkę. Jest jak papierek lakmusowy na tamtą rzeczywistość. A czyta się to doskonale.
ja tego nie doczytałem, a właściwie – ledwo zacząłem… jak dla mnie – załamka. najpierw myślałem, że może zawinił tłumacz, a nie autor, bo te kanciaste zdania mimo wszystko wciągały. liczyłem więc, że może z fabułą będzie lepiej niż z językiem, ale gdy pan śledczy po wielkich poszukiwaniach znalazł swą córkę niemal potykając się o nią na ulicy, moja wiara w zdolności fabularne autora spadła do zera. i dalej już nie czytałem.
Gdybyś miała tu okienko, w którym kliknęłabym tylko czy mi się podoba, lub „mam zamiar przeczytać”, wykazałabym się lenistwem, kliknęłabym i zniknęła. A tak musiałam napisać cały komentarz;)
Mary rozumie się samo przez się, że są priorytety ;-) Okładka fajna, to fakt. Brzydkie tylko zniechęcają
Moni a może powinnaś dać szansę kryminałom? To takie wdzięczne czytadła. Rozrywka, z którą obcowanie nie sprawia wrażenia przykrości
Kamis to ciekawe co piszesz, a nawet bardzo, tym bardziej, że widziałam adaptację filmową i zupełnie mnie nie przekonała, ale po Twoim entuzjastycznym komentarzu będę mieć ten tytuł na uwadze
Marcin kwadratowe zdanka wciągają. To chyba specyficzna stylistyka powieści tak Cię odstręczyła. Ja przeczytałam z zainteresowaniem i bez przykrości, bo intryga daje radę ;-) Nie mniej jednak nie mam jakiegoś specjalnego parcia do czytania „W bagnie”
Kalio :-)))) Zobaczymy co się da zrobić ;-)
Tego pana przeczytałam prawie wszystko, dla nie super. Choć są inni Islandczycy, których również bardzo lubię.
Zosiu ja się chyba za bardzo denerwuję ….. potem nie mogę doczekać się rozwiązania ….. i zaglądam na sam koniec:) Więc jaki jest sens?
Ale nie mówię NIE:)
101 Reykjavik widziałam, nie wiedziałam że książka też jest, jak znajdę, to sięgnę.
Aniu fajnie, że tylu Islandczyków tłumaczy się na niemiecki, bo w Polsce to sprawa dość niszowa (czy Ty piszesz z Portugalii czy rozpoznawanie kraju po IP oszalało?)
Moni trzeba Cię wysłać na jakieś warsztaty medytacji ;-) A tak nawiasem mówiąc trochę Ci zazdroszczę, że nie dajesz się kryminałom. To w gruncie rzeczy wstrętny i pożerający dużo czasu nałóg.
Agnes i napisz recenzję :-)
Zosiu to prawda na niemiecki mnóstwo Islandczyków tłumaczy się a i chętnie są czytani, z czego się bardzo cieszę. Tak, piszę z Portugalii, gdzie czasowo mieszkam:) Bardzo mi się podoba ten gadżet u Ciebie:)
Czyli jednak się nie pomylił :-)