„Złota Pagoda” Yukio Mishimy jest powieścią godną uwagi z co najmniej kilku powodów. To po mistrzowsku skonstruowana analiza umysłu człowieka chorego psychicznie, opętanego wizją idealnego piękna urzeczywistnionego przez tytułową budowlę, ale nie jest to jedyny istotny wątek powieści.
Mishima wykorzystał autentyczne wydarzenie, które miało miejsce w 1950 roku w Kioto. Wówczas to młody uczeń buddyjskiej szkoły zen podpalił japoński skarb narodowy – świątynię Kinkakuji z XIV wieku. Budowla szczęśliwym trafem przetrwała amerykańskie naloty w czasie wojny, ale nie uniknęła zemsty szalonego akolity. Mishimę zaintrygowała postać owego podpalacza – nihilisty i schizofrenika ze skłonnością do autodestrukcji, którego życiem i świadomością całkowicie zawładnęła Złota Pagoda. Z procesu dojrzewania do popełnienia tego straszliwego czynu uczynił pisarz szkielet swej misternie skonstruowanej powieści. Podpalenie świątyni było bowiem dla szalonego Mizoguchiego konsekwencją i zdawać by się mogło jedynym możliwym krokiem, realizacją karmy.
Fabułę „Złotej pagody” organizuje swoista gra pozorów i dojmujący fatalizm. Powieść naznaczona jest ideą konfliktu. Tym najważniejszym będzie konfrontacja niedoskonałego fizycznie Mizoguchiego – brzydkiego i chorowitego jąkały – z idealnym pięknem Złotej pagody. Wysublimowanej urody japońskiej sztuki z okrucieństwem, perwersją i brzydotą otoczenia. Nie mniej istotny jest również konflikt między surowym życiem klasztornym wedle zasad zen, a rzeczywistymi zachowaniami mnichów i akolitów. Pod płaszczykiem normalności – chłopak uczy się, ma dwoje przyjaciół i pokornie poddaje się wszystkim rytuałom – kryje się mroczna samotność i niekończące się próby walki z destrukcyjną mocą świątyni. Mishima ciekawie pokazuje dysonans między klasztornymi regułami, które powinny prowadzić do uszlachetnienia ducha, a ich rzeczywistą realizacją, w wyniku której duchowy trening jest li tylko pustym, nic nie znaczącym gestem, a pod pozorem buddyjskiej reguły kryje się demoralizujące rozpasanie, lubieżność i inne cielesne grzeszki.
Mishima nie uznaje podziału na czarne i białe. Jego świat, pełen moralnie dwuznacznych odcieni szarości, ma pozacierane granice między dobrem i złem. Zdawać by się mogło, że wszystko jest tu względne i nie pewne, wszystko poza samym aktem spalenia świątyni. Mizoguchiego zresztą nie sposób jednoznacznie potępić, a jego bezkompromisowy czyn nabiera nowego znaczenia, gdy odczyta się go nie jako barbarzyński akt niepoczytalnego umysłu, a dramatyczną próbę wyzwolenia siebie, człowieka samotnego i wyobcowanego, który pojął, że wyrafinowane piękno to tylko złuda, za którą kryje się marność.
Myślę, że „Złota Pagoda” w chwili ukazania się, przed ponad pięćdziesięciu laty, mogła nieco rozczarować, a nawet zawieść żądnych sensacji Japończyków. Zamiast literackiej kroniki wypadków, Yukio Mishima oddał w ich ręce powieść zgoła odmienną, uniwersalną i ponadczasową, w której słynna sprawa podpalacza świątyni Kinkakuji stanowi pretekst i punkt wyjścia rozważań nad destrukcyjną siłą obsesji idealnego piękna. „Złota Pagoda” to kanon japońskiej literatury współczesnej, ale i po prostu interesująca powieść, a samą świątynię odbudowano i wygląda teraz tak.
Ocena: 





[„Złota pagoda” Yukio Mishima, przełożyła Anna Zielińska – Elliott, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 1997]
Kolejna, trzecia, książka przeczytana w ramach projektu „Little Japan”
Może Cię również zainteresuje:
- „W pogoni za dalekim głosem” Taichi Yamada 23/09/2008
- „Zagłada” Akira Yoshimura 28/02/2010
- „Obcy” Taichi Yamada 23/02/2010
- „Metafizyka rur” Amelie Nothomb 13/08/2008
- „Zagubieni w Tokio” Marcin Bruczkowski 15/02/2008
- „Malarz świata ułudy” Kazuo Ishiguro 11/12/2008
- “Wyrok śmierci na życzenie” Masahiko Shimada 09/01/2009










Ja zupełnie nie na temat (aż wstyd trochę). Chciałam tylko poinformować, że przyznałam Ci Kreativ Blogger Award. Więcej informacji tu – http://stara-szafa.blogspot.com/2010/03/kreativ-blogger-award.html
Pięknie dziękuję za miłe słowa :)
Doskonała recenzja. Fanatyzm, zaślepienie, wiara we własne racje nie raz przyniosła szkody ludzkości i sztuce.
Nutto fanatyzm – tego słowa mi brakowało! :)