W kinie funkcjonuje taka niepisana zasada, że im więcej pościgów, tym film mniejszą reprezentuje wartość i faktycznie proszę przyjrzeć się pierwszemu lepszemu filmowi sensacyjnemu, w którym gonitwy, zapewne liczne, pełnią funkcję efektownych „zapchajdziur” pozwalających posklejać w całość niekoniecznie dobrą i oryginalną fabułę. Czy podobnie rzeczy się mają z literaturą? „Subtelny nos Lilli Steinbeck” pokazuje, że i tak, i nie. Nie bez powodu powołuję się zresztą na kino, bo i Heinrich Steinfest od analogii i nawiązań doń nie stroni, a i sama powieść jest szalenie filmowa, bez trudu można sobie wyobrazić, jak wykreowane przez niego postaci wypadłyby na srebrnym ekranie.
Gdybym miała w jednym zdaniu podsumować „Subtelny nos Lilli Steinbeck” nazwałabym ją zwariowaną popkulturową powieścią sensacyjną z ukłonem w stronę kryminału. Lektura tej powieści uruchamia bowiem szereg skojarzeń. Steinfestowi nie obce są założenia starego poczciwego postmodernizmu, dość sprytnie sobie z czytelnikiem pogrywa żonglując rozmaitymi literackimi tropami (powołuje się na Hitchcocka i Fritza Langa, filmy z Jamesem Bondem, komiksy i mitologię, a jedna z ważniejszych postaci nosi nazwisko Kallimachos, choć z twórca pierwszej historii literatury nie ma on nic wspólnego), nie można mu odmówić również pewnego dowcipu (choć jak na mój gust dość kwadratowego), zresztą w tym względzie jego nagrodzona Deutscher Krimi Pries powieść przywodzi na myśl wariactwa z trylogii barcelońskiej Eduardo Mendozy: są cytaty z popkultury, są żarty i nieprawdopodobna fabuła, ale obywatelska uczciwość każe mi zaznaczyć, że jest to analogia bardzo swobodna i właściwie na tym podobieństwa się kończą, bo Panów dzieli różnica temperamentów głębokości Rowu Mariańskiego. Niestety.
Fabuła „Subtelnego nosa Lilli Steinbeck” jest zadziwiająca i to niekoniecznie w najlepszym znaczeniu tego słowa. W zagadkowych okolicznościach zostaje porwany znany profesor ornitologii. Trop prowadzi do Aten, gdzie wyrusza prowadząca śledztwo tytułowa Lillia – komisarz specjalizująca się w kidnapingu. Już pierwszego wieczoru zostaje we własnym łóżku, w dość niewybredny sposób, napadnięta przez… Batmana. Batman będzie zresztą kluczowym wątkiem w jej śledztwie, które wciągnie Lillię i pomagającego jej otyłego specjalistę od tortur w niebezpieczną grę (bo grami bezpiecznymi nikt sobie głowy nie zawraca). Intryga kryminalna to najsłabszy punkt powieści, bo jest, mówiąc krótko, grubymi nićmi szyta i te szwy ledwo trzymają ją w jednym kawałku. Nawet jeśli potraktuje się ją z przymrużeniem oka, trudno będzie wybaczyć Steinfestowi niekonsekwencję i pokrętną logikę tej bezwładnej bieganiny.
Nie warto w „Subtelnym nosie Lilli Steinbeck” doszukiwać się głębszej refleksji albo oczekiwać kolejnej analizy kondycji współczesnego człowieka. To literatura całkowicie i bezpretensjonalnie rozrywkowa, ale szczęśliwie powieść Steinfesta jest czytadłem nie pozbawionym pewnych wartości artystycznych, a i czyta się bez przykrości i zgrzytania zębami.
Ocena: 





[“Subtelny nos Lilli Steinbeck” Heinrich Steinfest, z języka niemieckiego przełożył Jakub Ekiert, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010]
4 gwiazdki może trochę na wyrost, ale wielce ukontentowały mnie liczne nawiązania do kina amerykańskiego z lat pięćdziesiątych ;-)
Może Cię również zainteresuje:
- „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski 02/06/2008
- Swastyki w szarotkach 21/07/2010
- Bezręki i bandyta 25/04/2010
- Nawiedzone pole kukurydzy 02/10/2010
- I co? I nic 25/09/2010
- „O krok” Henning Mankell 28/04/2008
- Kryminał ideologiczny 15/09/2010









