Pewnych czynności nie można odkładać w nieskończoność, przekładać niczym jakąś kartkówkę z algebry. Tym czasem ja, niżej podpisana, skądinąd pewnie dobrze Wam znana Zofia najpierw bałam się zabrać za czytanie „Piątej strony świata”, a gdy już akt ów się dokonał (innymi słowy – czytać skończyłam) z tak zwaną trwogą tudzież lękiem myślę o pisaniu o niej. Głupio mi tak jakoś wymądrzać się o życiowym dziele Kazimierza Kutza. I nie wiem skąd we mnie ten lęk, bo zazwyczaj takich dylematów nie mam (i jeśli o kimś nie piszę to tylko z lenistwa).
Skoro już zwerbalizowałam trapiące mnie obawy wspomnę jeszcze tylko, że „Piąta strona świata” stała się legendą na długo zanim w ogóle została wydana. Kutz pisał ją bowiem przez 42 lata (sic!), a jego przyszły wydawca, skądinąd inna legenda – Jerzy Illg, nieugięcie go w tym twórczym akcie dopingował, a nawet, jak twierdzi sam zainteresowany, nękał i molestował. Przyjeżdżał, dzwonił, marudził, że mam pisać. Zmusił do podpisania umowy z wydawnictwem. A że potrafi doskonale udawać głosy, to dzwonił do mnie np. jako czytelnik, który nie może się już doczekać wydania mojej książki. Dyszał do słuchawki: „Panie Kazimierzu, jestem już taki stary, czy doczekam pana książki, czy umrę przed jej wydaniem”. Nie umarł, książkę wydał, a sam Kutz mógł wreszcie spełnić swe największe marzenie – nazwać siebie pisarzem. Zupełnie zasłużenie, bo debiut jest brawurowy, znakomicie wpisujący się w nurt literatury o małych ojczyznach.
Przede wszystkim zaś „Piąta strona świata” jest powieścią o poszukiwaniu tożsamości, o poszukiwaniu w ogóle. O duchowym i narodościowym rozdarciu rdzennych mieszkańców Górnego Śląska (bo z gorolami nikt tu się nie liczy), o żalu do Polaków, ale i siebie samych. Kutz, w cytowanym już przed momentem wywiadzie dla Dużego Formatu (nr 6/865 z 11 lutego 2010), przyznaje, że Śląsk go boli, bo zamieszkują go ludzie nieszczęśliwi tylko z tego powodu, że urodzili się tam. Na styku kultur, na tym pierdolonym węglu. W tej piątej stronie świata. I faktycznie, jego bohaterowie, postacie fikcyjne choć inspirowane życiem, to ludzie uwikłani w wielonarodowość, przeklęci, bo na swe nieszczęście żyją na przedmurzu obrotowym (cytując Słonimskiego). Nie są ani Niemcami, ani Polakami, są sobą, ale co to znaczy być sobą na Śląsku – to już pytanie bez odpowiedzi.
Pośród mnogości wątków, losów i bohaterów na pierwszy plan tej śląskiej epopei Kutz wysunął dwie postaci, z którymi zresztą w dość cyniczny sposób się obszedł. Lucjan i Alojzy nie są buntownikami, ale są specyficznie niepokorni. Nie poddają się śląskiemu fatum, nie zajmują przypisanych im miejsc w kopalniach, a ich postępowanie nie pasuje do szablonu. Kluczem i punktem wyjścia „Piątej strony świata” są spotkania w budce, które zaważyły nad ich dalszymi losami. To tam Alojzy i Lucek zostali bezwiednie poddani edukacji, która niepostrzeżenie uczyniła z nich polskich inteligentów nie pasujących do śląskiego schematu.
Powieść upleciona jest z mikropowieści poukładanych w pozornie chaotyczny sposób. Łatwo można się w Kutzowskiej narracji pogubić, ale jeszcze łatwiej dać jej się pochłonąć. „Piąta strona świata” napisana jest zresztą wybornie, wspaniałym językiem łączącym literacką polszczyznę z kolokwializmami i szczyptą gwary, co jeszcze pogłębia jej gorzką wymowę. Zresztą nie trzeba być Śląskofilem czy –lubem (a ja w każdym razie ani jednym, ani drugim się nie tytułuję), aby dać się debiutowi Kutza omamić, bo to po prostu znakomita powieść.
Ocena: 





[„Piąta strona świata” Kazimierz Kutz, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2010]
Może Cię również zainteresuje:
- Do zobaczenia za kilka lat 09/08/2010
- Zadie Smith przedstawia „Księga innych ludzi” 30/05/2009
- „Ładne duże amerykańskie dziecko” Judy Budnitz 26/02/2009
- Babodalia 03/05/2010
- „Piaskowa góra” Joanna Bator 24/02/2009
- „Tłumacz chorób” Jhumpa Lahiri 06/10/2008
- „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” Junot Diaz 06/06/2009










Zosiu sprawiasz, że bardziej CHCĘ! Bo zastanawiam się, bo nie lubię iść jak ta owca i brać do łapek wszystko to co biorą do swoich ludzie, co mi „modne” Panie w księgarni polecają. Wtedy się właśnie boję i dystansuję. Nie podążam za modą (zarówno ksiażkową jak i „ciuchową”). OK, „Kapuściński non-fiction” jest moim grzechem, wyłamaniem …. i podobnie jak Ty obawiam się cokolwiek napisać na jej temat. Kiedy „szumi” wokół książek, boję się wypowiadać swoje zdanie. Tobie się udało z „Piątą stroną świata” ja poczekam. Poczekam jeszcze na lekturę „Piątej…” i poczekam z osądem wspomnianej przeze mnie biografii.
ach ach :)
Moni coś w tym owczym pędzie jest. Ja na razie nie myślę o osławionej biografii Ryszarda Kapuścińskiego. Pewnie kiedyś się na nią skuszę, ale na razie z zainteresowaniem obserwuję całą batalię toczącą się wokół niej. Świat Książki nie mógł życzyć sobie lepszej reklamy
Mary ach ach jak najbardziej zasłużone dla książki :)
Ja zakochałam się w tej książce słuchając jej fragmentów w radiowej trójce, czytanych zresztą przez samego autora. To będzie mój pierwszy zakup literacki po powrocie do Polski, postanowione. Sama czuję się skazana na tę książkę, nigdzie nie mieszkałam tak długo jak tam (dwie trzecie życia;) i nigdzie nie czuję się tak obco, jak tam.
Najpierw się uśmiechnę … z powodu reklamy dla ŚK:)a teraz powiem Zosiu, że niezależnie co ludzie będą mówić w każdej plotce, w każdym wspomnieniu, nawet tym najgorszym jest jakaś prawda. Ale też, niezależnie kto – co – o kim powie człowiek wartościowy pozostaje dla mnie takim, nawet jeśli przeczytam o nim coś co nie pasuje do obrazu jaki o sobie samym tworzył. Tak wiem, to jest właśnie ta reklama:)
Miłego dnia
Oj, a ja mam skojarzenie z „Piaskową Górą” Joaany Bator – tylko po przeczytaniu recenzji odnoszę wrażenie, że Kutz napisała powieść bardziej „męską” – o ile mogę dokonać takiego podziału. Czuję się zachęcona aż za bardzo, bo postać górników – indywidualistów jakoś do mnie przemawia :)
A swoją drogą: pozwoliłam sobie dodać Twój adres do spisu ulubionych blogów. Bo podobają mi się książki, które wybierasz:)
Czara jak zwykle mnie zagięłaś, bo o śląskie korzenie Cię nie podejrzewałam. Lubię takie zaskoczenia :) Zaskakujące jest też Twoje stwierdzenie, że na Śląsku czujesz się obco… Chyba faktycznie jesteś skazana na „Piątą stronę świata”. A tak w ogóle to koniecznie przeczytaj wywiad z Kutzem, którego kawałki cytuje. Ja go po prostu uwielbiam!
Moni wiesz ja ten cały skandal przepuszczam przez palce, bo między nami mówiąc nie sądzę, aby cokolwiek wpłynęło na zmianę moich poglądów na temat Ryszarda Kapuścińskiego. Dla mnie był wspaniałym, mądrym człowiekiem bez względu na grzechy młodości i inne rysy na jego wizerunku, bo kto ich nie ma?
Skarletko witaj! Bardzo mi miło, że mnie „dodałaś” ;-) I ja już nadrabiam zaległości i dodałam Cię do mojego Google Readera. Co do skojarzeń z „Piaskową górą” – są jak najbardziej na miejscu. Faktycznie powieść Kutza jest bardzo męska i w odróżnieniu od Joanny Bator reżyser bardziej skupia się na śląskim micie. Jego powieść jest niczym śląski kosmos pełen dziwnych postaci, bólu i cierpień. „Piaskowa góra” była bardziej o życiu w pewnych okolicznościach przyrody, a „Piąta strona świata” o tym, jak pewne okoliczności przyrody wpływają na życie.
Dokładnie Zosiu, dokładnie!
przeglądałam ją dziś i trochę denerwuje mnie gwara śląska.. nie wiem czy umiałabym to przeczytać..
no ale może jak pojawi sie w bibliotece.
Mary gwara jest na początku, później pojawiają się pojedyncze regionalizmy (na szczęście na marginesie wyjaśnione co znaczą). Początek faktycznie trochę odstrasza, ale czyta się później „Piątą stronę świata” bardzo dobrze
aha, dzieki za info. bo juz sie zniecheciłam widząc czytając cos czego nie rozmumiem :)
Zawsze do usług :)
Każdy Polak powinien to przeczytać.
Każdy nie każdy, ale myślę, że warto. Nie, ja nie myślę ;-), jestem przekonana, że warto
Dołączam się do chóru tych, którzy książką się zachwycili. Raz po raz myślałem, że p. Kazimierz zmarnował życie przy filmach, na ogół dobrych, bo w prozie jest znakomity. Ten język, te kapitalne porównania, niesamowite a pełne autentyzmu historie, wreszcie bez patosu i bez naginania historii losy ludzi i śląskiej krainy. Niechby dla nauki przeczytali „Piątą stronę” też politykierzy poszukujący bliźnim dziadków w Wehrmachcie.
Znak wszystkie książki „robi” dobrze pod każdym względem, ale przypadkiem trzy literówki przy wznowieniu trzeba poprawić: na s. 230 jest: za fuzbalem, a powinno być raczej fusbalem; na s. 231 jest: Pojakemu, powinno być osobno: Po jakemu i na s. 232: z wojny 1870-1971, a miało być 1870-1871.
Pozdrawiam p. Kazimierza Kutza i p. Ilga – SD