„Nocna zamieć” Johan Theorin

Znakomity kryminał i proszę wybaczyć mi tą antycypację na dzień dobry tudzież strzelanie konkluzją wywodu – wywodu, którego de facto jeszcze nie ma, ale cóż począć, skoro tak jest.

Zresztą nie ja pierwsza i pewnie nie ostatnia, entuzjastycznie wyrażę się o powieści Johana Theorina, jako że nie natrafiłam na ani jedną niepochlebną recenzję jego drugiej powieści i faktycznie o „Nocnej zamieci” nie sposób pisać niekorzystnie, bo jest świetnie skonstruowanym, szalenie klimatycznym kryminałem z akcją osadzoną na wyspie, co dodaje fabule dodatkowego smaku. Miałam zresztą sporo szczęścia, bo w chwili czytania załapałam się na ostatnie podrygi* tegorocznej zimy. Za oknem leżał śnieg, niby niewiele znaczący drobiazg, a jednak trudno wyobrazić sobie korzystniejsze okoliczności przyrody.

Co do samej powieści, prócz tego, że jest znakomita, ale to już wiemy, koniecznie muszę wspomnieć o wykorzystanych przez Theorina budulcach. Po pierwsze mamy dość nietypowo poprowadzoną intrygę kryminalną, w której zagadka śmierci rozwiązuje się niejako mimochodem i przy okazji, a samo śledztwo czy raczej dążenie ku rozwiązaniu (bo śledztwa jako takiego tu nie ma) nie jest najważniejszym punktem „Nocnej zamieci”. Istotniejszy jest wpływ jaki śmierć ma na myśli i poczynania osób żywych, które będą musiały stawić czoło własnym demonom i duchom. Theorin zresztą bardzo wiarygodnie konstruuje postaci, a rozłożenie narracji na kilka głosów pozwala głęboko wniknąć w ich wnętrza.

Po drugie – duchy, ale spokojnie. „Nocna zamieć” z klasycznym ghost story nie ma wiele wspólnego, a nawiedzające bohaterów widma wywodzą się ze szwedzkich wierzeń ludowych. Bowiem wedle dziewiętnastowiecznego podania  raz do roku, w Boże Narodzenie, zmarli powracają na ziemię. Duchy Theorina nie straszę po zmierzchu i nie dzwonią łańcuchami, a ich obecność przynosi poniekąd otuchę i ukojenie.

Trzecie to plenery – romantyczne, ale i ponure zarazem: latarnie morskie, przy czym jedna zapala się tylko, jeśli ktoś z nią związany ma umrzeć, stare skrzypiące domostwo – niegdysiejsza siedziba latarników i przy okazji świadek niejednego zgonu, smagane wiatrem pustkowia, surowa przyroda i do tego wszystkiego olandzka zima – biała, sroga, przenikliwie zimna ze swym sztandarowym produktem w postaci fåk – zamieci śnieżnej w wydaniu hard. Ów morderczy (dosłownie!) fåk Johan Theorin opisał tak sugestywnie, że czytając niemalże czuje się podmuchy zimna.

Wciągająca, błyskotliwie napisana powieść z niebanalną intrygą i bohaterami, albo po prostu bardzo dobry kryminał z  adekwatnym do kraju pochodzenia klimatem. Warto.

Ocena: ★★★★★½

[„Nocna zamieć” Johan Theorin, przełożyła Bogumiła Ratajczak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010]

*a w każdym razie głęboko wierzę, że to były ostatnie podrygi tegorocznej zimy, bo więcej takich śnieżnych akcji nie zniosę

W czasie lektury przypomniał mi się ten wiersz Tadeusza Micińskiego.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kryminalni, Lekturki, Skandynawia i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „„Nocna zamieć” Johan Theorin

  1. mary POLAND pisze:

    musze wreszcie zacząć czytać :))

  2. chiara76 POLAND pisze:

    ja czytałam go w okresie żałoby i na mnie chyba tym bardziej niezwykłe wrażenie on zrobił……rewelacja, według mnie, oczywiście.

  3. Skarletka POLAND pisze:

    Mary, dokładnie: ja już o tej książce naczytałam się tylu dobrych rzeczy, że może w końcu zapomnę, że nie lubię kryminałów i zacznę czytać :)

  4. Tucha POLAND pisze:

    Prześladuje mnie, no prześladuje mnie ta książka!
    I te pozytywne recenzje…Ja też chcę! :)
    Pozdrawiam serdecznie

  5. zosik POLAND pisze:

    Mary koniecznie!
    Chiaro zgadzam się z Tobą – rewelacyjna powieść, zdecydowanie mój osobisty top5 kryminałów
    Skarletko myślę, że najwyższa pora przeprosić się z kryminałami, a „Nocna zamieć” będzie jak znalazł na początek
    Tucha prawdę mówiąc nie trafiłam jeszcze na choćby jedną negatywną recenzję. Trochę to podejrzane, ale faktycznie są powody do chwalenia.

  6. Znam Theorina tylko ze słyszenia. Jeszcze nie posmakowałam, ale apetyt rozbudziłaś :)Zainteresowały mnie Twoje uwagi o narracji. Klimaty romantycznej grozy brzmią nową nutą w szwedzkim kryminale.
    Tu wyznam, że potajemnie durzę się w Wallanderze i Blumkviście… W Mikaelu może i bardziej, ale skreślam, bo nie miałabym szans ;)
    Pozdrawiam :)

  7. zosik POLAND pisze:

    O masz a ja się kocham (i to nie potajemnie, a i mąż jakoś mi to wybacza) w Wallanderze w interpretacji Kennetha Branagha. Nawet swego czasu miałam na służbowym laptopie Kennnetha w rzepaku z „Fałszywego tropu” na tapecie. Gdzieś wyczytałam, że Ci co znają wersję szwedzką wolą Blumkvista. Ja szwedzkiej jeszcze nie znam, ale za to ubóstwiam wersję BBC. Kenneth z worami pod oczami jest dla mnie idealnym Wallanderem. Poszczególne odcinki (kręcone w Skanii, a jakże!) mają tak wysmakowane i klimatyczne zdjęcia, że słowami nie jestem w stanie wyrazić mego uznania dla operatora. Po prostu zabrakło mi języka w gębie. Serio. Ostatnio widziałam „Mordercę bez twarzy” i tam jest takie piękne ujęcia falujących łanów zboża i Kenneth przechadzający się po nich. Wymiękłam, w Europie rzadko można trafić na tak poetyckie kadry, to domena Azjatów, a falujące trawy to już w ogóle Akira Kurosawa i Masaki Kobayashi też.
    A i jeszcze jedno „Nocna zamieć” nie jest powieścią grozy ani horrorem, to jednak kryminał, choć z wmieszanymi w intrygę zaświatami.

  8. No to właściwie nie wiadomo – czy bardziej ujął Cię Kenneth czy Kurt.
    A ja mam jakieś atawistyczne lęki przed ekranizacją (konkretnie Mankella i Larssona), nie wierzę, że ktoś „się wstrzeli” w sylwetkę z moich marzeń (znaczy: wyobrażeń). Czas to przełamać, chyba…

  9. zosik POLAND pisze:

    Ujął mnie i jeden i drugi na raz, bo pomijając Wallandera, Kennetha B. i tak bardzo cenię, zwłaszcza za jego „Hamleta”, w którym tak pięknie nawiązuje do szekspirowskich inklinacji Laurenca Oliviera (te blond włoski), toteż sam fakt obsadzenia Branagha w roli Kurta uważam za pyszny. Tak czy siak polecam. O pierwszej serii Wallandera pisałam tutaj: http://lekturki.com/2009/07/wallander-2008-bbc/

  10. Ysabell POLAND pisze:

    A ja jakoś nie jestem przekonana.

    Niby wszystkie recenzje są pozytywne, ale chyba wolę jak w kryminale na pierwszym planie jest kryminał, a nie inne takie. A już zwłaszcza nie lubię jak te „inne takie” zawierają duchy… Ale z drugiej strony — wszystkie recenzje pozytywne… Już sama nie wiem, czy chcę przeczytać czy nie.

    A co do Wallandera — rzeczywiście po obejrzeniu szwedzkiej wersji, Branagh traci na uroku. Tak było i w moim przypadku :). Chociaż szwedzka wersja jest zdecydowanie mniej wysmakowana wizualnie.

  11. kropka POLAND pisze:

    Jako kolejna osoba zachwalasz książkę tego autora, więc coraz trudniej się oprzeć pokusie zdobycia dla siebie takiego egzemplarza :)

  12. zosik POLAND pisze:

    Ysabell chciej :-) Czemu nie lubisz duchów? (spytać muszę) i jesteś kolejną osobą potwierdzającą Wallanderowską teorię.
    Kropka czekam na chociażby jedną nieprzychylną recenzję! :P

  13. karolina POLAND pisze:

    Ja nieprzychylnej recenzji nie napiszę, ale jednak będzie taka trochę mieszana. Niewątpliwie książka Theorina strasznie wciąga i jak się już zaczęło, to trudno się oderwać, a przez to, że wątki są takie poszarpane, to chyba nawet bardziej. Świetnie to napisane i przemyślane, grozą wieje z każdego kąta, trudno przewidzieć, co wydarzy się za chwilę i do jakiego zmierza końca. Tylko nie bardzo rozumiem, czemu to właściwie wszędzie określane jest jako kryminał, to chyba zabieg czysto komercyjny, bo moim zdaniem, pomimo, że jest i morderca i nawet policjantka na tropie, jest to powieść, którą z konieczności muszę nazwać obyczajową, zgodna z duchem innych opowieści o skandynawskich odludziach. Poleciłabym dalej, ale nie jako kryminał :) PS A duchów ja właściwie też nie lubię, normalnie się ich boję.

  14. zosik POLAND pisze:

    Karolina to ja już wiem co dostaniesz do czytania w następnej kolejności :) to: http://lekturki.com/2010/03/duch-nauka-na-tropie-zycia-pozagrobowego-mary-roach/

  15. karolina POLAND pisze:

    Czytałam już wcześniej recenzję i muszę powiedzieć, że podzielam jej punkt widzenia. Niektórzy potrzebują wierzyć w duchy i je mają, ale ja wolę otrzymać zapewnienie, że ich nie ma (chociaż w gruncie rzeczy uważam, że są, ale nie takie jak w telewizji. Tylko to jest już poziom uczonej dysputy teologicznej, a nie filmu grozy dla niewyrobionych mas ;)

  16. bookfa SWEDEN pisze:

    Wszystko co napisalas o tej ksiazce to prawda i tylko prawda.:)

  17. zosik POLAND pisze:

    Cieszę się bookfo, że się ze mną zgadzasz :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>