„America Dream. Niedopowieść” Natalia Bielawska

Myślisz sobie, że wyjechać do Nowego Jorku to jak złapać pana boga za nogi? Akurat. W brawurowy i wybitnie dowcipny sposób przekonuje o tym Natalia Bielawska, która czas temu jakiś na własnej skórze przekonała się jak to jest z tym mitycznym amerykańskim snem. Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością okazało się doświadczeniem tyleż pouczającym i z perspektywy czasu zabawnym, co i poniekąd bolesnym.

Powiedzieć, że ideały Natki, śladem fortepianu Chopina, sięgnęły bruku to jednak grubsza przesada. Znamienny jest już sam fakt, że w plecaku zamiast kultowego Lonly Planet, albo chociaż swojskiego przewodnika Pascala miała „Amerykę” Franza Kafki. Ten zdawać by się mogło nieistotny drobiazg jest  symptomatyczny, ba nawet kluczowy dla „American Dream. Niedopowieść”. Po prawdzie Natka wyrusza na podbój Ameryki nie z powodu małego obyczajowego skandalu, który był udziałem Karla Rossmanna z najpogodniejszej spośród kafkowskich powieści*, a z pobudek czysto finansowych, ale i tak los nie szczędzi jej przykrości i tak zwanych „podnożnych kłód”. Jej amerykański sen zaczyna się od zetknięcia z podstarzałym erotomanem (u którego sprząta), później trafia jej się fucha baby sitterki rozwydrzonych niczym dziadowski bicz sześcioletnich bliźniaczek, które mamusia dostała w prezencie na 34 urodziny, ale bisurmańskie obyczaje dziewczynek zdają się być i tak niczym przy chorobliwym skąpstwie, zdziecinniałych i bez przerwy rżnących w pokera, dziadków. Po ucieczce z gniazda gorgony Natka przez chwilę niańczy podkochującego się w niej staruszka z Parkinsonem, po to aby w końcu trafić do Leo Wartelskiego – mocno leciwego ortodoksyjnego Żyda, w którego zapuszczonym apartamencie zakotwiczy się już do końca swych amerykańskich wakacji (snów?), i którego z żalem żegnać będzie. Bo jeśli kogoś będzie Natce brakować to właśnie Leo – nie Ameryki.

Tyle fabuły – w skrócie, bo choć „American Dream. Niedopowieść” to powieść maleńka, bynajmniej uboga nie jest. Jest natomiast szalenie błyskotliwa. Kulturowe oczytanie koleżanki Bielawskiej wprawia w popłoch, o zazdrości już nie wspomnę. Czegóż, a raczej kogóż tu nie ma? Cytaty, intertekstualne zabawy, odwołania w stronę Fiodora Dostojewskiego, Salvadora Dali, Andy’ego Warhola, Beatelsów, Zygiego Freuda i Rammsteina dla odmiany tudzież wielu innych ojców, twórców i klasyków, których peany na cześć Nowego Jorku tudzież american way of life nijak się mają do rzeczywistości. Wizja Ameryki Bielawskiej dalece odbiega od histerycznych zachwytów nad splendorami Nowego Świata (znanymi skądinąd z innych lektur). NYC jeśli nawet jest pępkiem świata, to jest to pępek z przepukliną. Wielkie Jabłko Robaczywko. Pisarka konsekwentnie odczarowuje urok Ameryki i, co oddać jej należy, czyni to w sposób bardzo wiarygodny acz nieco powierzchowny, choć to drugie trzeba policzyć jej na plus, bo dzięki temu udaje się utrzymać lekki ton i niepowtarzalny charakter powieści.

Nie jest to książka – zapiski zgorzkniałej baby, której za wielką wodą nie wyszło, więc post factum postanawia sobie tak a nie inaczej poużywać. Na szczęście. „American Dream. Niedopowieść” nie można traktować również jako tekstu zrodzonego z potrzeby krytyki amerykańskiej kultury. To przede wszystkim zbeletryzowany zapis osobistych doświadczeń autorki. Doświadczeń, które pewnie podziela wielu innych młodych Polaków. Język (Niedo)powieści to osobna kwestia. W wielkie ukontentowanie wprawiły mnie słowne akrobacje, dowcipne kalambury (ot choćby taki: dostanie pierdolca, czyli zarobi swojego PIERwszego DOLara) i buńczuczna metaforyka.

Właściwie można by rzec, że „American Dream. Niedopowieść” czyta się samo. Samoczytająca się książka.

Ocena: ★★★★★☆

[„American Dream. Niedopowieść” Natalia Bielawska, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2009]

*Choć to „pogodność” iście kafkowska, jeśli wiecie co mam na myśli. Fakt, w porównaniu z „Procesem”, o koszmarnym „Zamku” już nie wspominając, „Ameryka” jest powieścią poniekąd optymistyczną, ale i tak na swój sposób upiorną.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Eskapistyczne, Lekturki, Polska i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „„America Dream. Niedopowieść” Natalia Bielawska

  1. aerien POLAND pisze:

    O, zaciekawiłaś mnie Zosik mocno! Nie słyszałam dotąd o tej książeczce, ale na pewno sięgnę, zwłaszcza, że marzeniem jest mi wylot do Stanów. Z przyjemnością przeczytam :) BTW, śliczna, porywająca i błyskotliwa recenzja! Serdeczności :)

  2. kalio POLAND pisze:

    Jakoś poradziłam sobie, przez czysty przypadek naprawiłam to, co sama wcześniej zepsułam, dziękuję za próbę pomocy:)))
    Chodziło mi oczywiście o FB

  3. zosik POLAND pisze:

    Aerien fakt, że książka przeszła zupełnie bez echa, niezauważona w naszym blogowym kółku wzajemnej adoracji, a szkoda, bo warta jest uwagi. Powiem Ci, że i mojej chęci udania się do NYC Niedopowieść nie ostudziła, ale zresztą nie taki był zamysł autorki. Tak czy siak książkę polecam :-))
    Kalio dopiero zauważyłam Twój komentarz. Nic to – będziesz mieć ode mnie maila

  4. Claudette POLAND pisze:

    Mój ojciec mieszkał w USA dziewięć lat i zawsze powtarza mi, że nic kraj ten nie ma wspólnego ze snem. Snu w Ameryce jest bardzo mało także w ujęciu praktycznym, gdyż Amerykanie pracują ciężko od rana do późnej nocy, niekiedy na kilku etatach, a wszystko po to by jakoś spłacić swoje gigantyczne kredyty zaciągnięte na dom, samochód, kino domowe oraz wakacje na Zachodnim Wybrzeżu lub Florydzie i choć trochę odciążyć swoje dzieci i wnuki w przyszłości. Mimo wszystko są radośni, uśmiechnięci, optymistycznie nastawieni do świata. Może dlatego naszym złośliwym, z niczego niezadowolonym Rodakom wydają się być mieszkańcami dream landu.

    Recenzja niezwykła. Bardzo zachęciłaś mnie do przeczytania książki Bielawskiej, a sama pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła obawiając się tzw. „literatury kobiecej” :)

    Pozdrawiam.

  5. zosik POLAND pisze:

    Claudette nie, nie. „Niedpowieść” to żaden chick-lit o laseczce, która na 5th Avenue szuka księcia z bajki. Tutejszy „książę z bajki” (a biorąc pod uwagę pozostałych pracodawców Natki faktycznie można w jakiś sensie Wartelskiego nazwać księciem z bajki) jest po osiemdziesiątce i czasem zdarza mu się nie zdążyć do toalety. Jedyne podobieństwo (bardzo wątłe) to nowojorskie tło, ale Nowy Jork Nowemu Jorki nie równy. Tak czy siak nie jest to literatura kobieca, choć napisana z kobiecej perspektywy, a świat przedstawiony daleki jest od różowości chick-litu.

  6. mandżuria POLAND pisze:

    Podoba mi się Twoja recenzja i chętnie sięgnę po tę książkę, jak się na nią gdzieś natknę. Szczerze mówiąc w ogóle nie kojarzę ani okładki, ani tytułu, ale w sumie wydana została niedawno…

  7. tamaryszek POLAND pisze:

    Zainteresowała mnie doceniona przez Ciebie swada pisarska i wygibasy językowe (i intertekstualność wszelaka). A skoro recenzja z polotem chwali cudzy polot… może być coś na rzeczy. Odkąd jestem w blogosferze (niecały miesiąc) robię ostry przesiew zalecanych tytułów (mnogość taka, że bez selekcji ani rusz). Bielawską zapamiętam.
    Ale, ale: stoi na mojej półce i smacznie się wdzięczy i Kornatowska (ja jej Felliniego szanuję) i Sławińska… Przeczytałam Twoje notki… Trzeba będzie zmierzyć się z materią tych opowieści, bo może wdzięczą się niesłusznie.
    Bardzo to jest praktyczne: dział „odkurzonych”.
    Pozdrawiam.

  8. mary POLAND pisze:

    :) ciesze sie ze podobało ci sie, bo tez mam ją w kolejce do czytania

  9. mc POLAND pisze:

    Czytałam, podobnie ujęta – lekkością tej książki, erudycją autorki, ironią, która nie boli, a wmyśla.
    Pozwoliłam sobie na zalinkowanie tej strony na blogu autorki, bo jak taka książka to prezent dla czytelnika, tak taki czytelnik jak wyżej:), to przyjemność dla autora, się mi widzi.
    Pozdrawiam czytająca Lekturki nie od dziś maria

  10. zosik POLAND pisze:

    Mandżuria ukazała się bodaj w drugiej połowie ubiegłego roku i przyznaję, że i ja nie kojarzyłam wcześniej ani tytułu ani okładki, a książkę przeczytałam dzięki uprzejmości samej autorki, która zaproponowała mi jej egzemplarz recenzencki. Gdy przeczytałam, że rzecz dzieje się w Nowym Jorku nie miałam żadnych obiekcji i chętnie książkę przygarnęłam/przeczytałam i teraz pokrótce opisałam.
    Tamaryszku :-))) Selekcja wskazana i pożądana. Co do wzmiankowanych Pań z działu Odkurzone. Kornatowska przynudza – serio, a Kamila Sławińska… Powiem tak: zdania na temat jej niepraktycznego przewodnika są podzielone. Bez wątpienia jest to bardzo dobra książką, ale ton w jakim została napisana może zniechęcić. Ciekawie byłoby przeczytać Sławińską i Bielawską jedną po drugiej, bo obie Panie w skrajnie odmienny sposób piszą o NYC i odmiennie to miasto portretują. Tak czy siak obie polecam, Kornatowską już niekoniecznie.
    Mary czekam na Twoją recenzję
    Mc, a właściwie Marysiu witaj. Cieszę się, że podzielasz mą opinię. Mam cichą nadzieję, że Niedpowowieść uda się nieco rozpropagować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>