„Z pamiętnika niemłodej już mężatki” Magdalena Samozwaniec

Bodaj w poniedziałek (ale głowy, a już zwłaszcza własnej, za to nie dam) krakowska Gazeta Wyborcza zainicjowała kolejną społeczną akcję pete: Nadchodzą nowi mieszczanie, o Krakowianach rzecz jasna mowa. Również w poniedziałek (i za to już mogę oddać własną głowę) zaczęłam i od razu skończyłam (bo dalibóg, jak mawiali dawni Polacy, oderwać się nie mogłam, a książka za dużo stron nie ma) „Z pamiętnika niemłodej już mężatki” Magdaleny Samozwaniec. Co ma piernik do wiatraka, czy jak kto woli redaktorzy Wyborczej z nieżyjącą od prawie czterdziestu lat Madzią de domo Kossak? Ano całkiem sporo.

Okazuje się bowiem, a nie jest to konkluzja szczególnie zaskakująca, że krakowska mentalność w ciągu stu lat nie zmieniła się aż tak bardzo, jak chciałaby redakcja Wyborczej: wciąż ta sama megalomania, bigoteria i zatęchła dewocjo-snobistyczna atmosfera pewnych kręgów, no może na nieco mniejszą skalę niż miało to miejsce w czasach Madzi, kiedy to wszystko w nim było ciemne i ponure, jedynie uroczyste pogrzeby sunące przez krakowski Rynek, nadawały mu trochę życia [s. 93].

Na „Z pamiętnika niemłodej już mężatki” składają się niepublikowane dotąd teksty i wspomnienia Samozwaniec. A wspominać co miało, bo jako córka Wojciecha Kossaka i wnuczka Juliusza, a także siostra Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, od małego wzrastała w atmosferze artystycznego high life’u. Jak na owe, dość zachowawcze czasy, Madzia musiała być dzieckiem niepokornym, a nawet nieco nieokrzesanym. Z pewną dozą śmiałości można również założyć, że podówczas wielce pożądany „panieński wstyd” był jej obcy, a sama zainteresowana chętnie i w dodatku z gracją wbijała szpile w nadęte ego krakowskiej socjety. Sama była zresztą niezłym ziółkiem. Bez żalu wspomina między innymi o pewnym wyjątkowo udanym autoportrecie ojca, który sprzedała w czasie okupacji, a za uzyskane pieniądze kupiła, nie, nie jedzenie, a… szlafrok, na który upolowała drugiego męża.

Samozwaniec bywa ironiczna, a nawet złośliwa, a nade wszystko szalenie dowcipna.  Podobno zazdrościła talentu pisarskiego swojej siostrze – poetce, ale nawet jeśli faktycznie tak było nie daje tego po sobie poznać, pielęgnując własne ego i literackie zdolności. Wspomnienia Madzi układają się w pyszny obrazek świata minionego: silnie zhierarchizowanego, pełnego konwenansów i starodawnego uroku. Samozwaniec pisze frywolnie i zabawnie o swoim dzieciństwie i młodości. O niepowtarzalnym charakterze jej pisarstwa decyduje lekki, żartobliwy ton i anegdotyczna narracja. Anegdoty, a także Madzine komentarze są zresztą znakomite. Witold Wojtkiewicz wedle jej słów malował straszne dzieci i koszmarne zabawki, a Jacek Malczewski jakieś fauny z fujarką we włochaty łapach. Setnie uśmiałam się też czytając o kodeksie obyczajowym dorocznych bali w pałacu hrabiostwa Tarnowskich:

(…) panienki dopuszczone do wielkiego ołtarza przed pierwszym swoim występem „Na szlaku” specjalnie musztrowane były przez swoje matki, jak się mają zachowywać (…): jak najmniej mówić, a jeśli, to po francusku, całować w rękę wszystkie starsze damy, a księży, biskupów i kanoników w ramię, siedzieć zawsze koło swojej rodzicielki z rączkami w małdrzyk i buzią w ciup, a nóżkami w tak zwanej trzeciej pozycji i, broń Boże, nie zakładać nogi na nogę, ponieważ to było w bardzo złym tonie. (…)Wielkie, szerokie dekolty, ukazujące dwa rowki, jeden z przodu, drugi z tyłu, ściśnięte gorsetem, dozwolone były jedynie matronom w latach. Gdyby któraś z córeczek ukazała się pani Tarnowskiej z takim dekoltem, na pewno nie miałaby już wstępu na jej salony. [s. 100-102].

Niestety dykteryjki z życia krakowskiej socjety i rodzinne wspomnienia Samozwaniec to nie wszystko, a szkoda, bo dodane do zbioru społeczno-obyczajowe felietony nieco psują staromodną atmosferę „Z pamiętnika niemłodej już mężatki”, tym bardziej, że Madzia na pewne sprawy prezentuje poglądy boleśnie stereotypowe. Nie mniej jednak miłośnicy jej satyry oraz dawnej Polski będą ukontentowani tą lekturą. Ach i to spojrzenie spode łba na okładce – wspaniałe!

Ocena: ★★★★★☆

[„Z pamiętnika niemłodej już mężatki” Magdalena Samozwaniec, wstęp, wybór i opracowanie Rafał Podraza, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009]

Przy okazji dodam, że 4 marca, czyli za tydzień, w miejscu adekwatnym, czyli Jamie Michalikowej, o „Pamiętniku niemłodej mężatki” będzie można porozmawiać z Rafałem Podrazą

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii (auto)biografie i wspomnienia, Lekturki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „„Z pamiętnika niemłodej już mężatki” Magdalena Samozwaniec

  1. mary POLAND pisze:

    :) swietnie napisałaś :) pozdrawiam

  2. peek-a-boo POLAND pisze:

    Tez niedawno skończyłam czytac. Przyjemnie było, nie powiem, choc ciut wtórne do Marii i Magdaleny. Wiecej pewnie cos wyskrobie niebawem. O ile nie zlozy mnie jaks wiosenna niemoc, ktora własnie zaczyna wokół mnie krążyc.

  3. rzeczywiście, okładka już od pewnego czasu działa na mnie prowokująco… aż chce się przeczytać! a jak wynika z powyższego tekstu, da się o Madzi pisać z sympatią, a nawet niejakim uznaniem dla jej talentu :]

  4. zosik POLAND pisze:

    Mary dziękuję bardzo, kłaniam się w pas i polecam się na przyszłość :)
    Peek-a-boo od razu przyznaję się, że porównania nie mam, bo „Marii Magdaleny” nie czytałam. Czytałam póki co tylko „Na ustach grzechu”, ale to, jak zapewne wiesz, zupełnie inna bajka, ale już wcześniej spotkałam się z opinią, że „Z pamiętnika…” jest słabasze niż inne biograficzne książki Madzi, ale, z racji tego, że porównania nie mam książka podobała mi się bardzo, a gdyby nie te „dobre rady” Madzi na każdy temat to wręcz z zachwytu bym piała ;-) W każdym razie niecierpliwie wyglądam Twojej recenzji
    Marcin jest i sympatia i uznanie, choć jak wspomniała Peek-a-boo Samozwaniec napisała lepsze książki

  5. kropka POLAND pisze:

    Ależ narobiłaś mi ochoty na te klimaty :) „Maria i Magdalena” niemal zupełnie pokrywa się z kolejną pozycją pani Samozwaniec czyli „Zalotnicą niebieską” (w założeniu rzecz o samej Lilce, ale czy się tak da przy TAKIEJ rodzinie?), a i tak czytałam obie z wielką przyjemnością i to nie raz :)) Jeśli nie czytałaś, to zachęcam bardzo.
    Ja zaś dopisuję „Z pamiętnika…” na moją listę must-read ;)

  6. lisksiazkowy POLAND pisze:

    Przeczytałam pierwszą część zbeletryzowanych wspomnień Magdaleny Samozwaniec „Maria i Magdalena”. Świetne.

  7. zosik POLAND pisze:

    Kropka w takim razie najlepsze przede mną! :)
    lisksiazkowy witaj w mych skromnych progach!

  8. lisksiazkowy POLAND pisze:

    A dziękuję. Zapraszam do siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>