Home » Czytadło, Europa, Lekturki, Non fiction

„Udręki pewnej kasjerki” Anna Sam

9 lutego 2010 10 Comments

Zabawny paradoks rodzi się z zestawienia czytanych przeze mnie zaledwie przed kilkoma dniami „Rzeczy” Georgesa Pereca z „Udrękami pewnej kasjerki” Anny Sam. Obie książki sytuują się bowiem niejako po przeciwnych stronach pokoleniowej barykady. Bohaterowie Pereca z lat sześćdziesiątych chcą mieć, ale nie chcą robić, bo praca w pewnym sensie duchowo ich hańbi, pożera czas i nie pozwala realizować tego na co mają ochotę. Inaczej rzeczy mają się autorką „Udręk pewnej kasjerki” – książki właściwie autobiograficznej, która pracować musi, aby zapewnić sobie byt, a w czasach tak zwanego kryzysu, brzydko mówiąc, bierze się co dają.

Anna Sam nie jest pisarką, choć ma dyplom studiów uniwersyteckich z literatury, była za to przez 8 lat kasjerką w supermarkecie. Jej przypadek, nieodosobniony niestety, jest świetnym przykładem ironii losu. Po sytych latach dobrobytu nadchodzą te, powiedzmy, chudsze, gdy z pokorą rezygnuje się z własnych ambicji i podejmuje pracę zdecydowanie poniżej kwalifikacji. Dyplom ukończenia wyższej uczelni nie jest gwarantem ani przepustką ku wrotom świetlanej kariery, a gdy nie ma co się lubi trzeba zakasać rękawy i zabrać się do pracy, nawet tej podłej i niemiłej. Anna Sam pokazuje, że najniżej opłacanych stanowisk, wbrew myślowym kliszom, nie zajmuje margines społeczny, a grożenie dzieciom, że jeśli nie będą się uczyć to spotka je podobny los jest co najmniej nie na miejscu.

Oto bowiem pani za kasą, milcząca istota, ta która powinna zawsze „być otwarta”, miło się uśmiechać, sprawnie skanować ceny produktów i wydawać resztę, myśli, bacznie obserwuje i do tego jeszcze śmie w dowcipny sposób komentować groteskowe poczynania klientów i swój (nie bójmy się tego słowa!) pożałowania godny los. Nie głośno, niestety, choć czasem Annie Sam z trudem przychodziło powstrzymać się  od rzucenia na głos kąśliwej uwagi pod adresem tych bardziej upierdliwych. W chwili wytchnienia wszystkie to co ją oburzało lub bawiło wyrzucała z siebie i skrzętnie spisywała na blogu, którego lekka i niezobowiązująca forma determinuje charakter „Udręk pewnej kasjerki”. Dla Anny internetowy dziennik był odskocznią od monotonnej i do cna odmóżdżającej pracy, dla czytelnika – okazją do podejrzenia kuluarów supermarketu, ale i pretekstem do krytycznej rewizji siebie w roli klienta. Przyznać się ile razy zawracaliście czapę kasjerce już po godzinach jej pracy, albo krzywiliście się z innego, niezależnego od niej, powodu?

„Udręki pewnej kasjerki” czyta się wyśmienicie. Sam pisze dowcipnie i lekko, jest bystrą obserwatorką i krytyczką. Bywa nieprzyzwoicie zabawna, ale spod jej błyskotliwych anegdot spoziera gorzki obraz pracy niedowartościowanej, frustrującej i w dodatku fatalnie opłacanej. Pouczająca lektura nie tylko dla tych, dla których osiem godzin przy kasie jest chlebem powszednim.

Ocena: ★★★★½☆

[„Udręki pewnej kasjerki” Anna Sam, tłumaczenie Wanda Jelonkiewicz, Poradnia K, Warszawa 2010]

Może Cię również zainteresuje:



10 komentarzy »

  • czara FRANCE napisał/a:

    Trochę przeraziła mnie ta wizja… Rozumiem dorywczą pracę… ale osiem lat??? No tak, ja dla kasjerek bywam dość trudna, od momentu w którym nie usłyszę „dzień dobry” gdy zaczyna skanować moje zakupy… Co u nas zdarza sie nagmninnie przecież.

  • Inga POLAND napisał/a:

    Hmmm… chyba nie zaszkodzi czasem samej powiedzieć „dzień dobry”? Po lekturze tej książki moja empatia dla kasjerek wzrosła o 1000%.

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Czara osiem lat to jak tortury. Mi trudno sobie wyobrazić takie poświęcenie osoby wykształconej, z wyższym wykształceniem, która przez x-lat edukowała się, po to, aby skończyć za ladą czy tam taśmą.
    Ingo a ja bardziej potraktowałam „Udręki pewnej kasjerki” jako antropologiczny eksperyment, trochę tak jak pisała zacytowana na skrzydełku Sylwia Chutnik.

  • czara FRANCE napisał/a:

    @Zosiku, moja wyobraźnia też mnie tu przerasta. Mój kolega robił to dorywczo na studiach, wieczorami. Ale przestał od kiedy musiał obsłużyć naszego profesora, który zakpił sobie, że właśnie taka kariera czeka absolwentów UJ… Ja bym natomiast posadziła tam tego profesora, choćby na jeden dzień.

    @Inga – nie zdarza mi się NIE powiedzieć „dzień dobry” komukolwiek, z kim wchodzę w interakcję. Nie potrafię traktować kasjerek jako bezosobowych przedłużeń skanera. Po prostu trudno mi znieść chamstwo, a za takie uważam brak odpowiedzi na powitanie czy zwykłe „dziękuję” jako koniec transakcji. Też nie jestem tylko przedłużeniem koszyka na zakupy. ;)

  • Bernadetta Darska POLAND napisał/a:

    Zapraszam na mój blog po wyróżnienie. :)

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Czara dokładnie. Taka praca uczy pokory, której każdemu, nawet profesorowi, trochę się przyda
    Bernadetto dziękuję! To bardzo miłe :-)

  • byłam kasjerką POLAND napisał/a:

    CZARA-kulturalna osoba mówi”dzień dobry”przychodząc do kogoś..to TY przychodzisz do sklepu i podchodzisz do kasjerki,a nie odwrotnie,więc pierwsza powinnaś się odezwać-ja początkowo mówiłam to pierwsza do klientów,ale przestałam,bo9 z 10 udawało głuchych..na szczęście nie muszę już tak zarabiać na życie i znosić takiego chamstwa

  • ilona POLAND napisał/a:

    Ja po nie całym roku pracy w markecie na kasie miałam tak samo zamiar napisać o tym książkę, były już „szkice”, ale psychicznie nie wytrzymałam po pracy mysleć i pisać jeszcze o niej. Ano właśnie, kasjerka widzi i czuje co się dzieje na około, a niektórym się wydaje, jakby byli w markecie anonimowi, że to co tam zrobią powiedzą jako klienci nie zostanie przez innych ludzi zauważone, ale jest , oj jest..

  • złosnica POLAND napisał/a:

    Każdy narzeka na obsługę w sklepie prawda? Bo tak jest najlepiej… Zmieszać z błotem bo przecież i tak Ci ekspedientka nie odpysknie bo boi się że straci pracę. Ktoś mówi tutaj o chamstwie bo się nie powie dzień dobry? A jak nazwać w takim razie zachowanie kiedy panie wchodzą do sklepu zrzucają coś strącając tą rzecz swoją „maleńką” torebką ze skóry albo futrem z norek a potem spojrzą się bo doskonale zdają sobie sprawę z tego że to one ale przecież to ty tu jesteś od brudnej roboty, podnieś za nią bo ona właśnie wyszła od kosmetyczki albo za bardzo by się nagimnastykowała. Podziwiam ekspedientki które znoszą to wszystko i muszą wystawać tam po 9, 10 godzin i jeszcze się uśmiechać. Nie dziwie się że czasami nie mają ochoty kłaniać się w pas i powiedzieć „dzień dobry” choć przyznam że to dowód kultury osobistej i wychowania ale bez przesady.. Nie raz byłam świadkiem jak to właśnie klientki zagrały nieładnie a potem takie dziwne komentarze. To tyle co mam do powiedzenia na temat chamstwa.

  • sprzedawca POLAND napisał/a:

    Polska wersja książki >>Hipermarket – widziane z drugiej strony” http://www.hiper-market.blog.onet.pl

Pozostaw swoj komentarz.

Dodaj komentarz poniżej lub trackback z własnej strony. Możesz również skorzystać z RSS.

Lekturki nie tolerują spamu i chamstwa.

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Lekturki sa przyjazne Gravatarom. Zalóż własny, na Gravatar.