Po pierwsze pragnę poinformować, że moja jakość życia podniosła się mniej więcej o jakieś 50% w chwili, gdy dorobiłam się własnego maleńkiego biureczka, które (po drugie) będzie tłem do niniejszej sesji książek, które (po trzecie) wzbogaciły mój księgozbiór czy też (po czwarte) udatnie wydłużą listę do przeczytania.
Od góry:
„Idę w tango” Joanny Fabickiej
„Małżeństwo po szwedzku” Krystyna Ylva Johansson
„Udręki pewnej kasjerki” Anna Sam, o których pisałam tutaj
„Zagłada” Akira Yoshimura
„Hipnoza” Hanna Krall
„Almanach piękności” Bogny Wernichowskiej oraz Macieja Kozłowskiego
„Urodziny Fanny” Elizabeth von Arnim
„Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego” Mary Roach – ma świetną okładkę ;-)
„Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków” również Mary Roach
„Pokonani” Iriny Gołowkiny (rosyjskie „Przeminęło z wiatrem”?)
„Obcy” Taichi Yamada
„Amsterdam” Ian McEwan
„Kochankowie i kłamcy” Sally Beauman
„Piąta strona świata” Kazimierz Kutz
„20 lat nowej Polski w reportażu według Mariusza Szczygła” (znana jest ma słabość do tego Pana ;-)
„Kardy i kokardy” Bogny Wernichowskiej
Dziękuję za uwagę ;-)
Może Cię również zainteresuje:
- 100sy 20/06/2010
- klasyczny piekarnik 16/07/2010
- It’s coming… 02/06/2009
- Dziewczyno jesteś skończona 13/10/2009
- Kształtny i powabny 21/10/2010
- Zasadniczo nie mam o czym pisać 16/11/2009











Kilka tytułow to bym sobie przynajmniej przejrzała, na przykład tacy kochankowie i kłamcy brzmia intrygujaco. pozostaje pogratulowac dorobku, a zwłaszcza porządku na biurku (Tego to się chyba nigdy nie dorobię ;))
A ja zazdroszczę pozycji skandynawskiej (jeszcze przed dojrzeniem tytułu moje oko maniaka wyłapało charakterystyczny grzbiet książki) oraz Mary Roach – słyszałam, że jej ironia i poczucie humoru w tych publikacjach jest rewelacyjne! A że jestem fanką literatury popularnonaukowej (trochę z musu, bo i studia tego wymagają), to na pewno kiedyś się zaopatrzę.
Do pani Fabickiej mam lekki uraz po Rudolfie – nie jest to „Dynastia Miziołków” Joanny Olech, o Adrianie Mole’u nie wspominając. Druga część, kupiona na jakiejś wyprzedaży wciąż leży na półce…Choć fakt, pierwszą skończyłam.
A biurka w akademiku nie mam, ale porządku by na nim pewnie nie było:P
W tle to renifer? Ja uwielbiam łosie i żyrafki. Z książek na stosiku polecam wszystkim „Obcych” i „W pogoni za dalekim głosem” tego samego autora.
Opasłe rosyjskie „Przeminęło z wiatrem” – czekam na recenzję.
Piękny stos, już się ciesze na recenzje.
Mnie też się stos bardzo podoba :) Na Mary Roach mam zakusy, ale poczekam na Twoje recenzje. I ciekawa jestem, czy Ci się spodobają „Kochankowie i kłamcy” – ja pamiętam, że mnie intryga wciągnęła na tyle, że te ok. 800 stron przeczytałam jednym zamachem :)))
A ja mam takie same biureczko!!! Dorobiłam się go w zeszłym roku. Moja jakośc życia również wzrosła:)miłego użytkowania
fajny stosik. ale bardziej podoba mi sie ten jelen czy to łoś na póleczce :D
Jak Ty to robisz? Wiecznie długie, duże stosy książek. Tylko pozazdrościć takiej literatury. :D
Hmm… jak zwykle apetyczny widok :)
“20 lat nowej Polski w reportażu według Mariusza Szczygła” – też mam słabość do tego pana i książkę zakupię z pewnością przy następnej wizycie w księgarni.
“Pokonani” Iriny Gołowkiny” – brzmi inreresująco, ciekawa jestem Twoich wrażeń polekturowych.
Ponadto zainteresowały mnie jeszcze:
“Małżeństwo po szwedzku” Krystyna Ylva Johansson
“Amsterdam” Ian McEwan
“Kardy i kokardy” Bogny Wernichowskiej i także czekam na Twoje recenzje.
A zatem kochana Zosik – plan pracy na następne tygodnie chyba masz ustalony :) Czas do wiosny szybko zleci na ciekawej lekturze. Pozdrawiam!
Zono, podlej kwiatki bo im sie troche zdechlo ;)
Peek-a-boo robię co mogę, aby porządek na biurku utrzymać, za to na tym w pracy mam (za przeproszeniem) niezły bardak. „Kochankowie i kłamcy” to zakup zainspirowany wielce obiecującą recenzją u Mary.
Tanki ha! a ja po „Małżeństwie po szwedzku” nie spodziewam się niczego szczególnego. Co innego Roach, po której obiecuję sobie sporo. „Idę w tango” podobno jest bardzo dowcipną książką. Pczytamy – zobaczymy ;-) Najwyżej podziękuję jej za współpracę
cremonka łoś albo renifer albo inny rogaś, choć nie z doliny roztoki. Strasznie go lubię, więc załapał się na zdjęcie. „W pogoni za dalekim głosem” czytałam. Teraz, gdy skończyłam Atwood, zabiorę się pewnie za „Obcego”
Nutta ciekawe ile czasu zajmie mi czytanie ;-)
Aniu :-)))))
Maniaczytania oooo! Taka rekomendacja bardzo mi się podoba :)
Gwozdzik hihih :) Producent może się teraz reklamować, że posiadanie tego biurka podnosi jakość życia
Mary jakiś tam rogaty. Łoś albo renifer. Trudno jednak stwierdzić, bo żaden nie wsytępuje w naturze z sierścią w kolorze kobaltowym
Vampire_Slayer ten stos to akurat zbierał się dość długo… ;-)
Agussiek a żebyś wiedziała, a cały czas znoszę kolejne pozycje ;-)
„Hipnoza” pani Krall swego czasu zrobiła na mnie niesamowite wrażenie – to połączenie spokoju formy z tragedią treści chyba nie pozostawia nikogo obojętnym po prostu. Polecam bardzo.
I zazdroszczę „Pokonanych”. Oczywiście najpierw musiałam poszperać co to, ale teraz już tylko patrzę tęsknym okiem :)
Zostałaś nominowana do Kreativ Blogger :)
Zosik masz wiadomość u mnie na blogu:)
Zosik – ponieważ jestem bardzo ciekawa, będzie mi miło, jeśli odpowiesz na pytania z mojego łańcuszka: http://mojeprzemiany.blox.pl/2010/02/Styczniowo-lutowe-nabytki-i-lancuszek-literacki.html :)
Własne biurko ;) A swoją drogą, czy Ty Zosiku czytasz przy biurku?
kropka miło słyszeć takie interesujące słowa o książce Hanny Krall :) „Poknanych” napoczęłam. Zupełnie zacnie się zapowiadają, a póki co dość niespodziewanie masy rozrywki dostarczył mi „Pamiętnik niemłodej już mężatki” Madzi Samozwaniec
Vampire_Slayer, moni – ślicznie dziękuję :-)
maniaczytania zajrzę!
czara nigdy w życiu :) Mam zbyt niewygodne krzesło. Czytam na sofie lub w fotelu
„Amsterdam” wspominam bardzo dobrze, choć czytałam go lata temu, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy „Betonowy ogród”, którym również byłam zachwycona. Kilka lat później sięgnęłam po „Dziecko w czasie” i jakoś równolegle po „Pokutę” – w ogóle nie kojarząc, że obie wyszły spod tego samego pióra. Każda podobała mi się dla niej samej. I do tej pory McEwan to dla mnie przede wszystkim autor „Betonowego ogrodu”.
Mam wrażenie, że zabierałam się też kiedyś za „Na plaży w Chesil”, ale chyba nie zdzierżyłam, bo działo się to w czasie, gdy wszyscy zachwycali się filmową „Pokutą”, a sam McEwan nagle awansował do mainstreamu, z automatu tracąc w moich oczach :)
Polecam też „Sztywniaka”!!! Rewelacyjny! Teraz zabieram się za „Ducha”, z niecierpliwością oczekując „Bzyka”, który jest podobno najbardziej kontrowersyjny, a co gorsza może obrzydzić człowiekowi seks (sic!).
Droga Pani Leto, więc z pewnością masz bogatsze doświadczenia z McEwanem. Do „Na plaży w Chesil” proponuję jeszcze powrócić, bo książka jest moim zdaniem bardzo dobra. Zrobiła na mnie spore wrażenie i w mej prywatnej małej typologii przeczytanych McEwanów umieściłabym ją tuż obok „Betonowego ogrodu”. Roach jeszcze czeka. Między nami mówiąc trochę boję się tego „Bzyka” ;-)