„Betonowy ogród” Ian McEwan

Zamiast patetycznej wzniosłości i pięknomowy będzie brzydko i dosadnie, bo i brzydki i dosadny jest „Betonowy ogród”. Pieprzone ciary, nie ciarki, a właśnie ciary. Dwa słowa, a jakże znamienne dla mego odbioru debiutanckiej powieści Iana McEwana – pisarza, którego cenię wielce za nieco sentymentalną acz szalenie klimatyczną „Pokutę” oraz wyśmienite „Na plaży Chesil” i nie cenię zupełnie za irytujące „Przetrzymać tę miłość” oraz „Sobotę”, o której nigdy tu nie miałam okazji wspomnieć, bo i pisać za bardzo nie było o czym, jako że po jakiś 15 pierwszych stronach odechciało mi się czytania. Co innego „Betonowy ogród”. Niepokojąca perełka, uwodzicielska makabreska, przewrotna powieść inicjacyjna, której bohaterowie pozbawieni duchowych przewodników przekraczają próg dorosłości zdani na siebie i przypadek. Powieść nie wybitna, ale znamionująca literacki talent, którego erupcję można obserwować w kolejnych dekadach.

Pierwsze skojarzenie to „Władca much” Williama Goldinga, „Niepokoje wychowanka Torlessa” Roberta Musila oraz „Jestem królem zamku” Susan Hill. Te trzy powieści postawiłabym w jednym rządku z debiutem McEwana. Nie są podobne, a jednak wspólny rys łączy je w pewien tematyczny ciąg. Każda nich jest swego rodzaju bezkompromisową konfrontacją świata dziecięcego z dorosłym dokonaną pod nieobecność czy też przy cichym przyzwoleniu tych drugich. Czwórka rodzeństwa z „Betonowego ogrodu” po śmierci rodziców zmuszona jest przedwcześnie dojrzeć, aby móc przejąć ich role, ale specyficznie niepokojący ton nadaje powieści już samo miejsce rozgrywania akcji: wielka samotna budowla pośród osiedla zrujnowanych domów z prefabrykatów. To pustkowie, także emocjonalne, na które nikt z własnej woli się nie zapuszcza i tym bardziej nie będzie niepokoić dzieci, które po śmierci ojca , a następnie matki zostają same. Zdają sobie sprawę, że fakt śmierci matki muszą zachować w tajemnicy, bo tylko w ten sposób zapewnią sobie spokój i możność wspólnego mieszkania. Wpadają, więc na makabryczny plan pozbycia się zwłok, a gdy sztywna matka przestaje być problemem, dzieci zaczynają szukać nowych tożsamości, powielając w zniekształconej formie społeczne schematy.

Skonstruowany z precyzyjnych, oszczędnych zdań „Betonowy ogród” to jednak nie tylko ubrany w literackie piórka zapis koszmaru dzieciństwa w dysfunkcyjnej rodzinie. To również opowieści o erotycznej inicjacji i dojrzewaniu, ale i o degradacji pozytywnych wartości. Beznamiętny w swym okrucieństwie IanMcEwan, zdawać by się mogło zaprzysiężony konserwatysta, od początku konfrontuje dziecięcą niewinność z moralnie dwuznacznym złem, z którego analizy wyrasta „Betonowy ogród”. Finał łatwo przewidzieć, ale nie o efekt zaskoczenie tutaj chodzi.

Ocena: ★★★★★☆

[„Betonowy ogród” Ian McEwan, tłumaczenie Marek Obarski, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2008]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „„Betonowy ogród” Ian McEwan

  1. moni POLAND pisze:

    Zosik patrz, nawet zapomniałam, że mój debiut z McEwanem to również jego debiut literacki … zapomniałam. Coś fajnego zauważyłam w Twojej recenzji – a mianowicie to, że McEwana nie czyta się równo, że również dla Ciebie bywa tak samo irytujący jak i doskonały!
    Pozdrawiam:)

  2. zosik POLAND pisze:

    Dobry debiut, prawda? I faktycznie McEwan nie pisze równo. U mnie póki co sprawdzała się prawidłowość, że co druga książka mnie odrzuca, co druga zachwyca. Teraz kolej na odrzut, więc trochę boję się sięgać po „Amsterdam”, który wypożyczyłam ;-)

  3. czara FRANCE pisze:

    Zosiku, bardzo intrygująca recenzja. Ja znam tylko Pokutę, ale i ta znajomość jest już raczej zakurzona (teraz Pokuta to dla mnie głównie film, zresztą świetny wg mnie). A swoją drogą przypomniałaś mi, że czekam tylko na koniec pracy i spokojną chwilę, by zaszyć się z książką, ostatnio rzadko mi się to, niestety, zdarza.

  4. zosik POLAND pisze:

    Czaro ja bym Ci dała tak zwaną dobrą radę, taką dosyć wywrotową, aby rzucić pracę w pioruna i poświęcić się książkom, ale nic nie powiem, bo wiem jak jest. Co do filmu „Pokuty” właściwie od niego zaczęła się moja znajomość z McEwanem. Mam do niego spory sentyment i bardzo mi się podobał. Zresztą ja lubię takie wystawne ekranizacje. Pozdrawiam ciepło (Czy Ty nadal w Krakowie? Chyba już nie, prawda?)

  5. mary POLAND pisze:

    ze tak powiem, ta ksiażka mnie zmasakrowała. nie mogłam po niej zasnąc. tyle emocji się kołatało w mojej łepetynie.

  6. zosik POLAND pisze:

    Czemu mnie to nie dziwi Mary :>

  7. moni POLAND pisze:

    Nie Zosik, Amsterdam jest z tych dobrych … chyba nie spotkałam złych opinii na ‘jego’ temat. Sama też go dobrze przyjęłam, ale wczoraj będąc w księgarni, jakoś nie specjalnie podszedł mi McEwan, trzy książki odrzucone … nawet nie pamiętam dokładnie co to było ;/
    Miłego dnia Zosiu:)

  8. zosik POLAND pisze:

    Moni trzymam Cię za słowo aczkolwiek ciekawi mnie co tak Cię odrzuciło…

  9. moni POLAND pisze:

    sama nie wiem … pewnie to, że Nabokova miałam też w wybranym stosie:) … no i jakoś mnie nie przekonał McEwan

  10. Tanki POLAND pisze:

    (Tak w ogóle to witam – Lekturki czytam dawno, ale chyba nic nie komentowałam nigdy;))

    Zainteresowała mnie ta książka po Twojej opinii, bo BARDZO przypomina mi fabułą „produkcję” Gayetana Soucy’ego „Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki”. A to z kolei niesamowicie wstrząsająca, mocno eksperymentalna i przede wszystkim DZIWNA powieść – zaliczana do gatunku powiastki filozoficznej, baśni i horroru jednocześnie. Właściwie to nie wiem czy Ci ją polecam, bo tyle tam obrzydliwości, że aż strach, ale jedno jest pewne – utwór jest dobry. I warto go przeczytać nie tylko ze względu na klimat jak z ballady Schillera, ale i na narrację dziecka, które posługiwania się językiem nauczyło się…z książek Spinozy przeczytanych w bibliotece ojca. Coś niesamowitego!

    A tę książkę dodam sobie do dłuuuugiej listy; jakby nie Twoja recenzja, pewnie by tam nie trafiła, bo raczej nie czytam autorów anglojęzycznych (poza Szekspirem i kochanym Augustenem Burroughsem:)) Więc dziękuję!

    P.S. Świetna okładka (dla mnie się jednak liczy….)!

  11. Ania POLAND pisze:

    Nominowałam Cię do nagrody Kreativ Blogger. :)

  12. zosik POLAND pisze:

    Moni swoją drogą kusisz mnie tym Nabokovem. Ładnych kilka lat temu z ogromnym upodobaniem czytałam jego powieści, ale po pewnym czasie zainteresowane i zapał nieco ostygł
    Tanki dzień dobry! „Dziewczynkę, która za bardzo lubiła zapałki” znam i pisałam o niej tutaj: http://lekturki.com/2009/11/dziewczynka-ktora-za-bardzo-lubila-zapalki-gaetan-soucy/. Z „Betonowym ogrodem” McEwana wspólne ma właściwie tylko to, że dzieci zostają bez rodziców. Powieść Gaetana Soucy jest odrealnioną baśnią, przerażającą i groteskową zarazem, natomiast McEwan jest realistą. Obie powieści na swój sposób przerażają, ale na mnie chyba jednak „Betonowy ogród” zrobił większe wrażenie.

  13. zosik POLAND pisze:

    Aniu dziękuję bardzo! :-)

  14. moni POLAND pisze:

    :) … to jest jakieś zaraźliwe, dziś dowiedziałam się, że nawet bardzo!

  15. zosik POLAND pisze:

    Tak, a kogo ubiła strzała Władzia Nabokova?

  16. czara FRANCE pisze:

    Zosik… nie kuś. Nad Twoją radą rozmyślam ostatnio, ale rzeczywistość skrzeczy. Co do Twojego pytania – akurat u Ciebie nie udałoby mi się ukryć miejsca mojego pobytu, nawet gdybym chciała ;) No nic, cieszę się, że ostatnio Twój blog znowu pełną parą, a jedna książka inną pogania. Przynajmniej mogę żyć cudzymi przyjemnościami czytelniczymi ;)

  17. zosik POLAND pisze:

    Bo widzisz Czara ja ostatnio machnęłam ręką na skrzeczącą rzeczywistość i być może nieroztropnie porzuciłam mój padół pracy (formalnie jeszcze nie, ale dni do końca są jak najbardziej policzalne ;-). No i blog od razu ruszył i czytać mi się zachciało… :-)

  18. moni POLAND pisze:

    Upartego nie-czytelnika! śmiał się, śmiał … a już myśli, zastanawia się …. będą rezultaty:)

  19. czara FRANCE pisze:

    Zosik, tak myślałam, czytając powyższą radę :) Że płynie z doświadczenia :) Gratuluję odwagi. Ja jedyne o czym myślę, to ograniczeniu wymiaru prayc, ale nawet… ech… Ciężkie życie literaturożerców ;)

  20. moni POLAND pisze:

    Zosiu droga, moje oczy dopiero ujrzały, czyżbyś dokonała tego czego ja dokonałam … jakiś czas temu? Faktycznie, jeśli mówimy (piszemy) o tym samym, to daje duże możliwości czytelnicze. Aż się boję pomyśleć co będzie jeśli powrócę w wir pracy zawodowej:)?

  21. zosik POLAND pisze:

    Moni Jeżeli mówisz o tym, że podziękowałaś swojemu pracodawcy za współpracę to faktycznie mówimy (piszemy) o tym samym ;-)
    Czara mojej nie dawało się ograniczyć w żaden sposób i powoli acz skutecznie zaczynała pożerać nie tylko gros mojego wolnego czasu, ale i myśli w tych nielicznych chwilach, gdy nie musiałam się tym zajmować. Spadły mi klapki z oczu i podjęłam konkretną decyzję, z której konsekwencjami będę się teraz zmierzać, ale jestem dobrej myśli ;-)

  22. moni POLAND pisze:

    :) dokładnie tak!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>