„Zapach nocy” Andrea Camilleri
Krążące po sieci (czy jak kto woli: po necie) zachwyty nad twórczością literacką Andrei Camilleriego są jak najbardziej zasadne i ja (raz jeszcze) przyłączę się do tego chórku wielbicieli, bo „Zapach nocy”, 6 tom cyklu z komisarzem Montalbano, podobał mi się bardzo, a lektura dostarczyła sporo uciechy w ten ciemny, zimny i brzydki styczniowy wieczór.
Kryminały Camilleriego to bardzo specyficzne twory. Być może „sympatyczne opowiastki” nie są najszczęśliwszym ich określeniem, bo bez trudu można wskazać sporo przygnębiających tematów, pomijając już nawet morderstwa i prowincjonalne machlojki, pyskówki i aferki, które stanowią niejako clue jego powieści, a jednak, czy może raczej pomimo wszystko, proza Sycylijczyka ma w sobie mnóstwo ciepła i uroku. Camilleri bezbłędnie oddaje nastrój włoskiego południa. Jego powieści, okraszone przyjemną dawką złośliwości, pachną słońcem i aromatycznym jedzeniem, mają uwodzicielsko małomiasteczkowy klimat i, co nie mniej ważne (a może nawet najważniejsze) zupełnie zmyślne kryminalne zagadki. W „Zapachu nocy” Montalbano rozwiązuje sprawę zniknięcia Emanuela Gargano – księgowego, który słynął z umiejętnego pomnażania przekazanych mu w depozyt funduszy. Jednak w dniu wypłaty zysków Emanuele przepada bez wieści, wprawiając w furię (jakie to włoskie!) niemal całą lokalną społeczność, bo wraz z nim ulotniły się ich oszczędności.
Salvo Montalbano nie jest postacią z brązu. To raczej typ budzącego sympatię everymana. W jego postaci Camilleri połączył budzącą zaufanie prostoduszność z zupełnie ludzką dawką wad, które z komisarza czynią postać bardziej wiarygodną. Salvo lubi zjeść, popić i powzdychać do kobiecych wdzięków, miewa parszywy nastrój, bywa upierdliwy i bezczelny, zdarza mu się kłamać, a frustracje z dziką rozkoszą rozładowuje na podwładnych z posterunku, a jednak jest to postać na swój sposób ujmująca. Co nie podoba mi się w powieściach Camilleriego to konstrukcja kobiecych postaci. W „Zapachu nocy” są pasywnymi istotami, niemalże niezdolnymi do samodzielnego istnienia. Ślepo zapatrzonymi w mężczyznę realizatorkami stereotypowych kobiecych schematów. Jeśli przejmują inicjatywę, to w kwestiach stricte łóżkowych. W świecie Camillerego to faceci są postaciami pierwszego planu, kobietom pozostaje ładnie wyglądać, podsycać ciepło domowego ogniska lub umiejętnie wtapiać się w tło.
Zagadka w „Zapachu nocy” nie wbija w fotel i nie wywołuje nerwowego przerzucania stron, a jednak finał zaskakuje, a i całość czyta się z dużą przyjemnością. Bez wątpienia dodatkowym smaczkiem jest intertekstualny wtręt – cytat z literatury, ale wszak wszyscy jesteśmy z postmodernizmu.
Ocena: 





[„Zapach nocy” Andrea Camilleri, tłumaczenie Krzysztof Żabolicki, Noir sur Blanc, Warszawa 2008]









Zosik, ponieważ odbierasz Camillerego podobnie do mnie (po „Zapachu nocy” miałam wręcz takie same wrażenia), to pozwolę sobie wyjść z nieproszoną radą, mianowicie: sprzeniewierz się swojemu zwyczajowi czytania nie po kolei. Dla intrygi kryminalnej to bez znaczenia, ale dynamika związku z Livią na tym pokawałkowaniu tylko traci. :)
Uwielbiam Salvo Montalbano, „Zapach nocy” czeka na półce, a teraz myślę, czy zmieści się do niewielkiej walizki jako druga książka.
Marigolden aaaa wróciłaś!!! Ciesze się bardzo :-) Od razu poszukałam Twoją recenzję i faktycznie nasze odczucia na temat „Zapachu nocy” są bardzo podobne. Biorę do serca sobie Twoją radę i postaram się czytać w oryginalnej kolejności. Choć może okazać się to nie łatwe, bo na Camillerego poluję w bibliotece. Faktycznie uczuciowy przeskok między częścią 1 a 6 jest znaczny.
Nutto zmieści się. W końcu Noir sur Blanc wydaje Camillerego w taki poręcznym formacie. Myślę, że nie ma lepszej powieści na podróż.
Zastanawiam się czy po nią sięgnąć. Kryminały, które mnie wciągają, muszą mnie wciągnąć bez reszty, muszą mieć zmyślną intrygę, tak, abym się nie domyśliła o co chodzi.
Ostatnio zaczęłam się poważnie martwić, bo przewiduję końcówkę lektury, film też mnie nie zadziwia. Czuję się jak jakaś wróżka. Chciałabym choć raz nie wiedzieć nic! Zupełnie nic. Owszem, fajnie jest wiedzieć, że się wie co będzie dalej, no ale bez przesady! Ty też tak masz? Czy tylko ja mam takie problemy? ;)
Pozdrawiam serdecznie
Przewidywalne kryminały – koszmar, to znaczy owszem daje to pewną satysfakcję, że ubiegło się pisarza, ale z drugiej strony odbiera pewnie z połowę frajdy czytania. Czasem i mnie to dopada, ale na szczęście nie często. Finału Camillerego przewidzieć mi się nie udało, tzn do pewnego momentu ;-)
Zapraszam do zabawy. Zostałaś „klepnięta” ;)
Wróciłam, ale nie całkiem, na razie tylko jedną nogą. ;) Między pierwsza a szóstą częścią naprawdę ważne rzeczy się dzieją w związku Montalbana, przede wszystkim [autocenzura antyspoilerowa]. ;)
OK OK. Sprawdzę sama ;-)
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane