Czuję się niemalże zobligowana do przemówienia, bo jeśli nie przemówię to nie przeżyję. Starczy, żarty w kąt.
Sophie Hannah, brytyjska poetka i pisarka, była moją cichą acz wierną towarzyszką umilającą codzienny znój na trasie dom-praca-dom, a że ostatnio sporo drogowych utrudnień, więc dość szybko się z grubaśnym „Przemów i przeżyj” uwinęłam. Od razu poczuwam się do obowiązku zaznaczyć, a nawet podkreślić, że to taka typowa literatura tramwajowa, nic wybitnego ani wiekopomnego, ot klasyczny page turner czy tam stronosamoprzerzucacz, całkiem niezły w zabijaniu czasu w korkach.
Fabuła „Przeżyj i przemów” jest zupełnie nieprawdopodobna, powiedziałabym, że nawet dość wydumana, ale paradoksalnie właśnie to jest jej największym atutem. Owa niewiarygodność w połączeniu z ciągłym „dzianiem się” czyni z powieści Sophie Hannah zgrabne i wciągające czytadło, często zaskakujące nagłymi zwrotami akcji, które są właściwie nie do przewidzenia. Przypadek to słowo klucz, nic tu nie dzieje się bez przyczyny i każdy, nawet najdrobniejszy incydent będzie miał realny wpływ na tok historii. Ciekawie poprowadzona jest również intryga, początkowo zataczająca szerokie kręgi, z biegiem czasu łącząca z sobą z coraz więcej z pozoru nieprzystających wątków aż po nieoczekiwaną kulminację w finale.
Główną, acz nie jedyną ważną, postacią „Przemów i przeżyj” jest Naomi, zgwałcona przed kilku laty trzydziestokilkuletnia kobieta sukcesu. Z traumatycznymi doświadczeniami poradziła sobie dzięki romansowi z rycerskim, ale i apodyktyczny Robertem, z którym spotykała się raz w tygodniu w tym samym miejscu i o tej samej porze. Gdy któregoś czwartku mężczyzna nie zjawia się o umówionej porze Naomi, wiedziona złymi przeczuciami, zawiadamia policje. Ta jednak nieszczególnie przejmuje się wyznaniem emocjonalnie chwiejnej kochanki. Kobieta wpada więc na okrutny w swej prostocie plan – postanawia wmówić organom ścigania, że Robert stanowi zagrożenie dla innych, że to on przed laty ją zgwałcił. Jej przewrotny plan doprowadza do odnalezienia ukochanego, ale i do odkrycia tajemnic sprzed lat, z którą Naomi będzie musiała się znów zmierzyć.
„Przemów i przeżyj” to bardzo kobieca książka. Nie tylko ze względu na pełnokrwiste, dynamiczne bohaterki, ale sam sposób jej napisania. Hannah popełniła powieść, rzekłabym, bardzo uczuciową. Mniejszą uwagę przywiązuje do detali śledztwa, ciekawsze są targające postaciami emocje. Jej bohaterki wciąż coś przeżywają, czymś się emocjonują, drobiazgowo analizują sytuacje, czasem są niekonsekwentne, ale zawsze dokładne i metodyczne w działaniu. Niekonsekwentna bywa też autorka. Nieszczególnie umysłowo lotna i rozgarnięta Naomi w kulminacyjnym momencie powieści będzie dedukować niczym Turbodymomen zawstydzający Sherlocka Holmesa, ale takie małe niespójności są niczym przy obrzydliwym lapsusie polskiego wydawcy, który z Branwella Bronte uczynił czwartą siostrę*.
Powieść chwalono całkiem zasłużenie. Można przeczytać w chwili słabości.
Ocena: 





[„Przemów i przeżyj” Sophie Hannah, G+J Gruner + Jahr Polska, Warszawa 2008]
*On uważa, że prawdziwy talent miała Branwell. Robert zawsze kibicuje słabszym. W dzieciństwie miał plakat z reprodukcją portretu Branwell Bronte, starej pijaczki i obiboka. [s. 318]
Może Cię również zainteresuje:
- Matki, które nienawidzą dzieci 14/07/2011










wygląda na ciężką opowieść, raczej nie na zimowe wieczory.
To tylko pozory… Tematyka, nie powiem, do najlżejszych nie należy, ale książkę czyta się szybko i bezrefleksyjnie bo i nie ma się tu specjalnie nad czym zastanawiać
Oj Zosik,cieszę, się, że wróciłaś! Ja nie mam teraz pozwolenia na czytanie książek nienaukowych… Mam nadzieję,że w lutym nadrobię zaległości i w książkach i w Twoich recenzjach. Trzymaj się ciepło bo na zewnątrz minus!
Mhm…. A mnie się właśnie wydaje, że to świetna książka na styczniowy wieczór. Do tego herbata, koc…
Pozdrawiam!
Krepińska biedaku, ale wiesz… to ma swój urok. Zaległości w recenzjach zbyt wielkich mieć nie będziesz, bo ja nie z powodów naukowych, ale różnych innych czytać specjalnie czasu nie mam, ale to się zmieni też w lutym :P
Agussiek coś w tym jest, tyle że ja zamiast koca miałam upolowane siedzenie w autobusie :]
Teraz zaczynam żałować, że nie mam gdzie tak często jeździć. Książki przeważnie czytam na przerwach w szkole, na mniej interesujących lekcjach czy też godzinach wolnych. Tramwaj, autobus – owszem. Ale drogi przebyte tymi środkami komunikacji są zbyt krótkie, by dobrze się wczytać. Chyba zacznę jeździć, od tak po prostu. ;) A razem ze sobą zabiorę “Przemów i przeżyj”.
Och ja też czytałam na nudnych wykładach :P
Masz rację – fabuła „Przemów i przeżyj” jest tak nieprawdopodobna i wydumana, że w pewnym momencie bardziej wciągnęłam się w zastanawianie, co jeszcze autorka wymyśli aniżeli w samą historię ;)) Ale czyta się faktycznie bez większego bólu.
Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale to już druga powieść S. Hannah (po „Twarzyczce”), której główna bohaterka tak wybitnie działała mi na nerwy, że z każdą kolejną stroną życzyłam jej coraz gorzej…
Nie czytałam pozostałych powieści Pani Zosi H. i prawdę mówiąc nie są to moje priorytetowe lektury ;-) W „Przemów i przeżyj” żadna z postaci jakoś specjalnie nie przypadła mi do gustu, ale myślę, że wynika to z totalnego wydumania fabuły. Nie mniej cieszę się bardzo, że podzielasz moje zdanie.
No, mnie jej dwa „dzieła” w zupełności wystarczą – nie lubię jak kura udaje, że jest słowikiem, a mam wrażenie, że S.H. aspiruje do tworzenia czegoś więcej niż „zwykły” kryminał, no a potem wychodzi takie ni to ni tamto. Tak jak napisałam wcześniej – nie bolało mnie specjalnie przy czytaniu, ale raczej nie zanosi się, żebym czekała z utęsknieniem na kolejną powieść pani H. ;)