„Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanna Samson
Onegdaj robiłam porządek na regale z książkami i w oko wpadł mi „Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanny Samson. Dziwną tą powieść usiłowałam przeczytać w grudniu, ale grudzień nie był dobrym miesiącem na czytanie, słowa bezrefleksyjnie przepływały mi przez głowę, wchodziły i wychodziły, toteż z „Flesza”, nieelegancko mówiąc, nie zbyt wiele kumałam i dość szybko czytelniczą konsumpcję porzuciłam. Do czasu.
Czas nadszedł wczoraj. Wyobraźcie sobie bowiem, że nagle poczułam się w obowiązku coś tutaj (znaczy na blogu) napisać, a że czytanie „Stacji Cold Flat Junction” Marthy Grimes z powodów dla mnie niezrozumiałych okrutnie się przeciąga (może to ta mała czcionka? A może ospała akcja) postanowiłam raz jeszcze przeczytać „Flesz”.
Pierwsze wrażenie – książka szalenie realistyczna, ba, powiedziałabym nawet, że wręcz naturalistyczna, w nonkonformistyczny sposób obnażająca jaźń współczesnych Polek czy kobiet w ogóle. Pomysł Hanna Samson miała szalenie prosty i dziwie się, że nikt przed nią na to nie wpadł, aby treścią powieści uczynić zapis fikcyjnych badań fokusowych. Grupa kobiet zbiera się, aby podyskutować na temat nowego luksusowego magazynu o gwiazdach, nad ich rozmową czuwa kiepsko opłacana moderatorka, która na próżno próbuje skupić rozmowę na piśmie. Tymczasem niewinne ploteczki z życia celebrytów stają się pretekstem do snucia coraz bardziej osobistych rozważań. Każda z respondentek reprezentuje bowiem inny ludzki typ i każda filtruje plotki z życia gwiazd poprzez swoje doświadczenia, życiowe wybory i własny zdroworozsądkowy ogląd świata. Kobiety utożsamiają się ze swoimi idolami, analizują ich działania poprzez siebie co doprowadza je nieraz do zaskakujących refleksji. Samson znakomicie oddała zabawny dysonans między nieskrywaną admiracją i podziwem dla blichtru jakim otaczają się gwiazdki, a ciągłym spychaniem tychże gwiazd z ich gwiazdorskiego piedestału. Respondentki czczą je, ale i zawzięcie krytykują, że niby piękne, sławne i nieskazitelne, a jednak fałdki tłuszczu mają, a z facetami zadają się dla pieniędzy. Zachwyt miesza się tu z zamaskowaną zawiścią. Boskość z błotem.
Niezmiernie ciekawie „Flesz” jest napisany. Wspomniany wyżej naturalizm odnosi się zwłaszcza do formy. Powieść Hanny Samson nijak bowiem nie przypomina klasycznych narracji. To raczej pozbawiony logicznego porządku ciąg wypowiedzi. Luźny zapis rozmowy kilku kobiet. Swobodna wymiana zdań spisana tak jak została wypowiedziana – językiem pełnym kolokwializmów, żywą mową z ulicy. W efekcie „Flesz” brzmi niczym podsłuchana rozmowa w kawiarni, zapis niezobowiązujących plotek przy kawce z nieodzowną rywalizacją i słownymi utarczkami: która ma lepiej, która gorzej, która jest mądrzejsza, a która nie ma pojęcia o życiu. Wszystko to razem sprawia, że powieść Hanny Samson czyta się nie jak fikcję, a obiektywny zapis autentycznego spotkania. Zapis babskiego pitu-pitu i owej tytułowej popświadomości, która udziałem jest każdej z postaci.
Doświadczenie czytelnicze z gatunku dziwnych acz skłaniających do refleksji. Chwilami szokująco realistyczne deja vu, ale czasem nudnawa pop-chała.
Ocena: 





[„Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanna Samson, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009]
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten post jest jedyny w swym rodzaju ;-)









właśnie „pozbawiony logicznego porządku ciąg wypowiedzi” odstrasza mnie od tej książki i sprawia, że chyba po nią nie sięgnę, pomimo nie najgorszych opinii tu i ówdzie, dziś, a nawet onegdaj ;)
a kiedy ujrzymy jakąś stertę oczekujących na przeczytanie?
Takie trochę podobne (tak mniemam, bo Samson nie czytałam) babskie pitu-pitu jest w „Cappuccino” Righini :)
Marcin ciąg wypowiedzi da się przeżyć czy tam przełknąć pod warunkiem, że interesuje Cie taka tematyka. Mnie tak, więc narracyjne eksperymenty nie były dla mnie jakąś szczególną przeszkodą
Marchewo (Marchewko? jak wolisz?) dobre pytanie, ale wydaje mi się, że nie prędko ;-) Ostatnio staram się sięgać po lektury z mych przepastnych zasobów, ale jak się nazbiera (a na luty mam zaplanowane małe książkowe zakupy) to nie omieszkam się pochwalić, a co ;-)
Agnes nie znam tej książki, nie kojarzę tytułu, ale brzmi mi on trochę jak taki chick lit (popraw mnie jeśli się mylę), a jednak książka Samson ma przesłanie, stawia sporo pytań i pokazuje to babskie pitu pitu nieco w wykrzywionym zwierciadle.
Czyli tak zwany czytatnik na zimowe wieczory, czy na chwilę zastoju w literaturze „ciężkiej”. Nie sugeruję, że „Flesz” taki jest, ale tzw. pitu-pitu, to przeważnie luźne rozmowy, czasem można wynieść bardzo referencyjne zdania, a czasem łapać się za głowę i śmiać z głównych bohaterek. Mam nadzieję, że szybko dane będzie mi przeczytać tę książkę. :)
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane