„Duchy polskie” czarujący przewodnik po nawiedzonych (wiadomo przez kogo) dawnych rodowych siedzibach możnych Polaków, lektura tyleż zacna co wciągająca, to jedyna książka, którą przeczytałam w ciągu ostatnich tygodni mego blogowego niebytu.
I tym razem niezawodna Bogna Wernichowska w parze z niejakim Maciejem Kozłowskim stworzyli książeczkę bardzo wdzięczną i udatną z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze mamy bowiem opowieści z dreszczykiem. Maleńki to co prawda dreszczyk, zwłaszcza mając na uwadze inną publikację pani Wernichowskiej – „Opowieści niesamowite z życiorysów sławnych ludzi i pamiętników polskich zaczerpnięte” – której lekturę zdecydowanie odradzam po zmierzchu, bo nie na żarty można się przestraszyć (a ja w każdym razie, osoba nieszczególnie bojaźliwa, po takim wieczornym czytaniu bałam się spać), nie mniej jednak to duchy pod postacią mrocznych rycerzy, białych dam, a czasem nawet zwierząt są tu głównymi bohaterami. Bywają przerażające, częściej są jednak zupełnie nieszkodliwi. Para autorów skrupulatnie odnotowuje kiedy można oczekiwać pojawienia się zjaw, prezentuje relacje naocznych świadków i, co istotne, wyczerpująco opisuje kim owe widziadła były za życia, a także z jakiego powodu nie mogą zaznać spokoju po śmierci i wciąż odwiedzają ziemskie włości. Duchy zatem stają się pretekstem do odtworzenia nie raz dramatycznych losów możnych Polaków, a także, a może przede wszystkim… ich rezydencji: zamków, dworków i innych rodowych siedzib, których mury były niemymi świadkami tragicznych wydarzeń. Wernichowska i Kozłowski z pietyzmem odtwarzają dzieje budowli, plastycznie opisują ich urodę dzięki czemu bez trudu można sobie wyobrazić ich przepych i niegdyś toczące się w nich życie. Autorom udało się utrzymać delikatną równowagę między faktami stricte historycznymi, charakterystykami budowli i opowieściami o lokalnych duchach. Przesada, w którąkolwiek ze stron grozić by mogła śmiertelną nudą. Szczęśliwie jednak w „Duchach polskich” nudy szukać na próżno i to jest powód numer dwa.
Powód trzeci, zupełnie niezamierzony przez Wernichowską i Kozłowskiego, to, cytując „Misia” Barei, tak zwana prawda czasu i prawda ekranu. Przewodnik po nawiedzonych miejscach powstał bowiem lekko licząc jakieś trzydzieści lat temu, w dobie świetności polityki realnego socjalizmu, w której programowo i beznamiętnie tępiło się arystokratów i zamożnych ziemian, między innymi wywłaszczając z, w większości zmasakrowanych w czasie wojny, posiadłości. A te upaństwowione pałace i dworki bądź to niszczały jeszcze bardziej, bądź zmieniały się w szkoły, siedziby PGR-ów, domy wypoczynkowe dla przodowników pracy, przyzakładowe stołówki i koniec końców… też niszczały jeszcze bardziej. „Duchy polskie” są więc i rodzajem interesującego świadectwa swoich czasów. Memorandum ku czci dawnej świetności obracanej w perzynę przez socjalistyczną rzeczywistość.
Pamiętać też trzeba o podtytule podkreślającym dydaktyczną funkcję „Duchów polskich”, które z założenia są przede wszystkim przewodnikiem. Stąd autorzy, prócz wskazówek kiedy i gdzie duchów należ się spodziewać, dorzucają również garść turystycznych dobrych rad. Dowiemy się z nich ile stacji benzynowych i zakładów gastronomicznych (stołówek?) znajdziemy w okolicy (podpowiem mało: a stacje benzynowe to niemalże rarytas), ile dziennie autobusów dociera w dane miejsce, a także której kategorii są okoliczne hotele czy też domy wycieczkowe. Słowem – pełen serwis, tyle że zupełnie zdezaktualizowany, z dzisiejszej perspektywy stanowiący zabawną ciekawostką. Mnie na przykład zupełnie rozczuliły trzycyfrowe numery telefonów.
Z żalem doczytywałam wieńczącą zbiór opowieść o Żółtej Damie z Liwa, a że duchów nigdy za wiele już zamówiłam sobie kolejny nawiedzony przewodnik – „Wakacje z duchami” Joanny i Artura Podgórskich. „Duchy polskie” natomiast gorąco polecam, bo to zajmująca lektura i do tramwaju, i na leniwe, kapciowo-kanapowe popołudnie. Lekka, przyjemnie napisana i szalenie inspirująca. Aż człowiek ma ochotę natychmiast ruszyć w Polskę. Niech no tylko ten śnieg stopnieje…
Ocena: 





[„Duchy polskie, czyli krótki przewodnik po nawiedzonych zamkach, dworach i pałacach” Bogna Wernichowska, Maciej Kozłowski, Wydawnictwo PTTK Kraj, Warszawa 1983]
Może Cię również zainteresuje:
- „Opowieści niesamowite z życiorysów sławnych ludzi i pamiętników polskich zaczerpnięte” Bogna Wernichowska 01/09/2009
- „Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny” Kamila Sławińska 14/04/2008
- „Nocna zamieć” Johan Theorin 19/03/2010
- „Duch w machinie” Caroline Graham 13/06/2009
- „Tak kochali Galicjanie” Bogna Wernichowska 14/07/2009
- „Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego” Mary Roach 10/03/2010
- Najśmieszniejszy przewodnik po Krakowie 14/05/2010










No i jesteś Zosik ;) WITAJ!!!
Popatrz Zosiu nie pomyślałam, że Wernichowskiej można się bać? ;-O
Zakładałam (bo nie czytałam) zupełnie coś innego, a Ty tak zachęcasz!?
Wszystkiego dobrego Zosik!
Witaj Zosiku ! :) Opis brzmi bardzo ciekawie, aż się ma ochotę ruszać w podróż i szukać tych duchów…
Kurteczka swawolna! Aleś mi przypomniała. Podstawówkę, kiedy ze strachem czytałem pod kocem/kołdrą. Liceum, kiedy już z większym dystansem przypominałem sobie, gdzie w Polsce straszy. Ech, czasy. Może by tak wrócić do tej lektury?
Miło Cię widzieć tu z powrotem :)
Książka wydaje się rzeczywiście urocza, w sam raz na wakacje… Choć jak widać zimą też się sprawdza.
Moni jestem :-) Mówiłam, że będę :-) Zachęcam, bo warto. Oczywiście, jeśli ktoś gustuje w duchach
Czara szkoda tylko, że duchy kapryśne są i efemeryczne toteż poszukiwania ich wymagają sporo czasu. Choć może to i lepiej ;-)
Bazyl ha! Ciesze się. Dobrze sobie czasem takie sympatyczne książki przypomniec
Mandżuria na cały rok z zastrzeżeniem, że lepiej czytać, gdy warunki atmosferyczne sprzyjają poszukiwaniu duchów
Fajno żeś wróciła. Takie małe wakacje z duchami?!
Zosiku witaj w Nowym Roku :))!
Fajnie że już jesteś.
Widzę że jest ta książka dostępna w kilku moich bibliotekach wydanie z 1987r.
Trochę sie boję takich pozycji ale też wzbudzają ciekawość więc kto wie może przeczytam :)
Witaj Zosiu z powrotem! Strasznie się stęskniłam i bardzo cieszę się, że wróciłaś. Życzę Ci by wena dopisywała i pomysły. :)
Co do recenzji: myślę, że warto przeczytać. Duchy, nawiedzone domostwa. To coś dla mnie ^^
Niebieski ptaku zawsze :)
Judytto :) Nie bój się książek Bogny Wernichowskiej, no chyba, że obawiasz się zaczytania po uszy ;-)
Vampire_Slayer jak dobrze Cie widzieć. Książkę polecam. Za grosze można kupić na allegro
Faktycznie iście upiornie wciągająco ta powieść się zapowiada.
Cedro :-)