a ja jestem chora i chętnie bym coś przeczytała, ale nie widzę na oczy i skupić się na niczym nie mogę. Zosiu wracaj szybko z tego kryzysu! :) chętnie poczytam co warto przeczytać. Ja kolejny raz planuję przeczytać „Sto lat samotności”. Ostatnio połknęłam „Komisarza Maciejewskiego”- Wrońskiego- POLECAM! i próbuję jakoś zdławić :”Jedz, módl się, kochaj”- ale coś ciężko idzie…
pewnie teraz odpoczywasz po Sylwestrze :) a ja właśnie skończyłam drugi raz czytać Sto lat Samotności- udało się, choć bałam się, że będę gryzła wapno ze ścian- tak było ciężko.
Moi drodzy dziękuję za życzenia, maile, komentarze i przede wszystkim pamięć. Nie było mnie tu niemal miesiąc i prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że gdy w końcu dojrzeję do tego by tu zajrzeć przywita mnie tyle miłych komentarzy.
Przez ostatnie kilka tygodni byłam kompletnie wyssana z energii i chęci do życia, czytanie było ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę. Potrzebowałam czasu, aby nabrać dystansu do pewnych spraw, w tym blogowania, które w pewnym momencie przestało być frajdą, a zaczęło być niemiłym obowiązkiem, ale wydaje mi się, że jestem już gotowa, aby wrócić na stare śmieci. Powoli też przekonuje się do czytania. Przeczytałam już nawet jedną książkę fantastycznej i niezastąpionej w takich kryzysowych sytuacjach Bogny Wernichowskiej, ale o tym później, gdy już zbiorę się w sobie i napiszę o niej kilka zdań.
W każdym razie już teraz dziękuję, że poczekaliście na mnie :-)
hehe.. widze ze nie tylko ja mam kryzys w czytaniu :))) tez mi sie nie chce nic czytac, wiec czekam sobie spokojnie bo samo przyszlo i samo przejdzie :) polecam sznupanie po internecie. Pozdrawiam
No właśnie: niech nigdy blog nie stanie się obowiązkiem. Bo wtedy traci się przyjemność. Ma być przyjemnością! Myślę, że jest nas tu – w necie – jakaś grupa ludzi, przywiązanych do siebie niewidzialną wirtualną nicią i tęskno nam do kogoś, kogo polubiliśmy. Myślę,że takie milczenie bywa czasem dwuznaczne, bo można sobie wyobrażać, że z kimś mogło stać się coś złego… Tfuu, tfuuu! Dwa razy przez lewe ramię! Zosiu, nie spiesz się, wróć w odpowiednim dla siebie czasie. My poczekamy! ;))
Pozdrawiam.
:) odpoczywaj sobie.
Czekam cierpliwie :)
Zosiu ja w weekend zwykle nie czytam! Nie przejmuj się ;-) Miłego tygodnia życzę!
Nic się nie martw. Leniuchowanie jest też w życiu potrzebne ;)
Zajadaj mandarynki ;)
Trzymam kciuki i czekam cierpliwie :)
Polecam czekoladę ;) I życzę szybkiego przejścia kryzysu, kryzysy są złe!
cierpliwa jestem :D
Dopadło i Zosik. Jak widzę czasami trzeba przez to przejść. Ciekawe kiedy mnie dopadnie :O
u mnie właśnie po kryzysie i po szpitalu zarazem (nic tam nie przeczytałem, choć leżał cierpliwy Schulz)
bywa i tak, z różnych przyczyn…pozdrawiam.
mnie sie za to chce tylko spac i czytac. za to pisac zupełnie
a ja jestem chora i chętnie bym coś przeczytała, ale nie widzę na oczy i skupić się na niczym nie mogę. Zosiu wracaj szybko z tego kryzysu! :) chętnie poczytam co warto przeczytać. Ja kolejny raz planuję przeczytać „Sto lat samotności”. Ostatnio połknęłam „Komisarza Maciejewskiego”- Wrońskiego- POLECAM! i próbuję jakoś zdławić :”Jedz, módl się, kochaj”- ale coś ciężko idzie…
I co? Przechodzi?
i cisza:( więc WESOŁYCH ! :)
Życzę spokojnych Świąt!
Spokojnych i dobrych Świąt:) Anioły posyłam natchnienia:)
Czy święta obfitowały w książkowe prezenty? :) Mam nadzieję, że kryzys będzie krótszy, niż ten ekonomiczny ;)
coś smacznego na stół świąteczny przygotowałaś?
Niech ten nowy rok będzie lepszy. Pozdrawiam :)
pewnie teraz odpoczywasz po Sylwestrze :) a ja właśnie skończyłam drugi raz czytać Sto lat Samotności- udało się, choć bałam się, że będę gryzła wapno ze ścian- tak było ciężko.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Puk puk, jest tam kto?
Zosik! hallo!! jesteś? trzymam kciuki za Twoje natchnienie i chęci ;-) bo tęsknię ;-(
WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU!!!!
Zosik, kryzys kryzysem, ale wracaj już, bo wiele traci blogosfera bez Twoich recenzji.
Pomyślności w Nowym Roku 2010 :-)
Moi drodzy dziękuję za życzenia, maile, komentarze i przede wszystkim pamięć. Nie było mnie tu niemal miesiąc i prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że gdy w końcu dojrzeję do tego by tu zajrzeć przywita mnie tyle miłych komentarzy.
Przez ostatnie kilka tygodni byłam kompletnie wyssana z energii i chęci do życia, czytanie było ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę. Potrzebowałam czasu, aby nabrać dystansu do pewnych spraw, w tym blogowania, które w pewnym momencie przestało być frajdą, a zaczęło być niemiłym obowiązkiem, ale wydaje mi się, że jestem już gotowa, aby wrócić na stare śmieci. Powoli też przekonuje się do czytania. Przeczytałam już nawet jedną książkę fantastycznej i niezastąpionej w takich kryzysowych sytuacjach Bogny Wernichowskiej, ale o tym później, gdy już zbiorę się w sobie i napiszę o niej kilka zdań.
W każdym razie już teraz dziękuję, że poczekaliście na mnie :-)
Witaj Zosiu – dużo sił i chęci!! Ściskam i dobrego nastroju życzę!:)))
wszystkiego dobrego w nowym roku.. wracaj!!:)
hehe.. widze ze nie tylko ja mam kryzys w czytaniu :))) tez mi sie nie chce nic czytac, wiec czekam sobie spokojnie bo samo przyszlo i samo przejdzie :) polecam sznupanie po internecie. Pozdrawiam
Zosiku, czasem w życiu potrzebne są takie wakacje od wszystkiego. Ale fajnie, że są pozytywne wieści z Twojej strony :)
No właśnie: niech nigdy blog nie stanie się obowiązkiem. Bo wtedy traci się przyjemność. Ma być przyjemnością! Myślę, że jest nas tu – w necie – jakaś grupa ludzi, przywiązanych do siebie niewidzialną wirtualną nicią i tęskno nam do kogoś, kogo polubiliśmy. Myślę,że takie milczenie bywa czasem dwuznaczne, bo można sobie wyobrażać, że z kimś mogło stać się coś złego… Tfuu, tfuuu! Dwa razy przez lewe ramię! Zosiu, nie spiesz się, wróć w odpowiednim dla siebie czasie. My poczekamy! ;))
Pozdrawiam.
no to fajnie, że wracasz pomalutku…a fakt, jak już człowiek odczuwa, że blogowanie staje się obowiązkiem, to…przerwa wręcz wskazana.
Zdarza się najlepszym. Dobrze, że wróciłaś :)