“Alfabet krakowski Andrzeja Kozioła” Andrzej Kozioł
Spór między Krakowem a Warszawą wciąż żywy. Subiektywny alfabet Andrzeja Kozioła jest kolejnym głosem w dyskusji (czy może raczej słownej przepychance), rzucającym na te swary nieco nowego światła.
Przy czym zaznaczyć trzeba, że książeczka Pana Kozioła owych sławetnych niesnasek nie dotyczy, pisze on bowiem właściwie wyłącznie o Krakowie, a stolica pojawia się pod maską persyflażu. Andrzej Kozioł chętnie wbija szpile Warszawiakom, zresztą antywarszawskość jest jednym z haseł jego leksykonu, a dziennikarz wcale się nie kryje ze swą antypatią względem Kongresówki, choć to akurat dziwić nie powinno, w końcu jest Krakusem, a dokładnie mieszkańcem Zwierzyńca. To właśnie ta dzielnica Krakowa jest główną bohaterką jego osobistego abecadła, to tam się wychował, i to ją obdarza największą estymą. Dość jednak dygresji.
Myślę, że słowo „subiektywny” jest kluczem do zrozumienia „Alfabetu krakowskiego”. Kozioł pięknie opowiada o swoim mieście, specyficznym języku i osobach, które wpłynęły na jego niepowtarzalny charakter. Jego Kraków to miasto, którego już nie ma. Bezpowrotnie minęły bowiem czasy grubiańskich furmanów, czapek z zakładu Kurzydły, czasy gdy przez Bramę Floriańską przejeżdżały tramwaje (w głowie mi się to nie mieści!), a na błoniach, które teraz słyną przede wszystkim z mszy papieskich i stad ekshibicjonistów, pasły się krowy. I nie, to nie był wczesny plejstocen. Tak wyglądał Kraków jeszcze jakieś pięćdziesiąt lat temu. O ile podróż sentymentalną po miejscach, których czas już przeminął czyta się wspaniale, o tyle dobór postaci i sposób ich sportretowania w „Alfabecie…” jest dyskusyjny i wzbudzający mieszane uczucia*. Przeszkadzała mi tonacja, w jakiej została napisana książka. Zupełnie jakby Andrzej Kozioł w swym „Alfabecie krakowskim” chciał w pierwszej kolejności dopieścić własne ego, udowadniając sobie i innym, jak poufałe łączą go stosunki z wieloma znamienitymi Krakowianami, przy czym dla większości nie-Krakusów te znakomitości będą głównie nic nie mówiącymi nazwiskami. Tym bardziej dziwi chełpliwy ton Kozioła, a także pobrzmiewający między wierszami lekceważący stosunek wobec nie-Krakusów.
Zabrakło odrobiny skromności. Subiektywizm – subiektywizmem, exposé na temat programowego kumoterstwa we wstępie do książki to jednak za mało, aby zneutralizować wrażenie zbyt wielkiej ilości prywaty i chełpliwy ton. Pamiętam, że kilka lat temu czytałam świetne „Klapsy i ścinki” – filmowy alfabet Kazimierza Kutza, tyle że ten znakomity reżyser wspominając swych znajomych, czyli inne znamienite postacie polskiej kultury, nie puszył się ani nie zadzierał nosa. Tutaj nie ma nazwisk tego kalibru, a jednak mieszane uczucia pozostają. Poza tym Andrzej Kozioł bywa boleśnie seriozny, a przytaczane żarty… Napiszę może tak – o jego książce można napisać wiele, ale z pewnością nie to, że jest zabawna.
Nie mniej jednak (i mimo tych wszystkich moich “ale”) „Alfabet krakowski Andrzeja Kozioła” to bez wątpienia ciekawa propozycja, która zainteresuje zarówno mieszkańców, jak i sympatyków Krakowa. Tym pierwszym odświeży w głowach obraz dawnego miasta, a dla drugich będzie świetnym przykładem „krakusiostwa” w wydaniu czystym. Innymi słowy - dla każdego coś miłego.
Ocena: 




Przede wszystkim za obrazki z nieznanego mi Krakowa.
[„Alfabet krakowski Andrzeja Kozioła, Andrzej Kozioł, Wydawnictwo WAM, Kraków 2009]
*na przykład siostra Anastazja, autorka książek kucharskich, trafiła do alfabetu Kozioła nie ze swe zasługi na polu kulinarnym czy fakt, że jej publikacje rozeszły się łącznie w niemal milionie egzemplarzy, ale dlatego, że małżonce autora zasmakowało ciasto jej wypieku. Dość oryginalna motywacja, prawda?









Hm… w takim razie chyba oszczędzę sobie tej pozycji. Jako przybysz z zewnątrz, mimo że lubię Kraków, mam do niego wiele zastrzeżeń, wszelkie zatargi warszawsko-krakowskie mnie trochę śmieszą, a na sam dźwięk słowa “krakusiostwo” mam ochotę powiedzieć “nie dziękuję” ;)
Czara :D Wiesz ja też jestem przybysz z zewnątrz to też jestem bardzo wyczulona na te spory i wciąż nieodmiennie mnie bawią te wzajemne wtykanie sobie szpil. Część wspomnieniowa jest kapitalna, część dotycząca konkretnych osób… Dyskusyjna ;-) Atutem też są zdjęcia starego Krakowa, choć jest ich niestety za mało.
Przypomnialy mi sie anegdoty, ktore czesto opowiada Jacek Wojcicki: zapytano pewnego profesora udajacego sie pociagiem z Krakowa do W-wy po coz tam jedzie.’Lekarz zalecil mi troche wiejskiego powietrza’ odrzekl prof.
Inna:
-o ktorej Warszawa zostaje calkowicie odcieta od kultury?
-o 20.50 kiedy odjezdza ostatni express do Krakowa.
No, ale dosc tych szowinistycznych zartow :)
Jako krakuska i krakofilka ksiazke na pewno przeczytam.
“Zupełnie jakby Andrzej Kozioł [...] chciał w pierwszej kolejności dopieścić własne ego” – myślę, że takie książki po to właśnie są pisane :] z potrzeby dopieszczenia siebie ;)
Yvonne he he :] Ale zauważ, że w drugą stronę takich żarcików nie ma :P
Marcin ja myślę, że pisane są przede wszystkim po to, aby zarobić, w drugiej kolejności dopieścić ego, a potem jest cała reszta :) Co nie zmienia faktu, że fajnie, że takie książki powstają. Ostatecznie w dopieszczeniu ego poprzez pisanie książek nie ma niczego karygodnego, a efekty bywają ciekawe ;-)
myślisz, że na takiej książce da się zarobić? to nigdy nie jest pewne, za to pieszczota gwarantowana! :) nie twierdzę, że dopieszczanie to coś złego.
Że pozwolę sobie się wtrącić: pieścić, to niech się pisarze pieszczą, czemu nie :) Ale jeśli cel komercyjny wysuwa się na pierwszy plan – to ja znowu podziękuję.
Andrzej Kozioł znany jest z tego, że przez dziesięciolecia przypominał stary, zapomniany już Kraków i jego ludzi na łamach “Dziennika Polskiego”. Ale świetnie potrafi też pisać o staropolskiej kuchni. Własnego ego podbudowywać nie musi.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Złota pagoda" Yukio Mishima
przy łóżku "Pokonani" Iriny Głowkiny - wciąż, bo czyta się świetnie, ale powoli ;-)
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane