Tako rzecze Mariusz Szczygieł
Brzydko mówiąc, już kilka spotkań literackim zaliczyłam, ale z żadnego, dosłownie żadnego, nie wyszłam tak ukontentowana i ubawiona.
Bo Mariusz Szczygieł, prócz tego, że jest jednym z najlepszych polskich reporterów (o czym nie trzeba przekonywać chyba nikogo kto czytał choć jeden z tekstów w „Gottland”) jest również przesympatycznym, dowcipnym i ciepłym człowiekiem. Do tego niepoprawnym gadułą, który jednak opowiada tak zajmująco, że słucha się go z rozdziawioną buzią.

W dwadzieścia lat po
Szczygieł promował w Krakowie swoje najnowsze literackie dziecko – „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła”. W skład antologii weszło ponad dwadzieścia bardzo różnych tekstów. To trochę taki festiwal w Opolu, tylko na dużo wyższym poziomie skwitował swój wybór Szczygieł. Jego autorów (a są wśród nich między innymi takie tuzy reportażu jak Wojciech Tochman, Włodzimierz Nowak, Jacek Hugo – Bader, Lidia Ostałowska czy Katarzyna Surmiak – Domańska), połączył fakt reporterskiego debiutu po 1989 roku. Komponowanie antologii Mariusz Szczygieł porównał do składania krzyżówki, co okazało się zadaniem dość karkołomnym i wymagającym nie lada ekwilibrystyki. Bardzo istotna dla Szczygła była kolejność, bo następujące po sobie reportaże miały obrazować przemiany Polski na przestrzeni dwóch dekad. Książkę rozpoczyna i kończy tekst Wojciecha Tochaman. Otwierający tom „Człowiek, który powstał z torów” jest metaforą nas w 1989 roku, pozbawionych tożsamości, zmuszonych uczyć się żyć na nowo z takimi dobrodziejstwami losu jak nieograniczony dostęp do polędwicy sopockiej od nadmiaru, której może rozboleć brzuch (a to akurat osobiste wspomnienie Szczygła, o którym możecie przeczytać tutaj). Bohaterem, zamykającego tom, „Wściekłego psa” jest z kolei człowiekiem o wielu tożsamościach, symbolizujący współczesnego Polaka, który może być każdym, ale nikim w pełni, czyli poniekąd wróciliśmy do punktu wyjścia.
Co z tym reportażem?
Szczygieł przyznał, że nie łatwo być reporterem, bo choć w gatunku kryje się ogromny potencjał, wymaga on wyjątkowego dziennikarskiego zaangażowania. Poza tym jest drogi. Wiele redakcji po prostu nie stać na wysyłanie reporterów w teren. Krótko mówiąc: do reportaży trzeba dokładać z własnej kieszeni. Gatunek ten również dynamicznie ewoluuje, bo zmieniające się czasy wymagają nowego sposobu pisania. Wedle słów samej Hanny Krall archaiczny sposób pisanie jest niedopuszczalny. Słynna reporterka, gdy po raz pierwszy zetknęła się z tekstami jeszcze nieopierzonego Szczygła, podobno powiedziała: Panie Mariuszu, pan pisze tak jak ja pisałam dwadzieścia lat temu. Każde zdanie musi być szybciej. Z kolei Krzysztof Kąkolewski nowoczesne reportaże określił mianem: MTV rozpisanego na słowa i to bynajmniej nie był komplement. Zapewne dlatego nie publikuje już od niemal dwudziestu lat.
Sam Szczygieł, de facto uczeń Hanny Krall, ale i po części Małgorzaty Szejnert (która przez lata była jego szefową w Dużym Formacie, i którą ze względu na zimny i wstrzemięźliwy sposób bycia jej zespół nazywał Chłodnią*), przyznaje, że choć z natury jest gadułą (zaprzeczyć się nie da), gdy pisze lubi destylować słowa. Podstawową zasadą, jaką wyznaje podczas pracy to trzymać sie prawdy, nie manipulować faktami, być obiektywnym, co właściwie jest niemożliwe, bo w tekstach reporter pokazuje swój ogląd świata, swoją interpretację postaci, która z natury jest subiektywna. Szczygieł w odróżnieniu od Tochmana nie pisze „przezroczystych” tekstów. Nie przypiera również do muru swych postaci. Jest zbyt delikatny, aby stawiać ich w niekomfortowej sytuacji, w której sam nie chciałby się znaleźć. Przyznał również, że od czasu do czasu zdarza mu się przemycić wypowiedzi swych rodziców, bo mają fantastyczny radiomaryjny ogląd świata.
Na dachu Polsatu
Dla wielu, niestety, Mariusz Szczygieł to wciąż przede wszystkim, zadający naiwne pytania prowadzący polsatowski talk show. Pracę w „Na każdy temat” przyjął z próżności, jak określił, aby nakarmić miłość własną. Chciał szybko zarobić na mieszkanie i praca w Polsacie mu to umożliwiła, ale był to również wyraz przekory Szczygła wobec inteligenckiej załogi Wyborczej, która odwykła od normalnego życia. Zresztą koledzy z redakcji pojąć nie mogli, jak taki bystry i dobrze zapowiadający się reporter może z własnej woli robić z siebie głupka wśród transwestytów, prostytutek i kobiet z największymi biustami**.
Szczygieł na potrzeby programu wykreował wizerunek dziwiącego się światu prawdziwka bez szkoły, a był w tym tak wiarygodny, że gdy zjawił się na awangardowym festiwalu Warszawska Jesień inni goście spoglądali na niego z politowaniem w duchu odsyłając go na imprezę disco polo.
Początkiem końca telewizyjnej kariery był pewien internetowy ranking najgłupszych osobowości telewizyjnych, w którym reporter zajął niechlubne pierwsze miejsce. Szalę goryczy przechylił Mariusz Ziomecki, który w miesięczniku Press nazwał Szczygła facetem, który kiedyś był dziennikarzem. Mariusz się obudził i po 7 latach szczerzenie zębów z ekranu wrócił do pełnoetatowego pisania. Na szczęście.
Co ciekawe teraz, z perspektywy kilku lat, które minęły od momentu zakończenia telewizyjnej kariery, Szczygieł nie żałuje swego młodzieńczego wyboru. Nie sypie głowy popiołem, nie kaja się, że to był błąd i kompromitacja. Przygodę z Polsatem potraktował jako socjologiczny eksperyment i inspirujące doświadczenie.

Niejaka Kama z Poznania malowała w czasie spotkania portrety reportera
Co dalej Panie Szczygieł?
Później były Czechy. Zaczęło się od przesytu Polską. Po latach obecności w „Na każdy temat” był na spalonej pozycji, bo utracił tak potrzebną reporterowi anonimowość. Gdy wyruszał w teren, traktowano go jako żywą telewizję, co uniemożliwiało mu pracę. Musiał zmienić otoczenie. Padło na Czechy. Na szczęście udało mu się nauczyć języka czeskiego (a to jedyny język obcy, który opanował!). Później był ogromny sukces „Gottland”, Nike czytelników, przekład na dziewięć języków, teraz „20 lat nowej Polski w reportażach”, a co dalej?
Przynajmniej trzy książki ma w planach Mariusz Szczygieł. Pierwsza – o Czechach, dokładnie o praskiej willi Müllerów na Strešovicach, która ma być wedle słów reportera, przyczynkiem do rozprawy z kulturą czeską dwudziestego wieku. Zaprojektowana przez wiedeńskiego architekta Adolfa Loosa budowla była swego rodzaju modernistycznym eksperymentem, nie bez przyczyny nazywano ją cwanym domem. Po wojnie została znacjonalizowana, usytuowano w niej między innymi centrum marksizmu i leninizmu.
Drugą książkę Mariusz Szczygieł chce poświęcić Ukrainie (i w związku z tym ma zamiar nauczyć się języka ukraińskiego). Trzecia będzie kolejną antologią, tym razem najważniejszych reportaży XX wieku.
Na koniec anegdotka. Co robi Mariusz Szczygieł, niepoprawny śpioch, gdy o 13 dzwonią do niego z redakcji z pytaniem czemu jeszcze nie ma go w pracy i kiedy ma zamiar się w niej zjawić? Włącza okap w kuchni i mówi, że już jedzie taksówką…
*Wedle słów samego Szczygła największym komplementem, jakim go obdarzyło było: Mariuszu, to jest drukowalne, drukowalne, co miało oznaczać, że tekst jest bardzo dobry.
**W Polsacie wiele się od tamtej pory nie zmieniło. Wciąż mają najgorsze dekoracje i najdurniejsze programy w duchu jarmarcznym.
[Spotkanie w ramach cyklu Reporteży Dużego Formatu, Klub pod Jaszczurami, Kraków 25.11.2009]









Zazdroszczę spotkania ze Szczygłem. Jutro jadę po Antologię, a w Wyborczej do przeczytania reportaż chyba otwierający tę książkę (http://wyborcza.pl/1,75480,7225123,Jak_Jadzka_miala_wstawic_zeby___20__Antologia_reportazu.html?as=1&ias=8&startsz=x). Ubawiłem się podczas czytania, przede wszystkim przy kartach kredytowych. Szczygieł potrafi opowiadać.
To akurat nie reportaż tylko kawałek autentycznego pamiętniczka Szczygła z tamtego czasu :) Na spotkaniu mówił, że umieścił go jako wstęp, a właściwa antologia zaczyna się od Tochamana. Swojego egzemplarza jeszcze nie mam (po cichu liczę, że pod choinkę dostanę), więc dedykację wzięłam do poczciwego Gottland.
Świetnie opisane – dobrze przy okazji wiedzieć, że pan Szczygieł nie porzuca wiernych czytelników i coś wyda. Ostrzę ząbki na nowe knigi. Pewnie jednak Tochman go wyprzedzi – ma wydać książkę dotyczącą ludobójstwa w Rwandzie {pewnego epizodu dotyczącego tego okresu bodajże z tego co kiedyś wyczytałam w DF}.
Całkiem możliwe, że Tochman go wyprzedzi. Do tej czeskiej książki ma już zebrane materiały, ale jeszcze nie zabrał się za pisanie.
A to leń! Pisać, pisać.
Właśnie, pisać pisać :D
Tako rzecze Gosia i Zosia. Myślisz, że weźmie nasze rady do serca?
Raju! Ależ z tego Mariusza Szczygła fajny gość
Powiem tak Zosiu, gdy człowiek w inteligentnym towarzystwie, to jest lepiej się bawi ; )
Niebieski ptaku mam nadzieję :P Trzeba mu wysyłać telepatyczny przekaz :)
Kleks, żebyś wiedział!
Vampire_Slayer exactly :)
ja także czytałem art. Szczygła w DF Gazety Wyborczej (w wersji tradycyjnej:) i do dziś jestem nim poruszony. ten facet ma po prostu j…asne zdolności do bezpośredniego kontaktu z czytelnikiem ;) właśnie się zastanawiam czy pod choinka chcę zobaczyć te reportaże Szczygła czy Jarosińskiej “Było i tak Życie codzienne w Polsce w latach 1945-1989″ ? Chodzi o coś dobrego z PRL-u. Pomóżcie Zosie i ktosie !!!
Witaj Zosiu,ja mialam okazje poznac M Szczygla osobiscie. Prowadzil w Warszawie taka szkole dziennikarska (ktora szybko upadla)i okazal sie byc nieslychanie sympatycznym, blyskotliwym i profesjonalnym dziennikarzem. Jego Gotland na szczescie ukazl sie po franc i moj maz mial okazje przeczytac i docenic doskonale reportaze. Czytalam ostatnio STYPE Joanny Siedleckiej, ktora Ci polecam. Zbior osobliwych reportazy z Polski lat 70, napisanych rewelacyjnie. Czyta sie jak przygody Robinsona Cruzoe. Pozdrawiam
intervallum to ciocia Zosia pomoże :) z tego co się zdążyłam zorientować w „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła” jest tylko jeden tekst Szczygła i to w dodatku nie reportaż tylko kawałek jego dzienniczka z okresu transformacji. Książki Jarosińskiej nie kojarzę, więc polecam antologię Szczygła :]
capucine zapisałam tytuł i będę szukać, bo brzmi bardzo interesująco
panie Mariuszu Szczygle – czy, pani Kama mogłaby być dla pana Sutra?
czy, pana szybciej, to, szybciej niż? – czy, szybciej – wzwyż? w rozwinięciu – fraszka, czy kaszka?
pozdro!
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Nocna zamieć" Johan Theorin
przy łóżku "Pokonani" Iriny Głowkiny - wciąż, bo czyta się świetnie, ale powoli ;-)
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane