Pocałuj mnie w dupkę, czyli Jacek Dehnel z Cafe Szafe
Wiedziałam, że Jacek Dehnel jest osobistością niezwykłą i wielobarwną. Wiedziałam, że bardzo konsekwentnie kreuje swój wizerunek dandysowatego młodzieńca, ale nie sądziłam, że jest koneserem białych kozaczków. Tych białych kozaczków.
A także kultowego blogu Aaaby sprzedać gromadzącego najbardziej kuriozalne pośród kuriozów z allegro, i także kilku innych sieciowych miejsc dedykowanych fotograficznym dziwolągom wszelakiej maści. Wyznanie te padły przy okazji rozmowy o „Fotoplastikonie” najnowszej książce Jacka Dehnela, której istotę stanowią właśnie zdjęcia. Po prawdzie nie osławionych bikejek (choć i to, znając literacki talent, dowcip i swadę pióra Dehnela, mogłoby być co najmniej interesujące), a mocno leciwe już fotografie (najmłodsza pochodzi z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale większość jest dużo starsza), które pisarz namiętnie skupuje na targu staroci na kole albo na aukcjach internetowych.
„Fotoplastikon” to ponad sto fotografii opatrzonych literackim komentarzem Dehnela. Prace przy nim pisarz porównał do archeologii, bo i jedno i drugie w pewny sensie polega na „grzebaniu się” w trupach i odtwarzaniu przeszłości na podstawie dostępnych szczątkowych informacji. Opisywanie fotografii to jedna z osobliwych pasji Dehnela. Kreując historie wokół zdjęć daje nowe życie uwiecznionym na nich postaciom. Pisarz dobrowolnie bierze na siebie funkcję pośrednika, niemal mitologicznego Charona, który łączy czytelnika ze światem zmarłych zdjęć. Czasem niewielki drobiazg wyzwala zupełnie nową i niespodziewaną gamę znaczeń. Było tak choćby w przypadku portretu pewnej postawnej mieszkanki Bydgoszczy, której ramiona przypominają (wedle słów samego Jacka Dehnela) połcie słoniny. Na odwrocie zdjęcia ktoś (może ona?) ołówkiem kopiowym napisał: pocałuj mnie w dupkę, a ów uroczy komentarz nadał niespodziewanie frywolnego znaczenia tej niewinnej w gruncie rzeczy fotografii.
Pisarz przyznał, że nigdy nie tworzy ad hoc. Niektóre komentarze do zdjęć dojrzewały w nim bardzo długo, a pisząc je
za każdym razem odsłaniał jakieś pole swojej wrażliwości. Kilka takich poletek, nieco innych, odsłonił również po zakończeniu oficjalnej części, gdy z równą swadą zaczął opowiadać o swoich kolekcjach. Nonszalancko przyznał, że zbieractwo w wydaniu patologicznym stanowi jego duchową skazę. Prócz starych fotografii oraz, co oczywiste, książek, które pęcznieją i go zjadają (w duchu mu przytaknęłam – moje robią dokładnie to samo, ale na nieszczęście ja nie mam mieszkania ze stropem na wysokości 3.5 metra) Jacek Dehnel kolekcjonuje stare sztućce. Gdybyście widzieli tą ukontentowaną minę, gdy opowiadał o swoich bardziej fikuśnych okazach, na czele z secesyjną piłką do pomarańczy! Cudowny widok! Zwieńczeniem jego ciągot ku kolekcjonowania jest zbiorek czegoś bardzo podniecającego i odrażającego zarazem: przedmiotów w towarzystwie, których odczuwa się numinosum. Są to rzeczy w pewien sposób związane z sacrum, ale jednocześnie budzące grozę. W swej kolekcji „numinosów” Dehnel ma miedzy innymi narzędzia męki pańskiej w butelce, pochodzącego z lat dwudziestych ukrzyżowanego Jezuska, który najwyraźniej był dekoracją w jakiś jasełkach, płyny ustrojowe ziemi świętej, podobizny obu papieży, matki boskiej licheńskiej oraz palmy i dwóch łabądków (sic!) odbitych na (jednym) lusterku oraz rzeźbę głowy Jezusa, która rusza oczami.
I wszystko byłoby pięknie i cudnie, gdyby nie pokraczna konferansjerka. Kilka gorzkich słów należy się prowadzącemu, który za wszelką cenę i przy każdej okazji usiłował wykazać się swą erudycją. Z marnymi rezultatami, bo na tyłach sali trudno było cokolwiek usłyszeć/ zrozumieć z jego długawych tyrad. Na szczęście Jacka Dehnela było słychać wyśmienicie :)









Ech, żałuję, że się nie załapałam na to spotkanie, Dehnel wzbudza we mnie bardzo różne uczucia, które wszystkie razem można określić jako zaintrygowanie. Tym bardziej dziękuję więc za ciekawą relację!
No po prostu z tymi kozaczkami koloru biel oraz allegro a zwłaszcza „pantuniestał”! (b. polecam tam ustrońskie plakaty) – to zostałem teraz w poniedziałek rozbrojony i nie wiem jak do pracy dojdę. Aaa zapomniałbym , że Dehnela słuchałem na takim spotkaniu u mnie w małym mieście (w porządku gość) i regularnie w radiowej Dwójce. To oryginał i oby nie przesadził w kreacji medialnej, bo straci głębię jego słowo (nie sława). Jakoś do czytania dalej mi a pewnie szkoda. Nie wiem. Nie wiem czy spróbować.
Pozdrawiam ładnego bloga etc.
Mnie na Targach nie było, ale dzięki Twojej relacji poczułam się jakbym tam była. Chociaż przez chwilkę:)Dziękuję.
Cóż za ciekawe pasje ma Jacek Dehnel! Jest jak człowiek trochę z innej epoki, w dobrym tego słowa znaczeniu. A na jego najnowszą książkę już mam ochotę!
http://ksiazki.wp.pl/felietony/id,39610,felieton.html
I na co się natknęłam przed chwilą? Na felieton Jacka Dehnela!
czara chyba to jest jedna z najciekawszych cech Jacka Dehnela, że wzbudza swą osobą tyle sprzecznych odczuć. Spotkanie było natomiast bardzo interesujące.
intervallum ja wiem, białe kozaczki rządzą! To prawda Dehnel jest oryginałem, ale za to jakim konsekwentnym w swej oryginalności :)
P.uello cała przyjemność po mojej stronie:)
Twoja relacja pokazuje, ze na pewno z Dehnelem byloby o czym porozmawiac przy kolacji, a juz na pewno mialby o czym z nim rozmawiac moj tata :) Oryginalem i dziwakiem na pewno bym Dehnela nie nazwala, po prostu ciekawa osobistoscia.
cudnie wydana książka. cudownie. o! jakby się chciało takich! (tak pięknie zrobionych). ale książka? toż to pretekst! pretekst dla edytora, drukarza. pretekst dla wydawcy. i, na koniec: pretekst dla autora! żeby wydać! natomiast nie sposób doszukać się pretekstu u autorów zdjęć!
oni, robili cyk, cyk – z zupełnie innych powodów. czysto prywatnych!
i, te powody – czysto prywatne interesy, (małe, miałkie, śmiszne, albo wzniosłe), zostały wykorzystane – często niecnie! – przez autora. dlaczego: „często niecnie”? ano, dlatego, bo, w swoim – tylko swoim interesie. każde zdjęcie, jest nieprzytomnie przegadane! dobór fotografii – przypadkowy, chaotyczny. toż to granat ciśnięty w tłum!
a nuż, iluś tam trafi!
ale książka, piękna! miło wziąć, otworzyć, zamknąć.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane