Właściwie nie przepadam za Halloween i tą cała resztą amerykańskiego kiczu. Wiem, wiele osób składa tego typu deklaracje, a potem biegnie z wydrążoną dynią na jakąś imprezę. W tym roku dałam się jednak uwieść czy też zwieść urokowi kolorowych dyń i mrocznemu klimatowi wieczoru duchów i strachów. W przypływie natchnienia miałam nawet zamiar wykonać własną jack-o’-lantern, ale nie udało mi się nabyć odpowiedniej dyni, a i z planu oglądania oldschoolowych horrorów klasy B (lub gorszej) nic nie wyszło. W związku z tym postanowiłam sięgnąć po odpowiednio mroczną książkę, a ponieważ horrorów właściwie nie czytuję (a co za tym idzie nie mam ich w swojej biblioteczce), antologii opowieści niesamowitych z XIX-wiecznej prozy rosyjskiej też nie miałam ochoty napoczynać, a wszystkie inne niesamowitości już wcześniej zdążyłam przeczytać padło na „Dziewczynkę, która za bardzo lubiła zapałki” Gaetana Soucy i faktycznie było mrocznie, choć nie do końca tak, jak oczekiwałam.
Soucy należy podobno do grona najbardziej znanych przedstawicieli francuskojęzycznej literatury kanadyjskiej (którą nawiasem mówiąc coraz bardziej lubię i z coraz większym entuzjazmem poznaję), jednak prawdę powiedziawszy po przeczytaniu „Dziewczynki, która za bardzo lubiła zapałki” czuję się dokumentnie skonfundowana i kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć. Tytuł czyni aluzje ku trawestacji znanej bajki Hansa Chrisitiana Andersena, a jednak nic bardziej mylnego. Właściwie powieść Soucy’ego nie ma nic wspólnego z bajką o biednej dziewczynce, może poza zapałkami w tytule.
Streszczenie „Dziewczynki…” zdaje się być przedsięwzięciem karkołomnym z co najmniej kilku powodów. Powieść oparta jest na intrygującym zamyśle, naszpikowanym w dodatku sporą ilością „niespodzianek” (które jednak będą pospolitymi niewypałami, jeśli dość szybko odgadnie się pisarski zamysł Soucy’ego). Rzecz dotyczy dwójki braci, dość mocno upośledzonych, ale nie umysłowo, a społecznie i kulturowo. Apodyktyczny ojciec trzymał ich w odosobnieniu, w odciętej od świata posiadłości. Bracia nie mają imion, zachowują się jak dzikusy, działają podług swojego własnego kodeksu, a otoczenie interpretują poprzez pryzmat wiedzy zaczerpniętej ze słowników, pamiętnika księcia Saint Simona oraz… etyki Barucha Spinozy (przy której z wysiłku dymi cała czapa). Historia rozpoczyna się śmiercią ojca, osieroceni synowie muszą zdobyć trumnę, w tym celu jeden z nich (nasz narrator) wybiera się do pobliskiego miasteczka, a jest to nie lada wyczyn, bo dzieci nigdy nie były w miasteczku, a mieszkańcy osady nie mieli pojęcia o tym, co wyrabia się w mrocznej posiadłości za sośniną. Krok po kroku, Soucy odsłania kolejne fragmenty dramatu rozgrywającego się w patologicznej i dysfunkcyjnej rodzinie.
Fabuła „Dziewczynki, która za bardzo lubiła zapałki” jest koszmarna. Koszmarna, bo opowiadająca o odrażających i przerażających wydarzeniach. Cały paradoks kryje się w tym, że Gaetan Soucy ma świetny literacki warsztat, a powieść jest napisana rewelacyjnie. Narracja poprowadzona jest z perspektywy prostodusznego dziecka, które nie jest świadome ciężaru gatunkowego wydarzeń, które obserwuje. Dziecka, które wszystko bierze za dobrą monetę, nie pojmując dramatyzmu zaistniałych sytuacji. Poza tym język powieści Soucy’ego jest niesamowity (brawa dla tłumaczki). Pod tym względem „Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki” jest prawdziwą literacką perełką. Język, którym posługują się bracia jest mieszanką mowy naiwnej, kolokwializmów i neologizmów z frazami wyrwanymi z literatury. Przyznaję, że pomimo posępnej wymowy całości kilkukrotnie nie mogłam się powstrzymać od głośnego parsknięcia śmiechem, dzięki czemu częściowo udaje się rozładować upiorną atmosferę powieści. Nie mniej jednak lektura pozostawia po sobie pewien niesmak…
Sześć za styl, język i warsztat. Dwa za resztę, co daje w efekcie cztery, ale jeśli czytać to tylko na własną odpowiedzialność.
Ocena: 





[„Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki” Gaetan Soucy, Noir sur Blanc, Warszawa 2007]
Może Cię również zainteresuje:
- „Emma i ja” Elizabeth Flock 02/04/2008
- „Domofon” Zygmunt Miłoszewski 27/03/2008
- „Obcy” Taichi Yamada 23/02/2010
- Na Mickiewicza w Krakowie mordują 24/10/2010
- Do zobaczenia za kilka lat 09/08/2010
- „W pogoni za dalekim głosem” Taichi Yamada 23/09/2008
- Nawiedzone pole kukurydzy 02/10/2010










Namowiłaś mnie na halloweenową lekturę:)a co do książki, to tak wypolerowałaś tę literacką perełkę,że trochę teraz drażni mnie w oczy, i okej, może na własną odpowiedzialność,ale jeśli trafi w moje ręce to pewnie przeczytam.
a ja, chyba na przekór powszechnej „tradycji”, zająłem się lekturą absolutnie nie-haloweenowską ;)
Krepińska, ale jakby co to czytasz na własną odpowiedzialność :-)
Marcin od razu tradycja, ot zachcianka ;-)
Zapałki nie odnoszą się do bajki Andersena, ale do kwestii cierpienia i jego dostrzegania, co zaznaczone zostało cytatem z Wittgensteina, zaraz na początku powieści. Swoją drogą, piękny cytat.
Ja też chciałam oglądać horrory, ale nie wyszło. Zaczęłam więc „Nocny patrol” Łukjanienki, jakby nie patrzeć, trochę mroczna lektura ;) A tytuł „Dziewczynka, która bardzo lubiła zapałki” jakoś skojarzył mi się z Larssonem i aż musiałam sprawdzić dlaczego ;) „Dziewczyna, która igrała z ogniem” – dlatego. Pozdrawiam Cię Zosiu ciepło lub też nawet gorąco, biorąc pod uwagę te zapałki i ogień.
Litero ależ ja o tym wiem, serio :) Wydaje mi się, że jasno zaznaczyłam, że chodziło mi jedynie o podkreślenie, że najbardziej dosłowne skojarzenie (bo mi tytuł z zapałkami i dziewczynką od razu przywodzi na myśl Andersena) jest rozumowaniem zgoła błędnym o czym łatwo można przekonać po przeczytaniu kilku pierwszych stron książki.
Lilithin :) Ja Ciebie też ciepło pozdrawiam, a horrory można w sumie oglądać przez cały rok. My w każdym razie wybraliśmy „Six feet under”, niestety ciekawość ciągu dalszego wzięła górę.
Zosik nakręciłaś mnie ostro … a na koniec ściągnęłaś na ziemię! :/ i teraz to ja w sumie nie wiem co z tym fantem zrobić? Trochę mi się skojarzyło z Betonowym ogrodem McEwan’a ;/)
P.S. a jak tak piszemy o nocy duchów to ja obdarowywałam dzieci słodyczami :)))) – fantastyczne uczucie!!! – coś ostatnio dziecinnieje!?
Moni :] „Betonowego ogrodu” jeszcze nie czytała, Podkreślam jeszcze, bo mam na półce i się od czasu do czasu przymierzam :)
Zauważyła ostatnio albo tak mi trafiają w ręce książki z motywem dziewczynki z zapałkami. Może to przypadek:))
mocne uderzenie przed Tobą Zosik!
Clevera właśnie dobre pytanie. Te dziewczyny, ogień i zapałki ostatnio zrobiły się dość mocno popularne
Moni wypożyczyłam Byatt! Co prawda nie polecaną przez Ciebie „Pannę w ogrodzie” (była, ale jakaś taka gruba mi się wydała ;), a wybrałam cieniutki tom opowiadań o wielce intrygującym tytule: „Dżinn w oku słowika”.
:))) jakaś gruba panna! no prawda to, taka trochę była opasła-wa:))) Miłej lektury Zosik w takim razie, sama jestem ciekawa opowiadań?
Nie omieszkam dać Ci znać, co z tego wyjdzie, a jak mi się spodoba to wezmę „grubą pannę” :D
Czekam :))