„8% z niczego” Etgar Keret
Kupiłam i przeczytałam specjalnie z myślą o krakowskim spotkaniu z Etgarem Keretm. Na spotkaniu ostatecznie nie dotarłam (czemu wyjaśnię później), ale frajdy z czytania „8% z niczego” na szczęście nie odbierze mi żaden bezduszny urzędas, a wiadomo, że to rzecz bezcenna.
Owej radości dostarczył mi tym razem Etgar Keret dużo. Więcej niż przy okazji lektury dwóch pozostałych tomów: „Rur” oraz „Kolonii Knellera”. W „8% z niczego” izraelski pisarz jest mniej oczywisty za to bardziej cyniczny i dowcipny, a zawarte w zbiorze opowiadania są jeszcze bardziej intensywne, bo podane w maksymalnie skondensowanej, zaledwie kilkustronicowej, formie. Nie mniej jednak czuje się tym razem niczym kompletny dyletant, któremu brakuje punktu zaczepienia.
„Ośmiu procentom z niczego” brakuje jakiejś oczywistej tezy, widocznego na pierwszy rzut oka spoiwa, motywu przewodniego czy innej klamry, a jednak zbiorowi wychodzi to tylko na dobre. Keret prezentuje z pozoru zupełnie banalne rodzajowe scenki, proste i bezpretensjonalne codzienne widoczki: dziewczynka chce mieć błyszczące oczy, kobieta po zerwaniu z narzeczonym wraca samolotem do Izraela, dziecko cieszy się z nowej zabawki, kot wpada pod skuter. A jednak każde opowiadanie w pewien sposób zaskakuje. To takie jajka z niespodzianką – pod pomysłową fabuła Keret ukrywa puentę – niespodziankę wieńczącą proces czytania. Choć pisze opowiadania głęboko realistyczne, przedstawiony w nich świat jest w pewnym sensie powykrzywiany, czasem zabawny, miejscami groteskowy a nawet makabryczny, zawsze doprawiony szczyptą surrealizmu. Ogromnym atutem jego tekstów są wyraziste postacie: smutne, rubaszne, szczęśliwe, nonszalanckie albo zamknięte w sobie, ale zawsze uderzająco autentyczne. Ta ich wiarygodność w połączeniu z prościutką formą i ironicznym spojrzeniem Kereta daje piorunującą mieszankę.
„8% z niczego” to czarny humor i wyraziste puenty. Bardzo dobry zbiór.
Ocena: 





[„8% z niczego” Etgar Keret, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008]
A na spotkanie z Etgarem Keretem nie dotarłam, bo jakaś mądra głowa (ewentualnie mądre głowy, ktokolwiek za tym stoi powinien sczeznąć w piekle) z krakowskiego biura festiwalowego zrobiły z niego imprezę biletowaną (sic!) o czym pojęcia nie miałam, a gdy się dowiedziałam – wejściówek już nie było. Ot i tyle. Chęć spotkania się z literatem przegrała z bezduszną biurokracją.









Zosik, dzięki Tobie jestem rozstrojona, roztrzęsiona i mam arytmię. Taki z Ciebie miły bloger. Ja, jak zawsze z uśmiechem na ustach sprawdzam co tam w blogach czytelniczych piszczy,żeby móc popłynąć i wyrazić się w dyskusji,a Ty znowu musiałaś przeczytać książkę której ja nie znam! Nie nadąrzam za Tobą! A tak bardzo się staram…Myślę sobie: Zosik tak polecała(no,okej,pamiętam jak było- na własne ryzyko)’Dziewczynkę, która za bardzo lubiła zapałki’- poszłam na Rajską, była, wzięłam,czytam. Zosik na swojej top liście umieściła ‘Trzech panów w łódce, nie licząc psa’ -poszłam kupiłam. Wish list- ‘Córka grabarza’ – co to była za radocha,że akurat czytaliśmy ją w Dyskusyjnym Klubie Książki. Jesteś jak Struś Pędziwiatr (dopiero teraz w pełni rozumiem tego biednego Kojota!).
Czy Ty czytasz na raz dwie książki: jedną jednym, drugą drugim okiem? A może czytasz jedną,a ktoś w tym samym czasie czyta Ci drugą? Czy masz maszynkę ktora wydłyża Ci dobę?
Apeluję do Ciebie: Zosik, nie czytaj tak dużo!
Ps. Trochę mi ulżyło. Idę wziąść w moje roztrzęsione ręce książkę z zapałkami w tytule.
czytałem jedynie „kolonie” – niby wszystko w porządku, właściwie mi się podobało, ale jakoś nie ciągnie mnie do czytania kolejnych książek Kereta. mam wrażenie, jakby czegoś w opowiadaniach Kereta brakowało, jakby były zbyt ulotne, niczego po sobie nie pozostawiając w czytelniku…
Krepinska ja wcale dużo nie czytam! To nie tak, ja po prostu mam jakieś gigantyczne obsuwy w opisywaniu książek (zazwyczaj wstecz o około tygodnia jestem). I bardzo Cię proszę nie miej arytmii (bo ta mi się kojarzy z Januszem Leonem Wiśniewskim, o którego książkach wiesz co myślę…). Naprawdę chciałbym czytać więcej i mieć na to więcej czasu. Ratują mnie dojazdy do pracy… Tak czy siak ciekawa jestem co Ty sobie pomyślisz o dziewuszce z zapałkami ;-)
Marcin są to faktycznie jest w nich coś ulotnego. Widoczne jest to zwłaszcza w „8% z niczego”, w którym są same króciutkie teksty. Siłą rzeczy przeskakuje się z jednego na drugi trochę jak z takiego kwiatka na kwiatek. Ja nie mam oporów przed czytaniem Kereta. Jego zbiorki są tak krótkie, że fajnie jest je sobie zadać ot tak na raz :)
Ja też zawsze sobie zadaję pytanie, kiedy ta Zosik ma czas na te wszystkie książki?!! Już sobie wyobraziłam, że Twoja praca polega na właśnie na ich czytaniu, bo jak inaczej? :) Impreza biletowana to faktycznie kiepski pomysł, dobrze, że przynajmniej książka jest dla wszystkich…
czara niestety moja praca nie ma nic wspólnego z czytaniem książek :( Chociaż z drugiej strony może to i lepiej, bo co innego czytać, bo lubię, a co innego czytać, bo muszę ;-)
Dopisuję do listy obok dwóch innych (zresztą opisywanych przez Ciebie) książek tego pana :)
Co się tyczy obsuw z opisywaniem natomiast, to ja wciąż mam zamiar opisać książkę, ktorą czytałam jakoś na początku czerwca… ;)
Ach, jeszcze nie zdążyłam sięgnąć po polecane przez Ciebie już wcześniej książki Kereta, a tu następna (którą,co gorsze chciałabym już zdobyć…).
I co ciekawe,dzięki Tobie, coraz bardziej zaczynam przekonywać się do czytania opowiadań :)
Pozdrawiam serdecznie.
Dzięki za recenzję. Kereta bardzo cenię, choć przeczytałem tylko „Rury” i „Tęskniąc za Kissingerem”. „8% z niczego” będzie zapewne następną pozycją.
Pozdrawiam serdecznie z Italii!
Mandżuria ja AŻ takich obsuwa nie mam, staram się pisać o książce jak najszybciej z czym bywa różnie, bo zbyt wiele szczegółów umyka mi z głowy
Claudette cieszę się, że udało mi się przekonać Ciebie do czytania opowiadań. Ja kiedyś traktowałam krótkie formy jak zło konieczne, ale się do nich przekonałam, a dobrze napisane opowiadanie to prawdziwy skarb.
Simon ja jeszcze „Tęskniąc za Kissingerem” nie czytałam
Kereta dobrze się czyta, nawet bardzo, można się pośmiać i t d
ale potem niewiele zostaje.
Coś w tym jest. Pisząc o „8% z niczego” właściwie kilka dni po skończeniu tomiku z trudem przypominałam sobie o czym czytałam. Patrzyłam na tytuły, czytałam początki i nie mogłam sobie przypomnieć o czym traktowały te teksty.
Zgadzam się z gierą. Śmiechu sporo, ale po wszystkim nie wiele się pamieta
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane