Maj Sjöwall i Pera Wahlöö zwykło nazywać się matką i ojcem nowoczesnego szwedzkiego kryminału. To od ich radykalnie lewicującego cyklu powieści ze śledczym Martinem Beckiem miała się zacząć tradycja współczesnej skandynawskiej powieści kryminalnej, w której taki sam nacisk kładzie się na intrygę, jak i społeczne tło. Małżeńsko – dziennikarski duet podszedł do swego literackiego zadania w sposób na wskroś metodyczny. Założeniem było napisanie 10 książek w 10 lat, tworzonych po godzinach, gdy dwójka dzieci pary grzecznie pochrapywała w swoich łóżkach. Plan obejmował również 10 starannie wykoncypowanych zbrodni, które będą krytyką moralnie ambiwalentnej polityki państwa socjaldemokratycznego. I faktycznie Szwecji od Sjowall i Wahloo obrywa się solidnie.
Z wrodzoną sobie dezynwolturą zabrałam się za poznawanie cyklu od końca, a właściwie od ósmej części. „Zamknięty pokój” na szczęście napisany jest w taki sposób, że można właśnie od niego rozpocząć czytanie cyklu bez szkody dla wcześniejszych powieści. Przyznać muszę, że nie był to najciekawszy kryminał jaki kiedykolwiek miałam w ręku. Nazwiska Sjowall i Wahloo już wcześniej polecano mi jako godną lekturę „a’la Henning Mankell” i choć faktycznie Martina Becka można uznać za duchowego ojca Kurta Wallandera, nie mniej jednak w kryminałach Mankella nie ma aż tak nachalnego dydaktyzmu. „Zamknięty pokój” jest bowiem powieścią z tezą, w dodatku napisaną w sposób całkowicie owej tezie podporządkowany. Cokolwiek by się u Sjowall i Wahloo nie wydarzyło – w ostatecznym rozrachunku i tak sprowadza się do krytyki polityki społecznej Szwecji w wersji niemalże ekstremalnej. Radykalność i zawziętość w głoszeniu swych przekonań przywiodła mi na myśl Ulrike Meinhof – też dziennikarki, tyle że niemieckiej, która swe lewicowe poglądy postanowiła przekuć w konkretne działanie, porzucając karierę i rodzinę po to, aby przyłączyć się do organizacji terrorystycznej RAF, walczącej nielegalnymi i brutalnymi metodami z niemieckim rządem. Maj Sjöwall i Per Wahlöö wybrali bardziej „pokojową” drogę, czyli pisanie kryminałów i wyszli na tym o wiele lepiej niż Ulrike.
Intryga kryminalna „Zamkniętego pokoju” biegnie dwutorowo. Martin Beck pracuje nad rozwiązaniem bardzo klasycznej zagadki – morderstwa popełnionego w zamkniętym od wewnątrz pokoju, a w tym samym czasie specjalna grupa dochodzeniowa usiłuje zapobiec kolejnym napadom na banki. Obie sprawy w pewnym momencie zaczynają się zazębiać prowadząc, może nie do zaskakującego, ale na pewno przewrotnego rozwiązania. Sjöwall i Wahlöö w „Zamknietym pokoju” obnażają niekompetencję i bezduszność szwedzkich służb śledczych, ich nieporadność w działaniu, która prowadzi do moralnie wątpliwych efektów.
Zabawnym dodatkiem do „Zamkniętego pokoju” jest fakt, że powieść powstała niemalże cztery dekady temu i w związku z tym określiłabym ją mianem „lekko nadgryzionej przez mole”. To raczej zaleta niż wada, podobnie jak oszczędny i konkretny styl pisarskiego duetu. Sjöwall i Wahlöö piszą w bardzo surowy sposób: zbrodnia jest odrażająca, ale i pospolita, a śledczy mają gorsze i lepsze chwile, dzięki czemu powieść wydaje się być bardzo prawdziwa.
„Zamknięty pokój” okazał się na tyle gładką i zajmującą lekturą, że nie wykluczam sięgnięcia po kolejne odsłony cyklu z Martinem Beckiem. Nie mniej jednak nie mam zamiaru specjalnie się za nimi uganiać.
Ocena: 





[„Zamknięty pokój” Maj Sjöwall i Per Wahlöö, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1990]
Może Cię również zainteresuje:
- Kryminał ideologiczny 15/09/2010
- „Zapora” Henning Mankell 21/06/2008
- „Biała lwica” Henning Mankell 08/05/2008
- „Rebeliantka o zmarzniętych stopach” Johanna Nilsson 13/11/2008
- „Psy z Rygi” Henning Mankell 20/06/2009
- „O krok” Henning Mankell 28/04/2008
- „Przystupa” Grażyna Plebanek 25/12/2007










:)
ha, jaka okładka…:)
Jeszcze nic tego duetu nie czytałam, ale czuję się zachęcona :)
A ja też się nie będę uganiać, w takim razie.
Czytałam już dość dawno temu.Na którejś półce powinna być strutka, z zupełnie inna okładką….Podobała mi się.Cieszę sie,że wydają inne tytuły, bo niegdyś były niedostępne.Ja tam polować będę.
Mary brzydka okładka, prawda? To wielkie „J” jest koszmarne i nie mam pojęcia czemu służyć by miało podkreślenie jego wielkości. Moje wydanie jest z początku lat 90-tych, a ówczesne edycje wołały o pomstę do nieba, niektóre wyglądają gorzej niż te wydane kilka lat wcześniej w czasach PRL-u. Te amberowe o dziwo mają całkiem niezłe okładki.
Czara, ale żeby potem nie było na mnie ;-)
Szamanka30 nie ukrywam, że i mnie to cieszy, choć może nie tak bardzo ;-)
Tak samo jak pisałam ostatnio u Prowincjonalnej Nauczycielki, napiszę i tutaj, że tego duetu „Śmiejący się policjant” jest jakby z zupełnie innej bajki – jest ciekawym, dobrym kryminałem. Co o tyle nie ma sensu, że jest czwarty z kolei (sprawdziłam), a pierwsza „Roseanna” znużyła mnie niemiłosiernie. Inne również, nie wiem dlaczego, jakoś nie bardzo mi przypadły do gustu. (inne dwa znaczy ;))
hehe. WIELKIE J mnie rozwalilo ;)))) faktycznie kompletny bezsens ;) taka symetria w ichniejszym wydabaniu. Pierwsza litera duąz to i ostatnia dużą :))
Liritio ciekawe, ciekawe. O „Roseannie” czytałam sporo bardzo wyważonych opinii, które sprowadzały się do tego, że w sumie książka jest kiepska, ale biorąc pod uwagę kolejne, które są lepsze i tą można przeczytać.
Mary :)
o matko, jak ja bez sensu napisałam ten komentarz :D
Ja Cie zrozumiałam :P
to jestem w szoku bo ja sie nie zrozumiałam :D:D
Zosik, licze na obszerna relacje z krakowskich Targow Ksiazki, stosiki, fotki, autografy etc. Pozdrawiam.
Stosików pewnie nie będzie, ale autografy i zdjęcia na pewno :)
Zosiku, przepraszam za prywatę, ale pytałaś mnie jakiś czas temu o „Półbrata”. Zapomniałam dać znać po przeczytaniu więc nadrabiam i wklejam linka do relacji z moich wrażeń:
http://rozcinam-pomarancze.blog.pl/archiwum/index.php?nid=14556663#
Czara dzięki! :)