Z kubańskim pozdrowieniem
Czyli Leonardo Padura wizytujący Polskę.
Wczoraj zakończyła się kolejna, bodaj 4-ta, edycja festiwalu literackiego Pora Prozy. Z racji tego, że jestem leniwa i wybredna z bogatego programu wybrałam sobie tylko jedno spotkanie, na które udałam się w wyjątkowo ponure i mokre sobotnie popołudnie. Właściwie sama sobie gratuluję samozaparcia, bo zwykle w takich „okolicznościach przyrody” żadna siła nie jest w stanie mnie z domu wyciągnąć. A jednak, dałam się skusić. W końcu niecodziennie kubańscy pisarze przyjeżdżają do Krakowa.

Susana lubi gestykulować
Na zaproszenie Instytutu Książki oraz Instytutu Cervantesa do ciemnej i zimnej krakowskiej piwnicy Teatru Zależnego przybyła trójka hispanojęzycznych pisarzy – nie pierwszoligowych gwiazd, ale tłumaczonych na polski. Prócz Leonardo Padury, autora „Gorączki w Hawanie” oraz świeżutkiej „Wichury w Hawanie”, który de facto był jedynym powodem, dla którego wyszłam z domu można było sobie również posłuchać Argentyńczyka Pablo de Santisa (którego kojarzę z nazwiska) oraz niejaką Susanę Fortes – Hiszpankę, której nie kojarzę ani z imienia, ani z nazwiska, ani z żadnej powieści, którą napisała, a napisała ich podobno dziewięć, choć na polski przetłumaczono tylko dwie i są to książki (jak mówi o nich sama autorka) do czytania w łóżku w ciepłych skarpetkach.

Frasunek na twarzy Pablo
Początek spotkania nie zapowiadał niczego dobrego. Było dość ponuro, sztywno i grobowo. Po prawdzie prowadzący spotkanie Tomasz Pindel i anonimowa (bo nikt jej nie przedstawił!) tłumaczka dwoili się i troili, padały ciekawe pytania, nie mniej jednak interlokutorzy nie wykazywali specjalnego zainteresowania ani prowadzącym, ani widownią, ani spotkaniem (być może i im było zimno). Padura siedział ze śmiertelnie poważną miną, lub leżał na stole (o właśnie tak). De Santis sprawiał wrażenie najbardziej znudzonej osoby na całym globie. Myślę, że od ostentacyjnego gmerania w nosie odwiodło go tylko dobre wychowanie. Miast tego skupiał całą swą uwagę bądź to na suficie, bądź to na etykiecie nałęczowianki. Co innego Susana, która mówiła chętnie i dużo, co i rusz odpowiadając na pytanie nie adresowane do niej. Na szczęście później wszyscy się nieco ożywili, włącznie z de Santisem, a Padura zdjął szaliczek i nawet zaczął żartować.

- Padura z szalikiem i kamienną twarzą
Gwiazdy wieczoru zgodnie przyznały, że Cervantes to ich praojciec, a fakt posługiwania się językiem hiszpańskim jest czynnikiem silnie definiującym ich twórczość i to w stopniu, którego nie są do końca świadomi, choć każdy z pisarzy wykorzystuje to w zupełnie innym celu. Leonardo Padura ponad wszystko ceni sobie pisarską wolność. I faktycznie, jak słusznie na samym początku odnotował Tomasz Pindel, zarówno „Gorączka w Hawanie”, jak i „Wichura w Hawanie” to kryminały zaledwie w jakiś 40%. Dla Padury nie ma zresztą większego sensu płodzenie kryminałów w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu. Celem, który postawił sobie było stworzenie rodzaju kroniki społecznej Kuby. Sportretowanie wyspy z perspektywy, której na próżno szukać w agencyjnych newsach. Zaprzągł w tym celu środki znane z amerykańskiego kryminału noir, ale również dzieł takiego kalibru, jak „Rozmowa w Katedrze” Mario Vargas Llosy. I właśnie na tym polega wolność autora: aby wyciągać to co interesujące i wykorzystywać wedle upodobania i potrzeby.
Padura przyznał też, że ma naturę męczyduszy, a swe postaci zmusza do robienia tego na co te nie mają ochoty. Nie inaczej jest w przypadku Maria Conde, który wielokrotnie i z lubością ubolewa nad swym policyjnym losem, bo jego miejsce nie jest na posterunku, a przed maszyną do pisania. I to właśnie ta wrodzona niechęć do detektywistycznego fachu, która czyni z Mario antypolicjanta, a nie na przykład skłonność do wzdychanie nad urodą kubańskich dekoltów tudzież słabość do dobrego jedzenia i rumu, jest największym podobieństwem do samego Padury. Nieco później jednak wygadał się, że na Kubie za spódniczkami nie oglądają się tylko ślepie i geje, co każe się domyślać, że Leonardo i Mario mają z sobą jeszcze coś wspólnego…
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zaopatrzyła swojego egzemplarza „Wichury w Hawanie” w odautorską dedykację oraz autograf :-)









Również na spotkaniu w Instytucie Cervantesa w Warszawie to właśnie Leonardo Padura nadawał ton rozmowie… Gaduła z niego :- )
Szczególnie dużo opowiadał o swojej nowej książce, której tematem jest zabójstwo Trockiego przez Mercadera, rosyjskiego agenta związanego z Kubą. Mówił także o tym, że planuje kolejną książkę z cyklu o Mario Conde – bohater dojrzewa razem z nim w zmieniającej się coraz bardziej Hawanie. Domyślam się, że Mario musi mieć wiele cech pisarza.
Zosik przypomniałaś mi tym fantastycznym postem, że mam coś do skończenia!
A Santis może wstydliwy skoro tak zerka po kątach :)? No i znalazłam dwie książki Susany Gaduły – „Albański kochanek” i „Fatum Laury Ulloa” – ale Ty pewnie to już wiesz.
Pozdrawiam
Bella Sophia! Fotka lezacego na stole Padury mnie rozwalila:))))
Oj Zosiu, Ty zawsze trafisz na jakieś fajne umilenie czasu. Miałam ostatnio okazję, dokładnie 3 października, w Gdyni była autorka książki „Lewą ręką przez prawe ramię”. Niestety jak to jesień, przeziębienie mnie dopadło. Strasznie żałuję, ale może coś znowu się trafi?
Awita może powiedział wszystko co wiedział w Warszawie, a w Krakowie już był mniej rozmowny ;-) Ok, ok. Trochę przesadzam, bo na szczęście się trochę później rozkręcił. Pamiętam, że coś wspominał o tej powieści związanej z Trockim, ale tylko wspomniał. Żadnych bliższych informacji nie podał.
Moni a co sobie przypomniałaś moja miła ;-)
Yvonne nie byłaby sobą, gdybym jej nie pokazała
Vampire_Slayer powiem Ci, że to cud, że po tym spotkaniu ja się nie przeziębiłam, bo zimno było jak w psiarni…
a to droga Zosiu, że mam jedną książkę do skończenia i kilka opowiadań do przeczytania – a to wszystko takie … iberoamerykańskie – tak mi się skojarzyło :-)hihi
Cóż Ciebie ominęło, mnie dopadło. Przeziębienia są straszne, a skręcenia nogi jeszcze gorsze :(
Zosiu wypij sok z aronii! – uchroni Cię przed ewentualnym odezwaniem się zziębnięcia :)
Vampire o tak skręcenia, złamania i gipsy to straszne sprawy!!! Noga to już w ogole straszliwe – moja ręka, a właściwie dłoń się nie umywa (gorsze jest w tym aspekcie to, że musiałam w pracy udawadaniać, że mam prawdziwy gips!!) – a i soczek Ciebie też obowiązuje!
Przyznam się, że zazdroszczę takiej dedykacji! :) Ba, dedykacji w ogóle. Mam słabość do autografów chociaż po prostu jestem zbyt niecierpliwa, żeby odczekać swoje i je zdobyć (tu chlubnym wyjątkiem w moim małym księgozbiorze jest Tokarczuk).
Chetnie posłuchałabym, co ma do powiedzenia Santis, jego ‘Przekład’ pamietam jako lekture mocno niesamowitą i ponurą.
Moni a to cieszę się, że Ci przypomniałam :) Co do soku z aronii – poszukam przy najbliższej okazji. Tym bardziej, że od jutra ma padać śnieg (sic!)
Vampire_Slayer biedna, ale pogoda jest tak koszmarna, że w sumie nie ma czego żałować…
Czara, bo taka dedykacja to miła rzecz. Przyznam Ci, że mnie kiedyś zupełnie nie interesowało ganianie za nimi, ale od pewnego czasu chodzenie po spotkaniach autorskich sporo frajdy mi daje.
Peek-a-boo a pisałaś o nim? Warto przeczytać?
Ładnie Kraków zmęczył Padurę ;) Świetne zdjęcie!
Nawiązując do jesiennej pluchy – śniegu widzisz nie lubię – no chyba, że w górach i na nartach! :)
Neta kto wie, co się tam działo po godzinach :]
Moni jesteś usprawiedliwiona!
:-)
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane