Home » Kanada, Lekturki, Podróżnicze

“Krynolinę zostaw w Kairze” Barbara Hodgson

8 października 2009 11 komentarzy

Tkrynolinaylko mężczyźni bywali wagabundami? Bzdura

Przekonuje o tym Barbara Hodgson, autorka, ukrytego pod jakże wdzięcznym tytułem „Krynolinę zostaw w Kairze”, zbioru szkiców o pierwszych podróżniczkach. Po prawdzie nieco przekorny oryginalny tytuł „No Place for a Lady” lepiej oddaje idee książki, w której kanadyjska pisarka krok po kroku udowadnia, że w gruncie rzeczy już kilkaset lat temu nie było takich miejsc, do których kobiety by nie zawędrowały.

Zdawać by się mogło, że dla siedemnasto czy też osiemnastowiecznych podróżniczek (o tych z  dziewiętnastego wieku w ogóle nie wspominając, bo to przecież wiek kolei żelaznej, a ta sama w sobie była ogromnym udogodnieniem) nie istniały żadne przeszkody w podróżowaniu. Dla bohaterek Hodgson zasadniczo nie istniało nic gorszego niż konieczność siedzenia w domu. Z przyjemnością, ba! Z błyskiem w oku, zadzierały przysłowiową kiecę i oddawały się gorączce podróżowania, wyruszając w drogę, gdy tylko nadarzała się po temu okazja. Co istotne, nie wszystkie globtroterki były awanturnicami. Były i wśród nich przykładne matki i oddane żony, które wędrowały  u boku małżonka lub majętnego kochanka, bo, tak jak i dziś, podróże nie należą do najtańszych rozrywek, zwłaszcza, gdy ciągnie się z sobą na drugi koniec świata zastęp służby i kufry pełne strojów na każdą okazję.

Skoro zboczyłam już ku strojom, wspomnieć wypada właśnie o tym niezmiernie istotnym aspekcie podróżowania. Bohaterki Hodgson nie mogły bowiem wskoczyć w dresy, jeansy czy inny wygodny ubiór, bo pomijając koszulę nocną i może jeszcze pantalony, ówczesna moda tudzież sztywna przyzwoitość takich ubiorów w ogóle nie przewidywała. Miast tego miały krynoliny, turniury, halki i gorsety – ani wygodne, ani bezpieczne. Część z podróżniczek decydowała się więc na męski przyodziewek, który nie dość, że wygodniejszy, to jeszcze pozwała im zwiedzać miejsca zarezerwowane dotąd tylko dla panów. Jeszcze inne przywdziewały twory własnego projektu lub odzież lokalną. Znakomita większość jednak trwała uparcie przy swych turniurach i gorsetach i stąd rada zaczerpnięta z relacji jednej z globtroterek, aby zanim zabierze się za dogłębne zwiedzanie piramid krynolinę zostawić w Kairze…

Pierwsze podróżniczki z książki Hodgson były damami, które całym swym istnieniem, hartem ducha, odwagą i nieposkromioną energią nie tylko w niczym nie przypominały wydelikaconych mimoz, ale i mogłyby zawstydzić nie jednego mężczyznę. Większość z nich odznaczała się niemalże spartańską wytrzymałością i cudowną zdolnością osiągania zamierzonych sobie celów. Wszędzie było ich pełno: pływały wzdłuż Nilu, organizowały naukowe ekspedycje, ucztowały wspólnie z dzikimi ludami, wpraszały się do bliskowschodnich haremów, a także oglądały zupełnie nagich Nubijczyków (a fakt ów raczej je przyjemnie podniecał niż gorszył). Wyglądało to troszkę tak, jakby w chwili wyjścia poza ich naturalne środowisko, wstępował w nie nowy duch, pod wpływem którego globtroterki z płochych i pokornych niewiast przeistaczały się w prawdziwe łowczynie przygód. Weźmy na przykład taką Isabelę Burton, kobietę bardzo delikatnego zdrowia, dla której wyjazd do Brazylii skończył się łagodną odmianą cholery i licznymi czyrakami na skórze, a także stała się pożywką dla tropikalnych pcheł, które składają jaja pod skórą człowieka. Mimo to Isabel jeździła konno, chodziła na wycieczki, pływała, fechtowała się i uprawiała gimnastykę. Ktoś coś wspominał o słabej płci?

Z dzisiejszej perspektywy najważniejsze jest to, że niegdysiejsze podróżniczki dużo i chętnie o swych peregrynacjach pisały. Zwłaszcza Brytyjki okazały się wyjątkowo płodnymi pisarkami, a swą twórczością bez wątpienia wpłynęły na rozwój ówczesnej turystyki, ale i dorzuciły kilka kamyczków do współczesności. Barbara Hodgson napisała „Krynolinę zostaw w Kairze” na podstawie relacji kilkudziesięciu globtroterek, co zważywszy na niewielką objętość jej książki (około 200 stron z dużą ilością ilustracji) daje efekt trochę takiej pop-literatury: bez głębszego zanurzenia błyskawicznie prześlizgującej się po temacie. Ta założona „płytkość” jest tu jednak zaletą, „Krynolina…” jest bowiem smakowita książka na raz. Dostarcza kompendium wiedzy w pigułce i jednocześnie inspiruje do głębszego drążenia tematu.

Ocena: ★★★★☆☆

[„Krynolinę zostaw w Kairze. O pierwszych podróżniczkach” Barbara Hodgson, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2004]

Może Cię również zainteresuje:



11 komentarzy »

  • montgomerry POLAND napisał/a:

    Mam , mam u siebie też na półce tyle, że nie przeczytana jeszcze:) pozdrawiam

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Myślę, że Ci się spodoba :)

  • Judytta POLAND napisał/a:

    Bardzo ciekawy temat!
    I świetnie napisana recenzja :)

  • ksiazkowo POLAND napisał/a:

    Brzmi niezmiernie ciekawie, muszę poszukać. Chociaż wątpię, by było w bibliotece, czyli czeka mnie polowanie ;)

  • mary POLAND napisał/a:

    mam, mam, ostatnio znalazłam ją na przecenie w Matrasie. Świetny tytuł który w ogóle mnie rozbawił bardzo, a że łasa jestem na wszystko co z podróżowaniem związane toteż kupiłam w trymiga ;)

  • czara POLAND napisał/a:

    Mnie też bardzo podoba się tytuł i jeśli jest tam część o strojach, to pędzę do księgarni, bo bardzo lubię jeśli się porusza taką prozaiczną stronę życia!

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Judytto dziękuję :)
    Ksiazkowo ja swój egzemplarz znalazłam właśnie w bibliotece, więc tak zupełnie na starcie nie przekreślałabym tego przybytku :)
    Mary Ty szczęściaro masz swój egzemplarz!!!
    Czara co prawda stroje nie są głównym tematem, ale Hodgson trochę o tym wspomina

  • mandzuria POLAND napisał/a:

    Dopisuję na moją niekończącą się listę, ale raczej do wypożyczenia niż zakupienia. Bardzo mnie ciekawi temat, choć mimo wszystko bardziej interesuje mnie podróżowanie współczesne niż jego historia.

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Mandżuria myślę, że z kupieniem mógłby być pewien problem, bo “Krynolina…” ukazała się już ładnych kilka lat temu ;-)
    Mnie zasadniczo też bardziej interesuje współczesne podróżowanie, ale ostatnimi czasy odczuwam coraz większy pociąg do książek historycznych.

  • peek-a-boo POLAND napisał/a:

    brzmi fascynujaco, zawsze miałam słabosc do opisów braku słabosci u płci słabej ;).

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    I ja wykazuję podobną słabość :)

Pozostaw swoj komentarz.

Dodaj komentarz poniżej lub trackback z własnej strony. Możesz również skorzystać z RSS.

Lekturki nie tolerują spamu i chamstwa.

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Lekturki sa przyjazne Gravatarom. Zalóż własny, na Gravatar.