„Czas postu, czas uczty” Anita Desai

czas postu czas ucztyKilka dni temu Krepińska wspomniała o jesiennych porządkach literackich: wakacyjne książki ustępują miejsca tym nieco innym. Takim, które idealnie nadają się do czytania w te słynne jesienne wieczory (których nawiasem mówiąc nie cierpię, ale zupełnie nie o tym pisać miałam) i faktycznie coś w tym jest. Pewne lektury nadają się do czytania tylko w określonych „okolicznościach przyrody”, a przynajmniej u mnie tak to funkcjonuje. W każdym razie  „Czasem postu, czasem uczty” Anity Desai właśnie zainaugurowałam literacką jesień.

Bowiem, choć właściwie nie wiem czemu, literatura z kulturowego pogranicza wchodu z zachodem tworzona przez anglojęzyczne Induski nieodmiennie kojarzy mi się z jesienią, ewentualnie zimą, ale bynajmniej nie z latem. Myślę sobie nawet, że gdybym „Czas postu, czas uczty” przeczytała kilka tygodni temu byłabym mniej tolerancyjna dla stylistycznej nieporadności przekładu, którą teraz przełknęłam. Nie bez wewnętrznego oporu, bo, najoględniej rzecz ujmując, powieść Anity Desai pod tym względem wypada bardzo kiepsko. Przetłumaczona została bowiem w irytującej manierze, która zaowocowała suchymi, oderwanymi od siebie zdankami, tak topornymi, że przywodzącymi na myśl kołki ociosane tępą siekierką. Odstawmy jednak na bok stylistyczną indolencję, bo na szczęście nieporadny przekład nie zabił interesującej fabuły.

Bardzo lubię hinduskie klimaty, więc gdy tylko mam okazję sięgam po taką literaturę. Jednak w porównaniu ze znanymi mi pisarkami nurtu multikulti Anita Desai nie tylko oscyluje wokół nieco innej tematyki, ale i sięga niejako głębiej. Mniej, a właściwie niemalże zupełnie, nie interesuje jej pozycja kobiety na kulturowym przecięciu, ani ewentualne problemy tożsamościowe wynikające z niego, co z kolei jest motywem przewodnim powieści Preethi Nair czy Chitry Banerjee Divakaruni. Desai w „Czasie postu, czasie uczty” skupia swoje zainteresowania wokół kwestii relacji rodzinnych, a raczej ich kulturowej odmienności. Nie ma tu wzajemnego przenikania wpływów wschodu i zachodu, miast tego są bardzo wiarygodnie sportretowane dwie rodziny: indyjska i amerykańska oraz uniwersalne problemy: nadmiar oraz niedostatek troski.

W indyjskiej, bardziej rozbudowanej, części Desai opowiada historię dorosłej kobiety, być może nieco umysłowo opóźnionej, która przez od zawsze żyła pod dictum swych surowych i konserwatywnych rodziców, którzy jako wyrocznie tego co wypada i nie wypada, sprawowali absolutną kontrolę nad każdym aspektem jej istnienia, jednocześnie nie ukrywając, że Uma właściwie jest dla nich tylko i wyłącznie niewdzięcznym ciężarem. Nie pozwolili dziewczynie ukończyć edukacji, miast tego kazali zajmować się ich maleńkim synem – owocem późnej namiętności, który pojawił się w chwili, gdy oboje już dawno zwątpili, że kiedykolwiek uda im się spłodzić syna. Gdy Arun dorósł, a Umę, pomimo kilkukrotnych upokarzających prób, nie udało się wydać za mąż, rodzice niemalże ubezwłasnowolniają, czyniąc z niej niemalże służącą. Najbardziej dojmujący u Desai jest sposób w jaki opisała bolesną samotność Umy, poczucie bycia zbędnym, niechcianym i wyalienowanym na emocjonalnym pustkowiu rodzinnego łona. Dziewczyna ponad wszystko pragnęła odrobiny ciepła i zrozumienia, ale drobnomieszczańska mentalność mamy i papy odarła ją przede wszystkim z  godności.

W amerykańskiej części rodzinne stosunki mają się zgoła odmiennie, lecz tylko z pozoru. W rodzinie, do której trafia na czas wakacji studiujący w USA Arun, nikt specjalnie się sobą nie interesuje. Po prawdzie przybysz z innej kultury na jakiś czas skupia na sobie całą uwagę i entuzjazm pani domu, która nagle, po trosze z nudów, a po trosze z chęci odmienienie swego jałowego życia, postanawia przerzucić się na wegetarianizm i hinduską żywność, ale jej zaabsorbowanie przemija równie szybko, jak się pojawiło. Symbolem obumarłych stosunków wewnątrz rodziny jest fakt, że jej członkowie nie zwykli razem spożywać posiłków. Każdy żywi się tym czym chce i kiedy chce, nie zawracając sobie głowy towarzystwem bliskich. Pasją pani domu jest dbanie o to, aby jej rodzina zawsze miała do dyspozycji zamrażalnik pełen gotowych dań, a obsesja ciągłego uzupełniania zapasów żywności jest jedyną aktywnością, która przynosi jej spełnienie. Zupełnie nie interesuje jej, że córka żywi się jedynie czekoladowymi batonikami, ani tym bardziej nie dopuszcza do siebie świadomości, że za chwilę będzie je zwracać w toalecie. I choć w amerykańskiej rodzinie wszyscy są syci, jest to tylko sytość pozorna, bo w rzeczywistości tkwią na emocjonalnej pustyni. Całemu temu zamieszaniu przygląda się okiem przybysza z zewnątrz Arun, którego tak samo konfundują wymioty młodej Amerykanki, jak emocjonalna oschłość całej rodziny, ale i konsumpcyjny pęd pani domu.

W „Czasie postu, czasie uczty” Anita Desai popada ze skrajności w skrajność, przekonując, że bez względu na wychowanie i kulturę nie warto być nadgorliwym i przesadnym w żadnej ze sfer istnienia. Bowiem jakkolwiek by się od siebie nie różniły kultury – podstawowe ludzkie potrzeby wciąż pozostają takie same. Niby nic odkrywczego, ale przeczytać warto.

Ocena: ★★★★☆☆

[„Czas postu, czas uczty” Anita Desai, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2004]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Daleki Wschód, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „„Czas postu, czas uczty” Anita Desai

  1. krepinska POLAND pisze:

    Okej, pewnie wychodzę na ignorantkę,ale ta okładka zaburza moją estetykę…Książki nie czytałam, autorki nie znam. Ale mnie również przeraża perspektywa tych niemalże całodziennnych, o ironio, wieczorów. Dzisiaj tak strasznie zmarzłam kiedy wracałam na rowerze od mojej przyjaciółki,że stwierdziłam iż tej zimy przetestuję na sobie wszystkie smaki herbat, obłożę się książkami, które będe pożerać na przemian z filmami oraz wypróbuję wszystkie przepisy z mojej prześlicznej książeczki o deserach czekoladowych. Cóż, my ludzie, nie możemy sobie pozwolić na igliwo… Twoja współtowarzyszka niedoli (jesiennych wieczorów)

  2. zosik POLAND pisze:

    Krepinska miłosiernie przemilczałam okładkę, bo już chyba jestem trochę nudna z tym zżymaniem się nad, a tfu, ohydą polskich wydań. Ta to zdecydowanie moja tegoroczna czołówka brzydoty. Nawet nie tyle zaburza, co wręcz obraża moje poczucie piękna, więc na czas czytanie sobie to nieszczęście zasłoniłam gazetą :]
    A te czekoladowe desery brzmią nader intrygująco i… smakowicie :)

  3. mary POLAND pisze:

    masakryczna okładka :)))
    tyle moge powiedziec poki co, bo ksiązki nie znam , nie czytałam, ale jakos po tej recenzji niespecjalnie mam na nią ochotę :))

  4. zosik POLAND pisze:

    Tematyka dość specyficzna, ale (pomijając karygodny styl przekładu) czyta się to całkiem nieźle.

  5. mandżuria POLAND pisze:

    No i teraz nie wiem, czytać, czy nie czytać ;) Klimaty mi jak najbardziej odpowiadają, z drugiej strony nie przepadam za popadaniem ze skrajności w skrajność… Ale u Ciebie ma 4 gwiazdki, więc dam jej szansę ;) trafia na listę i może spróbuję poszukać oryginału, przynajmniej nie będę musiała się denerwować tym przekładem i okładką ;)

  6. zosik POLAND pisze:

    Nie żebym jakoś specjalnie polecała, bo nie, ale jeśli gustujesz mandżurio w tego typu klimatach to myślę, że można dać jej szansę (zwłaszcza, że okładka angielskiego wydania jest całkiem zachęcająca)

  7. czara POLAND pisze:

    Czyli dwie różne kultury, ale ten sam problem, jeśli dobrze zrozumiałam… Smutne, a chyba nie mam ochoty teraz na nic smutnego. Okładka rzeczywiście tragiczna.

  8. chiara76 POLAND pisze:

    okładka też mi się nie podoba, ale książka owszem, podobała mi się…

  9. zosik POLAND pisze:

    Czara w notce na okładce można wyczytać, że „Czas postu, czas uczty” jest zabawny. Szczerze – nie widziałam w tej powieści niczego zabawnego…
    Chiara a pisałaś o niej?

  10. chiara76 POLAND pisze:

    na blogu nie, tylko na biblionetce, bo to było jeszcze wtedy, kiedy na biblionetce zostawiałam swoje recenzje a potem przeniosłam się na blog;)

  11. zosik POLAND pisze:

    Podłubię, poszukam – znajdę :)

  12. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    Pamietam, ze ta powiesc calkiem mi sie podobala. Niby czytadlo, niec wielce ambitnego, ale jednak ciekawie sie czyta i dobrze (czytalam po angielsku, ale juz sobie moge wyobrazic ten koszmarny przeklad). Okladka polska wola o pomste do nieba! Kto takie cos projektuje???!!!

    Pochwale sie, ze w przyszlym tygodniu ide na dwa spotkania: jedno z Kiran Desai, a drugie z Kiran i wlasnie Anita Desai, maja obie mowic o tym, jak to jest byc pisarka indyjska (i pewnie o rodzinnych powiazaniach takze).

  13. zosik POLAND pisze:

    Chihiro zamawiam fotorelację dokładną (czyżbyś odzyskała internet?)

  14. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    Nie wiem, czy bede mogla robic zdjecia, ale na wszelki wypadek aparat oczywiscie zabiore :)
    Nie odzyskalam internetu jeszcze (pewnie bede miala na stale dopiero w polowie listopada), ale dzis pojawilo sie ponownie jakies lacze nizabezpieczone, wiec sie podczepilam – mniej wiecej raz w tygodniu sie pojawia i wtedy korzystam jak oszalala :)

  15. zosik POLAND pisze:

    Zabierz koniecznie

  16. E.milia POLAND pisze:

    Też to właśnie przeczytałam. Okładka straszna, to fakt, chyba zrobię jakąś własnoręczną obwolutę do tego, bo nawet na półce sam grzbiet straszy ;) Warto przeczytać, na chwilę się zastanowić, chociaż faktycznie nic odkrywczego. Takie całkiem ciekawe czytadło.

  17. zosik POLAND pisze:

    Otóż to E.milio :)

  18. E.milia POLAND pisze:

    I tylko zawsze dziwi mnie to, że takie egzotyczno-orientalne czytadła, jak np. indyjskie są dla mnie bardziej przyswajalne niż europejskie. Jestem w stanie poświęcić im chwilę uwagi i nawet zainteresowania, czego nie mogę powiedzieć o czytadłach z naszego kręgu kulturowego, które kompletnie mnie nie wciągają ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>