Nowy Pamuk nie rzuca na kolana
W każdym razie mnie nie rzucił i wiernopoddańczych pokłonów składać mu na pewno nie będę. „Biały zamek” nie jest powieścią zapadającą głęboko w pamięć, choć z drugiej strony odmówić mu nie można specyficznie niepokojącego klimatu i misternej konstrukcji. W tej niewielkich rozmiarów książeczce Pamukowi udało się pożenić z sobą wiele. Może właśnie zbyt wiele. „Biały zamek” jest bowiem i stylizowaną bajką o grze pozorów i traktatem o spotkaniu wschodu z zachodem. Jest też powieścią wojenną i przygodową z małymi pretensjami do literackiej niesamowitości. Nade wszystko zaś najnowsza powieść Pamuka jest ukłonem w stronę wielkich opowiadaczy historii, zatem także pisarzy.
Nie to jednak zwabiło mnie ku „Białemu zamkowi”. Powody mego zainteresowania były właściwie dwa (jeśli wliczymy w to kapitalną okładkę to trzy): po pierwsze zaintrygował mnie przewijający się przez książkę motyw sobowtóra, po wtóre – bo Pamuk pokazuje muzułmańskich najeźdźców z perspektywy odmiennej niż ta znana ze szkoły. Po prawdzie Noblista swych rodaków nie wybiela. W „Białym zamku” wciąż są bezwzględnymi i nieprzewidywalnymi konkwistadorami, ale z pewnością nie barbarzyńcami za jakich uchodzili w kręgach europejskich. W tej literackiej baśni Pamuk subtelnie wygrywa tą różnicę, portretując Turków nie tylko jako polityczną i militarną potęgę, ale również naród zafascynowany nauką i doskonale zdający sobie sprawę z potęgi umysłu.
„Biały zamek” to przewrotna opowieść o niepostrzeżonej zamianie miejsc między weneckim jeńcem, któremu, dzięki sprytowi i wykształceniu, udało się uniknąć śmierci, a jego tureckim panem – sułtańskim astrologiem Hodżą. Z zetknięcia tych dwóch intelektualistów o niepokojąco podobnej fizis, ale i mocno zbieżnych zainteresowań, Pamuk uczynił przyczółek do nakreślenia pojedynku na spryt i umysł, który stał się motorem napędzającym akcję. Hodża i Wenecjanin tak bardzo się do siebie upodabniają, że w końcu wszyscy mają problemy z rozeznaniem kto jest kim, włącznie z Orhanem Pamukiem, który w posłowiu nonszalancko wyznaje, że nawet on tego nie wie.
Chciałoby się dodać, że ów pojedynek dwóch umysłów był pasjonujący, albo (uderzając w ton bardziej patetyczny) zapierał dech piersiach, ale niestety tak nie było, poza tym to nie motyw sobowtóra organizuje fabułę „Białego zamku”, co jest w mym (subiektywnym) odczuciu największą wadą powieści. Pamuka bardziej interesują skomplikowane maszyny wojenne, astrologia, co może i jest interesujące dla kogoś, ale w każdym razie nie dla mnie. Płynna tożsamość naszych bohaterów jest tu jedynie zręcznym spoiwem, dodatkowym smaczkiem, który uatrakcyjnia fabułę i właściwie tylko uatrakcyjnia fabułę, nic ważnego, ani interesującego w nią nie wnosząc. Stąd „Biały zamek” nie jest nawet w połowie tak frapujący i niepokojący jak choćby „Nos” i „Szynel” Mikołaja Gogola – dwa absolutne klasyki gatunku.
Nie mniej jednak można przeczytać. Zachwycić mnie „Biały zamek” nie zachwycił, podobać mi się też za bardzo nie podobało, ale raczej ze względu na moje (osobnicze) upodobania (machiny wojenne i wojna podjazdowa to nie moja bajka) niż samego Orhana Pamuka, który pisze w bardzo kunsztowny sposób, toteż nie wykluczam dalszego zgłębiania jego twórczości.
Ocena: 





[„Biały zamek” Orhan Pamuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009]
Może Cię również zainteresuje:
- „Oko Świata. Od Konstantynopola do Stambułu” Max Cegielski 16/06/2009
- „Drzewo Janczarów” Jason Goodwin 25/09/2007
- „O kotach” Doris Lessing 08/07/2008
- „Doktor Żywago” Borys Pasternak 24/11/2009
- „Karzeł” Pär Lagerkvist 17/12/2008
- „Pantaleon i wizytantki” Mario Vargas Llosa 09/10/2008
- „Miasto i psy” Mario Vargas Llosa 17/04/2008










Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze. Ale te machiny wojenne odrzucają mnie na dobre kilka metrów, więc chyba zacznę się z Pamukiem (nie wiem czemu, ale długo zajęło mojemu umysłowi zakodowanie sobie, że on jest Pamuk a nie Pamruk… Pamruk brzmi lepiej ;)) zapoznawać od jakiejś innej książki.
Po pierwsze, jak się u Ciebie pozmieniało! Weszłam i sprawdziłam, czy na pewno na dobrą stronę trafiłam. :) Inaczej to wszystko wygląda. Mniej przytulnie – to fakt, ale w końcu nie o przytulność w książkowych recenzjach chodzi. Za to przejrzyście, a to w stronach internetowych chyba najistotniejsze (poza oczywiście treścią).
Co do Pamuka, znaczy po drugie, powstrzymałam się niedawno od czytania „Białego zamku”, a też mnie przez okładkę ciągnęło. Ale z tego co u Ciebie wyczytałam, dobrze zrobiłam. Muszę najpierw dorwać podobno rewelacyjny „Stambuł”, żeby odzyskać do Pamuka serce. Bo „Dom ciszy” odrobinę mnie przygniótł.
Ach, i jeszcze p.s.: ja też lubię opowiadania Gogola. :)
Te machiny faktycznie nie brzmią zachęcająco.
Ojej, a ja właśnie zakupiłam dwa inne tytuły tego autora („Nazywam się…” i „Dom ciszy”), mam nadzieję, że to nie będzie aż tak nietrafiona lokata :( Ale moja krucjata ku poznaniu noblistów trwać musi, choć zapał został właśnie ostudzony ;)
Co do wojennej literatury – ja się zawsze gubię po prostu. Nie rozróżniam pułków, batalionów, oddziałów i tej całej reszty (one mają zawsze jakieś liczby w nazwach, które jeszcze bardziej gmatwają sprawę; wolałabym np. Batalion Tygrysi, Kompania Skowronków, Armia Bycza itd.); nie wiem też czy major jest lepszy od kapitana a podpułkownik od kogoś tam jeszcze i w ten sposób zaczynam się irytować, bo te detale są istotne dla fabuły. Dlatego taki „Cichy Don”, „Doktor Żywago” czy „Wojna i pokój” straciły w moich oczach właśnie, choć literacko niczego im nie brak przecież. Może to jakiś babski feler w mojej głowie :)
Mandżuria Pamruk to prawie jak PanMruk ;-) A czy od innych lepiej zacząć – trudno mi powiedzieć, bo to było moje pierwsze spotkanie z Panem P.
Liritio zmiana faktycznie dla wielu była zaskakująca :) Myślę, że „Stambuł” będzie książką numer dwa, po którą sięgnę aczkolwiek nie będę się specjalnie spieszyć. Bardzo interesująca zapowiada się też kolejna powieść Pamuka „Muzeum niewinności” i myślę, że się na nią skuszę.
Lilithin żeby nie było tam nie tylko machiny są, ale tematyka wojenna, że tak powiem, jest jedną z dominujących ;)
Kropka powiem Ci w sekrecie (ale nie mów tego niekomu), że „Wojnę i pokój” uwielbiam, bo w pewnym momencie zaczęłam pomijać co dłuższe partie opisów wojennych.
Ja raczej nie sięgnę.. Pamuk do mnie nie trafia w ogóle. Poza książką o Stambule.. jakoś nie mogę przebrnąć przez inne.
Jestem ciekawa czy do mnie trafią inne jego książki. Z tego co zdążyłam zauważyć zdania na temat jego twórczości są dość podzielone…
To kogo on rzuca, że taki chwalony? (mnie też nie) Sam się chwali? Zosik z PanemMrukiem masz świętą rację! Może z Nim jest tak trochę jak z angielskim humorem – mało kto rozumie!?
Mandżuria – a POMRUK?!
Liritio – Stambuł OK!
Kropka nie chcę Cię straszyć – nie strawiłam 2 wymienionych przez Ciebie PanówMruków ;)
A ja bym chętnie przeczytała. Machiny wojenne i wojny mi nie straszne po przeczytaniu 4-tomówki o Juliszu Cezarze..
Zosik, żeby tak sobie poczynać z tekstem potrzeba chyba więcej odwagi cywilnej niż ja potrafię z siebie wykrzesać ;) Boję się zawsze, że gdzieś tam właśnie w tych niezrozumiałych opisach działań wojennych poukrywane są perełki literackie autora i trzeba się do nich dokopać (w bólach choćby?)… Chociaż Twoje podejście bardziej mi się podoba :)
Moni, tak właśnie czytam Wasze komentarze i już chyba nie można mnie przestraszyć. Bardziej :))
OK dziewczęta moje miłe to teraz mnie nastraszyłyście tym PanemMrukiem :/
Moni w sumie czytałam sporo bardzo pochlebnych recenzji o jego twórczości, ale bodaj tyle samo było niepochlebnych, więc już sama nie wiem co o tym myśleć…
Joly Ty twardzielko! Jesteś moją idolką
Kropka cóż nazwij to bezczelnością, ale od kiedy czytam, bo chcę, a nie muszę to sobie na takie zuchwalstwa pozwalam. Wiem, że nie jest to postawa godna pochwały, ale nie mam oporów przed przyznawaniem się do tego, poza tym dzięki temu „Wojna i pokój” to jedna z moich najważniejszych i najlepszych powieści jakie czytałam.
Ja męczę „Biały zamek”, chyba nawet dwa razy bardziej, bo w wersji angielskiej. Myślałam, że może to tłumaczenie angielskie jest takie zawiłe i ciężkie, ale po Twojej recenzji widzę, że i polska wersja taka sama, buuu!
Ale zmęczę, bo się zawzięłam …
Fiu dobrze wiedzieć, że nie tylko ja miałam ten problem ;-) Dobrze, że książka krótka.
Hmmm… No widzę, że zdania o autorze i jego twórczości podzielone i dobrze, bo juz myślałam, że może ze mną coś nie tak… ;))
Zaczęłam „Stambuł” na wiosnę. Przebrnęłam przez jakieś 100 stron i leży. Oczekiwałam baśni o magicznym mieście połączonej z fascynującą sagą rodzinną, ale jakoś nie mogę tego na kartkach książki odnaleźć… Ale skoro jest „podobno rewelacyjny” to może się znowu zabiorę za czytanie. No i nastrój tej książki jest bardziej jesienny niż wiosenny :)
Zosik – może jednak się skusisz? Dyskusja o Stambule na twoim blogu z pewnością będzie znakomita!
Agussiek a może to jakiś lobby PanaMruka działa i wpiera, że czyta się go tak dobrze? Na „Stambuł” się pewnie kiedyś skuszę, ale niespecjalnie mnie do niego ciągnie po tym wszystkim co tutaj wyczytałam :)
Hmm… A ja się skuszę na tego Pamuk nawet mimo machin;) Też byłam zawiedziona trochę Stambułem oczekując kompletnie innego rodzaju literatury, ale w tych jego smętnych wywodach mimo wszystko znalazłam coś dla siebie.
„Smętne wywody” – piękne i jakie trafne! Pozdrawiam.
Czara :) „Smętne wywody” rządzą :)
No i mam za swoje. Chciałem recenzji „Białego zamku”, więc mam. Teraz odkładam Pamuka na bok. Jednak siłą „Śniegu” rozpędzony nie potrafię całkiem zrezygnować z książek Turka, więc kiedyś pewnie przeczytam i „Zamek”. Nie zgadzam się z głosami przeciwko „Stambułowi” – jak dla mnie jest to jedna z lepszych książek Pamuka i choć nastrój jej jest rzeczywiście jesienny, to idealnie wpasowuje się w europejsko-azjatyckie rozdwojenie miasta i samego autora. Książka „promienieje” nostalgią i utraconą młodością pisarza, a poza tym znajduje się tam wiele codziennych obserwacji/zdarzeń oraz tureckiej historii, dlatego warto ją przeczytać.
Trochę dziwię się dezaprobacie czytelników, głosom zarzucającym Pamukowi, sam nie wiem, toporność stylu lub coś podobnego, ponieważ Pamuk jest świetnym rzemieślnikiem. Ale może właśnie o to chodzi, może brak mu autentycznego natchnienia albo talentu, aby mógł przekuć swoje rzemiosło w sztukę.
Po przeczytaniu jednej (do tego niespecjalnie udanej i krótkiej) powieści nie jestem zbyt kompetentną osobą, aby brać się za ocenianie wartości twórczości Pamuka. Nawet jeśli jest rzemieślnikiem to z pewnością bardzo sprawnym w swym fachu. Co by nie napisać o „Białym zamku” to trzeba Pamukowi oddać, że napisał powieść przemyślaną, zgrabnie łączącą wiele warstw znaczeń oraz motywów z bardzo różnych dziedzin. Nawet jeśli nie jest to kunszt pisarski i indywidualny styl to z pewnością godna pozazdroszczenia świadomość literatury.
Dla mnie „Biały zamek” i „Stambuł” sa słabszymi pozycjami Pamuka. O wiele bardziej cenie „Nazywam się czerwień”, książkę, dzięki której żyłem XVI-wiecznym Stambułem. A przez „Nowe życie” nabrałem wielkiego sentymentu do Orhana.
Machin wojennych nie było tam az tak dużo, by się zrażać ;)
Pozdrowienia
autor recenzji niepotrzebni pisał o machinach i wojnie, co zaowocowało, że cześć przyszłych czytelników z marszu zrezygnowała. A niepotrzebnie. O samej wojnie i maszynach jest w sumie bardzo mało. Bohaterowie, rzeczywiście konstruują maszynę wojenną, ale nie to jest głównym tematem. To jest tłem.
Pozdrawiam