Home » Europa, Lekturki, reportaż

„Afrykańska odyseja” Klaus Brinkbäumer

6 października 2009 3 Comments

Afrykańska odyseja„Kochankowie mojej matki” Christophera Hope’a wbrew początkowym oporom, okazało się lekturą na tyle zajmującą, że postanowiłam iść za ciosem i od razu zabrać się za kolejną „afrykańską” książkę.

Sęk w tym, że w „Afrykańskiej odysei” Klausa Brinkbaumera penetruje zupełnie inne rejony  Czarnego Lądu, nie tylko w najbardziej literalnym, czyli geograficznym znaczeniu, ale również tematycznie obie książki są zupełnie odmienne (nie wspominając już o tym, że Chistopher Hope to prozaik, a Klaus Brinkbaumer jest reporterem).

Klaus Brinkbaumer wyrusza w podróż po Afryce Północnej. Wraz z Ghańczykiem Johnem Ampaną przemierza  drogę, którą codziennie pokonują tysiące, uciekających przed ubóstwem i upokorzeniami, emigrantów w poszukiwaniu lepszego losu w Europie. Johnowi się udało przedostać do Hiszpanii, bo był wytrwały, sprytny, ale i miał sporo szczęścia, ale jemu podobnych szczęściarzy nie jest wielu. Do Europy bowiem dociera zaledwie mały odsetek spośród tych, którzy opuścili swoje domy i rodziny, ale nawet ten „mały odsetek” równa się dla Europejczyków duży problem.

„Afrykańska odyseja” to reportaż, w którym ścierają się dwie perspektywy – na jednym biegunie Brinkbaumer usadowił Afrykańczyka, dla którego emigracja na północ jest kwestią być czy nie być i to nie tylko jego, ale i całej (często licznej) rodziny. Drugi biegun to uzbrojeni w noktowizory strażnicy europejskiego raju. Z ich perspektywy imigranci są tylko i wyłącznie nieproszonymi gośćmi, których należy szybko odesłać tam skąd przybyli. Odtworzenie trasy emigrantów  przez Saharę jest dla Brinkbaumera przyczynkiem do analizy sytuacji współczesnej Afryki – głodnej, biednej i zacofanej. Interesują go zarówno powody, dla których afrykańscy Odyseusze wyruszają w drogę, ale i również przyczyny niechęci czy wręcz wrogiej polityki imigracyjnej Europy.

Każdy liczy się z tym, że może już nigdy nie zobaczyć swoich bliskich, a jednak chęć ucieczki z Afryki zwycięża. No risk. No fun czy może raczej no money, bo o nic innego, jak o twardą europejską walutę tu toczy się gra. Jest to być może spore uproszczenie, bo pobudki, dla których Afrykanie emigrują są bardzo różne, ale ostatecznie sprowadzają się do czystej ekonomii. Tym bardziej, że Europa rozczarowuje, przy bliższym poznaniu nie jest wcale takim rajem jak go malują, co tylko napędza błędne koło. Afrykańscy imigranci mają problemy z aklimatyzacją w nowych społecznościach, ale wrócić nie mogą. Prosta arytmetyka pokazuje, że to właśnie ich praca utrzymuje tych, którzy zostali, a powrót = pozbawienie rodziny środków do życia.

Cieśnina Gibraltarska – wrota Europy – w najwęższym punkcie ma zaledwie 14 kilometrów szerokości, a jednak reportaże Klausa Brinkbaumera pokazują, że te 14 kilometrów to odległość niemalże nie do przeskoczenia, nie tylko przez emigrantów, dla których cieśnina jest najpopularniejszym kanałem przerzutu, ale i dla całej społeczności Afrykańskiej. Owe 14 kilometrów to symbol ekonomicznej, ale i mentalnej przepaści oddzielającej Europę od Czarnego Lądu.

„Afrykańska odyseja” to książka gorzka, ale z pewnością potrzebna i warta uwagi.

Ocena: ★★★★½☆

[„Afrykańska odyseja” Klaus Brinkbäumer, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009]

Może Cię również zainteresuje:



3 komentarzy »

  • czara POLAND napisał/a:

    Świetna recenzja, a książka porusza temat, który mnie od dawna frapuje. A już z największą siłą odzywa się w takich miejscach jak Paryż, który jest pełen tych, którym się „udało” przekroczyć tę odległość. Czy na pewno – zawsze się zastanawiam niekupując kolejnej różyczki od ulicznego roznosiciela kwiatów…

  • mary POLAND napisał/a:

    mnie jakos w ogole Afryka nie interesuje.. choc słyszałam ze to dobra pozycja. niemniej jednak.. nie kręci az tak zeby tego szukac.

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Czara jeżeli interesuje Cie ten temat powinnaś koniecznie przeczytać „Afrykańską odyseję”.
    Mary Czarne nie wydaje kiepskich reportaży ;-) Więc gdybyś kiedyś miała okazję to polecam tym bardziej, że Brinkbaumer lubi odwoływać się do „Hebanu” Kapuścińskiego, a relację ze spotkania z nim nawet zamieścił w książce.

Pozostaw swoj komentarz.

Dodaj komentarz poniżej lub trackback z własnej strony. Możesz również skorzystać z RSS.

Lekturki nie tolerują spamu i chamstwa.

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Lekturki sa przyjazne Gravatarom. Zalóż własny, na Gravatar.