Misternie skomponowana, dotykająca do żywego powieść. Zaskakująco dojrzała, ale i zaskakująco dobra.
Kolejne cudowne dziecko literatury czy może raczej następczyni Doroty Masłowskiej, jak swego czasu Martę Syrwid nazwali dziennikarze, na warsztat swej pierwszej powieści wzięła jakże nośny medialnie temat zaburzeń żywienia, ale nazwać „Zaplecze” książką o anoreksji byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Anoreksja jest tu bowiem dla pisarki pretekstem do nakreślena przejmującego portretu dziewczyny zupełnie pogubionej, dla której chudość jest sposobem na życie, a wyrzeczenie się jedzenia – kluczem do samoakceptacji. Kluczem do poczucia wyższości nad grubszymi, którym Klara zazdrości i pogardza.
Aż chce się rzec: biedna Klaro, dałaś zapędzić się w kozi róg. Syrwid sięga do genezy problemu dziewczyny, głęboko w czasy jej dzieciństwa. Tłem opowieści o dojrzewaniu do niejedzenia jest nakreślony z nerwem i wrażliwością portret rodziny z blokowiska: z prababcią, z którą nie do końca wiadomo co zrobić, ojcem z janusowym obliczem, który pod maską sympatycznego i uczynnego skrywa rodzinnego tyrana z wiecznymi pretensjami i z matką przejawiającą skłonność do histerii. Uzupełnieniem tej rodziny, niemalże piątym kołem u wozu (co dziewczynie nie omieszkała wypomnieć matka) jest nasza narratorka – samotna, zagubiona, zastraszona, rozdarta między terroryzującym ją ojcem i matką zbyt słabą, aby ją obronić. W tym kontekście wstręt do jedzenia i późniejsza anoreksja jest symbolicznym wyrazem buntu przeciwko pasmu upokorzeń jakich doświadczyła. Dramatyczną walką o ocalenie siebie, próbą wypracowania poczucia bezpieczeństwa, ale i równocześnie wymierzonym z chirurgiczną precyzją aktem autoagresji. Klarę brzydzi brud, a brud to jedzenie, wydęty po nim brzuch, wydzieliny ciała. Chudość jest dla niej tożsama z czystością ciała i duszy, głodzenie się to rodzaj katharsis, a umykające centymetry z obwodu ud – słodkie spełnienie, bo Klara chce być jak manekin – idealnie szczupła, idealnie czysta.
Na pierwszy rzut oku chaotycznie poprowadzona narracja „Zaplecza” przy uważnej lekturze okazuje się konstrukcją nad wyraz przemyślaną i spójną. To kolejny plus akonto Marty Syrwid, która pomimo młodego wieku jest pisarką świadomą swego tworzywa, wykorzystującą wszystkie możliwości, jakie daje słowo. Nie mniej interesujący jest język „Zaplecza”: poetycki, ale i dosadny, pełen trafnych metafor. Syrwid w wywiadzie udzielonym Patrycji Pustkowiak z Dziennika przyznała, że jednym z postawionych sobie celów było stworzenie adekwatnego, nienaukowego języka dla opisu tej choroby. I chyba jej się powiodło. „Zaplecze” jest bowiem powieścią hipnotyczną, drażniącą zmysły, szalenie wciągającą i poruszającą. Nie są to utyskiwania pustej małolaty, powieść dotyka znacznie głębszych problemów, a Marta Syrwid nie boi się zadawać kontrowersyjnych pytań.
Wstrząsająca, odważna, ale i na swój sposób wysublimowana powieść. Po trzykroć warto, a nawet trzeba.
Ocena: 





[„Zaplecze” Marta Syrwid, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009]
Może Cię również zainteresuje:
- „Przystupa” Grażyna Plebanek 25/12/2007
- Złoty medal w megalomanii 04/11/2010
- „Taki piękny dzień” Melania Mazzucco 02/03/2010
- „Dom Augusty” Majgull Axelsson 25/08/2008
- „Cukiereczki” Mian Mian 04/04/2008
- „Czas Czerwonych Gór” Petra Hůlová 16/06/2008










czytałam wywiad z autorką..wszystko pięknie, czasem tylko mnie irytuje nagromadzenie tego zła, kiepskiego materiału w jednym, z drugiej strony, chociażby w „Czym sobie na to zasłużyłam” Almodovar też w jedną rodzinkę władował nieszczęście i patologię niemal wszelaką, więc…może to tak jest, że czasem takie przerysowanie ma czytelnikiem czy widzem wstrząsnąć…
Przypomniała mi się kobieta, z którą kiedyś uczęszczałam na angielski, której znajomej córka właśnie umierała w szpitalu na anoreksję…
Chiaro chyba nie do końca tak jest. Nagromadzenie patologii, choć nie jest to najzręczniejsze określenie, nie jest pustym gestem, ale służy konkretnemu celowi. Poza tym Marta Syrwid nie władowała patologii wszelakiej, nie przesadza też z ilością bólu i nieszczęść, dzięki czemu powieść wciąż pozostała bardzo wiarygodna, bez popadania w patos i przerysowanie.
Nie mam teraz ochoty na ‘brudne książki’ z piramidą problemów. Nie jestem na nie obojętna, tak jak Chiara mogłabym podać przykłady ‘z własnego podwórka’, całkiem z boku obserwowałam dwa przykłady anoreksji, ale ostatnio nie lubię czytać o negatywnej stronie życia.
Ps. Strasznie nie podoba mi się okładka (chociaż jak sądze dobrze koresponduje z treśćią)
Kiedy zobaczyłam zapowiedź, czułam, że może być z tego dobra książka, ale nie byłam pewna czy właśnie nie wynikną z tego zwierzenia małolaty. Wiem już, że nie, więc będę się rozglądać w bibliotece.
Zosiku, ja to rozumiem, oczywiście, ale nie wiem, czy w każdym przypadku taki zabieg do mnie przemawia. Pewnie musiałabym sama po prostu przeczytać, aby się zorientować. Ale, podobnie, jak krepinska, chwilowo chyba nie mam siły na tego typu literaturę…
powęszę, poszukam :)
czy znasz książki Małogrzaty Wardy ? przyszła mi na myśl jedna z nich, gdy przywoływane były „patologie wszelkie” – i choć ich większość (książek, nie patologii :)) nie wybija się ponad przeciętność, „Dłonie” są małym arcydziełem. Polecam !
O, dzięki za recenzję tej książki! Teraz jeszcze bardziej podejrzewam, że to coś dla mnie ;)
Krepinska ja tylko namawiam, nie zmuszam :] A okładka tak jak przypuszczasz bardzo prasuje do treści.
Lilithin nie, nie. Zwierzenia małolaty zdecydowanie nie. Wiem, że się powtórzę, ale to zaskakująco dobra powieść.
Chiaro mimo wszystko zachęcam, bo pomijając całą warstwę „cierpieniową” jest to bardzo, bardzo dobra powieść. Świetnie napisana. Fajna jest świadomość, że pośród naszych krajanek są tak utalentowane młode pisarki.
Zosiu książek Pani Wardy nie znam, ale rozejrzę się za nimi przy najbliższej okazji.
Germini :)
Pingback: InfoTuba : Artykuły, Wiadomości, Wydarzenia, Kultura, Imprezy, Dziennikarstwo, Publikowanie – Kraków, Warszawa, Białystok, Lublin, Łódź, Poznań, Rzeszów, Toruń - Polska - Literatura - "Zaplecze" Marta Syrwid
Napisałem i wysłałem recenzję tej książki do artPapieru już na 3 tygodnie przed premierą książki. I co? Okazuje się, że będę jednym z ostatnich, którzy recenzują, bo na publikację wciąż czekam…
Pozdrawiam
Jarek, ale się ukaże, prawda? BTW czy to nie czas na jakąś wspólną kawkę? Wybierasz się do Lokatora na spotkanie z Mabanckou?
Krótko: kupiłam tę książkę o godzinie 13, jest po 20, a ja kończę czytać. :) Dobrego „towaru” nie trzeba bardziej reklamować.
Czytam, prawde powiedziwszy RETRADACJA, RETRADACJA i jeszcze raz RETRADACJA.
Nic wiecej.
Jagodo czy masz na myśli retardacje?