„Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet

Ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że gdyby nie wyzwanie czytelnicze dedykowane peryferiom literackim nigdy nie sięgnęłabym po „Miłość za kilka włosów” marokańskiego pisarza czy raczej marokańskiego niepiśmiennego gawędziarza Mohammeda Mrabeta, bo ani to moje rejony literatury, ani kultura, której specyfika w jakiś szczególny sposób by mnie interesowała. Jednak właśnie od tego są wyzwania, aby zyskać pretekst do przełamania swego wewnętrznego oporu przed literackimi terytoriami, których do tej pory nie miało się okazji poznać. I teraz, już po przeczytaniu, tej debiutanckiej powieści (okraszonej przez polskiego wydawcę, nie wiem czy bardziej w charakterze nagrody czy najzwyklejszej zapchajdziury, trzema dodatkowymi opowiadaniami*) nie jestem pewna czy lektura „Miłości…” to było dobre posunięcie czy, powiem więcej, pospolita strata czasu?

Wbrew temu co deklaruje wydawca genialny debiut to to z pewnością nie jest, powiedziałabym raczej, że chwilami dosyć interesująca i przyzwoicie napisana powieść – równolatka i przy okazji daleka kuzynka „Stu lat samotności”. Nie powiedziałabym, że Mrabet czerpie inspiracje z realizmu magicznego, ale bez wątpienia w jego pisarstwie pobrzmiewają jego echa. „Miłość za kilka włosów” jest bowiem tragiczną z ducha opowieścią o wpływie magii na życie, ale i wzajemnym przenikaniu się kultury muzułmańskiej i zachodniej. Rzecz tyczy się powikłanych losów pary młodocianych kochanków, które można by streścić mniej więcej w ten sposób: on ją ujrzał, lecz ona jego nie, więc on idzie do czarownicy by ta rzuciła na nią czar, czar działa i wkrótce stanie się przyczyną zguby tych dwojga, ona chce jego on chce jej, ale po jednej upojnej nocy on jej nie chce, a ona chyba chce, ale właściwie to musi, po n-perypetiach jednak zostają razem, a potem to już na przemian chcą siebie i nie chcą, niby się kochają, a jednak z sobą być nie chcę i knują i się schodzą i rozstają.

Mogłabym się nawet wzruszyć losem pary młodych kochanków, która sama nie wie czego od życia chce, a w dodatku pochodzi z rodzin, która najoględniej rzecz ujmując siebie nie uznaje, ale o bogowie zakrzyknę, jak można kierować się tak mglistymi przesłankami, dawać się zwodzić i wodzić za nos, żyć podług zupełnie dla mnie niepojętej logiki. Słowem zirytował mnie ten Mrabet. Jego postaci robią co innego, mówią co innego, myślą co innego. Wzajemnie podkopują pod sobą dołki w imię miłości, że niby chcą z sobą być lecz nie mogą. Czemu nie mogą? Bo nie mogą.

Pozostawiając na chwilę z boku wzajemne bycie tudzież nie bycie pary kochanków wspomnieć trzeba o tym co powieść Mohammeda Mrabeta ratuje od nieuchronnego utonięcia w banale, mianowicie o piętnie, jakie na kulturze sztywnych reguł muzułmańskich Marokańczyków pozostawiał zachodni styl życia, co „Miłości za kilka włosów” symbolizuje przede wszystkim postać niejakiego pana Davida, który utrzymywał (i rozpijał zakazanym alkoholem też!) głównego bohatera. Tych dwoje połączyła dziwna relacja, związek wzajemnej przyjaźni i zależności, szokujący dla pochodzącej z konserwatywnej rodziny dziewczyny. Atutem powieści jest również jej prosta konstrukcja i bezpretensjonalna narracja i na tym de facto kończą się zalety.

Można, ale nie trzeba. Po prawdzie „Miłość za kilka włosów” to póki co jedyna książka Mohammeda Mrabeta przetłumaczona na język polski, ale prawdę mówiąc nawet jeśli ukażą się kolejne sygnowane nazwiskiem Marokańczyka to raczej odpuszczę sobie ich lekturę.

Ocena: ★★★☆☆☆

*Ojcze, wybacz mi, ale tego trzeciego już mi się nawet doczytać do końca nie chciało.

[„Miłość za kilka włosów" Mohammed Mrabet, Wydawnictwo Świat Książki 2008]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarny Ląd, Lekturki, Piękna i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „„Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet

  1. liritio POLAND pisze:

    Z Twojej recenzji wyraźnie wynika jedno: możemy zrobić z tego serial i stać się groźną konkurencją dla nieśmiertelnej „Mody na sukces”. Uwielbiam takie historie, w których coś jest na nie, bo nie. Ot tak, szału można dostać.

  2. mary POLAND pisze:

    hihi :)

  3. ci bohaterowie musieli byc strasznie irytujący ._.
    po twojej recenzji widze, ze szkoda czasu i nerwow, najsmutniejsze w tym wszystkim jest opis wydawcy, ktory zwykle jest bardzoo zwodniczy
    pozdrawiam ;)

  4. clevera POLAND pisze:

    To druga, bez zachwytu, opinia jaką słyszałam.

  5. zosik POLAND pisze:

    Liritio a wiesz, że wygląda na to, że masz rację? Faktycznie w tych rozstaniach i powrotach jest coś z telenoweli.
    Mary :-)
    Papierowa latarnio już w ogóle nie sugeruje się hurraoptymistycznymi wykrzyknikami z okładek, ale jeśli nijak się mają do rzeczywistości to lubię sobie na nich poużywać ;-)
    Clevera a kto wyraził pierwszą?

  6. clevera POLAND pisze:

    Nastolatka, której podsunęłam książkę, żeby wybadać pierwsze wrażenia. Dodam, że oczytana dziewczyna. Przeczytała, ale bez zachwytu.

  7. pati POLAND pisze:

    naprawdę świetnie prowadzisz tego bloga. Podoba mi się. Będę go odwiedzać częściej Zapraszam do mnie http://www.ksiazkowysiwat.blog.onet.pl

  8. zosik POLAND pisze:

    Clevera to dobrze, zatem jest nas dwie, bo i ja przeczytałam, ale bez zachwytu :-)

  9. Iseder POLAND pisze:

    Szanowna Autorko, sprawdź proszę skrzynkę pocztową, albowiem czeka w niej mój mail z pewnym nieśmiałym pytaniem :)

  10. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    Nie przepadam za powiesciami, ktorych glownym watkiem jest milosc, a zwlaszcza wspolczesna wersja Romea i Julii. Nie potrafie sie juz tym wystarczajaco wzruszyc, taka nieczula sie stalam na stare lata :) Wiec ten debut sobie z czystym sumieniem odpuszcze (przynajmniej ominie mnie grzech niedoczytania opowiadan, hi hi).
    Pozdrowienia :)

  11. zosik POLAND pisze:

    Iseder już odpisałam :)
    Chihiro ja też chyba się starzeję, bo i mnie motyw miłości nie kręci. Sięgając po Mrabeta liczyłam raczej na inspirujący obraz Maroka, ale i tego zabrakło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>