„Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen

Maud z Wyspy Księcia EdwardaKolejna dobra książka i to nawet bez jakiś większych „ale”.

Czytaniu biografii pisarzy nieodłącznie towarzyszy pewne ryzyko. Z jednej strony jest to bowiem niezmiernie kusząca możliwość zajrzenia do pisarskiej alkowy i poznania jaki tak naprawdę był ten a ten wirtuoz słowa. Tylko co jeśli z tej alkowy powiewa nudą wręcz śmiertelną, która tylko odziera naszego ulubieńca z jego boskości, bo nagle okazuje się, że żył tak przeciętnie jak każdy z nas, a szanowny biograf nie potrafi wyjść poza najprostszą relację faktów: urodził się, był tu i tu, zrobił to i to, a później zmarł, albo z drugiej strony popada w nadmierną barokowość niewiele znaczących szczegółów. Mollie Gillen zasadniczo też nie wychodzi poza ten schemat, ale (!) potrafi zachować równowagę między prostą relacją tworzoną na podstawie różnych źródeł, a ilością smaczków i szczególików z życia L.M. Montgomery, to wszystko zaś podaje w przyjemnej dla oka formie i stylistyce umilającej lekturę.

Czytając „Maud z Wyspy Księcia Edwarda” nie dowiemy się co autorka „Ani z Zielonego Wzgórza” jadała na śniadanie, ale  za to dowiem się, że szczerze nie lubiła Ani Shirley, której postać po sukcesie pierwszej powieści zaczęła ją prześladować niczym zmora. Montgomery choć de facto zasłynęła cyklami dziewczyńskich powieści w listach do swych przyjaciół niczym mantrę powtarzała, że to właśnie konieczność pisania wciąż w tej samej konwencji z wciąż tymi samymi bohaterami najbardziej ją ogranicza i nuży. Nie mniej jednak twardo pisała te cykle, choć głównie dla pieniędzy (swoją drogą czy właśnie takie szczegóły najbardziej nie oddzierają pisarzy z mitu, kruszą ich spiżowy wizerunek tytanów słowa żyjących powietrzem? Ci wspaniali mistrzowie pióra tworzyli swe dzieła nie z pobudek altruistycznych z myślą o czytelnikach, a z zupełnie przyziemnej wręcz trywialnej chęci zasilenia własnego portfela. Niby oczywiste, a jednak jakiś niesmak pozostaje). Aspekt finansowy pisania był dla Montgomery niezwykle istotny. Gillen bardzo często i chętnie wspomina ile to pisarka w ciągu roku zarobiła na swych książkach, artykułach, opowiadaniach i wierszach, a sama pisarka szczerze przyznawała, że zamówienia na kolejne książki o Ani Shirley przyjmowała tylko dla pieniędzy, jako że płodzenie ich nie sprawiało jej absolutnie żadnej radości.

Właśnie opisy zmagania się ze słowem są w biografii pióra Mollie Gillen najciekawsze. Lucy Maud Montgomery reprezentowała bowiem typ pisarzy, którzy niekoniecznie urodzili się z wielkim talentem, ale za to dzięki ogromnej dyscyplinie (pisarka między innymi wstawała o 5 rano, aby móc pisać przed pracą) i mnóstwu wysiłku włożonego w doskonalenie swego warsztatu  uzyskała nadspodziewanie dobre rezultaty. Pomimo oszołamiającego sukcesu i światowej popularności Montgomery do końca pozostała osobą niezwykle skromną, przede wszystkim wierną i oddaną żoną prowincjonalnego pastora ze skłonnością do depresji niż pisarką światowej sławy. Jednak jej życie było pełne sprzeczności. Z jednej strony z pokorą pełniła rolę dobrej żony, z którą nie do końca się zgadzała  – zawsze w cieniu męża i przy garach ewentualnie na spotkaniu kółka żon lub w ogrodzie (choć to akurat bardzo lubiła), z drugiej zaś w jej wypowiedziach wielokrotnie padały stwierdzenia, których nie powstydziłyby się feministki. Ach i jeszcze jedno – uwielbiała koty :)

Dobrze napisana biografia. Rzetelna, ale nie przeładowana nadmiarem informacji, może odrobinkę sucha, bez zbędnej emfazy, ale o dziwo książce Mollie Gillen tylko to wychodzi na dobre. Lektura „Maud z Wyspy Księcia Edwarda” to niepowtarzalna okazja, aby zobaczyć Zielone Wzgórze od zaplecza stąd myślę, że dla wielbicielek pisarstwa Lucy Maud Montgomery będzie to pozycja obowiązkowa.

Ocena: ★★★★★☆

[„Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii (auto)biografie i wspomnienia, Lekturki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „„Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen

  1. Maniaczytania POLAND pisze:

    No właśnie Tobie sie podobała, a ja wciąż nie wiem, czy się na nią skusić.
    Zwłaszcza po opiniach na forum Miłośnicy/-czki L.M.Montgomery:
    wątek: http://forum.gazeta.pl/forum/w,30357,85031725,,Biografia_L_M_Montgomery.html?v=2 i jeszcze jeden: http://forum.gazeta.pl/forum/w,30357,75090435,0,Biografia_LMM_M_Gillen_rozczarowanie_.html?s=0

    Może jednak przemyślę to jeszcze raz?

  2. ktrya POLAND pisze:

    No proszę, ile przez takie biografie możemy się dowiedzieć o naszych ulubionych pisarzach,

  3. kropka POLAND pisze:

    Z przyjemnością podczytuję od pewnego czasu recenzje książek na tej stronie. Są czasem ciekawsze i lepiej napisane niż same „lekturki”;) Gratuluję.
    Przypadkiem dziś też skończyłam czytać „Maud z Wyspy…”, tylko że ja jednak zawiodłam się na tej pozycji. Za dużo ocen i wniosków biografki, za mało ciekawostek czy smaczków tak zwanych. Może dla czytelników anglojęzycznych, gdzie biografii takich postaci jak Montgomery jest zapewne mnóstwo, wiedza o wielu rzeczach jest pełniejsza i trudno ich zaskoczyć, stąd autorka nie powiela już znanych tam faktów; jednak dla mnie – umysł niesplamiony żadną biograficzną informacją o Maud – takie ujęcie było tylko nieskładnym i jakby przypadkowym zlepkiem pomysłów „o czym powinno się wspomnieć”.
    Wikipedia zawiera już więcej informacji o powstaniu serii o „Anii” – skąd pomysł, jaki był pierwowzór wyglądu itepe itede :)
    Obiecuje sobie więcej po „Pamiętnikach” L.M. Montgomery, które ostatnio udało mi się upolować na aukcji :)

  4. mary POLAND pisze:

    a ja jakos nigdy nie przepadałam za Anią Shirley. Chyba nawet nie czytałam żadnej częsci Ani.. no nie wiem. Kompletnie mnie to nie kręciło. Wolałam Tomka Sawyera ;)

  5. zosik POLAND pisze:

    Maniaczytania ja tam na siłę zachęcać nie będę ;-)
    Ktyra tak! Po prawdzie ja nie nazwałabym Montgomery moją ulubioną pisarką, bo czytałam tylko jedną jej powieść, czyli Anię, ale mam do niej jakiś sentyment chyba przez sam fakt, że jest piewczynią życia na prowincji i ta Wyspa Księcia Edwarda.
    Kropko ale to już chyba rzecz, że tak powiem, osobniczych przekonań. Ja wolę jeśli biograf ruszy trochę szarymi komórkami i zamiast robić wypisu z ciekawostek pokusi się o jakąś analizę. W książce Gillen bardzo podobało mi się jej zwartość. Opisując życie tak znanej postaci i w dodatku z takim dorobkiem jak Maud bardzo łatwo ulec pokusie i popłynąć na nadmiarze faktów, a tym czasem sztuką jest wybrać to co najlepsze, a reszta to już jego wkład i instynktowna interpretacja.
    Mary ha! A ja czytałam Anię dopiero dwa lata temu, ale wcześniej wielokrotnie widziałam film. Tomek sawyer to nie moja bajka, ja jednak jestem za „dziewczynkowatością” :-)

  6. kropka POLAND pisze:

    Kwestia osobniczych przekonań, może by miała znaczenie gdyby w Polsce biografie zagranicznych pisarzy były bardziej dostępne i miałabym jakikolwiek wybór ;) (Tak na marginesie – jeśli znacie wydaną u nas biografię Jane Austen to będę wdzięczna za wskazówki w tej kwestii.) Ale skoro to jedyna dostępna u nas pozycja, z której mogę się dowiedzieć o życiu, czasach, myślach tej autorki to jednak chciałabym wycisnąć wszelkie soki z tej pozycji – i stąd rozczarowanie :)
    Ocena autorki, która dryfowała niebezpiecznie ku pewnej gloryfikacji Maud, raczej mnie zniechęca niż ciekawi. Bo ze mną jest jak w wierszu, wolę: „…wszystko ‘Sama! sama! Sama! Ważna mi dama!” :))

  7. zosik POLAND pisze:

    Nie kojarzę biografii Jane Austen a bardzo chętnie bym ją przeczytała. Kto ją napisał? Mogę natomiast polecić „Siostry Bronte” Ewy Kraskowskiej. Świetna aczkolwiek pozostawia spory niedosyt.

  8. peek-a-boo POLAND pisze:

    O to sie tylko znowu ucieszyłam, że mam na półce dobrą ksiazke, ale starałam sie tym razem za duzo z twojej recenzji nie przeczytac, zeby sobie troche niespodzianek na lekture zostawic :)

  9. zosik POLAND pisze:

    I dobrze robisz Peek :-)

  10. kropka POLAND pisze:

    Właśnie z tymi biografami, których potrzebę odczuwam dopiero od niedawna, jest jakoś w naszym kraju krucho. Austen znalazłam tylko „Listy wybrane” wydane kilka lat temu bodajże w wydawnictwie Prószyński i S-ka. Zaś na czytanie po angielsku, gdzie takich pozycji jest mnóstwo, jakoś wrodzone lenistwo mi nie pozwala, jeszcze ;)
    O rodzeństwie Bronte słyszałam, że „Na plebanii w Haworth” Przedpełskiej-Trzeciakowskiej jest pozycją obowiązkową, ale co z tego, skoro jest w praktyce niedostępna już i nawet aukcje tutaj zawodzą…

    PS. Maud nie tylko kochała koty, ale zafundowała jednemu trzydniową podróż w pudle, o suchym pyszczku – tak zrozumiałam ten fragment przynajmniej. Może te dawne, wiktoriańskie koty były wytrzymalsze i grzeczniejsze, jak ludzie :))

  11. zosik POLAND pisze:

    Kropko ja poluję na książkę Przedpełskiej – Trzeciakowskiej w bibliotekach, a co kota Maud – cóż rzec mogę to musiała być wyjątkowo wytrzymała sztuka, nie wiem czy o suchym pyszczku jechał, ale wiem, że mój kocur na pewno by się tak nie dał.

  12. kropka POLAND pisze:

    Ostatnio rzadko korzystam z bibliotek, ale może masz rację, że tam należy szukać takich jednowydaniowych okazów :)
    Co do kota – to że potem wypił tyle misek świadczy chyba o jego desperacji ;) Koty z mojego doświadczenia piją niewiele, mleko nie jest jakimś rarytasem dla nich a woda po mleku to już wymysł producentów suchej karmy tylko. Moje mechate leniwce mają problem żeby GODZINĘ w samochodzie/pociągu spokojnie usiedzieć, więc 3 dni (i noce?) to coś niewyobrażalnego dla mnie i chyba dlatego zapadnie mi to w pamięci najmocniej z całej książki ;)

  13. montgomerry POLAND pisze:

    Mnie również się książka podobała:) Ale ja lubię czytać ksiązki Montgomery:) Pozdrawiam

  14. montgomerry POLAND pisze:

    a „Na Plebani …” mam, znalzłam na allegro swego czasu za grosze nową:)

  15. yvonne UNITED KINGDOM pisze:

    ha! skoro jestes Zosik ‘za dziewczynkowatoscia’ (podobnie jak ja:) to po prostu musisz siegnac po pozostale czesci Ani! Ja to wszystko przeczytalam jeszcze w podstawowce (czyli lata swietlne temu) i pozniej jeszcze kilka razy wracalam np. do Ani na uniwersytecie, czy Wymarzonego domu Ani.pozdrawiam:)

  16. net.a.a POLAND pisze:

    Ja się zaczytywałam Anią, ale to tak dawno było… ;) „Maud…” za to leży na regale i czeka najprawdopodobniej na długie jesienne wieczory :)

  17. kropka POLAND pisze:

    Montgomerry, ale ja też lubię książki o Ani i inne tej autorki a jednak ta biografia mi nie przypadła do gustu. Zatem to raczej nie jest jakoś powiązane ;)
    A „Na plebanii…” już czytałaś? Warto tego tak zawzięcie poszukiwać i w razie okazji nadwyrężyć finanse? :))
    Pozdrawiam.

  18. zosik POLAND pisze:

    Kropka zdecydowanie tam w pierwszej kolejności skieruj swe kroki :-) A co do kotów, może kiedyś były bardziej cierpliwe?
    Montgomerry czytałam Twoją recenzję :-)
    Yvonne myślę, że kiedyś tak zrobię. Póki co dużo bardziej kusi mnie „Dzbanek ciotki Becky” i „Błękitny zamek”.
    Net.a.a ciekawe czy Tobie się spodoba

  19. karolina.ja POLAND pisze:

    To najgorsza biografia jaką czytałam. Ciągle tylko cytaty i cytaty. Jasne to jest ważne, ale to nie był zbiór listów i pamiętników LMM, ale biografia i mam wrażenie, że autorka nie uchwyciła subtelnej różnicy. Czytało się okropnie i miałam ochotę rzucić w ją w kąŧ. Skończyłam tylko ze względu na osobę opisywaną.

    Za to jeśli chodzi o wzór biografii – moim ideałem jest biografia Agathy Christie pióra Janet Morgan. Czytałaś?

  20. zosik POLAND pisze:

    Karolina serio serio? Mi te cytaty zupełnie nie przeszkadzały zresztą nie było ich tak dużo. Biografii Agathy Christie nie czytałam, ale kto wie czy kiedyś po nią nie sięgnę.

  21. karolina.ja POLAND pisze:

    Biografię Christie polecam serdecznie. A biografia, którą popełniła pani Gillen naprawdę jest najgorszą jaką czytałam (fakt nie czytałam ich bardzo dużo). Po dwóch latach nadal wzbudza emocje. Negatywne, jak widać. Bioografia A. Christie też wzbudza we mnie emocje, ale oczywiście te pozytywne.

  22. kropka POLAND pisze:

    Jeśli można to dorzucę jeszcze moje trzy grosze tutaj ;) Odnośnie tej mnogości cytatów: miałam wrażenie, że osią całej książki i sensem istnienia Maud była właśnie korespondencja z dwoma panami. A przecież ze wspomnień rodziny wyłania się kobieta zabiegana i zapracowana ( pisarstwo, kółka pań, teatrzyki, procesy, powidła, ciasta itd), może i potrzebująca czasem się wygadać i o wzniosłych aspektach podyskutować, ale to nie tym żyła!

    Za to nie napisano nic o inspiracji co do wyglądu Ani (a przecież to ciekawe), albo o tym ,że pani Montgomery „zredagowała” swoje pamiętniki po latach i wiele w nich jest napisane od nowa tak naprawdę. Irytujące było, jak przy 36-letniej kobiecie wspomina się dopiero, że miała jakieś życie uczuciowe wcześniej. Albo, że bliskie kuzynki czy przyjaciółki pojawiają się dopiero, gdy mowa o ich śmierci i żałobie Maud – skąd? jak? dlaczego? kim były? co znaczyły?

    A co do Agathy Christie – polecam jej „Autobiografię” :) Świetnie nakreślona epoka, czasy i ludzie.

    PS. W kwestii kota mam teorię: przespał ten czas po prostu, bo w kocie maniery i zrozumienie dla właścicielki nie wierzę jakoś ;))

  23. Monie_pl UNITED STATES pisze:

    Zosiku, swietny wpis. Zainteresowalas mnie, wiec pewnie siegne po ta pozycje, ale w oryginale… bo latwiej. :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>