Słynna, chwalona na wszystkich blogach debiutancka powieść australijskiej pisarski Kate Morton już dość długo zalegała na mojej półce i zapewne jeszcze trochę by leżakowała gdyby nie fakt, że kilka tygodni temu ukazała się po polsku jej kolejna powieść – „Zapomniany ogród”, na którą mam ogromną chęć i już już w myślach szłam do księgarni, gdy dał o sobie znać zdrowy rozsądek, który nakazał mi najpierw osobiście przekonać się co ta Morton warta (nie żebym nie wierzyła w Wasze czytelnicze gusta ;), a dopiero później ewentualnie zaopatrzyć się w jej kolejne dzieło. Jak pomyślałam – tak uczyniłam i w końcu „Dom w Riverton” przeczytałam.
Szczerze przyznać muszę, że z początku (właściwie przez niemal 300 pierwszych stron) zupełnie pojąć nie mogłam na czym polega fenomen tego słynnego debiutu. Morton bywa niekonsekwentna zapowiadając kluczowe dla życie postaci wydarzenia, które wcale nie nadchodzą, nie jest też pisarką specjalnie oryginalną. Inspiracje „Rebeką” i „Złodziejką”, odrobinę również twórczością sióstr Bronte, „Pokutą” Iana McEwana, a także „Okruchami dnia” Kazuo Ishiguro oraz filmem „Gosford Park” Roberta Altmana (do tych dwóch ostatnich Morton oficjalnie się przyznaje) są aż nadto widoczne przy czym dla mnie ani Waters ani de Maurier nie jest wzorem godnym naśladowania. Najbardziej jednak irytowała mnie u Morton niczym nieuzasadniona barokowość w opisach, która tutaj jest czystą sztuką dla sztuki. „Dom w Riverton” jest bowiem powieścią napisaną w denerwującej manierze epatowania detalami, które, o ironio bynajmniej nie pogłębiają psychologicznego rysu postaci tylko niepotrzebnie rozwlekają i bez tego rozwlekłą i w dodatku ginącą w natłoku nic nieznaczących drobiazgów akcję. Zresztą psychologia postaci nie jest mocną stroną australijskiej pisarski, jej bohaterki są mało wiarygodne, bardzo literackie i stereotypowe nakreślone. Pewne epizody z ich życia (na przykład wielokrotnie akcentowany motyw Gry) sprawiają wrażenie zupełnie niedopracowanych furtek, które ostatecznie prowadzą donikąd.
Cóż w takim razie sprawiło, że jednak „Dom w Riverton” doczytałam do końca (a wierzcie mi kilka razy miała wątpliwości nad zasadnością kontynuacji lektury) i mimo wszystko powieść Kate Morton chwalić będę? Wspaniale stworzony klimat, który w tym przypadku będzie wypadkową sugestywnej nieco mrocznej atmosfery starej wiejskiej rezydencji (koniecznie ze skrzydłem wschodnim i zachodnim, wielką biblioteką, zaradną kucharką i dystyngowanym kamerdynerem), umiejętnie podsycanej tajemnicy, ale i świetnego portretu schyłku Anglii edwardiańskiej i rozkwitu Anglii gregoriańskiej, zwłaszcza towarzyszących tym zmianom społecznym przemianom! Stopniowe rozluźnianie gorsetu moralnego rygoryzmu, aż po pełen rozkwit ery charlstone’a i niekoniecznie niewinnej frywolności, której królowa Wiktoria z pewnością by nie pochwaliła (mówiąc krótko – pewnie właśnie przewraca się w grobie). Rozdźwięk między starym a nowym Morton znakomicie oddała na przykładzie dwóch sióstr z rodu Hartfordów – starsza Hannah wciąż pozostawała zniewolona przez stare, młodsza zaś, ku swej uciesze i nieskrywanemu zniesmaczeniu reszty rodziny, pełnymi garściami korzystała ze zdobytych wolności.
Efektowny acz nieco przydługi debiut. „Dom w Riverton” to de facto tylko czytadło, powieść bez wygórowanych ambicji bazująca na otrzaskanych motywach, a jednak zręcznie napisana i absorbująca, a i sama lektura nie jest zupełnie jałowym czasu zabijaniem, bo portret Anglii przełomu lat dwudziestych jest pierwsza klasa. Z przyjemnością sięgnę po „Zapomniany ogród”.
Ocena: 





[„Dom w Riverton” Kate Morton, Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2007]
Może Cię również zainteresuje:
- „Okruchy dnia” Kazuo Ishiguro 03/09/2009
- „Morderstwo w Madingley Grange” Caroline Graham 08/12/2008
- „Małomówność lady Anny” Saki 05/02/2008
- „Na plaży Chesil” Ian McEwan 11/02/2009
- “Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków” Xiaolu Guo 01/03/2009
- „Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson 23/03/2009
- „Duch w machinie” Caroline Graham 13/06/2009










Początek recenzji zapowiadał straszną rzeź ksiażki, a tu proszę – niespodzianka ;) Mnie też kusi ta Morton, ale na razie się wstrzymuję, bo dobrze wiem, że przeleżałaby na półce wiele miesięcy.
No tak. Ja to czytałam bardzo dawno temu, ale pamiętam, że mnie się podobało. Miałam z biblioteki i teraz też mam nadzieję, że moja biblioteka zakupi, bo na pewno chcę przeczytać „Zapomniany ogród”.
ja nie czytałam jeszcze Domu w Riverton, ale Zapomniany ogród kupiłam, może z sentymentu jakiegos bo podświadomie pokojarzyłam z ‘tajemniczym ogrodem” (książką ukochaną bardzo) choc niewiele wspolnego to ma z powiescią Morton. Niemnniej jednak opis na okładce zachecił bardzo. A po Dom w Riverton sięgnę jak tylko dorwę, bo ponad 40 zł to jednak nieco za duzo zeby kupować (a aż tak mi nie zależy)/
Lilithin bo i początek czytania nie wróżył niczego dobrego ;) Zwłaszcza, że czytając te wszystkie zachwycone recenzje narobiłam sobie sporego apetytu na Morton. Na szczęście im bliżej końca tym tylko lepiej, a zakończenie… Przeczytaj sama :-)
Kalio mi też się w sumie podobało. Nawet bardzo. Dobrze, że wypłata już blisko… A z takich sago-czytadeł mam jeszcze straszną ochotę na „Saszeńkę”.
Mary ja mój „Dom w Riverton” kupiłam dawno temu na allegro za grosze. Faktycznie cena sklepowego wydania jest nieproporcjonalnie wysoka do jego jakości (papier chyba najgorszy z możliwych, klejona paskudna okładka i mały druk). Też byłoby mi szkoda tyle kasy pomimo tego, że książka jest naprawdę niezła i aż się prosi o jakieś staranniejsze wydanie…
na to powiem szczerze jakos w ksiegarni nie patrzyłam, ale faktycznie jak na tyle stron to dobrze byłoby wydac ją w twardej oprawie.
Książka leci do mnie z BookMoocha. Mam tylko nadzieję, że to epatowanie detalami mnie nie zabije (jak to ostatnio z „Kobietą w bieli” miałam).
że tak nie do tematu napiszę: w końcu ktoś niezachwycony panią Waters!
a teraz już do tematu, to byłam bardzo ciekawa jak ta ksiażka, ogólnie lubię takie klimaty ale sugerując się Twoją opinią oraz wydaniem poczekam aż będzie w bibliotece :P
Mary :)
Germini ja „Kobiecie w bieli” nie dałam rady. Myślę, że sporym plusem „Domu w Riverton” jest fakt iż powstał współcześnie.
Papierowa latarnio uff w takim razie jest nas dwie. Ja sobie nakupowałam tej Waters i teraz mi zalega.
mam wlasnie z biblioteki, tak wiec przekonam sie sama niebawem. o:)
chyba zapisze sie na liste oczekujacych w mojej bibliotece. Bo widze ze posiadanie na własnosc nie ma sensu, lepiej przeczytac raz i dac czytac innym ;).
MNie się bardzo podobała kiedy ją czytałam krótko po wydaniu.
Mary o czyli będzie recenzja! Fajnie :)
Peek-a-boo nie sądzę, abyś po jednorazowej lekturze miała ochotę do „Domu w Riverton” wracać ;-)
Judytta czytałam Twoją recenzję :-)
Jeszcze nie poznałam tej książki, ale recenzja mnie zachęca. Rzadko ostatnio czytam powieści… Jednak lubię taką tematykę i jestem ciekawa, czy i mnie się proza Kate Morton spodoba…
Jeśli chodzi o Waters, polecam filmy według jej prozy. Moim zdaniem są lepsze od powieściowego oryginału, bo chwilami proza Waters faktycznie i mnie irytuje. Scenariusze dwóch ekranizacji („Tipping the Velvet” tj. „Muskając aksamit” i „Affinity” tj. „Niebanalna więź”) napisał specjalista od filmów kostiumowych (w tym austenowskich) Andrew Davies. Oba filmy, które mi się podobały, miałam okazje zrecenzować na blogu.
Gosiu nie nastawiają się na wielkie pisarstwo. To rozrywka, ale zgrabnie i pomysłem napisana. A co filmów wg Waters chętnie się wokół nich zakręcę. Na obejrzenie czeka „Złodziejka”.
Ja przeczytalam „Dom w Riverton” po lekturze ” Zapomnianego Ogrodu”. O ile moglabym zrozumiec dlaczego Kate Morton stala sie slawna po publikacji „Ogrodu” nie moge zrozumiec jak mogla wyplynac dzieki swojej pierwszej powiesci. Ja dobrnelam do konca tylko dlatego, ze zadalam sobie wiele trudu, zeby zdobyc wersje oryginalna ksiazki i w koncu udalo mi sie ja sciagnac z Anglii. 350 pierwszych stron traktuje o niczym: nudne rozmowy sluzacych tytulowego domu. Jak wspomnial autor recenzji, mnostwo detali dotyczacych ulubionej i sekretnej gry dzieci zamieszkujacych dom i znowu rozmowy, rozmowy, rozmowy o niczym. Gdy zmaltretowany czytelnik dobrnie do 350-ej strony otrzyma nagrode w postaci zywszej akcji – przyznaje, ze na koniec ciezko sie oderwac od ksiazki, ale…. JAKIM KOSZTEM!
Polecam goraco „Zapomniany Ogrod” i rownie goraco odradzam „Dom w Riverton”.
msarzo autorka recenzji, a nie autor:) A poza tym absolutnie wszystko się zgadza. „Zapomniany ogród” już czeka na półce
Właśnie jestem w trakcie czytania książki ,, Zapomniany ogród” . Jest bardzo ciekawa i zachęcająca po samego początku . Gdy skończę ją czytać na pewno sięgnę po, powieść ,, Dom w Riverton” .
Zachęcam do przeczytania powieści Morton .
Serdecznie pozdrawiam :)
Inkusiu nie omieszkam przeczytać :)
Jestem świeżutko po lekturze. Epatowanie detalami jednak mnie nie zabiło; drażniło, owszem, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale później się przyzwyczaiłam :)
Poza tym zgadzam się z ogromną częścią Twojej recenzji :) Drażniły mnie te same rzeczy, ale atmosfera książki zrekompensowała mi wszystkie niedogodności. W rezultacie jestem pod wrażeniem – nie jakimś szczególnie wielkim, ale zawsze ;)
To jak ja :) W sumie fajne czytadło, prawda?
Wiedziałam, że gdzieś czytałam o tej książce, tak myślałam że u Ciebie. Dzisiaj dostałyśmy ją do biblioteki (przychodzą nowe nowości i zagubione nowości :-) Przejrzałam jeszczeraz recenzję i już wiem z czym to się je. ;-)
Tak, tak, to ja. „Dom w Riverton” to kapitalna powieść na wakacje. Trochę przegadana i „przedetalizowana”, ale wciąga i intryguje. „Zapomniany ogród” mam zamiar czytać, jak to, w ogorodzie w rodzinnym domu, ale w związku z tym muszę jeszcze poczekać do sierpnia
Zaczęłam od „Zapomnianego ogrodu”. Tak mnie wciągnęło że nie poszłam jeść zanim nie skończyłam czytać :)
Z Domem w R. było już troszkę ciężej i robiłam dłuższe przerwy :) Ale też bardzo ciekawa książka i żal że tak szybko się kończy czytanie ;)
Z niecierpliwością czekam na następne książki pani Morton.
Pozdrawiam.
A ja mam zamiar „Zapomniany ogród” zabrać z sobą na urlop :)
Książka po wszystkich komentarzach zapowiadała się świetnie a tu klops. Koszmarnie długie opisy i masę nudnych i zupełnie nie potrzebnych wątków, w których ginie wątek główny czasami ma się wrażenie, że czyta się zupełnie inną książkę niż kupiliśmy my. Jak dla mnie nuda.