„Córka rzeźbiarza” Tove Jansson

Córka rzeźbiarzaGdy byłam młodsza mnóstwo frajdy sprawiało mi wyszukiwanie inspirujących, zgrabnych czy też zabawnych fragmentów książek, które następnie skrzętnie wynotowywałam w dedykowanym temu właśnie celowi zeszyciku. Z czasem oczywiście przeszło mi, ale gdybym wówczas, w okresie zmożonego wyczulenia na złote myśli tudzież mądre frazy, przeczytała „Córkę rzeźbiarza” wiele z niej musiałabym przepisać do mego kajetu, bo zbiór autobiograficznych opowiadań Tove Jansson w dużej mierze składa się z właśnie takich zgrabnych bon motów. Jansson na przykład przekonuje, że: Życie jest żałobną wyspą i choćby się jak najlepiej żyło i tak trzeba umrzeć, i znowu obrócić się w proch [s. 16], stwierdza, że jak się nie odważysz od razu to nie odważysz się już nigdy [s. 49] i że to bardzo delikatna sprawa, co uważa się za właściwe, a co nie. [s. 69]. Tyle bon motów, a co z resztą?

W „Córce rzeźbiarza” spodobała mi się właściwie tylko fotografia małej Tove w pasiastej bluzeczce, która nie wiedzieć czemu nie została wykorzystana na okładce (miast tego koszmarnego bohomaza, zapewne o głęboko symbolicznych walorach). Cała reszta – portret rodziny czy może raczej dzieciństwa pisarski – kompletny, totalny zawód. Tym boleśniejszy, że „Córki rzeźbiarza” poszukiwałam od bardzo, bardzo dawna. Jansson oczywiście wciąż pisze kunsztownie, wciąż potrafi być zabawna i czarująca jak w swej muminkowej twórczości, ale jednak z autobiograficznego tomu opowiadań bije chłód, jak nie przymierzając z Buki. Pisarka bardzo dziwnie sportretowała swych rodziców, którzy wydają się być postaciami dość antypatycznymi, a ojciec wręcz złowrogi. Wciąż pochyleni nad własnymi sprawami.

Jansson dla dorosłych pisze w zupełnie innym stylu niż Jansson dla dzieci. W „Córce rzeźbiarza” świat widziany jest z perspektywy dziecka, ba wręcz stylizowany jest na dziecięcą mowę. Opowiadania przypominają zapisane impresje, wszystko jest takie jakieś… płynne? A w każdym razie złośliwej i mściwej małej Tove nie sposób do końca wierzyć. Nie wiadomo, co jest prawdą a co dziecięcą wyobraźnią. Wszystko to sprawia, że nie potrafiłam poddać się tokowi jej narracji, zanurzyć się w opowieść. Wciąż czułam się jak obcy i w dodatku poirytowany gość.

Zawiodłam się. Z tej lektury nie pozostało we mnie prawie nic. Kilka zgrabnych złotych myśli, anegdotki o rodzinnych zwierzakach (zwłaszcza małpce Poppolino, o którą mała Tove była niezmiernie zazdrosna) i właściwie tyle. Reszta to nie moja bajka. Szkoda, ale jednak wolę Muminki.

Ocena: ★★★☆☆☆

[„Córka rzeźbiarza” Tove Jansson, Wydawnictwo Słowo/ Obraz terytoria, Gdańsk 1999]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii (auto)biografie i wspomnienia, Krótkie formy literackie, Lekturki, Piękna, Skandynawia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „„Córka rzeźbiarza” Tove Jansson

  1. snoopy POLAND pisze:

    Szkoda, że zawiodła Cię ta lektura. Ja „Córkę rzeźbiarza” bardzo lubię. Może nie tak, jak nieco podobne w klimacie „Lato”, ale jednak uważam, że to kawał dobrej literatury, która jeszcze na dodatek pozwala lepiej poznać samą autorkę.

  2. makowepole POLAND pisze:

    Ojej, a więc może dobrze, że to nie ja Ci tę książkę w końcu pożyczyłam, bo kojarzyłabym Ci się z tym zawodem właśnie… Ja chyba, jak tak dłużej myślę, też wolę „Lato” i „Muminki”. Ale jest przecież różnica w pisaniu o świecie, czymś spoza nas (nawet jeśli jest to świat przez nas wymyślony) i w pisaniu o sobie. Nie każdy pisarz potrafi to robić dobrze w równym stopniu…

  3. zosik POLAND pisze:

    Snoopy nie przeczę, że to dobra literatura, co nie zmienia faktu, że ta stylistyka Jansson zupełnie do mnie nie przemawia.
    Makowepole może i lepiej ;-) Zdecydowanie wolę „Lato”, które jak słusznie zauważył Snoopy jest do „Córki rzeźbiarza dosyć podobne, a Muminki to zdecydowanie inna bajka – moja bajka :-)

  4. zosia POLAND pisze:

    Hup haff, długo czekałam na tę recenzję :) I jestem w stanie zrozumieć Twoje stanowisko, chociaż zgadzam się tylko w kwestii bohomaza na okładce.

    Byłam i jestem entuzjastką tej książki. Może dlatego, że czuję z Tove górnolotnie zwane braterstwo dusz, mimo wątpliwości, czy gdybym miała okazję ją poznać, przełożyłoby się to na faktyczną przyjaźń. Jakby luźno zacytować „Podróż z małym bagażem”, najpiękniejsze spotkanie z autorem następuje na kartach jego książki.

    Dobrze wiem, jak przenikać może się rzeczywistość z wyobraźnią, sama miałam „złoty kamień”, i mimo że po ekspertyzie dziadka okazał się bezwartościowy, pamiętam nadzieję na nagłe wzbogacenie rodziny. I te małe złośliwości, gdy niosąc cukierki od dziadków dla brata na piętro, z kolejnym stopniem podbierałam po jednym, trochę z łakomstwa, trochę z zwykłej złośliwości. I chociaż w moim domu nie było zwyczaju ucztowania, często z racji „artystycznej” rodziny bywałam na takich ucztach, gdzie rzeczywiście rzeczywistość rządziła się trochę innymi prawami.

    Mawia się, że artyści mają swoje zwyczaje – i trudno się temu dziwić. Zwłaszcza, że już mała Tove przejawia pewne inklinacje, naturalnie przejmując styl życia rodziców (ten piękny cytat, że tam, gdzie jest światełko, pewnie ucztują. Albo może robią ilustracje do książek. Czy też najgorsza z możliwych obelga – „Amatorka ! Jesteś amatorką! Nie jesteś prawdziwą artystką!”

    Ośmielam się podważyć tezę, że ma tu miejsce stylizacja na dziecięcą mowę. Myślę, że człowiek sam nagina swoje słowa, by brzmiały odpowiednio-dorośle w odpowiednim środowisku, swoim myślom pozostawiając własny bieg. I myślę, że ma tu miejsce taki Tove-strumień świadomości, z pewnością trochę poetycko-korygowany, a zdecydowanie esencjonalny. Trochę dziwnych zasad i rytuałów, osobliwych powinności, którymi kierują się dzieci, a które się pamięta tak jak to, by nie nastąpić na pękniętą płytkę chodnika. Z zamierzenia ma to być powieść autobiograficzna, a składa się z chaotycznych kawałków tworzących niekompletny obraz, dający więcej pytań niż odpowiedzi. Dla mnie odpowiedź tkwi właśnie w języku.

    Kwestia antypatycznych rodziców jest jak najbardziej pociągająca, jak zresztą wszystkie skandale i ploteczki. Dlaczego „córka rzeźbiarza” a nie ilustratorki, skoro wyraźnie większy związek Tove ma z matką, która czuwa nad wszystkim, przymyka oko na dziwactwa męża i jego „paniusie”? I ten cytat, że ojciec kocha Poppolina zaraz po Tove – gdzie należne żonie i bratu Tove miejsce? czy to tylko tylko ta „dziecięca stylizacja”, o której wspomniałaś, w której id triumfuje nad ego i chucha różyczką do klatki Poppolina?

    Mogę czytać „Córkę” codziennie, i zawsze znajduję w niej coś nowego, co warto przemyśleć. Ulotna, a wręcz niedostrzegalna myśl przewodnia książki urzekła mnie, jeśli nie na zawsze, to na bardzo długi czas.

    :-)

  5. Marigolden POLAND pisze:

    @ Zosik:
    „Gdy byłam młodsza mnóstwo frajdy sprawiało mi wyszukiwanie inspirujących, zgrabnych czy też zabawnych fragmentów książek, które następnie skrzętnie wynotowywałam w dedykowanym temu właśnie celowi zeszyciku. Z czasem oczywiście przeszło mi”
    To chyba stały nawyk dorastających dziewczątek – też tak miałam. ;) Zresztą odnowił mi się za sprawą bloga…

    A z innej beczki: co to za Pielewina teraz męczysz? Myślałam, że to jeden z Twoich ulubieńców, czyżby trafił się jakiś gniot?

  6. zosik POLAND pisze:

    Zosiu ufff to chyba najdłuższy komentarz z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. Chylę czoła przed Twą analizą „Córki rzeźbiarza”, naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem.
    Marigolden dobrze wiedzieć, że było nas więcej ;-) A co do Pielewina to mi mocno zalega „Empire V”. Mam zamiar zacząć go czytać od nowa, bo jednak latem nie nadaje się do książek takiego kalibru.

  7. zosia POLAND pisze:

    a ja przepraszam za rozwlekłość i fanatyzm :-)

  8. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    Potwierdzasz zdanie mojej siostry o tej ksiazce. Tez jej wyczekiwala, w koncu jakos cudem zdobyla i rozczarowala sie. Ja sobie ja daruje, Tove Jansson po prostu jest autorka Muminkow i nic nie moze im sie rownac.

  9. zosik POLAND pisze:

    Zosiu jaka rozwlekłość?
    Chihiro myślę, że faktycznie nie jest to zły pomysł. Z niemuminkowych książek gorąco polecam Ci „Lato”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>