Faktycznie, jak w którymś z komentarzy zauważyła Moni, ostatnio niezbyt szczęśliwie dobierałam sobie lektury i trafiałam głównie na przeciętniaki. Najwyraźniej jednak Fortuna tak do końca mnie nie opuściła skoro w czasie wizyty w bibliotece podsunęła mi niemalże pod sam nos „Tak kochali Galicjanie” – czarująco staroświecką antologię króciutkich szkiców Bogny Wernichowskiej. Książkę z gatunku tych, które pokocha się od pierwszego akapitu i ze smutkiem żegna doczytując ostatnie zdanie. Napisany piękną, klasyczną polszczyzną zbiorek jest bowiem wyśmienitym przykładem literatury tyleż poszerzającej horyzonty co po prostu nieziemsko przyjemnej.
Zamysłem autorki było opowiedzieć raz jeszcze o dziewiętnastowiecznych miłościach posiłkując się ówczesną prasą, pamiętnikami oraz listami. Na chwilę zapomnijmy o tej całej ciężkostrawnej martyrologii, o tych wszystkich umęczonych heroinach a’la „Wierna rzeka” i dziarskich młodzianach, którzy za wszelką cenę chcą oddać życie za ojczyznę pogrążoną w niebycie, bo pod warstwą patriotycznych uniesień kryli się najzwyczajniejsi ludzie, którzy tak jak my uczyli się, wyjeżdżali na delegacje, chadzali do teatru i na zabawy taneczne, koncerty do opery, a także zakochiwali się, choć z tą drobną różnicą, że ongiś sparować się z kimś tudzież związać uświęconym związkiem małżeńskim wcale nie było tak prosto. I bynajmniej na myśli nie mam nieszczęśliwych afektów, niegdysiejsi Galicjanie mieli zgoła poważniejsze problemy: a to zdrowotne niedomagania, po których tylko nieliczni byli w stanie wrócić do dawnej formy, a to różnice wyznaniowe czy majątkowe, a to wiek (około 24-letnim niezamężnym panienkom przyczepiano wówczas etykietkę starych panien) lub mierny posagu albo, co gorsze, brak błogosławieństwa rodziców.
Dawne historie miłosne opowiedziane na nowo przez Bognę Wernichowską, pasjonatkę rzeczy dawnych, mają w sobie coś nieodparcie czarującego i pociągającego. Są jak urok starej koronki albo spłowiałej porcelany. Niby to wszystko to o czym opowiada Wernichowska wydaje się być dobrze znane, a jednak na próżno opierać się wrażeniu, że niegdyś do afektu podchodzono z większym szacunkiem, a miłość była uczuciem bardziej wzniosłym i szlachetnym.
Piękna książka. Gorąco polecam nie tylko miłośnikom dziewiętnastowiecznych klimatów.
Ocena: 





Kiedy 15-letnią Zofię pewnej wiosennej nocy przyłapała surowa guwernantka na tym, że wymyka się nocami do stajni, by tam ściskać się z młodym, przystojnym stangretem, rodzice postanowili jak najszybciej wydać temperamentną córkę za mąż.
Jakoż zjawił się konkurent. Niemłody, ale bogaty, rodzony brat jej matki, Marceli Czosnowski. Przyszła dyspensa z Rzymu i panna poślubiła wuja.
Mąż starszy o 27 lat od swej 16-letniej żony, na początku był bardzo zadowolony z tak uroczej towarzyszki życia. Wkrótce przyszedł na świat syn Janusz, ale po urodzeniu pierworodnego pani Zofia wdała się w romans z przyjacielem domu, z czego, jak pisał współczesny pamiętnikarz, „zaszły nieporozumienia jakoweś, a te spowodowały separację [s. 194]
Może Cię również zainteresuje:
- „Opowieści niesamowite z życiorysów sławnych ludzi i pamiętników polskich zaczerpnięte” Bogna Wernichowska 01/09/2009
- „Duchy polskie, czyli krótki przewodnik po nawiedzonych zamkach, dworach i pałacach” Bogna Wernichowska i Maciej Kozłowski 11/01/2010
- Grzebanie w przeszłości 26/06/2010
- „Pierścienie Saturna” W.G. Sebald 19/03/2009
- Nie tylko zdjęcia 04/08/2010
- Mekka powietrzników 14/07/2010
- Tylko dla wielbicieli 16/09/2011










ależ ja lubię takie książki… to coś nowego?
brzmi kuszaco. jesli nie jest to najnowsza nowośc, to moze będę miała szansę wypożyczyc w bibliotece. Nie ma jak dobra ramotka w takie obezwładniająco upalne dni ;)
Mary książka jest boska, ale nie jest nowa. Wydaje mi się, że z 2005 roku.
Peek ja swoją właśnie przyniosłam z biblioteki. Wernichowska zresztą popełniła więcej książek w tym stylu (tzn na podstawie archiwów, listów, pamiętników) i już poluję na kolejne :-)
O jaaaa!!! :-0 taki komentarz mi przyszedł do głowy, tak samoistnie, takie „słowa” wypowiedziałam przy 2 akapicie Twojej recenzji Zoisk – tłumaczę „o jaaa”:
- ale fajne (to tak swojsko)
- ale czad, czy też w niektórych miejscach czadziarskie (młodzieżowe DOBRE!)
- brzmi interesująco (to już poważniej DOBRE) … i inne takie :-)
łezka mi się zakręciła w oku :-I …
Brzmi interesująco…
tak teraz czytam komentarze poprzedniczek… chyba zabrzmiało to poważniej ;-).
Moni :-) :-) :-)
Ktyra hihi a niech i brzmi poważnie…
Aktualnie wciąż zachwycam się rosyjską szlachtą, ale niedługo chętnie przeniosę się gdzieś bliżej domu, a ta książka wydaje się urocza po prostu :)
Mandżuria no tak :-) Przecież Ty czytasz „Annę Kareninę” moją ukochaną :-)
Ja jestem na etapie poszukiwań:) pozdrawiam
Po takiej recenzji na pewno skuszę się na tę książkę. Jeśli pociągają cię takie staroświeckie klimaty, przeczytaj koniecznie „Pasaże” Benjamina Woltera, „My i nasze Siedliska” Matyldy z Windisch-Graetzów Pawłowej Sapieżyny, „Moje życie, mój czas… Wspomnienia” Marii ze Zdziechowskich Sapieżyny, „Czasy, miejsca, ludzie. Wspomnienia z Kresów Wschodnich” Heleny z Jaczynowskich Roth. Wszystkie książki ukazały się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Natomiast miłość XX wieku opisuje świetny „Encyklopedierotyk” Ewy Kuryluk. Teraz jestem w trakcie lektury „Intymnego życia niegdysiejeszej Warszawy” Stanisława Milewskiego. Autor stworzył fascynujący obraz XVIII- i XIX-wiecznej Warszawy. Egzekucje, zabawy uliczne, targowiska, bale i reduty, perypetie miłosne ówczesnych dam, podziemie aborcyjne, stręczycielstwo, drzymcarze, szopenfeldziarze, mojkarze… Ech, gdyby Milewski pisał podręczniki do historii, uczniowie rzuciliby w kąt wszystkie pottery i brava:) Poluję na inne jego książki – „Ciemne sprawy międzywojnia”, „Podróże bliższe i dalsze, czyli urok komunikacyjnych staroci”, „W świecie występku i zbrodni”, „Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy”. Dzięki twojej recenzji do tej listy dołączę także książki Wernichowskiej, o której wcześniej nie słyszałam. Przypomniały się mi też reportaże Wandy Melcer – „Kochanek zamordowanych dziewcząt” (o warszawskim półświatku międzywojnia) i „Czarny ląd” (o Nalewkach, przedwojennej dzielnicy chasydów w Warszawie). Może znajdziesz w bibliotece.
Montgomerry :-)
Hypati-a cieszę się :-) Rzuciłaś tyle ciekawych tytułów… Zwłaszcza wokół „Ciemnych spraw międzywojnia”.
Oczywiście miało być „Benjamina Waltera”
O..!! To książka jak dla mnie !!
Bardzo lubię taką tematykę noi fragment już mnie zainteresował :)