Home » Czytadło, Kanada, Kobiece, Lekturki

„Wpadka” Rebecca Eckler

24 czerwca 2009 26 Comments

Wpadka - Rebecca EcklerNa myśl o czytaniu Pielewina boli mnie głowa.  Na myśl o napisaniu czegokolwiek na temat „Katonieli” również. Na myśl o „Wpadce” Rebecki Eckler może i głowa mnie nie boli, ale za to zęby i owszem, jako że już dawno nie miałam do czynienia z aż takimi dyrdymałami…

Swoją drogą czy i Wy też zauważyliście ten trend? Od pewnego czasu na książkowych blogach powiało literaturą, nazwijmy ją, „ambitną inaczej” – czytadłami i tak zwaną „babszczyzną”. I ja nie będę tu wyjątkiem i mnie proza życia zmogła na tyle, że poddałam się i połknęłam w dwa wieczory „Wpadkę” Rebecki Eckler – chick lita i to w dodatku z tych gorszych (czytaj: jeszcze głupszych niż przeciętna).

Treścią tej błahej powiastki stanowią przygotowania do narodzin pierworodnego potomka – efektu, co łatwo odgadnąć, spektakularnej wpadki. W relacji Rebecki Eckler, do bólu szczerej w swych wyznaniach kanadyjskiej dziennikarki, znajdą pożywkę i feministki i szowiniści. Te pierwsze będą miały się nad czym zżymać,  ci drudzy mają podany pod nos dowód na rzekomą intelektualną ułomności kobiet. Czytając „Wpadkę” trudno bowiem posądzać autorkę o wysokie IQ, a jej wypociny składają się na nieszczególnie korzystny wizerunek kobiety – próżnej egoistki i idiotki, którą nie obchodzi nic poza czubkiem własnego nosa i rozmiarem czterech liter. Serio, serio.

Nie wiem za bardzo jak ugryźć tą nieszczęsną „Wpadkę”, bo z tak trywialną historyjką nie miałam do czynienia od bardzo, bardzo dawna. Nawet jeśli na chwilę zapomni się o językowej i stylistycznej nieporadności oraz wymuszonych dowcipach, dość żenujących chwilami. Ostatecznie to tylko chick lit, ale jeszcze gorzej sprawy się mają z samą fabułą. Nawet jeśli „Wpadka” nie jest zbeletryzowaną autobiografią, to  z pewnością jest powieścią na motywach, rzec by można, autentycznych zdarzeń z życia Eckler, co stawia ją w co najmniej interesującym świetle. Jej powieść bowiem ani nie jest apoteozą macierzyństwa, ani tym bardziej opisem słodkiego znoju czekania na bobaska. To znaczy słodki znój oczekiwania jest, ale bobasek jest tu właściwie produktem ubocznym, a nie celem samym w sobie, a jedyne czym narratorka  kłopocze swoją ciężarną głowę to: a/ ile jeszcze przytyje do końca ciąży? b/ ile czasu zajmie jej zrzucenie nadwagi po ciąży? c/ co na jej nadwagę powie Narzeczony? I to zasadniczo wyczerpuje najważniejsze kwestie podjęte na  blisko 400 stronach. Dziecko dla Eckler jest tylko pretekstem do tego, aby jeszcze pieczołowiciej niż zwykle przyjrzeć się samej sobie. Stworzyć wokół siebie – niezależnej i życiowo ustawionej imprezowicz ki – kokon samouwielbienia, misterium samej siebie w stanie błogosławionym. Narcyzm do potęgi n-tej.

Jeśli to są, tak jak chce wydawca, wyznania współczesnej przyszłej matki, to ja już teraz z obawą spoglądałabym ku temu co wyrośnie z przyszłych dzieci ;-) Jednakowoż, jakby nie zżymać się nad tym literackim koszmarkiem, jedno Rebece Eckler przyznać trzeba – jej „Wpadkę” czyta się szybko i przyjemnie, a to dwa konieczne warunki wakacyjnego resetu z książką w ręku.

Ocena: ★★★½☆☆

Swoją drogą czuję, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z lekkostrawną literaturą w najbliższym czasie…

Może Cię również zainteresuje:



26 komentarzy »

  • mandżuria POLAND napisał/a:

    Najbardziej irytujące jest to, że człowiek sięga po takie czytadło, żeby sobie wypocząć, a czasem umęczy się jeszcze bardziej przy czytaniu (przerabiałam to ostatnio męcząc „Coś pożyczonego”).

    Życzę bardziej udanych lektur na te ciężkie czasy ;)

  • mary POLAND napisał/a:

    dlatego rzadko siegam po takie ksiazki. bo i tak wiem ze bym nie doczytała. bo zwykle rzucam w kąt jak mi sie nie podoba albo męczy. po co tracic czas na dyrdymały? :)

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Mandżuria ja się nie męczyłam jakoś specjalnie i na szczęście Eckler mnie nie irytowała, co najwyżej bawiło zadufanie w sobie jej literackiego alter ego.
    Mary na dyrdymały traci się czas tylko po to, aby się zrelaksować :)

  • awita POLAND napisał/a:

    Teraz to szerokim łukiem obchodzę taka „babszczyznę”, ale kiedyś wcale tak nie było i miałam okres pochłaniania sentymentalnych, ckliwych, chociaż raczej nie z życia wziętych, historii. Pewnie każda z nas czegoś takiego (przejściowo?) potrzebuje. Wolę jednak 100 razy bardziej przeczytać z uśmiechem twoją lekką, zabawną recenzję, niż męczyć się 400 stron : -)

  • niebieski ptak POLAND napisał/a:

    A może spróbujesz przeczytać Damona Galguta książkę pt: „Dobry lekarz”?

  • mary POLAND napisał/a:

    eeeee tam, nie wierzę. Jaki to relaks, skoro ksiazka męczy?

    Ja sie zwykle relaksuje przy czyms co mi się podoba :)

  • marcin POLAND napisał/a:

    jeśli ta książka jest tak zła, to dlaczego dostała aż 4,5 gwiazdki?

  • marcin POLAND napisał/a:

    usp… liczę jeszcze raz. widać, że ja humanista ;) jeden-dwa-trzy,pół.
    (ale to i tak chyba za dużo, biorąc pod uwagę dość krytyczny opis)

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Awita u mnie to zdecydowanie przejściowe, choć mam wrażenie, że obecnie może się nieco przedłużyć… I de facto czytanie tej powieści nie jest drogą przez mękę tylko, o bogowie, jest po prostu niewyobrażalnie durna, aczkolwiek dziękuję za miłe słowa :-)
    Niebieski ptaku dzień dobry! Nie słyszałam o tej powieści. Czy mogę prosić o jakąś krótką rekomendację dlaczego właśnie ją powinnam przeczytać?
    Mary „Wpadka” nie męczy, męczy mnie obecnie Pielewin :( A wypot pani Eckler jest, tak jak wspomniałam Awicie, dość głupawy ;-) Aczkolwiek jestem pewna, że znajdzie sobie grono wdzięcznych czytelniczek i apologetek wyznawanego przez pisarkę stylu życia…
    Marcin to mnie wystraszyłeś! Aż przez chwilę zwątpiłam w swą własną zdolność rachowania. Nie, powieść Eckler zdecydowanie nie zasłużyła na 4 i 1/2 gwiazdki. 3 i 1/2 tak w sam raz, bo swoją funkcję spełniła, czyli pozwoliła mi odetchnąć od znoju codzienności, że tak powiem…

  • Ania GERMANY napisał/a:

    Ja mam jak Mary, nawet do ręki staram się nie brać, bo się tylko denerwuję.

  • net.a.a POLAND napisał/a:

    Hah, a ja znam nawet chodzące żywe przypadki, które zadawały sobie i otoczeniu powyższe abc… można było wręcz odnieść wrażenie, że od odpowiedzi na pytania uzależniają decyzje o planowaniu potomstwa!! Aaa, przerażające ;)
    I mi się zdarzyło czytadło niedawno ;) A teraz to już reset na całego :] Na przestrzeni ostatniego tygodnia przeczytałam zaledwie jeden rozdział Marthy Grimes ;) Na szczęście mam jeszcze zaległe rzeczy do pisania, więc nieczytania nie będzie tak widać ;)))
    Ciekawe co jeszcze lekkostrawnego planujesz? :)

  • niebieski ptak POLAND napisał/a:

    HEY!!
    Czytam Twe zapiski od dawna nawet głosowałam na niniejszą stronkę w ramach „odznaczenia” jej Papierowym ekranem{ cóż nie wyszło w tym roku ale ….}.
    Galgut jest nazywany nowym Coetzeem {tak się to odmienia z tego co spr. w necie, autor Hańby m.in – tak dla przypomnienia}. Cóż recenzenci etc. lubią szufladkować. Podobnie jak wspomniany autor Galgut pochodzi z RPA i pisze o tym kraju; tu podobieństwa się kończą – polecana przeze mnie książka zostaje pod skórą długo jeszcze po lekturze. Jest niepokojąca, mroczna; ukazuje, że tak naprawdę mimo upadku segregacji rasowej nic się nie zmieniło { nie jest to w książce ukazane dosłownie – bardziej „czuje” się to w sposobie opisywania zagadnień i w tworzeniu atmosfery}. Jeśli porównać to do komputera – następuje zmiana obudowy ale zawartość nie ulega modernizacji. Stare grzechy, wątpliwości i animozje otrzymują nowe szaty, pod spodem toczą się procesy gnilne, rozpad i dezorganizacja. Nieuchronnie wyczuwa się tragedię, która jest tylko kwestią czasu. Książka jest „dziwna” bo pomimo ze dotyczy danego regionu Afryki, trzeba znać historię wiedzieć z czym to się „je” aby zrozumieć i wyczuć że coś jest nie tak, jest też opisem postaw ludzkich { poprzez zderzenie losów dwóch jednostek – 2 lekarzy – młodego i starego}, konfrontacji dojrzałości{?}, braku nadziei, świadomości, że „król jest nagi” z młodzieńczą buńczucznością,ślepym działaniem, bezrefleksyjnością i sloganami które weryfikuje życie. Niejako poprzez ukazanie losów tychże lekarzy {starszy Frank, młodszy Laurens} mamy do czynienia ze „starym i nowym RPA”. Przy czym nowy „rytm” tegoż kraju niebezpiecznie przypomina stary – problemów nie rozwiązuje się, zamiatane są pod dywan utkany z pustosłowia, mirażu i liczenia na to, że jakoś to będzie, czasem pojawia się iskierka nadziei, że będzie lepiej ale tak naprawdę to są jednostkowe przypadki a jak wiadomo procesy powinny być odgórne aby budzić procesy oddolne. Tu stare problemy ubrane są w szaty z HAUTE Culture jednak to nie dodaje im uroku. Jest to też książka o braku nadziei, podczas lektury ma się to obezwładniające uczucie i nawet jeśli widać światełko w tunelu żaden z bohaterów przywykłych do mroku nie wykazuje zdolności/ chęci aby odmienić swoją egzystencję bo już NIKT nie wierzy, że da się rozjaśnić ten mrok{ ogarek budzi nawet gniew, niczym nie proszony gość ponieważ ciemność stała się naturalnym „światłem dla oczu”}. Potencjalne możliwości poprawy bytowania, nadania sensu egzystencji jeśli można tak nazwać, to co się bohaterom przydarza podlegają wpierw wewnętrznemu autosabotażowi a następnie są „potwierdzane” {na zasadzie samospełniającej się przepowiedni} w życiu społecznym jako utopijne. Dobra książka i każdy może coś dla siebie wyszukać, duże się dzieje „między wierszami”!

  • Katja127 POLAND napisał/a:

    Czyli mamy tu zagraniczną wersję naszych rodzimych „Zapisków stanu poważnego” Moniki Szwaji – ta podziałała na mnie jak „Wpadka” na Ciebie. Od dłuższego czasu omijam takie coś szerokim łukiem, chociaż pamiętam, że był okres w moim życiu kiedy się takimi bzdetami zaczytywałam. Nooo, ale wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o istnieniu blogowego świata literackiego :-)))

  • Katja127 POLAND napisał/a:

    Kurcze, nie dokończyłam myśli – a dzięki książkowym blogom przeczytałam parę dobrych i ambitnych książek i już mi się moje gusta czytelnicze zmieniły.

  • chihiro UNITED KINGDOM napisał/a:

    Zauwazylam wysyp ‘babszczyzny’ na blogach, ale z reguly na takich, ktorych nie mam w zakladkach i na ktore wchodze niezmiernie rzadko. Wysyp takich ksiazek widze w ksiegarniach od lat, ale nie wiem, co musialoby sie stac, zebym po tego typu ksiazke siegnela. Zbyt wiele bardziej wartosciowych mam na liscie, by siegac po chick-lit, ktore mnie – wiem to, nie musze sie przekonywac osobiscie – ani nie rozbawi, ani nie zmusi do refleksji, ani nawet nie zaciekawi niczym. Z tych lzejszych to ja wole dobre czytadla, w stylu Khosseiniego albo jakichs innych autorow, korzy za akcje swych ksiazek biora kraje Bliskiego Wschodu albo Indie.

  • Azja POLAND napisał/a:

    Czasem człowiek sięga po lektury, które nie wymagają zaangażowania mózgu do czytania (czyli nie powodują przemyśleń). Ale faktycznie – jeśli książka drażni to żaden z tego odpoczynek. Moją metodą są wtedy powroty do ulubionych książek z dzieciństwa, które się czyta „dla smaku”, a nie dla treści.

    Ale tak zupełnie serio – kiedyś w ramach odpoczynku po bardzo wyczerpujących intelektualnie zajęciach z filozofii (to jest zarzut, a nie pochwała tych zajęć), czytywałam do kolacji Harlequiny. Myślałam, że nic bardziej przewidywalnego wymyślić nie można, aż… Pojawiły się w kioskach kolorowe serie „dla kobiet”.
    Mój Boże… Poczułam się nieco ogłuszona przekonaniem, że jestem w stanie przetrawić dziewięć klonów Bridget Jones pod rząd. Założeniem, że jeśli jest o miłości i się dobrze kończy, to jest to literatura „kobieca”. Drażni mnie też opiewana Grochola, chociaż niektóre książki Szwai i Sowy „do kolacji” czytywałam… A tym czasem moja mama i ja (obie kobiety, nie da się zaprzeczyć) połykałyśmy np. bez zachłyśnięcia „Rok Ojca” Popławskiego, który jak najbardziej kobiecą książkę napisał (polecam i jestem ciekawa, jaką by tu zarobił recenzję ;D). Ani tam słowa o dietach, dylematach przemijania, potrzebach seksualnych trzydziestoletnich singli i romansach cudem zwalczających przeciwności losu.
    Czyli o wszystkich tych tematach, które się sprzedają świetnie „w Ameryce”, więc rzesze polskich kopistów/ek się za nie zabrały.

    To ja już wolę dla odpoczynku czytać opowiadania Karen Blixen – dziewiętnastowieczne, idealistyczne, nieco grafomańskie wizje baronowej z wyboru. Przynajmniej każde jej kolejne opowiadania różni się od poprzedniego. Czego ani u Grocholi, ani u Szwai, ani u niemal żadnej „kobiecej” pisarki seryjnej nie dostrzegłam.
    Pozdrawiam ulubionego bloga :)

  • chiara76 POLAND napisał/a:

    mnie nie interesuje literatura opisująca przyszłe macierzyństwo, a więc pewnie dlatego udało mi się taką minę ominąć;)

  • E.milia POLAND napisał/a:

    Ja właściwie mogę się podpisać pod komentarzem Chihiro. Jakoś nie nęcą mnie wizje odetchnięcia przy chic-lit. Był czas, że podczytywałam sobie czasem coś z takiej literatury, dla relaksu, ale teraz to mnie odrzuca, bo właśnie – ani to zabawne, ani ciekawe. I jeśli już czytadła, po które, a jakże, czasem miło jest sięgnąć – to takie, które przynajmniej mają w tle jakąś odległą rzeczywistość, czyli orientalną, bliskowschodnią, indyjską.

  • Vampire_Slayer POLAND napisał/a:

    Zosiu, nie zrobiłaś nic innego, jak ogłupiłaś się w ten tydzień. Ja czasami, jak mam dość poważnej lektury, wypożyczam kilka filmów, oczywiście ogłupiających komedii.
    Czemu warto zrobić sobie pasztet z mózgu ;-)

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Moi drodzy nie chce mi się rozdrabniać na pojedyncze odpowiedzi. Zrobię to w zbiorczej notce :-)

  • zosik POLAND (autor) napisał/a:

    Niebieski ptaku dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. WOW nie spodziewałam się aż takiej recenzji! Dziękuję bardzo za polecenie. Książkę wrzucam na moją listę „do przeczytania” :-)

  • niebieski ptak POLAND napisał/a:

    Jak puściłam post to zobaczyłam ile tego wyszło, upsss. Przepraszam za błędy interpunkcyjne czasem mi się zdarzają coś mi pauza po przecinkach nie podchodzi.PZDR Gośka.

  • Vampire_Slayer POLAND napisał/a:

    Tam miało być „Czasem”, a nie „Czemu” :))

  • In Anna POLAND napisał/a:

    Wyznania współczesnej przyszłej matki, powiadaż? To kto wie, może by mi się spodobało, biorąc pod uwagę moją podwójność ;).
    A co do dyskusji, to uważam, że mimo wszystko nie warto ograniczać się do ścisłego kanonu autorów z najwyższej półki – czasem sięgając po przypadkowy tytuł i nieznanego pisarza, można trafić na prawdziwą perełkę. A czasem wręcz przeciwnie… Kto nie ryzykuje, ten nie wie.

  • Grubasy | Lekturki NETHERLANDS napisał/a:

    [...] “Padam na twarz” Rebeccki Eckler. Pamiętacie burzę jaką wywołała pierwsza powieść tej Pani? Wrodzona przekora każe mi sprawdzić co warta jest jej kontynuacja. 2. “Prawda o sprawie [...]

  • Aniaaaa UNITED KINGDOM napisał/a:

    Książka beznadziejna od pierwszej strony. Podobno była nieświadoma i pijana a 20 kartek dalej napisała, że jak z niej schodził to już wiedziała, że jest w ciąży i wyjątkowo pamięta każdy szczegół. Temat wałkowany przez kilkanaście stron, autorka powtarza sie co twoerzy masło maślane.. Bardzo wiele nie zgadzających się ze sobą faktów które opisuje. I to jak opisuje siebie jako cudowna, piękną, szczupłą za która oganiają się faceci a w sklepie pytają o dowód jak kupuje papierosy mimo , ze ma 29 lat. Jak wydaje na szampon 45 dolarów, ma pierścionek z diamentem, organizuje przyjęcia na 150 osób. i jakie to ma wspaniale piersi. Nie które teksty są powtarzane tak, ze cala strona mówi jedno np. doktor się nagrał na sekretarkę to odsłuchiwać to 5 razy i oczywiście musiała to napisać, chyba ledwo co wystukała te 300 stron. jej koleżanki podobno mówią tylko o sobie a to jednak ona przez pierwsze 100 stron dzwoni non stop do każdej ze swoich 50 przyjaciółek by powiedzieć, ze 2 godziny temu zapłodnił ją jej chłopak i w jej brzuchu rusza się coś 5h po zapłodnieniu. Czy choćby fakt, ze pozostaje w poważnym związku czego jej zazdroszczą inne kobiety bo w tym samym czasie jest singielka bo Narzeczony mieszka w innym mieście i możne flirtować do woli. A prawda taka, ze z Narzeczonym to jej prawie nic nie łączy bo napisała, ze nie wie co robi całymi dniami i jej to nie obchodzi tak samo jak on nie powinien wiedzieć co ona robi, tak samo nigdy nie widział jak goli nogi czy suszy włosy bo mam myśleć, ze urodziła się idealna bez włosów! Braki słów. Cala książka o tym ile przytyje z 45 kg. Pierwsza 5 stron kilkadziesiąt razy przewija się słowo telefon Grozy.. i tak non stop nic konkretnego tylko cos w stylu – telefon zgrozy to taki telefon zgrozy, kiedy telefonujesz do przyjaciółki to wtedy jest telefon zgrozy. beznadzieja…

Pozostaw swoj komentarz.

Dodaj komentarz poniżej lub trackback z własnej strony. Możesz również skorzystać z RSS.

Lekturki nie tolerują spamu i chamstwa.

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Lekturki sa przyjazne Gravatarom. Zalóż własny, na Gravatar.