Multikulturowym freskiem z życia stadionowej społeczności w założeniu miała być debiutancka powieść Ify Nwamana – pochodzącego z Nigerii anglisty, który na własnej skórze przekonał się, jak to jest być handlarzem z Jarmarku Europa.
Przyznaję, że już dawno nie miałam do czynienia z powieścią tak nieporadnie napisaną, stylistycznie kaleką i literacko niedopracowaną. Warsztatowa amatorszczyzna Ify Nwamana razi w oczy niemiłosiernie, ale na szczęście dla tej mimo wszystko udanej powieści udało się autorowi w sprytny sposób zatuszować swe pisarskie braki. Kluczem do sukcesu okazał się temat: eksplorowane od podszewki życie kolorowych handlarzy ze Stadionu X-lecia, sytuującego się gdzieś na peryferiach kultury miejsca i społecznego fenomenu zarazem. Państwa w państwie, które jednym dawało (nierzadko krociowe) zyski – innym tandetną namiastkę luksusu. Nwamana przeszedł przez wszystkie etapy wtajemniczenia i szczęście, że po zamknięciu na dobre targowiska, zdecydował się odmalować jego wierny konterfekt, co już samo w sobie daje unikatową możliwość przyjrzenia się jarmarcznemu organizmowi od środka. I faktycznie najlepszy w „Stadion. Diabelskie igrzyska” jest dokumentalny potencjał powieści. Pikanterii dodaje kokieteryjne stwierdzenie Nwamana jakoby w literackie szatki ubrał tylko autentyczne wydarzenia. Zaowocowało to zlepkiem anegdot, wspomnień, relacji, przekrętów. Podręcznikiem wiedzy z emigracyjnego survivalu. To co absurdalne i nieprawdopodobne miesza się tu z wydarzeniami znanymi z pierwszych stron gazet (Nwamana między innymi odnosi się do sprawy Simona Mola) co w parze z pisarską indolencją i rubaszno – tragicznym klimatem daje zaskakujące rezultaty.
Nie wdając się zbytnio w szczegóły, jako że odkrywanie kolejnych metod okpiwania naiwnej klienteli to niewyczerpane źródło frajdy, napiszę tylko tyle: nie sądzę, aby podobnie demaskatorska powieść mogła ujrzeć światło dzienne w czasach świetności stadionu, bo Nwaman bez ogródek, niczym na spowiedzi, zdradza kupieckie sekrety, opowiada o sztuczkach, jakich dokonywano na trefnym towarze, korupcji służb mundurowych, a także specyficznym życiu toczącym się wokół stadionu. Całej historii patronuje natomiast archetyp czarnoskórego samca z gigantycznym przyrodzeniem i wciąż niespożytkowaną seksualną energią.
Zakulisowe życie Jarmarku Europa byłoby świetnym materiałem na porządny reportaż, ale jak widać również na całkiem przyzwoitą powieść. Siłą „Stadionu…” jest bowiem temat i zasadniczo tylko temat. Myśląc przyszłościowo lepiej byłoby dla wszystkich z panem Nwamana włącznie, aby powściągał swe ewentualne dalsze pretensje względem literatury. Wolałabym bowiem zapamiętać go jako autora jednej interesującej książki niż szeregu niewiele wartych, a „Stadion. Diabelskie igrzyska” bez wątpienia interesującą pozycją jest, choć literaturą sensu stricte już niekoniecznie.
Ocena: 





Może Cię również zainteresuje:
- O włos 17/08/2010
- „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwia Chutnik 07/07/2008
- „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski 02/06/2008
- „Domofon” Zygmunt Miłoszewski 27/03/2008










A ja chętnie przeczytałabym tą książkę. Życie bazarów od tej drugiej, mrocznej strony jest niesamowicie fascynujące. Przerażające i ciekawe.
ps. A następnym razem, jak pojadę do Krakowa, to zdradzę publicznie, wszem i wobec. :)) Powiem, gdzie będę i kto będzie chciał mnie poglądać, będzie mógł mnie znaleźć ;)))
Widziałam ją w księgarni dzisiaj. Chętnie ją schrupię. Czy odczytałaś poprzedni komentarz? ;)
Matylda zgadzam się z Tobą – tajemnice bazarowego „backstage’a” są fascynujące! I liczę, że next time się ujawnisz.
Vampire odczytałam :-)
Dopisuję do pożyczanek :-)
No Problem. Będzie na Ciebie czekać ;-)
Pingback: InfoTuba : Kraków Warszawa wiadomości, wydarzenia, kultura, Białystok, Lublin, Łódź, Poznań, Rzeszów, Toruń - Polska - Literatura - "Stadion. Diabelskie igrzyska" Ify Nwamana
A czemu uprawia się tu rasizm w zaowalowanej postaci?
Iluż jest białych nieudolnych pisarzy, z Masłowską na czelę, ale, poza nieliczną grupą osób, jakoś nikt nie zwraca uwagi na styl w jakim piszą.
A tu nagle prośba by Ify pozostał autorem jednej książki.
Kimże jesteś by tak osądzać drugą osobę. Kolejny R. Leszczyńskim z „Wprost”?
Szczerze mnie ubawił Twój komentarz :] Naprawdę, bo jedyne co z niego wynika, to Twój brak umiejętności czytania ze zrozumieniem, a to przykre świadectwo pracy Twych nauczycieli… Poza tym gdybyś zadał sobie trochę trudu i przejrzał inne recenzje zapewne zauważyłbyś, że dostaje się po głowie każdemu kto w jakiś sposób literacko sobie na to zasłuży, bez względu na narodowość i kolor skóry. Polakom też (a może przede wszystkim).