„Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” Junot Diaz

Przeczytałam ostatnie zdanie „Krótkiego i niezwykłego żywota Oscara Wao” dokładnie tydzień temu. Przeczytałam i stwierdziłam, że muszę się przespać z problemem. Nie, nie dlatego, aby nagrodzona Pulitzerem powieść Junota Diaza w jakikolwiek sposób mnie przerosła, a dlatego, że musiałam sobie przemyśleć czy to co pisarz zaserwował w powieści jest tym czego od literatury oczekuję i szczerzę przyznaję, że nie, nie jest. W czym, nawiasem mówiąc, zapewne będę odosobniona, bo „Żywot Oscara Wao” zbiera same entuzjastyczne recenzje.

Co Diazowi trzeba oddać, napisał powieść niezmiernie przekorną i przemyślaną. Jego Dominikana to ponury rewers Dominikany znanej folderu turystycznego: taka co ma wielkie zęby do straszenia, a nie rajskie plaże do leniuchowania, a tytułowy Oscarek* to tłusty nieudacznik, który każdym szczegółem swego nieporadnego jestestwa mimowolnie kontestuje kult macho. Co nie zmienia faktu, że chłopak bardzo chciał być macho, albo chociaż zasmakować dziewczyny, co wydawało się być awykonalne ze względu na patologicznie introwertyczną naturą i tuszą. Afekt jakim obdarzał piersiaste latynoski pozostawał zatem w sferze w najlepszym wypadku platonicznej, a zazwyczaj jednak nieodwzajemnionej, a sam Oscar wolał zagłębiać się w świecie fantastyki i gier RPG. Do czasu.

Właściwie rzec bym mogła, że Junot Diaz mnie nieco oszukał, bo nastawiłam się na opowieść stricte o  Oscarku (sugestia w tytule), tym czasem dostałam nie chronologicznie spisaną sagę jego całej rodziny czy może raczej opowieść o powtarzalności kapryśnego losu, pechu (klątwie, czyli fuku), który prześladował kolejne pokolenia. Nade wszystko zaś „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” jest apoteozą heroizmu, który drzemie w każdym, nawet w nieporadnym Oskarze, który w obliczu prawdziwego zagrożenia zrazu odkrył w sobie pokłady niemalże nieludzkiej odwagi.

Last but not least, jak mawiają Anglicy – język Junota Diaza. A właściwie dwa języki, bo choć powieść napisana została po angielsku upstrzona jest mnóstwem hiszpańskojęzycznych wtrąceń (które na szczęście przetłumaczono, a wiem, że posiadacze egzemplarzy w oryginale tyle szczęścia nie mieli). Diaz pisze dosadnie**, dowcipnie, bezceremonialnie i figlarnie, sporo tu przekleństw, jeszcze więcej kolokwializmów i grubiaństwa wszelakiej maści, co czyni z „Krótkiego i niezwykłego żywota” powieść dosyć ciężką do przebrnięcia.  Mi w każdym razie było ciężko, a proces czytania wlókł się i wlókł. Właściwie z ulgą odetchnęłam, gdy dotrwałam do ostatniej kropki.

Ocena: ★★★½☆☆

* Już samo imię Oscar jest jakże znaczące, śmiem twierdzić, że będąc Oscarem nie można być szczęśliwym, popatrzcie tylko na Oskarka z „Blaszanego Bębenka” Guntera Grassa, albo Oskara Zrzędę z „Ulicy Sezamkowej”, którą namiętnie oglądałam lata temu.
** Nie chcąc być gołosłowną zacytują taki mały smaczek oddający specyfikę stylu i leksyki Diaza: Jak niektórzy z was wiedzą, trzcinowe pola, to, kurwa, nie przelewki i nawet najbystrzejsi mogą się zgubić w ich nieskończoności, by po wielu miesiącach ukazać się ponownie w postaci aranżacji z kości [s. 138]

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lekturki, Piękna, USA i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „„Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” Junot Diaz

  1. Martin Woolf POLAND pisze:

    Bardzo ciekawie to przeczytałaś. Ja oczywiście się absolutnie nie zgadzam, ale też miałem inne nastawienie na początku.

  2. Jak wiesz trudno mi ocenić okładkę, bo nie kupiłam tej książki, jeszcze. Więc powiem tak, jeśli masz takie zdanie, to coś musiało Cię zniechęcić. Bo jakoś specjalnie nie wydziwiasz jeśli chodzi o książki. W sensie, jak Cię znam {od jakiegoś czasu} to wiem, że oceniasz sprawiedliwie ;-D

  3. clevera POLAND pisze:

    To jedno zacytowane zdanie spowodowało ogromną chęć przeczytania tej książki:)

  4. Jarek POLAND pisze:

    Wzięte ze strony Znaku, razem z „Topielą”. Fajnie sobie tak brać, a tymczasem u mnie stosik chyba 7 książek z tego wydawnictwa do recenzji.

  5. zosik POLAND pisze:

    Martin czytałam Twoją recenzję i bardzo, bardzo mi się spodobała i nawet przez chwilę myślałam trochę cieplej o „Żywocie Oscara”, ale gdy wróciłam lektury to stwierdziłam, że nie, nie da się zwieść Twym namowom ;-)
    Vampire :-) Historia w sumie fajna, słodko-gorzka, chwilami przezabawna, ale podana w formie dla mnie na dłuższą metę niestrawnej. Krótko mówiąc za dużo hiszpańskich wtrąceń, za dużo za długich przypisów, zbyt chaotycznie tak więc eeee, umęczyłam się ;-)
    Clevera a to akurat bardzo mnie cieszy, bo to nie jest zła książka aczkolwiek niespecjalnie odpowiadająca mym literackim upodobaniom ;-) Zresztą polecam Ci recenzję kolegi Martina: http://martinwoolf.blogspot.com/2009/05/26-jezykow.html
    Jarek ja sobie „Topiel” darowałam

  6. makowepole POLAND pisze:

    Hmm, to mówisz, że to raczej nie jest drugi „Kielonek”? Bo i takie porównanie słyszałam, a „Kielonka” właśnie kończę i jestem nim zachwycona (choć i tu przecież cnotliwie i grzecznie nie jest).

  7. mary POLAND pisze:

    przeczytałam kawałek w księgarni ale kompletnie nie trafiło, nie podeszło a wręcz zmęczyło. Nie sięgnę raczej.

  8. zosik POLAND pisze:

    Makowepole hmm, właściwie to takie porównanie nie przyszłoby mi nawet do głowy, choć teraz gdy o tym myślę faktycznie jakieś odległe pokrewieństwo między Diazem i Mabanckou istnieje. Zresztą chyba najlepiej będzie jeśli sama przeczytasz sobie fragmencik: http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,4803
    Mary mnie zmęczyło niemożebnie, aczkolwiek obiektywnie rzecz ujmując jest to dobra powieść ;-)

  9. puvi POLAND pisze:

    A mnie zachwyca. Ksiażka przypomina mi momentami „sto lat samotnosci” Marqueza, od której oderwać sie nie sposób.
    Kazdy lubi co innego. Ale wszystko co wytknela autorka recenzji wg mnie dodaje ksiazce uroku i oryginalnosci.

  10. zosik POLAND pisze:

    Puvi co osoba to porównanie, choć przyznać muszę, że może faktycznie jest pewne pokrewieństwo z Marquezem, które myślę, że wynika przede wszystkim z latynoamerykańskiego rodowodu obu panów. A tak na marginesie to witam w mych skromnych progach!

  11. Szwedzki Kucharz POLAND pisze:

    ja jestem w trakcie lektury „oskara…” trudna książka nie przeczę, nie każdemu może się poodbać, ale jak dla mnie to trochę tu mi pobrzmiewa hemingway (och hemigway!), zwłaszcza jesli chodzi o stylistykę narracji (nie licząc komentarzy narratora;p) i to bardzo mi się podoba. Moim zdaniem naprawde warto przeczytać.

  12. In Anna POLAND pisze:

    Mam co prawda za sobą tylko kilkunastostronicową próbkę tej powieści, ale jak dla mnie język jest zbyt dosadny, a i w narracji coś mi nie pasuje… jakaś taka drewniana, jakby wymuszona. Raczej nie sięgnę po całość. A też, po przeczytaniu kilku pochlebnych recenzji, miałam małą nadzieję na drugiego Marqueza.

  13. zosik POLAND pisze:

    Szwedzki Kucharzu wow! Co osoba to porównanie. I co ciekawe każdemu Diaz kojarzy się z zupełnie innym pisarzem: Mabanckou, Marquez, a teraz Hemingway, którego praktycznie nie znam, więc akurat do tej paraleli ustosunkować się nie mogę. I nie przeczę, że warto przeczytać Diaza, choć również nie przeczę, że jest to powieść z gatunku tych, które wzbudzają sprzeczne odczucia.
    In Anna IMHO kolejny Marquez to to na pewno nie jest. Jakieś odległe pokrewieństwo jest, ale bez przesady w tak dalece posuniętych porównaniach ;-)

  14. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    No to ja mysle, ze tu zawinil tlumacz, skoro Cie zmeczylo. Czytalam w oryginale i mimo ze przypisow co do hiszpanskojezycznych slow nie mialam, to czytalo mi sie te powiesc swietnie i nie nuzyla mnie ona wcale a wcale (http://chihiro.blox.pl/2008/07/The-Brief-Wondrous-Life-of-Oscar-Wao-Junot-Daz.html).

  15. daggy ITALY pisze:

    jeszcze nie czytalam, ale po Twojej uwadze na temat hiszpanskich przeklenstw przyszedl mi do glowy „Komu bije dzwon” Hemingwaya, a skoro podobne skojarzenie mial Swedzki Kucharz to moze cos w tym jest..

  16. zosik POLAND pisze:

    Chihiro czytałam Twą recenzję jeszcze przed zabraniem się za powieść i nie powiem, żebyś nie narobiłam smaka. Może faktycznie była to kwestia tłumaczenia, choć IMHO przekład bardzo dobry.
    Daggy a idzie mi z Tym Hemingwayem

  17. giera POLAND pisze:

    nie tak dawno, tydzień temu, skończyłem czytać „Topiel” (wyd. II) (Znak) i chyba „przez” tą dosadność i wyrazistość chciałbym przeczytać „Krótki i niezwykły…”
    dodatkowo jestem ciekaw jak wypadnie porównanie tek książki z „autobiografią mojej matki” & „oddech, oczy, pamięć”

  18. zosik POLAND pisze:

    Ja już sobie „Topiel” odpuszczę, choć nie powiem, żeby i ona mnie swego czasu nie kusiła.

  19. Szwedzki Kucharz POLAND pisze:

    jeśli idzie o Junota i Absolutnegomistrza Hemingwaya:) to skojarzenie nasunęło się poprzez sposób narracji. Zwróćcie na to uwagę. Nie ma tam prawie uczuć, wszytsko przykryte jest płaszczykiem niefrasobliwego playboya. Ale im bardziej lakoniczny język, oszczędność wypowiedzi, tym bardziej uderza w czytelnika historia Oscara. To samo z resztą robił Hemingway.
    Natomiast jeśli idzie o uczucia jakie wywołuje sama książka to powiem wam, że w trakcie czytania też miałam początkowo mieszane uczucia. Język rzeczywiście bardzo mocny, 14-latki uprawiające seks (lata 50?! mam na myśli Beli Cabral)… no, trochę zaskakujace nawet jak na dzisiejsze realia. Oscar przypłacający życiem swoja miłość do prostytutki – troche jak z filmu:D Ale im wiecej czasu upływa od przeczytania „Oscara…” to powiem wam, że coraz bardziej mi się podoba. Klimat historii, postaci, no świetne naprawdę.
    Myślę, że mieszane uczucia biorą się własnie z tego ze ta książka robi wrazenie, dobre czy złe – ale robi. A o to chyba chodzi:)

  20. Szwedzki Kucharz POLAND pisze:

    sory za fatalna składnię, ale jestem na skraju wyczerpania (sesja:D) no w kazdym razie mam nadzieje ze wiecie o co mi chodizlo:P

  21. zosik POLAND pisze:

    Robi wrażenie – pod tym podpisuję się obiema łapami!

  22. zosik POLAND pisze:

    domville dzięki! Nie czytałam tej recenzji

  23. myk POLAND pisze:

    Książka słaba, bez puenty. Krok wstecz w stosunku do Topieli. Poleciłem ją komuś na prezent i teraz mi głupio, zostałem skompromitowany. Dziwne, że Diaz ma w sobie pary na jedną tylko dobrą rzecz. Czytałem jeszcze jakieś opowiadania w NewYorkerze, ale szału również nie wykryto. A czekałem na tę książkę 10 prawie lat. Oszukali

  24. myk POLAND pisze:

    Boli mnie głowa, gardło, zęby oraz brzuch. To tak przy okazji, bo nie mam się gdzie wyżalić.

  25. myk POLAND pisze:

    A jak wczoraj po pijanemu napisałem jednej dziewczynie, że za czymś w niej tęsknię, to ta zadzwoniła dzisiaj i zapytała „za czym”, a ja na to, że nie wiem, a powinienem był odpowiedzieć „za czymś czego nie masz”, bo jak się okazało jest u niej ktoś inny, nie ja i teraz nie dość, że wszystko mnie boli, to jeszcze czuję się żałosny jak ten cały chujowy Oscar Wao. No, wyżaliłem się.

  26. Tanki POLAND pisze:

    Korzystając z tego, że Wao jest odkurzony, chciałam nadmienić tylko, że „Topiel”, moim skromnym zdaniem, znacznie się od Wao różni. Ja osobiście wolę Wao, ze względu na ten specyficzną stylizację języka, która Tobie nie przypadła do gustu, no i za zachętę do zgłębienia historii Dominikany, acz wydaje mi, że „Topiel” obiektywnie jest książką lepszą. Jest na pewno spokojniejsza, bardziej wyważona – to raczej obrazki z życia imigrantów, niby na pierwszym planie mamy konkretną rodzinę, ale to tło jest ważniejsze. Bardziej nostalgicznie, mniej humoru, ale mocno nasiąknięta i Dominikaną i USA. No i to zbiór luźno powiązanych ze sobą opowiadań, więc zawsze można sobie dawkować. Ja osobiście przeczytałam na raz i nawet zarwanej w sesji (spłonę za to) nocy nie żałuję:)

  27. Karolina pisze:

    Strasznie męcząca książka! Pomysł na nią przyznam,ciekawy,ale z wykonaniem już gorzej.Bardzo drażnił mnie w niej język,taki aż nadto nowoczesny,luzacki,liczne wulgaryzmy,a najbardziej te hiszpańskojęzyczne słówka-wtrącenia.Taka mieszanka dwóch języków rozpraszała,moje oczy zamiast skupić się na fabule (która nawiasem mówiąc,też nie była zbyt porywająca) skupiały się na odszyfrowywaniu słówek z boku strony.Nie odpowiadały mi również zdecydowanie zbyt obszerne przypisy,z których można by spokojnie sklecić całkiem odrębną książkę.
    Na pewno nigdy już nie wrócę do lektury tej książki ani nie polecę jej nikomu znajomemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>