Bo nie można z czystym sumieniem czytać grubych książek!!!
Ach jakie szczęście, że całego Tołstoja przerobiłam w czasach przedblogowych (choć trudno mi uwierzyć, że takie istniały…), bo teraz nie można spokojnie się w czymś grubszym zaczytać! O nie! Wszak na blogu o czymś pisać trzeba.
W każdym razie jeszcze chwilkę „Ducha w machnie” poczytam. Zacna to powieść, o niebo lepsza od „Morderstwa w Madingley Grange”, a że postaci u Graham wlewają w siebie skandaliczne ilości herbaty i ja zaparzę sobię filiżankę i wrócę do lektury.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Zawsze możesz zdawać relację w odcinkach;) Aczkolwiek rozumiem, kiedy czytałam „Swięte gry”, najbardziej irytowało mnie, że nie mam o czym pisać;) A do Graham się nieco zniechęciłam, czy ten „Duch w machinie” faktycznie dobry jest?
Oj mam tak samo, właśnie czytam tomiszcze 550 str. i długo to potrwa;)
Też się na tym złapałam. I nie podoba mi się myśl, że blogasek kieruje moim życiem. ;)
Iiii tam, ja nie piszę i żyję. Marne przebłyski pogodowe wykorzystuję na rowerek, a że neofita ze mnie, to jestem później tak wykończony, że nie tylko na lekturę, ale i film nie mam siły. Ale czasem coś tam drgnie, że to gości mało i statsy nie rosną. Niemniej jednak nie daję się :D
A może równocześnie gruba księga – cienkie książeczki, najlepiej z obrazkami:)
Jednak rower Bazyla jest najlepszy na wątpliwości;)
Padma :-) „Święte gry” to dopiero było tomiszcze. A „Duch w machinie” bardzo, bardzo mi się podoba. Może nie tyle jako kryminał, bo póki co wątków kryminalnych w nim niewiele, ale jako malowniczy i zamaszysty portret życia na wsi angielskiej z nieodłączną herbatą, spacerami po ogrodzie i lekko ekscentrycznymi mieszkańcami. Jest mniej wydumany niż „Morderstwo w Madingley Grange”, które wspominam jako wybitnie sztuczną powieść.
Aniu to Clezio popełnił tak grubaśną powieść?
VMR właśnie, a jeśli nie kieruje moim życiem, to na pewno ma duży wpływ na to co czytam :[
Bazyl właśnie w niedzielę mogłam czytać, ale wolałam się powozić na rowerze. Rowery rządzą!
Nutto mam w zanadrzu pewne maleństwo, w sam raz na popołudnie, więc może jutro przeczytam i o nim opowiem.
O, właśnie! Przed erą bloga uwielbiałam pokaźne tomiszcza, teraz dalej nimi nie gardzę, ale jakoś trudniej mi się zebrać do ich przeczytania. Wolę krótsze i to zdecydowanie wpływ bloga! :)
Ale nawet gdyby potraktować to jako minus „wirtualnego bywania” to i tak plusów dostrzegam tak wiele, że kompletnie nie zamierzam nic zmieniać.
Ale kiedy ja przeczytam „Samotnię” Dickensa ? (1047 str) A Tołstoj? Rany boskie! Chyba już spisany na straty… na całe szczęście większość Dostojewskiego chociaż znam – też z ery przedblogowej ;)))
Pozdrawiam serdecznie:)
E tam, przewrażliwienie;) Skąd ta presja, Zosiu? Bo w danym miesiącu mniej recenzji będzie? Przecież nie ilość się liczy. Poza tym, nie samymi książkami, nie samym blogowaniem się żyje. Narzucając sobie, że pisać musisz systematycznie, doprowadzisz do tego, że czytanie cię znudzi, zmęczy psychicznie, bo zgubisz po drodze całą czytania przyjemność. No i te liczne, grube i ciekawe tomiszcza przejdą ci koło nosa;)
Zosiu ano, ale też wydanie pompuje objętość, bo nie dość, że hardcover to jeszcze spory druk. A ja jeszcze nawet 200 stron nie przeczytałam;) Nie czyta się jej zbyt szybko.
Popieram literę. Kiedy czytanie zamienia się w rzemiosło, (a taki okres również miałem), to po co czytać. Ja tam utknąłem na finiszu „Baltazara i Blimundy”, w kibelku podczytuję po parę stron „Dekameronu”, a w perspektywie mam zamiar utworzenie letniego stosu z literaturą „niską”, ale za to rozrywkową. Na wierzchu będą „Jędrne kaktusy” Wawrzyńca :D
Ależ moja droga, olej bloga i czytaj, dla siebie. Wiem, że łatwo się mówi ;) Pamiętam jak czytałam biogafię Tulouse-Lautreca ok. 2 tygodnie i jakoś tak… głupio mi było ;) Nutta podała dobre rozwiązanie na takie blogowe rozterki ;)
Nikt Ci Zosiu nie wypomina brak nowych notatek. Ja sie tez ostatnio zakopalam w ksiazkach – moze krotszych ale polykam jedna po drugiej – i nijak czasu na pisanie nie mam. Tobie takze wybaczam skoro rozgrzeszylam siebie :D
A propos „rowery rządzą”, to ja sobie założyłem konto na bikestats.pl i wpisuję (wraz z kilkoma słowami opisu) swoje wycieczki. A to wszystko celem mobilizacji do dalszej jazdy i podbudowy ego, a także dlatego, że liczba rosnących kilometrów tak ładnie wygląda :)
Inblanco mam identyczne odczucia. Właściwie niby nimi nie gardzę, ale w sumie to się ich trochę obawiam. A z życia wirtualnego zrezygnować i tak zamiaru nie mam! Swoją drogą nie miałam pojęcia, że „Samotnia” ma ponad 1000 stron.
Litera to nie presja – to wewnętrzna dyscyplinka ;-) która każe mi regularnie się tu udzielać jakoś tak w miarę regularnie. I pomimo tego wewnętrznego pirkazu wciąż cieszy mnie czytanie (ewentualnie wiem, kiedy zrobić sobie od czytania przerwę).
Aniu moja Graham nie dość, że gruba to jeszcze małą czcionką.
Bazyl nie, nie czytanie to nie sztuka dla sztuki ;-) Trzeba tylko wiedzieć kiedy zrobić sobie przerwę. Tym „Dekameronem” w kibelku to mnie zastrzeliłeś, choć zapewne niektórzy by się obruszyli, że klasyka sięgnęła klozetu ;-)
Lilithin a widzisz! Blog to jednak jakiś tam obowiązek w sumie…
Gato a to akurat jeszcze inna strona medalu – mieć o czym pisać, ale nie mieć na to czasu ;-)
o tak herbata!!! właśnie przeczytałam u Nothomb o ekstatycznych doznaniach po wypiciu filiżanki herbaty, a właściwie miseczki i też biegnę zaparzyć, bo po ich przeczytaniu naszła mnie nagła chęć na herbatkę, może choć w ułamku doznam podobnych przyjemności :-) a co do opasłych tomów, to mam podobne „odczucia” lubię je ale mam wrażenie, że czasami można podejrzewać mnie o lenistwo i ociąganie
aaaa no tak zapomniałam …. miłej lektury „Skradzionego…” jak się za nią już „weźmiesz” :-)
PS herbatka już jest
Moni a co to za Nothombka takie doznania w Tobie wyzwala?
Ten blog został przeze mnie nominowany do Konkursu bobbyy.pl
Aby wziąć udział w konkursie, jako autor musisz go jednak oficjalnie zgłosić na stronie konkursu.
Jeśli jesteś czytelnikiem tego bloga i zgadzasz się z moją nominacją, możesz oddać swój głos na stronie z profilem bloga
Pełny link do nominacji: http://bobbyy.pl/nominacja.php?id=365
Że zacytuję „Dzierżąc owo wielkie naczynie (…miseczkę wrzącej herbaty…)przysiadam na ziemi. Herbata jest mocna i pyszna. Nigdy jeszcze takiej nie piłam. W ciągu kilku sekund uderza mi do głowy. Doświadczam pierwszych w moim życiu majaków. (…) W podskokach przemierzam lotnisko po przekątnej, kręcąc się jak bąk wokół własnej osi.” … może nie mam majaków ale lubię jak dobra herbata uderza do głowy, lubię czuć jej siłę, taka niewinna ciecz, nie tak gęsta i ciemna jak kawa, taka mimoza wśród napojów a jaka moc… może to jakieś dziwne ale ja najbardziej lubię właśnie to w herbacie :-)
Bastetia dziękuję za miłą informację :-)
Moni miła ma, ale z której to książki?
„Sabotaż miłosny” :-)A. Nothomb
Dziękuję :-)
Zosik drogi nie ma za co :-) niestety nic oprócz tego malutkiego fragmentu (albo raczej fragmenciku) nie zwróciło mojej uwagi w tej książce A. Nothomb, zaznaczam W TEJ!
a dlaczego nie ukazal sie tu moj wczesniejszy komentarz?
Ice nie mam pojęcia. A kiedy go dodałaś? Mogło się tak stać, że wordpress z jakiegoś powodu zakwalifikował go jako spam i nie przepuścił, a ja dostaję takie ilości spamu, że nawet nie zaglądam do tej zakładki tylko od razu ją kasuję.