Być może w mym stwierdzeniu będzie pewne nadużycie i może jakaś przesada, ale czytając z niesłabnącym upodobaniem reportaże dziennikarzy związanych z Gazetą Wyborczą: Szczygła, Tochmana, Surmiak-Domańskiej czy Hugo-Badera, teksty co najmniej bardzo dobre, a w wielu przypadkach wybitne, teksty ściskające w dołku rzec by można, dochodzę do wniosku, że to chyba nie przypadek, że oni wszyscy, te tuzy polskiego reportażu, związali się z poczciwym Wyborczakiem. I choć każdy z nich pisze inaczej, każdego interesują zupełnie inne tematy, a jednak łączy ich pewien wspólny rys – głęboko humanistyczne podejście do człowieka. Czy to wystarczy, aby reporterów skupionych wokół GW określić mianem szkoły reportażu? – nie wiem i nawet nie czuję się kompetentna, aby o czymś takim rozsądzać, ale co do jednego jestem pewna – za wychowanie tego stadka asów dziennikarstwa w pewnym sensie odpowiada Małgorzata Szejnert. I zrazu, po przeczytaniu „Wyspy klucz” wątpliwości co do tego nie mam. Pod okiem tak wspaniałej szefowej – królowej reportażu po prostu musieli zostać tylko najlepsi.
Co tu dużo gadać, Szejnert zachwyca! Choć mogłabym nie być zbyt obiektywna, bo jak powszechnie wiadomo w blogowych kręgach mam słabość do literackich portretów Nowego Jorku, choć bez wątpienia Big Apple za dużo u Szejnert nie ma. Jest natomiast wyspa Ellis, będąca przez ponad pół wieku dla milionów emigrantów zza oceanu kluczem, który mógł zamknąć lub otworzyć wrota ziemi obiecanej. Szejnert wbrew pokusie, której łatwo ulec, nie opowiada jednak o efektownym powikłaniu losów tychże biedaków, choć i emigranci są jednym z bohaterów tego wspaniałego reportażu. Dziennikarka woli skupić swą uwagę na wyspie, jej dość krótkich acz burzliwych dziejach opisanych poprzez pryzmat ludzi, którzy mieli na nią jakiś wpływ: kolejnych zarządców, tragarzy, matron, tłumaczy. Dzięki temu powstał reportaż nietuzinkowy. Fascynujący głos o piekącej do dziś kwestii amerykańskiej imigracji, przejmująca opowieść o świetności i upadku pewnego niemalże mitycznego miejsca. Miejsca, które przerodziło się w niebyt, co czyni z Małgorzaty Szejnert kolejną po mym ulubionym W.G. Sebaldzie znakomitą portrecistkę mikroświatów umierających, z takim pietyzmem wskrzeszanych przy pomocy pióra.
„Wyspa klucz” stanowi lekturę piękną i frapującą zarazem. I tu właśnie w sposób najdoskonalszy ujawnia się maestria Małgorzaty Szejnert, która potrafi opowiadać o budynkach, procedurach i zarządzeniach, tematach, nie łudźmy się samych w sobie nieszczególnie interesujących, w sposób porywający, który nie pozwala od książki oderwać się choćby na chwilę. Swoją drogą ciekawa jestem czy nie zdarzyło wam się kiedyś w czasie spaceru po opuszczonym miejscu poczuć mieszankę fascynacji, ciekawości i przerażenia, taką, że aż dreszcze przechodzą po plecach? Podobne odczucia towarzyszą lekturze „Wyspy klucz”, wszak opuszczone budynki na Ellis Island zamieszkują duchy, tysiące duchów, których obecność dzięki plastycznemu pióru Małgorzaty Szejnert wyczuwa się niemal na każdym kroku.
Znakomity reportaż, ale i wyborna literatura. Pieję z zachwytu pod niebiosa!
Ocena: 





Tutaj można zajrzeć do książki.
Może Cię również zainteresuje:
- „Afrykańska odyseja” Klaus Brinkbäumer 06/10/2009
- „Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny” Kamila Sławińska 14/04/2008
- Portret Polaka czasów niewoli 16/04/2010
- „Schodów się nie pali” Wojciech Tochman 11/01/2009
- „Wyjechali” W.G. Sebald 12/11/2008
- „Podróż Enrique” Sonia Nazario 29/10/2009
- „Głową o mur Kremla” Krystyna Kurczab-Redlich 10/01/2008










Ja DF czytam chyba od pierwszego numeru i kocham za reportaże zwłaszcza miłością dozgonną:) Na Wyspę Ellis mam szaloną ochotę, interesuje mnie ta tematyka równiez ze względów genealogicznych.
Aniu Ty mnie rozumiesz :) Faktycznie reporterów Wyborczej po prostu nie można nie kochać, a „Wyspa klucz” zasadniczo o emigrantach nie jest ;)
Ta książka mną wstrząsnęła. Suche informacje, a ileż w nich tragedii odrzucenia. Ten Ku-Klux-Klan maszerujący przeciwko białym przybyszom z Europy. Z komisarzy moim lubieńcem był pułkownik John Baptiste Weber, który odbył podróż do krajów skąd napływały fale emigrantów (koniec XIX wieku), ciekawa była kariera La Guardii. Ogólnie: uczciwość i bezwzględność. Rzucam tu w komentarzu hasłami, nie budując spójnej wypowiedzi, ale chciałam zasygnalizować to, co zwróciło moją szczególną uwagę. O mistrzostwie stylu sama pisałaś.
Histria La Guardii znakomita, Weber i jego wyprawa do Rosji, ale również historia Jacoba Auerbacha albo Pauli Pitum zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Nutto czekam na Twoją recenzję.
Pingback: InfoTuba : Kraków Warszawa wiadomości, wydarzenia, kultura, Białystok, Lublin, Łódź, Poznań, Rzeszów, Toruń - Polska - Literatura - "Wyspa klucz" Małgorzata Szejnert
„czy nie zdarzyło wam się kiedyś w czasie spaceru po opuszczonym miejscu poczuć mieszankę fascynacji, ciekawości i przerażenia, taką, że aż dreszcze przechodzą po plecach?” – oj, zdarzyło się, zdarzyło. Na widok nieczynnych hut, opuszczonych kopalń, zamkniętych przychodni. Z chęcią bym poczytała właśnie o historii takich miejsc. Sebalda mam wciąż na liście, pamiętając Twoją recenzję, a Szejnert od tygodnia już w domu :) Jeszcze nie zaczęłam czytać, ale cieszę się, że to dobra książka. A skoro i Ty, i Nutta zachwalacie, to już jestem całkiem spokojna :)
Lilithin co tu dużo gadać Szejnert popełniła reportaż wspaniały! I widzę, że podzielasz mą pasję do łażenia po opuszczonych miejscach.
Zmotywowałaś mnie do kupienia „Wyspy…”, bo krążę wokół tej książki od momentu jej wydania jak pies koło jeża i ciągle się zastanawiam czy ją nabyć :) Teraz jest już definitywnie na liście!
Myślę, że nie pożałujesz :-) Książka IMHO wspaniała i cieszę się, że zachęciłam Cię do zakupu.
Polecam książkę Ellis Island Snow Globe Eriki Rand.
No to wyłączam zaraz komputer i zabieram się za „Czarny Ogród”. Jeśli „Wyspa” jest tak dobra, jak opisałaś, nie powinnam żałować, szata graficzna zachęca, a tereny, o których Szejnert pisze, to prawie moje dzieciństwo.
Zycze autorce M.Szejnert wiele zdrowia do napisania jeszcze wiecej takich interesujacych ksiazek.”Wyspa klucz” jest mi szczegolnie bliska.I chcialabym aby otrzymala nagrode „Nike”.Przechowuje jednostronicowy paszport mojej tesciowej wydany w USA przez polski konsulat w r. 1920.I pomyslalam sobie w jakich warunkach to dziecko spod Tarnowa ( ur.1895)via Dania( zarobek na bilet)- Hamburg dotarlo przez Ellis Island do pracy i tam zalozyla rodzine.
kl ja też trzymam kciuki za „Wyspę klucz” w wyścigu o Nike :)