Veni, vidi, vici!
OK OK w tym veni vidi vici jest trochę przesady, powiedziałabym wręcz, że całkiem sporo, ale mój doskonały nastrój i rozpierająca mnie duma wspaniale współgra z klasyczną pompą made by Juliusz Cezar, więc niech już zostanie.
W ramach szaleńczego wypadu w Polskę (1100 kilometrów w 3 dni) zaliczyłam wizytę na warszawskich Targach Książki. Całkiem udaną rzec by można. Po prawdzie impreza tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, jak bardzo nie cierpię ścisku i duchoty, tudzież mrowia kłębiących i zewsząd napierających ludzkich ciał, a i poirytowała mnie organizacyjna niefrasobliwość. Poza tym głęboko zasmuciła mnie nieobecność Małgorzaty Szejnert, a rozczarowała absencja duetu Dziewit/Drotkiewicz (w tym miejscu Wydawnictwu Czarne należy się werbalne manto, bo skoro od dawna wiadomo było, że obie Panie się nie zjawią to po, za przeproszeniem, kiego grzyba w ogóle zapowiadano spotkanie z nimi nie wspominając już o umieszczeniu ich w kalendarzu spotkań?). Tyle zastrzeżeń, teraz będą już same pochwały, wszak nie co dzień ma się możliwość zobaczyć w jednym miejscu Adama Zagajewskiego i Jeffery’a Deavera, Hannę Krall i Wojciech Cejrowskiego, (był też Janusz Leon Wiśniewski, ale nie mogę powiedzieć, że go widziałam, jako że wianuszek wiernych wyznawców okrążył go tak ciasno jak panierka obtacza kotlet schabowy).




[Od lewej Jeffrey Deaver, Adam Zagajewski, Irena Matuszkiewicz i Wojciech Cejrowski]
Instynkt łowcy też został zaspokojony – upolowałam szalenie miłe odautorskie dedykacje.

Ta od Ireny Matuszkiewicz to akurat dla Mamy.

Od Ingi Iwasiów (a skoro „Bambino” nominowano do Nike chyba najwyższa pora w końcu je przeczytać)

Od Ify Nwamana
Clue mej wizyty na Targach było oczywiście ogłoszenie wyników Papierowego Ekranu, którego triumfatorem okazało się Niedoczytania, serwis, z którym nawiasem mówiąc swego czasu łączył mnie krótki i dość powściągliwy romans, którego efekty można przeczytać TUTAJ. Dlatego miło podwójnie, że wygraną zgarnęli znajomi. A i mnie organizatorzy postanowili spuścić z ambony mówiąc o Lekturkach tyle miłych rzeczy, że swój zachwyt z trudem temperowałam, co i tak na niewiele się zdało.
Ale, jak to mawia moja Szanowna Mama: dość tych świństw. Stosikami z łupów targowych i nie tylko pochwalę się kiedy indziej.









Och! Jak Ci zazdroszczę, jednak ten ścisk i duchota robią swoje. Może nie było tam tak jak na Jarmarku Dominikańskim.
Jak jest jarmark, to nie mogę normalnie poruszać się po Gdańsku. Wiecznie jakieś korki, tłum ludzi i te ciągłe zdjęcia. Jak skryję się przed jednym, aby komuś nie wejść w kadr, to zaraz wejdę komuś drugiemu. O matko!
Gratulacje ponownie! ; ))
Och nigdy nie byłam w Warszawie na targach. Ale myśle, że ten ścisk i duchota to nic w porównaniu z Krakowem, gdzie przecież targi są w okresie noszenia płaszczy, ciężkich butów, a to wszystko w dusznej hali :D
Ale i tak warto się wybierać na targi – ja je uwielbiam, pomimo upłynniania na nich prawie całej wypłaty :D
Jeszcze raz gratuluję nominacji do Papierowego Ekranu i powodzenia następnym razem, Pozdrawiam.
ps. niemiłosiernie zazdroszczę ci spotkania z Jeffrey’em Deaver’em. Uwielbiam go odkąd pochłonęłam w jeden wieczór „Kamienną małpę”, w drugi „Puste krzesło” a w kolejny „Tańczącego trumniarza” :D
pozdrawiam i przepraszam za przydługi komentarz :D
Ach no i jeszcze pan Cejrowski – dzięki któremu pokochałam i zobaczyłam Meksyk. Ty szczęściaro :D
Gratuluję fantazji i trzymam kciuki za powodzenie za rok:) A teraz bardzo proszę zdjęcia łupów;)
Szkoda, że to jednak nie Ty wygrałaś ;) Ale z tego, co piszesz spędziłaś naprawdę wspaniały czas, a teraz czekam na zdjęcia stosów łupów!:)
Vampire_Slayer swego czasu (gdy jeszcze miałam 3 miesięczne wakacje) co roku robiłam sobie wypad na Jarmark, ale teraz za daleko, a i impreza jakoś z biegiem czasu stała się dla mnie mniej atrakcyjna, a prawdziwie ładne rzeczy zastąpiła chińska tandeta.
Gato przyznaje się, że zadebiutowałam na Targach Warszawskich, ale prawdę mówiąc ścisk i duchota jest bardzo podobny do tych krakowskich. Ciasne słabo wentylowane pomieszczenia to bolączka tych imprez.
Padmo będzie fota, obiecuję :]
Mandżuria eee i tak nie miałam szans w obliczu tych wszystkich gigantów, ale ogromnie miło było być w tym gronie :-)
To mam głupie pytanie, bo chyba nie doczytałam. Gdzie Ty teraz mieszkasz? :D
ech ten Zagajewski! zazdroszczę wypadu do Warszawy – ze Śląska daleko, ale przecież książka alter ego Autora (mama nadzieję)
Vampire w Krakowie :-)
Sebastian z Krakowa też jest kawałek, ale prawdę mówiąc gdyby nie to, że faktycznie musiałam być w Warszawie pewnie Targów bym nie odwiedziła.
To kto wie, może minęłyśmy się w tym tłumie? Gratuluję wyróżnienia, w pełni zasłużone!
I też mam zdjęcie z Cejrowskim :)))
Właśnie In Anno kto wie czy się nie minęłyśmy ;)
hej a może my się widziałysmy bo i ja tam byłam:)
A gdzie siedziałaś? Ja na pod ścianką na przeciwko prowadzących.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane