“Rury” Etgar Keret
Konflikt izraelsko – palestyński jest motywem przewodnim debiutanckiego zbioru opowiadań mistrza krótkiej formy – Etgara Kereta. Choć właściwie nie wyraziła się może zbyt dokładnie, nie konflikt w samej swej istocie, a raczej prześmiardły klimacik mu towarzyszący. Zgniła atmosfera wzajemnej niechęci (aby nie wyrazić się bardziej dosadnie) nieuchronnie unoszący się wkoło owej scysji, z której Keret uczynił temat swych skondensowanych, ba wręcz skompresowanych opowiadań. „Rury”, bo o nich mowa, drugi tomik opowiadań Izraelskiego prozaika, który udało mi się przeczytać, w porównaniu z „Koloniami Knellera” wypada zdecydowanie słabiej. Przyznać się muszę w tym miejscu do pewnego mimowolnego rozczarowania, bo w tym dość posępnym klimacie zabrakło mi, znanego z wcześniejszej lektury, ironicznego dowcipu oraz czegoś co określiłabym mianem odrobiny szaleństwa. Owszem, sarkazmu Keret nie pożałował, a i potraktowanie świata przedstawionego poprzez krzywe zwierciadło robi swoje, ale mimo wszystko „Rury” są dużo bardziej niepokojące i mroczne niż stosunkowo lekkie połączenie absurdu z groteską w późniejszych „Koloniach…”. Zresztą me rozczarowanie wynika zapewne z tego, że chciałam wesołka – dostałam cynicznego pesymistę, na całe szczęście wciąż nie pozbawionego poczucia humoru.
Kereta – pesymistę w „Rurach” interesuje przede wszystkim wpływ konfliktu ze śmierdzącymi Arabusami na życie przeciętnego Izraelczyka. Jest przy tym pisarzem absolutnie nieprzewidywalnym i na swój sposób przewrotnym. Nie stylistycznie, jako że pisze w sposób dla siebie niezwykle charakterystyczny i spójny, ale fabularnie. Keret z lubością pogrywa sobie z literaturą (w jednym z moim zdaniem najlepszych opowiadań –„Pisarskiej zawiści” uśmierca Maxa Frischa), nie waha się wcielić w życie najbardziej absurdalne pomysły (uśmiercić wszystkie autobusy – proszę bardzo, kobieta przyklejona stopami do sufitu – viola). Opowiadania zawarte w „Rurach” są jak fajerwerki, które z hukiem wybuchają, aby za moment stać się jedynie wspomnieniem. To cena zwartej formy.
„Rury” to śmiertelnie poważny literacki żart. Pomimo nierówności i pewnej słabości zbioru warto sięgnąć po niego choćby dla tych kilku, kilkunastu miniaturek. Intensywnych i ostrych niczym brzytwa.
Ocena: 














Z tego zbioru powaliła mnie na łopatki “Astma”.
Lapidarność formy i rażąca siła przekazu.
Majstersztyk!
Pozdrawiam serdecznie!
Już kolejny Twój wpis o Kerecie i doszłam do wniosku, że muszę gdzieś dorwać jego opowiadania, bo chyba mi się spodobają. Szczególnie, że ostatnimi czasy jakoś mnie ciągnie na Bliski Wschód.
mnie się ogromnie ten zbiorek podobał…
Simon faktycznie “Astma” rewelacja! To właśnie jedno z tych opowiadanek, które miałam na myśli mówiąc o miniaturach ostrych jak brzytwa.
Liritio myślę, że warto. Tomiki są na tyle niewielkie objętościowo, że nawet jeśli nie przypadłyby Ci do gustu (w co w sumie powątpiewam) wiele czasu na nie nie zmarnujesz.
Chiaro ja również nie narzekam, bo dzięki Keretowi udało mi się przełamać czytelniczy impas :)
a ja czaję się na “Pizzeria Kamikadze”, ale to jakiś biały kruk się zrobił, a szkoda, bo akurat tak się złożyło, że kolega mój z liceum to tłumaczył, między innymi i tak z ciekawości, chciałam zobaczyć, jak mu poszło…nie wątpię, że świetnie, bo i jego matka była tłumaczem z tego języka a i on miał ku temu pasję…pozdrawiam;)
A czy część opowiadań z “Pizzeria Kamiadze” nie ukazało się w innych zbiorkach? Coś obiło mi się o uszy, że wydawcy wprowadzili spore zamieszanie z kolejnością i zawartością poszczególnych tomików.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Nocna zamieć" Johan Theorin
przy łóżku "Pokonani" Iriny Głowkiny - wciąż, bo czyta się świetnie, ale powoli ;-)
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane