„Polowaneczko” Tomasz Matkowski
Po „Historiach małżeńskich dla dorosłych” Antczaka kolejne doświadczenie czytelnicze z gatunku tych osobliwych i niejednoznacznych.
Dziwnie się z tym czuję, bo „Polowaneczko” to skrajnie nonkonformistyczna rozprawa z kulturą łowiecką, nietuzinkowy pseudoliteracki – pseudonaukowy twór o walorach żarliwej agitki z czasów socrealizmu. Lektura, która w pewien sposób dotyka, igra z czytelniczą wrażliwością, po to aby dotknąć do żywego, zbulwersować i oburzyć.
„Polowaneczko” nie ma się podobać, ma przede wszystkim wstrząsać i wydaje mi się, że ten cel Matkowskiemu udało się zrealizować aż za dobrze. On sam zresztą ze swym zamiarem się nie krył. Napisał książeczkę celowo prowokacyjną i demaskatorską, bardzo odważną, tylko czy epatowanie kontrowersyjnymi treściami jest dobrą strategią, nawet jeśli wynika z „pobudek serca”? I jakkolwiek „Polowaneczko” nie byłoby publikacją słuszną i potrzebną, wzajemne przerzucanie się argumentami między dwoma obozami oponentów, ta kategoryczna nieomylność i chłód Matkowskiego (z którym, podkreślam, w większości kwestii absolutnie się z nim zgadzam), sprawia, że lektura pozostawia po sobie niedookreślony niesmak, poczucie, że ktoś tu kimś bardzo chce manipulować?
Matkowski rozprawia się w sposób nader bezkompromisowy z etosem myślistwa, z romantycznym mitem dzielnego łowczego – przyjaciela leśnej zwierzyny, który w imię nie jej dobra a własnej przyjemności dokonuje niemalże rytualnych mordów pod przykrywką polowania. „Polowaneczko” zatem to przerażającą w swej skrupulatności analizą mechanizmów kulturowych, które jedną z formę sadyzmu (Matkowski) obwarowały ogłupiającą wręcz dawką ideologii, pod którą kryje się mordowanie dla przyjemności, bo mniej więcej do tego sprowadza się idea biegania po lesie z flintą i strzelania do zwierząt, a także tak pozornie altruistyczny odruchy jak dokarmianie w czasie zimy. Genezą „Polowaneczka” był metatekst napisany przez Matkowskiego na podstawie uznanych podręczników łowiectwa. Łatwość, żeby nie powiedzieć lekkość, z jaką ich autorzy piszą o metodach uśmiercania zwierzaków jeży włos na głowie. W Wyborczej, z myślą o której Matkowski pisał, tekst ostatecznie nie został opublikowany, ale za to ukazał się wywiad przeprowadzony przez Mariusza Szczygła. Na forum pod nim zawrzało, a drobiazgowa analiza owego fermentu stała się przyczynkiem do wydania całości w formie książkowej. Matkowski w swej analizie nie pozostawia żadnych złudzeń co do, rzekomo szlachetnej, idei łowiectwa, krok po kroku kompromitując etos myśliwski, a w swym wywodzie jest wręcz chorobliwie dokładny. Metodycznie obala każdy kontrargument internautów związanych bądź sympatyzujących z myśliwymi, a ci, jak na niewinnych przyjaciół braci mniejszych i leśnej kniei, ludzi pielęgnujących „wspaniałą kulturę”, zachowali się z sposób zupełnie z tym wizerunkiem nie licujący, niegrzecznie (ba! wręcz wulgarnie) zupełnie jakby grunt palił im się pod nogami.
Ocena: 





Dyskusja wokół „Polowaneczka” wciąż trwa.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten post jest jedyny w swym rodzaju ;-)









[...] pozostawia po sobie niedookreślony niesmak, poczucie, że ktoś tu kimś bardzo chce manipulować? Przeczytaj całośćTagi: recenzja książki Dodaj do ulubionychWyślij znajomemuZgłoś naruszenie regulaminuDodaj do: [...]
Mnie raczej nie przypadłaby do gustu, raczej po nią nie sięgnę. Z tego co widzę nie zbiera dobrych opinii.
W czwartek udałam się do antykwariatu, Ty wiesz, ile oni nowych kryminałów, sensacji, romansów i wszystkich innych dostali? Aż mnie portfel świerzbił. I jak to powiedziała pani sprzedająca (nie wiem jak nazywa się pani sprzedająca w antykwariacie, więc będzie sprzedająca :] )” Duże potrzeby, ale gotówki brak”.
Zakupiłam „Masz nową wiadomość” Kelly Harte, „Samotność w sieci” Janusz L.Wiśniewski oraz „Emme” Jane Austen.
A więc pierwsza książka z mojej listy, którą stworzyłam na podstawie twoich recenzji, kupiona :]
Rower? Dobra sprawa. A jeździsz czasem na rolkach?
Pozdrawiam ; *
w razie, jakby Cię nie było do świąt, to życzę Ci:
„Jajka kolorowego, byle nie niestrawnego,
pisanek, tyle ile uniesie koszyczek,
by się kiełbaski, wędliny zmieściły,
bo nie wypada, aby się nie poświęciły.
Baranka z masła, choć może być i z soli,
jeśli to Cię zadowoli.
Przyjemnej atmosfery, ciast nie z tej sfery
no i tego, co zajączek Ci przyniesie.”
Takie mało udane, bo na szybkiego pisane. Ale może Ci się spodoba.
Wesołych! ; *
Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że wzięłaś się za coś takiego :-)
Brzmi intrygująco, ale sama nie wiem, czy miałabym na tę lekturę ochotę, czy wręcz przeciwnie.
Załączam serdeczne życzenia miłych i pogodnych świąt :)
Odkąd usłyszałam o „Polowaneczku”, gryzę się z myślami – przeczytać czy nie. Z jednej strony zgadzam się z autorem, książka dostarczyłaby mi argumentów w dyskusji no i dowiedziałabym się sporo nowego… ale chyba aż zbyt wiele. Nie lubię epatowania się okrucieństwem, nawet jeśli służy to przedstawieniu idei zgodnych z moim pojmowaniem różnych rzeczy. Unikam tego (dlatego też nie czytam wielu książek o holocauście – po prostu nie). Do tego nie lubię pisarstwa, które chce mi narzucić swoje wizje w sposób nachalny i agresywny. Dość się już naczytałam takich publikacji. Więc sama nie wiem, dylemat trwa.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane