Po „Historiach małżeńskich dla dorosłych” Antczaka kolejne doświadczenie czytelnicze z gatunku tych osobliwych i niejednoznacznych.
Dziwnie się z tym czuję, bo „Polowaneczko” to skrajnie nonkonformistyczna rozprawa z kulturą łowiecką, nietuzinkowy pseudoliteracki – pseudonaukowy twór o walorach żarliwej agitki z czasów socrealizmu. Lektura, która w pewien sposób dotyka, igra z czytelniczą wrażliwością, po to aby dotknąć do żywego, zbulwersować i oburzyć.
„Polowaneczko” nie ma się podobać, ma przede wszystkim wstrząsać i wydaje mi się, że ten cel Matkowskiemu udało się zrealizować aż za dobrze. On sam zresztą ze swym zamiarem się nie krył. Napisał książeczkę celowo prowokacyjną i demaskatorską, bardzo odważną, tylko czy epatowanie kontrowersyjnymi treściami jest dobrą strategią, nawet jeśli wynika z „pobudek serca”? I jakkolwiek „Polowaneczko” nie byłoby publikacją słuszną i potrzebną, wzajemne przerzucanie się argumentami między dwoma obozami oponentów, ta kategoryczna nieomylność i chłód Matkowskiego (z którym, podkreślam, w większości kwestii absolutnie się z nim zgadzam), sprawia, że lektura pozostawia po sobie niedookreślony niesmak, poczucie, że ktoś tu kimś bardzo chce manipulować?
Matkowski rozprawia się w sposób nader bezkompromisowy z etosem myślistwa, z romantycznym mitem dzielnego łowczego – przyjaciela leśnej zwierzyny, który w imię nie jej dobra a własnej przyjemności dokonuje niemalże rytualnych mordów pod przykrywką polowania. „Polowaneczko” zatem to przerażającą w swej skrupulatności analizą mechanizmów kulturowych, które jedną z formę sadyzmu (Matkowski) obwarowały ogłupiającą wręcz dawką ideologii, pod którą kryje się mordowanie dla przyjemności, bo mniej więcej do tego sprowadza się idea biegania po lesie z flintą i strzelania do zwierząt, a także tak pozornie altruistyczny odruchy jak dokarmianie w czasie zimy. Genezą „Polowaneczka” był metatekst napisany przez Matkowskiego na podstawie uznanych podręczników łowiectwa. Łatwość, żeby nie powiedzieć lekkość, z jaką ich autorzy piszą o metodach uśmiercania zwierzaków jeży włos na głowie. W Wyborczej, z myślą o której Matkowski pisał, tekst ostatecznie nie został opublikowany, ale za to ukazał się wywiad przeprowadzony przez Mariusza Szczygła. Na forum pod nim zawrzało, a drobiazgowa analiza owego fermentu stała się przyczynkiem do wydania całości w formie książkowej. Matkowski w swej analizie nie pozostawia żadnych złudzeń co do, rzekomo szlachetnej, idei łowiectwa, krok po kroku kompromitując etos myśliwski, a w swym wywodzie jest wręcz chorobliwie dokładny. Metodycznie obala każdy kontrargument internautów związanych bądź sympatyzujących z myśliwymi, a ci, jak na niewinnych przyjaciół braci mniejszych i leśnej kniei, ludzi pielęgnujących „wspaniałą kulturę”, zachowali się z sposób zupełnie z tym wizerunkiem nie licujący, niegrzecznie (ba! wręcz wulgarnie) zupełnie jakby grunt palił im się pod nogami.
Ocena: 





Dyskusja wokół „Polowaneczka” wciąż trwa.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Pingback: InfoTuba : Kraków Warszawa wiadomości, wydarzenia, kultura, Białystok, Lublin, Łódź, Poznań, Rzeszów, Toruń - Polska - Literatura - "Polowaneczko" Tomasz Matkowski
Mnie raczej nie przypadłaby do gustu, raczej po nią nie sięgnę. Z tego co widzę nie zbiera dobrych opinii.
W czwartek udałam się do antykwariatu, Ty wiesz, ile oni nowych kryminałów, sensacji, romansów i wszystkich innych dostali? Aż mnie portfel świerzbił. I jak to powiedziała pani sprzedająca (nie wiem jak nazywa się pani sprzedająca w antykwariacie, więc będzie sprzedająca :] )” Duże potrzeby, ale gotówki brak”.
Zakupiłam „Masz nową wiadomość” Kelly Harte, „Samotność w sieci” Janusz L.Wiśniewski oraz „Emme” Jane Austen.
A więc pierwsza książka z mojej listy, którą stworzyłam na podstawie twoich recenzji, kupiona :]
Rower? Dobra sprawa. A jeździsz czasem na rolkach?
Pozdrawiam ; *
w razie, jakby Cię nie było do świąt, to życzę Ci:
„Jajka kolorowego, byle nie niestrawnego,
pisanek, tyle ile uniesie koszyczek,
by się kiełbaski, wędliny zmieściły,
bo nie wypada, aby się nie poświęciły.
Baranka z masła, choć może być i z soli,
jeśli to Cię zadowoli.
Przyjemnej atmosfery, ciast nie z tej sfery
no i tego, co zajączek Ci przyniesie.”
Takie mało udane, bo na szybkiego pisane. Ale może Ci się spodoba.
Wesołych! ; *
Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że wzięłaś się za coś takiego :-)
Brzmi intrygująco, ale sama nie wiem, czy miałabym na tę lekturę ochotę, czy wręcz przeciwnie.
Załączam serdeczne życzenia miłych i pogodnych świąt :)
Odkąd usłyszałam o „Polowaneczku”, gryzę się z myślami – przeczytać czy nie. Z jednej strony zgadzam się z autorem, książka dostarczyłaby mi argumentów w dyskusji no i dowiedziałabym się sporo nowego… ale chyba aż zbyt wiele. Nie lubię epatowania się okrucieństwem, nawet jeśli służy to przedstawieniu idei zgodnych z moim pojmowaniem różnych rzeczy. Unikam tego (dlatego też nie czytam wielu książek o holocauście – po prostu nie). Do tego nie lubię pisarstwa, które chce mi narzucić swoje wizje w sposób nachalny i agresywny. Dość się już naczytałam takich publikacji. Więc sama nie wiem, dylemat trwa.